SPECJALNE - Rubryka
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
9 marca 2026Wydawało się, że Resident Advisor w swoim obszernym ficzerku wyczyścili ćwierćwiecze… "A jednak nie". Warto ich kanoniczny ranking postudiować, ale proponujemy dialog i uzupełnienie – 100 elektronicznych albumów z lat 2000-2025, które naszym zdaniem spokojnie mogłyby się w takim zestawieniu znaleźć. W skromnym suplemencie nie braliśmy pod uwagę wydawnictw wykonawców, którzy pojawili się w podsumie RA (dotyczy to płyt, tracków i miksów) oraz tych z pogranicza gatunkowego (choćby Prefuse 73, Black Dice, Goldfrapp, Laika, Solex, Lido, Belong czy El Guincho). Bonusowo jeszcze selekcja 25 singli z kręgu "technicznej muzyki" z minionych 25 lat. O wielu z tych nagrań pisaliśmy (czasem kilkakrotnie) i te stare materiały linkujemy, a do tego dorzucamy garść krótkich nowych komentarzy.

2814
新しい日の誕生
2015, Dream Catalogue
"Konektom działa bez przerwy. Nie, nie obraca się przeciwko ludzkości. Trzeba go tylko wszędzie chłodzić. Jest chyba najbardziej wpływowym zjawiskiem od czasu Internetu. Początkowo Konektom używany jest do rozwiązywania problemów genetycznych i rozwijania nowej fizyki. Ale niedługo potem pojawiają się komercyjne zastosowania Konektomu. Dopiero po kilku następnych dekadach udaje się połączyć Konektom ze starym Internetem, który od dawna traktowany jest jak powietrze. (…) Emulacje można przerywać i wznawiać. Teoretycznie przedłuży to życie w nieskończoność". (Photon, reż. N. Leto, 2017) –Borys Dejnarowicz

A Reminiscent Drive
Ambrosia
2000, F Communications
U progu nowego tysiąclecia do Mercy Street (debiutu Jaya Alanskiego) w magazynie "Q" porównywano "Everything In Its Right Place". W Polsce reckowano też sofomora francuskiego projektu (trafnie polecał na długie, zimne wieczory Bartek Chaciński), podobnie jak kilka lat później krajana Freda Avrila z tej samej "ściemnionej" wytwórni F Communications. "Kiedyś to nawet papierosy Sport były, a teraz..." (Babiarz i Laskowski w legendarnym skeczu) – cóż, teraz świat już zapomniał, jaką ten kunsztowny muzak downtempo był miłą ambrozją dla ucha. –Borys Dejnarowicz

ADULT.
Resuscitation
2001, Ersatz Audio
Pisaliśmy:
Nicola Kuperus i Adam Lee Miller, małżeństwo z Detroit, tworzą coś absolutnie wyjątkowego. Jeśli dałoby się wyjaśnić postać głosu Kuperus, to chodzi tu najwyraźniej o połączenie niesamowitej energii z jakimś uderzającym chłodem i dystansem, podkreślanym zresztą przez tak zwany imidż zespolu – garsonki, garnitury, szpilki eleganckie (spójrzcie na okładki Resuscitation albo Anxiety Always). No i te motywy konsumpcyjne bez antykonsumpcjonizmu – taki (electro-)punk to mi się podoba. "Popular music for dancing". –Zosia Dąbrowska
przeczytaj blurba z podsumowania 2000-2004

Ajukaja & Mart Avi
Nolk
2021, Porridge Bullet
Na tej EP-ce pomógł Martowi weteran Raul Saaremets ("legendarna postać estońskiej elektroniki"), dodając mnóstwo twistów, tricków i sampli o klubowym rodowodzie. Efektem cztery eksperymentalne nagrania wypełnione treścią po brzegi. Prym wiedzie "Crack" – rodzaj odpowiedzi na sławne "Truth" Goldiego i Bowiego, ale w remiksie jakichś 808 State czy A Guy-a Called Gerald-a i z subtelnie dżezawym topline'em uzupełniającym dotychczasowe wokalne skojarzenia ze Scottem Walkerem czy Greenspanem o Grahama Suttona lub Jima Morrisona. –Borys Dejnarowicz

Alden Tyrell
Times Like These (1999-2006)
2006, Clone
Pisaliśmy:
Martijn Hoogendijk z Rotterdamu nie od dziś jest żywą legendą disco-electro. Jeśli wcześniej mieliście okazję zapoznać się z jego wydawnictwami, dostępnymi dotychczas tylko w postaci singli-winyli z Clone, to macie teraz wszystko to i więcej na jednej płycie, na której, mogę was zapewnić, każdy kawałek wymiata i naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego Tyrell przy takim uniwersalnym, imprezowym potencjale, połączonym z prawdziwą muzyczną wybitnością, nie zdobył jeszcze masowej (a nie tylko "środowiskowej") popularności. –Zosia Dąbrowska

Alizzz
Sunshine (EP)
2014, Mad Decent
Pisaliśmy:
Jakiekolwiek konwencjonalne łatki typu funk, R&B czy nawet footwork, choć obecne, nie mają prawa odzwierciedlić tego, co tak naprawdę się tu wyprawia. Wyprawia się bardzo dużo, a już najwięcej, zdaje się, w otwierającym utworze tytułowym. Na dzień dobry mamy więc nieokiełznane, frenetyczne bity spod znaku "o kufa, gdzie moja ściana", w dodatku przytłaczająco zagęszczone, pocięte i przyozdobione wyselekcjonowanymi z należytym pietyzmem samplami. –Wojciech Chełmecki
przeczytaj blurba z podsumowania pół-dekady 2010-2014

Amon Tobin
Supermodified
2000, Ninja Tune
Pisaliśmy:
Prawdopodobnie wszyscy dookoła mówili wam już o Amonie Tobinie, przedstawiając go geniuszem i magikiem samplera nowej generacji. No i jakby... mieli rację. Do przesady efektowne, krótkimi chwilami wizjonerskie egzotyczno-jazzowe kolaże albo kołyszący zakręcony cyfrowy latino-funk w oprawie astro, napędzane mocą i entuzjazmem drum'n'bassowych szaleństw to oględna charakterystyka wyczynów Tobina. To był jeszcze ten moment kiedy Amon siedział na tronie i rządził światem. –Michał Zagroba
przeczytaj blurba z podsumowania pół-dekady 2000-2004

araabMUZIK
Electronic Dream
2011, Duke Productions
Pisaliśmy:
U podstaw kompozycji legły tutaj obciachowe densy, z których niektóre musicie kojarzyć jeśli czasem wychodzicie z domu. Araab wykroił z nich naprawdę ogromniaste kawałki, po czym wymoczył je w "swojej" muzyce: intensywnych bitach, psychodelii, rozmemłanych strukturach. Po namyśle – pomysł wcale nie jest taki nieoczywisty. to nie jest jakaśtam dyskoteka z brudami, to jest fascynujący mroczny album odważnego muzyka, który – operując na materiale, którym rzesze "poważnych" słuchaczy się brzydzą – potrafi tchnąć w ten materiał nowe, lepsze życie. –Filip Kekusz

Arovane
Tides
2000, City Centre Offices
Wydane w 2000 roku Tides, czyli drugi album figurującego pod pseudonimem Arovane niemieckiego producenta Uwe Zahna, to jeden z najbardziej udanych przykładów kolażu ambientu, downtempo, IDM-u oraz instrumentalnego hip-hopu przełomu millenium. Niemiec kreuje magiczny świat pełen malarskich, subtelnych soundscape'ów pod wpływem Aphexa, Boards Of Canada oraz DJ-a Shadowa, mierząc się w tej samej kategorii wagowej z takimi zawodnikami jak chociażby Four Tet, Prefuse 73 oraz Machinedrum. Myślę, że i nasz rodzimy Skalpel musiał z sympatią również spoglądać na jego twórczość. Po latach trzeba przyznać, że to świetna rzecz. –Jacek Marczuk

Bibio
Ambivalence Avenue
2009, Warp
Pisaliśmy:
Na Ambivalence Avenue coś dla siebie znajdą zarówno poszukujący nastrojowego songwritingu spod znaku debiutu Twilight Singers ("The Palm Of Your Wave"), jak i fani wszystkich współczesnych elektronicznych wynalazków. Londyńczyk metodę lepienia samplowych kolaży opanował naprawdę do perfekcji i jestem pewny, że słuchając takiego "Fire Ant" poczciwy Jay Dee uśmiecha się do nas tam z góry. –Kacper Bartosiak

Bisk
Vacation Package
2021, Ominira
Zdaje się, że to najbardziej przystępny album w całkiem bogatej dyskografii japońskiego producenta, który zaczynał klejenie bitów pod koniec lat 90. Wtedy mocno eksplorował IDM-owe tematy (tworzył abstrakcyjne patchworki nu jazzu i glitch hopu w warpowskim ujęciu), natomiast świat wykreowany przez Naohiro Fujikawę na Vacation Package to kolorowy taniec syntezatorowych akordów, w którym jazz z gracją podaje rękę footworkowi. To istny kalejdoskop retro-futuro, gdzie popowa słodycz nawiązuje doskonałą współpracę z matematyczną dyscypliną. A takie rzeczy w muzyce po prostu uwielbiam. Myślę, że Ben Jacobs i Matt Cutler polubiliby Biska za ten album. –Tomasz Skowyra

Blectum From Blechdom
Haus De Snaus
2001, Tigerbeat6
"Fakt faktem de facto" jest to kompilacja dwóch pierwszych EP-ek żeńskiego duetu z Oakland. Wyrastająca z awangardowej tradycji Throbbing Gristle muzyka Haus de Snaus przypomina sfatygowane dźwiękowe eksperymenty Matmos czy kompulsywne wariactwo Mouse On Mars, balansujące między groteską a precyzyjną inżynierią. Utwory krążą, mutują, gubią trop i odnajdują go w zupełnie innym miejscu. Zakorzeniony w industrialnej i post-awangardowej przeszłości zbiór tryska energią, która wciąż potrafi dezorientować, drażnić i zaskakiwać. –Tomasz Skowyra

Boundary
Óxido En El Espejo
2024, Exotic
Pisaliśmy:
Niezbyt odkrytym gigantem mijającego sezonu wydaje się na przykład pochodzący z Dominikany, wschodzący polimat GRUBEJ TECHNIKI Josué Suero aka Boundary. Gościu UPUŚCIŁ w 2024 trzy wydawnictwa (chronologicznie: album Oxido En El Espejo, EP-kę ³com i split Jardín Sonora V01), z których co najmniej (te) dwa (solowe) pukają do ścisłej czołówki. Za nic ma szufladki czy etykietki – dryfuje dziarsko po zatokach deep, outsider, leftield, korzenny Detroit, japoński ambient, breakbeat lub downtempo, zazwyczaj odciskając autorski stempel. –Borys Dejnarowicz

Capitol K
Island Row
2000, Planet Mu
Kristian Robinson brawurowo lawiruje między IDM-ową kindersztubą, fourtetową indietronicą, psychodelicznym chilloutem czy breakbeatem spod znaku Chemical Brothers. Wszystkie te tropy dopełniają się na Island Row wzajemnie i współistnieją w stanie narastającego napięcia. Jaskrawym przykładem tego stanu rzeczy jest "Monster": psychodeliczne breaki we wstępie zostają przełamane gitarowymi riffami, aby w ostatniej fazie odlecieć w hipnotuzyjący IDM. Intrygujące? Owszem, ale nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ językiem urzędowym tej obfitującej w bogactwa wyspie jest eklektyzm. –Tomasz Skowyra

Celer
Coral Sea
2018, self-released
Coral Sea wpisuje się w długą linię ambientu rozumianego jako narzędzie błogiego eskapizmu. Medytacyjny charakter albumu opiera się na nieskończonych powtórzeniach, przywodzących na myśl słynne pętle Basinskiego – poniekąd przez bezpośrednie podobieństwo brzmieniowe, ale również przez podobne podejście do czasu jako materii (choć u Celera faktury nie erodują podczas trwania). Krótko mówiąc, Will Long stworzył doskonałe remedium na przebodźcowany i wymagający od nas coraz większej ilości reakcji świat. –Tomasz Skowyra

Chihei Hatakeyama
Minima Moralia
2006, Kranky
Pisaliśmy:
"Bonfire On The Field" i "Granular Haze" odwołują się wprost do Playthroughs. Logicznym byłoby więc postawić Bogu ducha winnego Japończyka przed oskarżeniami o świadome epigoństwo, ale... Nadużywany frazes głosi, że magia filmu udziela się widzowi wówczas, kiedy zapomina on że w ogóle jest świadkiem, obserwatorem, jakiegoś pokazu. Czym wyróżnia się ten gość na tle zastępu genialnych manipulatorów senności jest pewien typ azjatyckiej surowej metody, jakby ascezy odsyłającej do wielu wieków wstecz. –Borys Dejnarowicz

Chris Clark
Clarence Park
2001, Warp
"Czasy się zmieniają, ale Clark zawsze jest w komisjach" chciałoby się rzecz. Po latach muszę przyznać, że dyskografia Chrisa Clarka to sinusoida – ma sporo momentów znakomitych, ale i trochę, niestety, czerstwych. Niemniej debiutancki krążek Anglika zatytułowany Clarence Park to natchniony, brawurowy kolaż zmutowanego, zniekształconego post-aphexowego IDM-u, wymieszany w odpowiednich proporcjach z neoklasycznymi oraz ambientowymi brzmieniami. Pukasz do drzwi i wita cię Djrum, a wychodzisz pod rękę z Arcą. Nawiązując do dzisiejszych twórców tak to mniej więcej brzmi. Pewnie słuchali tego, kiedy byli bardzo młodzi i wyszło im to na dobre. Słuchajcie i wy. –Jacek Marczuk

Claude Speeed
My Skeleton
2014, LuckyMe
"A collage, our absurd dreams of high finance". Dzieło Stuarta Turnera to wspaniała egzemplifikacja digimodernismu w ujęciu Alana Kirby'ego. Rozgrywający się już w post-Far-Side-Virtualnym uniwersum My Skeleton łączy w sobie uroczysty minimalizm, chłodny ambient i pełen rozmachu modern classical, a gdzieś w tle majaczą nawet powidoki zredukowanego post-rocka. Poskładana z lśniących fakturowych bransolet hybryda, układa się w ambitną i satysfakcjonującą całość, stanowiącą dźwiękowy komentarz do otaczającej nas obecnie rzeczywistości "późnego kapitalizmu". –Tomasz Skowyra

Coyote Clean Up
2 Hot 2 Wait
2013, 100% Silk
Pisaliśmy:
Rozmarzony, sypialniany feeling, przeważające ilościowo rozmycie brzmienia, podskórne linie melodyczne i sampling wokali, jednak kluczową wartość stanowi – specyficznie ujęta – klarowność i przebojowość większości zgromadzonego materiału. Kołacze mi w głowie myśl o wpływach Detroit, których Sienkiewicz na pewno nie może się powstydzić. Jest tutaj grzechoczące techno, paleta groove’u, są wyraźne załamania kompozycji, utożsamienie melodii i rytmu, mnogość motywów – rozpoznacie gościa w dowolnej plejliście. –Krzysztof Pytel
przeczytaj blurba z podsumowania roku 2013
przeczytaj blurba z podsumowania pół-dekady 2010-2014

d'Eon
LP
2012, Hippos In Tanks
Pisaliśmy:
Dio od debiutu lustrował się z potrzeby opowiedzenia o przeczuciach metafizycznych "pozostając na terytorium popu". Nigdy wcześniej jednak nie rozwijał zamysłu na taką skalę i z takim bogactwem gatunkowym. Na sofomorze słychać Eno, Reicha przefiltrowanego przez naśladowców Riley'a, Oldfielda, Vangelisa z wiadomego OST, (Archanioła) Gabriela i (Phila) Collinsa, można znaleźć powidoki ambientowych przybudówek do chillwave'u i Lopatinowskich post scriptów do kosmische musik. –Andrzej Ratajczak