W kolejnym odcinku oglądamy pod mikroskopem rewelacyjny album Daniela Lopatina.
James Blake po dłuższej przerwie bezceremonialnie wyprzedza na trzeciego na futurystycznej, brutalnie poszatkowanej autostradzie donikąd. Burial składa się na wachę.
Azealia wciela się w postać Chaki Khan na przestrzennym, oddychającym pełną piersią, house'owym bicie. W takim wydaniu lubię ją najbardziej. Banks w stanie nieważności – to jest właśnie to!
Sam McCarthy z Nowej Zelandii ponownie częstuje nas przebojowym electro-popem o lekko chillwave’owej prowienencji. Nieco ponad półtora tysiąca fanów na fejsie? O, kulson!
Duet z Nashville wszczepia trochę organiczności i kompozycyjnej ogłady w syntezatorową młóckę spod znaku Jai Paula. Z całego serca życzę im, żeby podążyli śladami innego teksańskiego tandemu, czyli Jensen Sportag. Potencjał na pewno jest.
Niedawno u lokalnego bukmachera bez zbędnej zwłoki postawiłem pięć dyszek na to, że nie powstał w ubiegłym roku ładniejszy utwór niż ten sophisti-prog-popowy majstersztyk. Szkoda tylko, że po drodze Thief zwinął mi kupon. Substance only o mandarynkowym posmaku.
Autorka niemiłosiernie wyśmiewanego "Friday" pokazuje, że niezasłużenie stała się obiektem niewybrednych żartów. Dziś oczywiście nikt już o niej nie pamięta, więc siłą rzeczy jej najlepszy utwór przeszedł zupełnie bez echa. A szkoda, bo temu nokturnowemu synth-popowi o tanecznym drygu bezsprzecznie należą się słowa pochwały.
Ucyfrowiony, więcej niż witalny dancehall zachęcający do budowy kosmodromu pod Barceloną. Krótko mówiąc: Bad Gyal wysyła w kosmos.
Uroczyste, tonące w przepychu romantycznych syntezatorów wyznanie zakochanego absztyfikanta o złamanym sercu. Bez chusteczek do otarcia łez nawet nie zasiadajcie do słuchania.
Piekielnie ambitny, żonglujący stylami bydgoszczanin wyprowadza swoich hejterów na okołotrapowy spacer w jedną stronę. Tak donośne jakby ktoś przejechał kijem bejsbolowym po balustradzie.
Grime’owa przestroga przed zgubnymi następstwami globalnego ocieplenia. Idealny soundtrack do zbierania brzoskwiń na Grenlandii. Brytyjski rap w krzywym zwierciadle.