W kolejnym odcinku oglądamy pod mikroskopem rewelacyjny album Daniela Lopatina.
Po pięciu latach longplayowej nieobecności wraca utalentowany amerykański duet tworzący muzykę elektroniczną po brzegi wypełnioną mocnym syntezatorowym brzmieniem. Na swoim najnowszym albumie, będącym koncepcyjną kontynuacją poprzedników, Takahashi z Weissem dokonują szeroko zakrojonej rewolty − porzucają niemal łopatologiczne (w dobrym sensie) oraz inwazyjne środki wyrazu połączone ze zbrutalizowaną sekcją rytmiczną Tracera na rzecz bardziej kontemplacyjnych utworów pełnych rozlanego na wszystkie strony brzmienia. Płynnie przechodzą z dusznej klubowej atmosfery wyniszczenia w stronę onirycznego aftera, na którym po całonocnym imprezowaniu nikt nie ma już siły na parkietowe harce, a jedyne, czego pragniemy, to poważniejszych rozmów i wypicia tych kilku ostatnich browarów, zanim w końcu padnie się sennie na ziemię przy zegarze wybijającym dwunastą rano.
Niby mamy tutaj do czynienia z dojrzalszym materiałem ludzi, którzy w wieku dwudziestu lat w lekko odczuwalny sposób wpłynęli na gatunkowe ramy, jednak najnowszy krążek Fantasy, pomimo nabytego życiowego doświadczenia, staje się jednym z najsłabszych reprezentantów ich intrygującej twórczości. Najsłabszym (kwestia sporna), ale wciąż poprzez głębie przepływających kawałków osiągającym ku naszej uciesze poziom niedostępny dla większości współczesnych scenowych wymiataczy. −M.Kołaczyk