W kolejnym odcinku oglądamy pod mikroskopem rewelacyjny album Daniela Lopatina.
Zawsze gdy wjeżdża nowe Deafheaven, kończy się mój poptymizm, choć może nie tak zupełnie, bo to jednak z reguły najbardziej przyswajalny black w tej części galaktyki. Nawet nad Styksem czasem świeci kwietniowe słońce. Samo szatańskie dobro!