SPECJALNE - Rubryka

Ekstrakt #10 (SAFE)

6 września 2026

cover

Greater California
The Little Pacific
2002, Subtitled Audio

Pisaliśmy:
Na szczęście, co pewien czas, ni stąd ni zowąd, jakiś mało znaczący zespolik decyduje się wyszydzić mój brak wiary, wydając subtelną perełkę pokroju Little Pacific właśnie. Może to kwestia zaszczytnych inspiracji grupy, celujących gdzieś tak w późno-środkowych Beatlesów, ale już półtoraminutowego openera "Dwelling Good" słucha się z największą przyjemnością. Psychodeliczny basik, pełna werwy, bluesująca gitarowa partia, nastrojowa reminiscencja The Hour Of Bewilderbeast –Patryk Mrozek.

posłuchaj »

przeczytaj recenzję
przeczytaj "100 Płyt 2000-2004"


cover

James Ferraro
Skid Row
2015, Break World

Pisaliśmy:
Skid Row wydaje się bardziej organiczna, zapowiada już zwrot ku graniu bardziej ludzkiemu (na przykład przez rozbudowane orkiestracje), a nie wystukiwaniu przy pomocy klawisza enter pejzażu w stylu Hieronima Boscha na xanaxie. –Łukasz Łachecki

posłuchaj »

przeczytaj "10 najlepszych wydawnictw Jamesa Ferraro"


cover

Jan Jarczyk
To And Fro
1981, Helicon

Pisaliśmy:
Jarczyk był już wtedy doświadczonym muzykiem, mającym na koncie współpracę m.in. z Seifertem, Namysłowskim, Nahornym, Ptaszynem i Stańką, więc o prostym kopiowaniu patentów bossa novy nie mogło być mowy, ale każdy z utworów zawartych na To and Fro emanuje tą specyficzną pogodą ducha i niezwykłą harmonią emocji, znaną z nagrań Stana Getza czy Joao Gilberto. –Krzysztof Michalak

posłuchaj »

przeczytaj "Najlepsze polskie płyty XX wieku"


cover

Jeff Mills
Live At The Liquid Room, Tokyo
1996, React

Wielki i niepodważalny klasyk techno: surowy, bezlitosny, bezwzględny. Ale każde techno-dziecko to wie. Za to postać Jeffa. Oddajmy głos ekspertowi od Milesa Davisa techno: "Zrozumiałem, że jest kimś na miarę Jamesa Stinsona zamiast oceanicznych głębin ekplorującym kosmos. To nie jest jakiś tam jeden z grajków techno, jego styl jest nieosiągalny, łączący samurajską ostrość z afrykańską sambą. Inspirujący. JEFF MILLS jest prekursorem nowego rodzaju estetyki, opartej na ESP (extrasensory perception), którą zapowiadał McLuhan, związaną z retrybalizacją, powrotem ludzkości do pierwotnego stanu". –Tomasz Skowyra

posłuchaj »


cover

John Zorn
Naked City
1990, Elektra Nonesuch

Zorn ze swoją ferajną w iście zappowskim stylu awangardowej błazenady pożenił na Naked City surf rocka, pop rocka, noise rocka, punk rocka, metal, grindcore czy nawet ambient i muzykę filmową. Nie dość, że jest to "żart o wymowie międzynarodowej" (jak powiedziałby Szczęśniak w KOC-u), to jeszcze podejrzanie świeżo odnajduje się w ironicznym krajobrazie muzyki XXI wieku, z pełnymi miniaturek długimi tracklistami skrojonymi pod platformy streamingowe na czele. Mało tego: tajną bronią Zorna są wariackie jump cuty, antycypujące dzisiejsze internetowe czasy, gdzie scrollowanie rolek/reelsów stało się czym powszednim. Słabo? –Tomasz Skowyra

posłuchaj »


cover

Jon Hassell
Fourth World Volume Two: Dream Theory In Malaya
1981, Editions EG

Gdybym się próbował rozwinąć, to nawet nie musnąłbym meritum, bo "na telefon nie ma takiej rozmowy, to kurwa trzeba tego, wisz". Wpływy Jona na innych twórców – "im są starsze, tym jaskrawsze, im są starsze, tym widzę je jaśniej" (pozdro Tomek). Ostatnie półtorej dekady zupełnie wywróciło optykę, gdy baudrillardowskie symulakra ożyły w audialnej sferze manipulacji zwanej vaporwave. Obiektywnie największe przeoczenie obu odsłon Guide to Pop, ale "jeszcze tu kurwa wrócimy, z Jonem". W post-świecie który czai się za rogiem czeka Hassella pośmiertnie status giganta na miarę Eno. Redaktor Łachecki w 2009 pisał o Brianie, że "to w ogóle zapewne jest numer 1 naszego rankingu, ale potrzeba będzie jeszcze dekad, żebyśmy mogli to sobie uświadomić" – już chyba aktualne, a dla Jona ta chwila nieuchronnie nadchodzi. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


cover

Jürgen Müller
Science Of The Sea
2011, Digitalis

Pisaliśmy:
Album brzmi jak odkopana na strychu kaseta z newage-ambientowym klasykiem z lat 80. Delikatne pasma ambientu idące w parze z uroczymi retro-synthowymi arpeggiami i szumem taśmy składają się na przepiękną pocztówkę z dawno minionej epoki ejtisów. Warto też sięgnąć po nagrania inne albumy Chambersa, który zmarł w 2022 roku po ciężkiej walce z rakiem. –Tomasz Skowyra

posłuchaj »

przeczytaj "Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)"


cover

Kaz Bałagane x Belmondo
Sos, Ciuchy i Borciuchy
2014, self-released

Pisaliśmy:
Zapytany o duet raperów z Polski, którego akcje w ostatnich miesiącach wzrosły najbardziej, bez chwili zawahania odpowiedziałbym: Belmondo i Bałagane. (…) Najważniejsze z elementów, czyli: warsztat producencki, uliczno-niuskulowe delivery i wyrazistość są tu na zajebiście wysokim poziomie, a to jest wręcz fundamentalne dla poruszania się po tej konwencji –Rafał Marek

posłuchaj »


cover

Kelman Duran
13th Month
2018, Apocalipsis

Pisaliśmy:
Coraz wyraźniej widać, jak wpływowy okazał się wydany pod koniec 2018 roku album 13th Month Kelmana Durana. Producent z Dominikany, obficie czerpiąc z trapowych sampli, reggaetonowego szkieletu rytmicznego i latynoskiego chopped and screwed (…) stworzył epickiego potwora, którego echa usłyszymy na albumach neoperreo czy epic collage. –Łukasz Łachecki

posłuchaj »


cover

Kings Of Caramel
Kings Of Caramel
2008, My Shit In Your Coffee

Pisaliśmy:
Sąd mój znajduje jednak miejsce dla jaskrawego, znaczącego wyjątku – w przypadku Kings Of Caramel z braku twórczego ciśnienia powstał materiał autentycznie śliczny. Niewymuszoność przeszła tym razem raczej w błogość niż w lenistwo czy nadmierną pewność siebie, a owa błogość prostą drogę miała do delikatnie nadrealistycznego, na pograniczu snu i jawy, klimatu. –Radek Pulkowski

posłuchaj »

przeczytaj "100 Polskich Płyt 2000-2009"
przeczytaj "Rekomendacje płytowe 2008"
przeczytaj porcast


cover

Klaus Schulze
Moondawn
1976, Brain

Trochę nie mnie oceniać, czy w wypełniającej stronę A suicie "Floating" pan Klaus na swoich ARPACH, EMSACH, CRUMARACH, FARFISACH i w towarzystwie bębniącego Haralda Grosskopfa autentycznie WYNALAZŁ TECHNO – do panelu dyskusyjnego na ten temat zapraszam serdecznie autorytety w rodzaju fanpage'a "1001 albumów, których posłuchałem, żebyście wy nie musieli". Aczkolwiek z pół tuzina kosmicznych dziełek sztandarowego przedstawiciela "szkoły berlińskiej" to akurat szczególnie urzekło mnie przejrzystością, przestrzennością, logiczną konstrukcją i zwłaszcza cholerną przystępnością. Stąd chyba – mimo odrobinę zamulającego jamu w drugiej połówce "Mindphaser" – status żelaznego kanonu "el-muzyki". –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


cover

KLF
Chill Out
1990, KLF Communications

Jeśli podobnie jak ja obawiacie się, w jaki sposób przetrwacie kolejną falę upałów podczas kolejnych wakacji, polecam Wam na tę okoliczność eskapistyczną podróż na pewną angielską wieś. Zamiast dusznej polskiej betonozy, dostajecie tu orzeźwiający dzień z życia brytyjskiego farmera – sielankową, ambientowo-terenową sesję terapeutyczną, rozpisaną przez KLF na beczące owce, oddaloną o spore pole wylotówkę i leciwe, niedostrojone radyjko. W bonusie zgarniacie jeszcze rave'owo-gospelowy wajb Screamadelici, nawiązania do szachowego klasyka Manuela Göttschinga i easter eggi z Elvisa. Niektórzy twierdzą, że to idealny soundtrack pod narkotykowy trip, ale moim zdaniem ten album sam w sobie jest już tak halucynogenny, że nie potrzebuje dodatkowych wspomagaczy. –Stanisław Kuczok

posłuchaj »


cover

Kobiety
Pozwól Sobie
2004, Mandarynka

Pisaliśmy:
Nawrocki wszakże nie pozostaje wcale w tyle, skoro koi ciepłym timbre równie efektywnie. Większość z jego wprawek relacjonuje codzienne rozbicie w poszukiwaniu uczucia i tożsamości. Ich swobodna, intuicyjna melodyjność często wprost ujmuje. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »

przeczytaj recenzję
przeczytaj "100 Polskich Płyt 2000-2009"


cover

Koenji Hyakkei
Viva Koenji!
1997, God Mountain

Może i tytuł kojarzy się z Dingerem, natomiast Tatsuya Yoshida nie ukrywa, że swą twórczością w znacznej mierze składa otwarty hołd dla Christiana Vandera i wykreowanego przezeń stylu ZEUHL. Przy czym gdy jego znany inny projekt Ruins roznosił na strzępy dziedziniec CSW w 2004, to trudno było mi to zdekodować, bo kolo brzmiał wtedy raczej jak praojciec Wojciech duetu Lightning Bolt. To idealnie FRYMUŚNA rzecz dla świrów od Leone-core – poza Magmą słychać 70s R.I.O., teatralność środkowego Queen, "kazirodcze" (by Tymon) wygibasy (ostatnio widzę rehabilitowanego...?) Primusa, Sparks w chwytliwszych fragmentach, a nawet straight classic metal a la Sabbattica w riffie jednym (konkretnie "Quidom"). No niewątpliwie jest szaleństwo w tej metodzie, ale czy odwrotnie? It's crazy, but is it art? You decide! –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


cover

Kombi
Kombi 4
1985, Polskie Nagrania Muza

Wracając do "Szukam Drogi", odpowiedzi klawiszy między wersami zwrotek to czysta poezja melodii i brzmienia. Ich punktowanie refrenu pod postacią fortepiano, wychodzące za "totolotek" – pełnia dramaturgii. Papsujące "Czekam Wciąż", kolejny diament, w kwestii outro – piękne po prostu, zresztą jak cała piosenka zamykająca ten bodaj najspójniejszy i zarazem najściślej określony stylistycznie album Kombi. –Krzysztof Pytel

posłuchaj »

Sprawdź też: Kombi: Kombi

przeczytaj "Najlepsze polskie płyty XX wieku"


cover

Kraftwerk
Ralf Und Florian
1973, Philips / Vertigo

Pisaliśmy:
"Tanzmusik" to "Bolero" krautowych spraw. To także aporia krystalicznego rozbestwienia klawiatur w matematycznych ramach i inne łowienie rosy poza czasem. Ta bodaj najwdzięczniejsza melodia w historii Kraftwerk za sprawą naginanej drobnymi wariacjami rytmicznej dyscypliny, przeprogramowałaby każdy kalkulator na elektroniczny pryzmat, za sprawą dzwoneczków ukoiłaby najwybredniejsze serce robota. –Karolina Miszczak

posłuchaj »

Sprawdź też: Kraftwerk: Kraftwerk i Kraftwerk 2

przeczytaj "20 najlepszych utworów Kraftwerk"


cover

La Dusseldorf
Individuellos
1980, Teldec

Bowie w drugiej połowie lat 70. mówił o La Düsseldorf, że tak będą brzmiały lata 80. W szerszej optyce pomylił się, ale te nagrania są wciąż mega niedocenione, a przecież sporo przewidziały. Głównie podkreśla się fakt, że Klaus od czasu Neu! 75 był śpiewającym gitarzystą. Ale chociażby partie klawiszowe w LD soundowo antycypowały na przykład polską, zamgloną, proto-hauntologiczną piosenkę chodnikową ze wczesnych lat 90. Ciekawostka statystyczna – nominalnie w LD grywało chwilami aż trzech świetnych bębniarzy – HANS LAMPE, Thomas (brat Klausa) i sam lider. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


cover

La Monte Young
The Well-Tuned Piano 81 X 25, 6:17:50 - 11:18:59 PM NYC
1987, Gramavision

Young, uchodzący zwykle za pierwszego minimalistę, w połowie lat sześćdziesiątych stworzył grupę Theatre of Eternal Music, w której skład wchodzili między innymi Terry Riley, Tony Conrad, John Cale czy Jon Hassell. Jej instalacje i występy były ogniwem łączącym radykalne eksperymenty Johna Cage'a z narodzinami estetyki psychodelii. The Well-Tuned Piano, żartobliwie nawiązujące tytułem do legendarnego cyklu Bacha, to potężnych rozmiarów medytacja na instrumencie nastrojonym w tak zwanym "just intonation" (po polsku: "strój naturalny"), którą sam autor uważa za swoje arcydzieło. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


cover

Lil Wayne
The Drought Is Over 2 (The Carter 3 Sessions)
2007, white label

"Music is personal". Spotkałem się z takimi głosami, że ten nieoficjalny mixtape pod kuratelą DJ Empire, który wyciekł w 2007 roku (tuż przed premierą trzeciego Cartera, czyli największego komercyjnego sukcesu zioma), to szczytowe osiągnięcie "debila o timbre żaby". Można się spierać (chociaż wiadomo, że geniusz takiej mordeczki jak Weezy najlepiej oddałaby trzypłytowa kompilacja The Best Of), ale faktem jest, że o tym słynnym leaku nie poczytacie sobie nawet na Wiki, więc o streamowaniu na różnych platformach można zapomnieć. Jest czego żałować? No tak, bo Carter jest tam w sztosie jeśli chodzi o rapowanie, a produkcyjnie to zaskakujące świeże gówno (zwłaszcza ambient-trapowy klasyk "Scarface" – przypominam, że to był 2007 rok...). Jest samplowanie Prince'a i Beatlesów, jest Kanye produkujący swoje "Get Right" ("Did It Before"), są Clipse'owe akcje ("Zoo"), są eccojamy (!) ("World Of Fantasy", oficjalnie ukazał się dopiero w 2016 roku), no i są też utwory WAŻNE ("I Feel Like Dying", btw pamiętacie closer WLR?). Krótko mówiąc: streamowałbym. –Tomasz Skowyra

posłuchaj »


cover

Los Thuthanaka
Los Thuthanaka
2025, self-released

Pisaliśmy:
Cybertelluryczny rytuał przeprowadzony przez rodzeństwo Cramptonów (Chuquimamani-Condori & Joshua Condori-Crampton) na Los Thuthanaka, megazordzie z łacińskich tradycji melodyczno-rytmicznych i riffów rozwibrowanych i rozpromienionych jak na Vision Creation Newsun i Loveless przynajmniej. –Natalia Jałmużna

posłuchaj »

Sprawdź też: Los Thuthanaka: Wak'a

przeczytaj "Ekstrakt #8"


Strona #1     Strona #2     Strona #3     Strona #4     Strona #5     Tracki    

Redakcja Ekstrakt    
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)