SPECJALNE - Rubryka
Ekstrakt #10 (SAFE)
6 września 2026
Ricardo Villalobos
Alcachofa
2003, Playhouse
Dziś Villalobos to już właściwie uznana elektroniczna instytucja, ale na wysokości 2003 roku, opener długogrającego debiutu Ricardo musiał robić wielkie wrażenie. Vocoderowy seans spirytystyczny na tle wielokrotnie synkopowanego, jelinkowo kwitnącego bitu to trochę kejs "nowych form życia" – jednocześnie przeraża, szokuje i zachwyca, a wjeżdżający pod koniec tracklisty "Dexter" pomysłowo blenduje senne majaki Aphexa z Selected Ambient Works Volume II z hauntologicznym downtempo Boards of Canada i rozwiewa wszelkie wątpliwości, że oto mamy do czynienia z kolejnym mistrzem tego typu grania. –Stanisław Kuczok
Sprawdź też: Ricardo Villalobos: Dependent And Happy

Richie Hawtin
DE9 – Closer To The Edit
2001, M_nus / NovaMute
Żywa ikona techno, zwłaszcza pod monikerem Plastikman (choć wczesne single wydane pod własnym nazwiskiem też są niezwykle cenione). Jednak z całego przebogatego portfolio Richiego ten zjawiskowy miks to dla mnie jego artystyczny peak. Niemal godzinna opowieść, w której zawarł swoją autorską wizję minimal techno i micro house'u. I już ten fakt jest sam w sobie fascynujący, ale równie zachwycająca jest metodologia powstania dzieła, o czym sam Richie pisał tak: "Po nagraniu, zsamplowaniu, pocięciu i redukcji ponad 100 ścieżek do najbardziej podstawowych części, uzyskałem zbiór ponad 300 pętli o długości od jednej nuty do czterech taktów. Następnie zacząłem odtwarzać i reinterpretować każdą ścieżkę, składając elementy z powrotem w całość jak dźwiękową układankę – używając efektów i edytując je pomiędzy poszczególnymi fragmentami. Ten 53-minutowy utwór, składający się z ponad 70 ścieżek i 31 utworów, pokazuje, czym stały się te pętle i jak ich interakcje stworzyły coś, co wcześniej nie istniało". –Tomasz Skowyra

Ris Paul Ric
Purple Blaze
2005, Academy Fight Song
Pisaliśmy:
Żywsze fragmenty cichego spektaklu zdają się patrzeć w przeszłość – pogodniejszą, ale vorbei, utraconą. Nie ma się co do tego wątpliwości, obok mistrzowskich harmonii szarpanych akustyków, którymi nie można się nie delektować, gdzieś tam w tle nieustannie czai się bowiem drążący sumienie niepokój. O, "P I B z", czyżby ta szalona jednostajność Heckerowskich plam dźwięku to czyściec? Nie nie, dziękuję. –Jędrzej Michalak
przeczytaj recenzję
przeczytaj "10 najlepszych płyt 2005"
przeczytaj "100 płyt 2000-2009 na świecie"

Rod Modell / Gigi Masin
Red Hair Girl At The Lighthouse Beach
2023, 13
Gigi Masin już zawsze, obok m.in Lewisa Baloue, pozostanie dla mnie jednym z pierwszych przykładów artystów odzyskanych w czasach wchodzących w fazę postretromańską, czyli w okolicach 2015 roku – tyle że w przeciwieństwie do amerykańskiego szarmanta wenecki mistrz melancholijnego ambientu ciągle nagrywa świetne płyty i współpracuje z majstrami przeróżnych gatunków. Red Hair Girl At Lighthouse Beach okazało się jedną z najciekawszych takich współprac, w których obaj uczestnicy challenge'u wyszli poza granice "zrobienia swojego" i do kompozycji partnera dodali zarówno autorskie piętno, jak też stworzyli spójną, dwuczęściową całość, której podział autorski i reedytorski niełatwo rozpoznać bez spoglądania na creditsy.
A przy okazji, bo to też ważne w tym artykule – katalog włoskiego labelu Silentes, ze świetnymi pozostałymi płytami Masina i Modella oraz fenomenalną selekcją "cichego noise'u" pozwala na postawienie tezy, że pod względem dostępności i jakości opracowań redakcyjnych płyt z całego świata żyjemy w najlepszych z możliwych czasów. Daleko mi do cancellowania streamingowych gigantów, ale warto poza głównym nurtem codziennego diggowania i playlistowania na Spotify wesprzeć te często jakże nieintratne miniwydawnictwa. –Łukasz Łachecki
Sprawdź też: Rod Modell: Plays Michael Mantra

Sandy Bull
Fantasias For Guitar And Banjo
1963, Vanguard
Pisaliśmy:
W wieku lat kilkunastu starannie kształcony młodzieniaszek z Bostonu (urodzony w NY) wkroczył skromnie na folkową scenę w roli nieśmiałego śpiewaka a la Woody Guthrie, ale już wkrótce miał podążyć zupełnie inną ścieżką, która z perspektywy pół wieku daje podstawy do nazwania go jednym z najoryginalniejszych i najbardziej nowatorskich artystów lat 60-tych. –Borys Dejnarowicz
przeczytaj "Nuty Dźwięki 2006"

Sicko Mobb
Super Saiyan Vol. 1
2015, self-released
Pisaliśmy:
Debiut duetu to rzecz kuriozalnie wręcz intensywna i oryginalna, choć pozbawiona wciągających rozkmin i słownych zabaw Childisha Gambino. Odsapnijcie w połowie, wróćcie później – eurodance’owy majdan w czarnym wydaniu po autotune’owej lekcji 808s & Heartbreak i Future’a nie musi początkowo ułatwiać odbioru. –Łukasz Łachecki
Sprawdź też: Sicko Mobb: Super Saiyan Vol. 2
przeczytaj "100 najlepszych płyt 2010-2014"

Smarki Smark
Najebawszy
2005, self-released
Pisaliśmy:
Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na postać samego Smarkiego, niesamowitego MC, który w każdym swoim kawałku, w każdej gościnnie nagranej zwrotce, mniej lub bardziej rozpierdala system swoją nawijką. Typ ma niesamowite oko do interesujących obserwacji, ale to byłoby nic gdyby nie jego wybitny wręcz storytelling. –Kacper Bartosiak
przeczytaj "100 Polskich Płyt 2000-2009"
przeczytaj brudnopis

Something Like Elvis
Cigarette Smoke Phantom
Post_Post, 2002
Pisaliśmy:
Otrzymaliśmy to, co się na dwóch pierwszych krążkach zespołu nie mogło przebić: przyjemne, dobrze zaaranżowane motywy, wsparte niekiedy trudnymi do przewidzenia rozwiązaniami, jak na przykład zmianami tempa, czy też melodii. –Jędrzej Michalak
przeczytaj recenzję
przeczytaj "100 Polskich Płyt 2000-2009"

Soulwax
As Heard On Radio Soulwax Pt. 2
2002, PIAS
Ileż kilometrów przebiegniętych, ileż nocy wytańczonych, ileż drinków wypitych w obecności tegoż zacnego soundtracku. 2manydjs zwalili tym kolażem mash-upów samego Davida Bowiego z nóg, a my na nowo okryliśmy wspaniałość m.in. 10cc, Emerson, Lake & Palmer, niedawno zmarłej Dolly Parton i naprawdę WIELU INNYCH. Girl Talk miał się od kogo uczyć. Kłaniam się w pas! –Jacek Marczuk

Spontaneous Music Ensemble
Karyōbin
1968, Island / Hexagram
Coś znacznie więcej, niźli tylko "tak hartowała się stal" dla początkujących/przyszłych gigantów brytyjskiego jazzu. Obcujemy ze spektaklem opartym na autentycznych, mądrych konwersacjach, ocierających się o subtelną telepatię – pilnych, przeważnie cichutkich, decybelowo w skali mikro (padła gdzieś etykietka "insect improv"), ale zawsze podtrzymujących zainteresowanie słuchacza. Spontaniczna z pewnością, ale ten ansambl uprawiał też muzykę bardzo intuicyjną, czy może INTUITYWNĄ. Jeśli szukacie korzeni "wolnej improwizacji, ale w miarę możliwości izolowanej od pierwiastka jazzowego", to lepiej po prostu nie traficie. –Borys Dejnarowicz

Spring Heel Jack
Disappeared
2000, Thirsty Ear
Pisaliśmy:
Ich drum'n'bass jest tu kanciasty i wykoncypowany, a symfoniczna ekstrawagancja opracowań zachwyca rozmachem. Precyzyjne i zapętlone mechanicznie polirytmy przegryzają kameralne mgiełki a la Miles Davis w kosmosie. Fanfary wiodą od triumfujących, olimpijskich rejonów ku neurotycznym drganiom, a frazesy vintage-popu adaptowane są do potrzeb techno. –Borys Dejnarowicz
przeczytaj "100 Płyt 2000-2004"

Starzy Singers
Rock-A-Bubu
1999, Antena Krzyku
Pisaliśmy:
Starzy Singers byli i są objawieniem, pozostają najbardziej żywiołowym aktem postpunkowego łojenia na polskim gruncie ever. Dr Sikore na Hel poniosło poniosło Fugazi, Go Go to Hel emuluje Sonic Youth, w Jemadzidzi wirażujemy w rozkosznym stężeniu primusowego noiru, a w Baracie spotykamy się z pixiesowską ścianą diabolicznej destrukcji. –Krzysztof Zakrocki
przeczytaj "Najlepsze polskie płyty XX wieku"

Ścianka
Dni Wiatru
2001, Sissy
Pisaliśmy:
Bo nie tylko pojedyncze tracki, ale w zasadzie całe Dni Wiatru zrobione jest tak trochę "uncool", snują się właśnie jak takie słuchowisko, staropolska baśń, a mocno echowany szept narratora i back-up wokal w pierwszych dwóch trackach podpada pod "mienie w dupie narażanie się na śmieszność". –Michał Zagroba
Sprawdź też: Ścianka: Pan Planeta
przeczytaj recenzję
przeczytaj "10 najlepszych płyt 2001"
przeczytaj "100 Polskich Płyt 2000-2009"

Świetliki
Perły Przed Wieprze
1999, Pomaton EMI / Music Corner
Pisaliśmy:
I tak niepokojący bas w towarzystwie stonowanych gitar pobrzmiewa sobie gdzieś na uboczu podczas mniej zaangażowanych momentów "Ładnie", dziarskie riffy pojawiają się na pierwszym planie współgrając ze zmianami tempa i przenikając się z dynamiczną retoryką "Brejkam Wszystkie Rule", opętańcze lamenty saksofonu wpisują się w amok "Domówienia", a dialog między pianinem i gitarą akustyczną znajdują znakomite ujście w elegancji "79". Dlaczegóż by nie? –Wawrzyn Kowalski & Rafał Marek
Sprawdź też: Users: Nie idź do pracy
przeczytaj "Najlepsze polskie płyty XX wieku"

Todd Edwards
Prima Edizione
1999, i!
Pisaliśmy:
Przesunięcie wokali i znamienne przesunięcie akcentu w takcie antycypuje urywany, nerwowy rytm życia XXI wieku, ograniczoną atencyjność, celebrację prokrastynacji przy użyciu mediów społecznościowych, dewaluację wartości pamięci trwałej, a także "przesunięcie" relacji interpersonalnych milionów dorosłych ludzi z niezdiagnozowanym ADHD – i można tak długo jeszcze. –Iwona Czekirda
przeczytaj "100 Płyt 1990-1999"

VA
Blunted: The Edinburgh Project
1996, Shadow
Choć skompilowana ze specjalnie przygotowanych na tę okazję utworów, przypuszczalnie z zamiarem sportretowania szkockiej sceny winylowo-elektronicznej, tracklista płynie jak album z własną narracją. "Wasters" Coco And The Bean to zagubiona perła Portishead. "Feel'n'Fine" Suga Bullit to ballada na modłę Everything But The Girl, która mogłaby się też znaleźć u Nightmares On Wax. "Morocan" The Outa'Nationals to pozornie kojąca impresja z niespodziewanymi zwrotami akcji á la Massive Attack. Wyluzowane nawijki, natchnione ambientowe pejzaże i przepiękne acidjazzowe temaciki saksofonu lepią się ze sobą w jeden spójny, godzinny marihuanowy soundtrack. To nadal dźwiękowa kąpiel, w którą raz na parę lat zanurzam się z rozkoszą. –Borys Dejnarowicz

Varius Manx
Elf
1995, Zic Zac
Singlowy pochód Varius Manx w latach 90-tych to była duża rzecz i temat na osobną dyskusję, ale czysto albumowo, ostatni materiał z Anitą Lipnicką na wokalu to moim zdaniem najrówniejsza i najbardziej jakościowa propozycja zespołu. Janson sieknął na Elf dość zróżnicowany zestaw, rozpięty między rasowymi rockerami z refrenowym wpierdolem, jak w przypadku otwierającego "Zabij Mnie", a zwiewnymi, ckliwymi balladami spod znaku "Bez". Dla mnie jednak, zdecydowanie najjaśniej błyszczą tu, często pomijane w cieniu kolejnego potężnego refrenu, rozczulające sophisti zwrotki "Pocałuj Noc", odsyłające jednocześnie do Grzegorza Turnaua, Fleetwood Mac i solowego Philla Collinsa, a i taki Mk.gee z pewnością zostałby fanem gdyby to kiedyś usłyszał. –Stanisław Kuczok

Violens
Nine Songs 2011
2011, self-released
Pisaliśmy:
Na Embrace wszystko jest jednak poddane obróbce niemal chillwave'owej, stłumionej i uwydatniającej raczej piękno harmonii wokalnych, bo w przeciwieństwie do większości przedstawicieli zapomnianego i w sumie nie bardzo istotnego nurtu Elbrecht nie traktuje "glo-fi" jako metody kompozycyjnej, tylko jako rodzaj wrażliwości brzmieniowej. Czyli wszystko na swoim miejscu.–Łukasz Łachecki
przeczytaj recenzję
przeczytaj "10 najlepszych płyt 2011 roku"
przeczytaj "100 najlepszych płyt 2010-2014"
przeczytaj "Playlist Extra"

Władek
Kumplom
2009, MySpace
Pisaliśmy:
Bo cała wyimaginowana płyta Kumplom (koniecznie z powyższą okładką), czyli tych 6 nagrań zawieszonych na Myspace, to materiał aspirujący do topu polskich EP-ek ever. Śniło mi się, że była wreszcie "fizyczna" edycja w digipacku, a w środku ogromny, rozkładany plakat Władka do powieszenia nad łóżkiem przez fanki, nalepki na lodówkę i honorowa legitymacja członkowska fanklubu. –Borys Dejnarowicz
przeczytaj porcast
przeczytaj "100 Polskich Singli 2000-2009"

Zdzisława Sośnicka
Realia
1984, Pronit
Pisaliśmy:
Ale dla mnie prawdziwy geniusz "Realiów" kryje się w jedynym obecnym tutaj przebłysku światła. Ciężki od emocji numer na chwilę odrywa się od ziemi, kiedy wokalistka śpiewa w refrenie "co z nami, co ze mną", w krótkim fragmencie refrenu, który jest dla mnie jednym z najbardziej zapamiętywalnych motywów polskiej muzyki rozrywkowej. –Łukasz Konatowicz
przeczytaj "Najlepsze polskie single XX wieku"