Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Kró. Tkapił, ka-ww odbicia membrane: pop.pop. Dada Plunder Reuben &Dans a player, one-oh 3 .never's Software 13 May premiere. Od cz3rwonych przez żółte do zielonych tarcz a chmurny κΦ§мø∂r0m rynien, drum z odtwFrzFczF - Keith FM / KFW / BNM 8.0+ + h t Óó___;u -+ Ą*CAN^Sym^>"Bolic Molecule"`*•.¸,¤°´'`°¤. Bawi jak piknik w razowcu i frenetyczne sło ۞a. Op-musikal'd, Lndn-based- Sun^& Fun # Lop'n'Tin parmi les véritables libertins, bąblin' groove ▌▌-przypadek</!>? sądzę;, na kolosie znowu motyw_.;_'.-._ …{..' Aleo/ostatyka .bonus-dance "Of Oblate Spheroids" ♥ dop'£nia. ρ√s/η√ aρѕμяd, pole bobu. Poleca się! ツツ -K.Miszczak
Czy ci goście powinni jeszcze kogokolwiek obchodzić? Sięgnąłem po płytę, być może mając w pamięci dobre wrażenie, jakie wywarł na mnie zeszłoroczny singiel (ten zdążył kompletnie wyparować mi z głowy) i okazuje się, że na piętnastolecie kariera Brytyjczyków niejako zatacza koło. Junto najbliżej do ujęcia taneczności z początków twórczości Buxtona i Ratcliffe’a. Widać, że duet bacznie przygląda się młodym rodakom i próbuje nadążać. Niestety mocno konkurencyjnych produkcji jest tu ledwie kilka. Do tych można zaliczyć "Unicorn”, "Never Say Never”, czy "Buffalo”. Ludyczności raczej podziękowano, tej jednak udaje się czasem zdominować parkiet i zdarza popsuć zabawę. Na szczęście dotyczy to głównie albumowych średniaków. Sporo tu natomiast ducha najntisów, trochę dziadowania (intro, "Mermaid Of Salinas”), a bliżej końca potrafi też wkraść się nuda. Jednak przynajmniej połowa tracklisty jest warta zachodu, więc klepnąć panów po plecach nie zaszkodzi. -K.Pytel
Na Neon Icon piękno teksańskiej wsi wymieszane jest z dziesiątkami flopów i żenujących pomysłów w sposób tak dokładny, że nie sposób odróżnić które jest które. Pełnoprawny debiut potomka samolotowej pilotki i poskramiacza niedźwiedzi polarnych, noszącego w kieszeni iPhone'a 7, wymyka się klasyfikacjom, więc spełnia swoją podstawową funkcję. Simco zna siedem słów i cztery rymy, którymi opisuje swojego fioła na punkcie wodnej fauny, a w skitach przekazuje nam słowa księżyca. Zaraz po uzależniającym HouseOfPainowym openerze umieszcza najnudniejsze trzy minuty w historii muzyki popularnej ("Kokayne"). Śpiewa na werandzie melancholijne piosenki o nadchodzącej śmierci ("Time"). Na końcu płyty wstawia żenująco chwytliwą dyskotekę, która przypomina nic i wszystko ("VIP Pass To My Heart"), a zaraz potem dorzuca remiks najbardziej rasowego kawałka prezentowanego przez białego człowieka od czasów co najmniej MC Sercha ("How To Be A Man"). Neon Icon to zupełnie przeciętny album, albo środkowy palec, który hip-hop przed chwilą sam włożył sobie w dupę. -F.Kekusz
Comoc to prawdopodobnie największy krejzol w ekipie Polish Juke. Action Canceled (EP) i "Lama (Family Feud)" są tego mocnymi dowodami – raz dostajemy po głowie rytmem i brzmieniem, a raz jukowym vaporwavem nawiązującym do polskiego mema ze Strasburgerem. Fuel jest drugą (pod tym pseudonimem) EP-ką Comoca w tym roku i prezentuje nabieranie sił po całym dniu biegania z nożyczkami. Chcecie posłuchać jak szajbus odpoczywa? Sprawdźcie Fuel (EP). -R.Gawroński
Boogie niemal na samym wstępie albumu uprzedza, że nie lubi ratchet music, prężenia muskułów i selfie z jointami. Leniwe flow dobrze koresponduje z faktem, że debiutancki materiał wydaje dopiero w wieku 24 lat (jest starszy np. od Maca Millera). Na Thirst 48 nikt się nie spieszy, sam przy pierwszym kontakcie z tym mixtapem byłem trochę zawiedziony nieprzesadnie karkołomnym stężeniem linijek do zapamiętania i lekką rozlazłością niektórych kawałków. Gdy już wczułem się w neosoulujący wajb, było tylko lepiej – Boogie to raper porównywany do Chance’a dosłownie przez wszystkich, wychowujący samotnie dziecko ziomeczek nawijający o jednej miłości dla prawdziwych kobiet, laidbackowiec na poziomie i kolejny po Micku Jenkinsie kandydat do listy najciekawszych mixtape’ów roku. Wysoka piątka dla mojego człowieka Caleba Stone’a – nagramy coś, wierzę. -Ł.Łachecki
Szósta już płyta The New Pornographers niczym specjalnym nie zaskakuje. Dostajemy kolejny zestaw niezłych piosenek, które są za mało intrygujące, żeby chciało się do nich wracać. Za zdecydowaną większość kawałków odpowiedzialny jest A.C. Newman i nie mam z tym problemu, bo wszystkie trzy kompozycje Bejara są dość toporne i należą do najgorszych momentów albumu. Chwilami dobrze się tego słucha: opener ma fajne hooki i miłe dla uche harmonie, "Backstairs" i "Dancehall Domine" dość przyjemne refreny, całkiem podoba mi się też "Hi-Rise" ale w sumie zastanawiam się po co mam poświęcać na tę płytę czas jeśli w każdej chwili mogę odpalić sobie Mass Romantic. Wierni fani zespołu chyba się jarają, a mi nie chce się nawet kręcić nosem, bo dostałem mniej więcej to, zego się spodziewałem. -P.Ejsmont
Siemka, jeśli nie wkurza Was jeszcze wszędobylski pop-up udającej muzykę sieczki spod znaku porcyscore & allies, wiedzcie, że brooklyński label Driftless wypuścił właśnie bardzo solidną EP-kę Chlorine niejakiego Bruce'a Smeara, stanowiącą fuzję tych setek miksów, którymi zaczyna się i kończy dzień w Fader-internecie. Protegowany Joela Forda (przypomnijmy: Ford & Lopatin, TIGERCITY – ktoś to pamięta?), dotąd znany z gry w Beach Fossils, dziarsko wskakuje na scenę electropopowego maksymalizmu, z której żegnamy dziadunia Rustiego, a którą Basement Jaxx obserwują z loży dla vipów. Blisko mu przy tym do kauczuk-funku à la Bok Bok, którego podskórny, acz kluczowy nerw znajdował swoje źródło w ninetiesowych poczynaniach Janet Jackson. Więc starczy tej zadumy, linoleum JUŻ SIĘ GRZEJE. -K.Miszczak
Szedłem dziś wzdłuż służewieckiej ściany ze świeżo udostępnionym The Water[s] na słuchawkach i po raz pierwszy w tym roku, nie licząc Beautiful Pimp 2 czułem się ''na rapie”. Wkurwił mnie DJ Mustard na producenckiej, bo przecież YG był bardzo w porządku, podobali się Lil Herb i Vince Staples, czekam na Żyta, ale Mick Jenkins to jest dopiero ziomek. Dopracowany i przemyślany od A do Z – dysponujący wciągająca barwą, złożonymi tekstami, genialnymi, płynącymi (co) bitami od najlepszych świeżych producentów (Kirk Knight, DJ Dahi, Statik Selektah i rewelacyjne trio OnGaud) i świetnymi klipami i grafikami. Jeśli komuś podobał się zeszłoroczny Vic Mensa, a nie bardzo akceptuje jego flirty z muzyką do sklepów z trampkami, to ma kolejnego dużego reprezentanta Chicago do sprawdzenia. Jak najbardziej listowy mixtape, raper ze świetnymi widokami na przyszłość. –Ł.Łachecki
Andy Smith aka Lxury – Londyńczyk, dobry ziomeczek braci Lawrence, z twarzy klasyczny Brytol. Przede wszystkim jednak autor całkiem interesującej EP-ki Playground. Tytułowy z dziecięcymi chórkami i biesiadnymi wstawkami, czyli urodziny XXI-wiecznego siedmiolatka, 2stepowo zabarwiony "Company", czy nieco nowocześniej brzmiący, bogato obudowany wokół gitarowego motywiku "Raid" – to wszystko nieźle rokujące na przyszłość kawałki. Nawet nudniejsze pozornie fragmenty wcale nie nudzą, więc tak sobie myślę, że warto typa obserwować. –W.Chełmecki
Zrobiłoby się ciekawiej, gdyby kolorowiutki pop od twórcy zeszłorocznego Desire (całkiem porządnego, chociaż może trochę spóźnionego albumu), za jakiś czas włączył producenta z Los Angeles pod kuratelę PC Music. Warunkiem byłoby bardziej zdecydowane podejście do tagu experimental. –K. Pytel