W kolejnym odcinku oglądamy pod mikroskopem rewelacyjny album Daniela Lopatina.
Pierwsza rzecz, która mi się nasuwa, to charakterystyczne brzmienie tych gości. Gdyby mi ktoś podrzucił ten nowy kawałek Disclosure, pewnie na gorąco i bez podpowiedzi przypomniałbym sobie specyficzną grę werbli, talerzy i basu czy wyciszenia ścieżek, które znamy z Settle, dziwiąc się prawdopodobnie ghetto-house’owym inspiracjom. Z drugiej strony bezpodstawnie, bo Lawrence’owie to otwarte gagatki, a taneczne nurty lat dziewięćdziesiątych to przecież ich piaskownica. Mam jedynie lekki niedosyt, bo kierunek, w którym poszli, musiał utemperować rozpasaną przebojowość – ich główny atut – w imię repetycyjności. Na długości pięciu minut dzieje się dużo dobrego, jednak ostatecznie bez głębszej konkluzji. Wyczuwam albumowość tego numeru i nadal wierzę, że jest na co czekać, ale w tym momencie delikatnie wzruszam ramionami. –K. Pytel