SPECJALNE - Rubryka

Ekstrakt #10 (SAFE)

6 września 2026

cover

Love Inc.
Life's A Gas
1996, Force Inc.

Można zaryzykować, że legendarny, blisko piętnastominutowy tytułowy closer tego krążka to jeden z pierwszych stricte "eccojams" (chociaż Terry Riley i jego "You're No Good" z pewnością zamieniliby słówko w tej sprawie). Jeśli chodzi o migawki z dzieciństwa, to mimo przepaści całego pokolenia (metrykalnie gość mógłby być moim ojcem) muszę z radością odnotować, że czasem podzielam ten wycinek życiorysu. Mówię tu choćby o brokatowym hicie "Hot Love" Bolana (ciekawostka – tę młodzieńczą obsesję na punkcie T. Rex deklaruje też Reynolds). Cóż, lata mijają, a ja wciąż słucham sobie dalej Wolfgang Voigt i Scoobie... Scoobie Yabba Doobie... –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


cover

Mazzoll / Knuth / Diffusion Ensemble
Azure Excess
1995, blauHOFFER multiple art

Pisaliśmy:
Azure Excess kompletnie spełnia założony brak założeń. Album jest nagranym projektem audiowizualnym opartym na autorskim sposobie zapisu muzyki, gdzie czternastu muzyków jednocześnie nie wie, co się dalej stanie. –Ryszard Gawroński

posłuchaj »

przeczytaj "Najlepsze polskie płyty XX wieku"


cover

M.I.A. / Diplo
Piracy Funds Terrorism, Volume 1
2004, Hollertronix

Pisaliśmy:
To jest tak zwany mixtape, zrobiony przez chłopaka tej pani; ona nazywa się Maya Arulpragasam, a on nazywa się Diplo i zmiksował tu nielegalnie między innymi Missy Elliott czy "Sweet Dreams" Eurythmics, a w rezultacie powstaje elektro z hip-hopem, dancehallem i tak zwanym grime'em. Piracy zyskuje z każdym kolejnym przesłuchaniem i zwłaszcza się sprawdza w discmanie jak nie wiesz sam czy to jawa czy sen a może to Metro Kabaty. "Podoba się" to mało powiedziane. –Zosia Dąbrowska

posłuchaj »

przeczytaj brudnopis


cover

Maria Schneider Jazz Orchestra
Evanescence
1994, Enja

Na debiut wyczekała aż do 35. roku życia, ale wyszło jej coś autentycznie fantastycznego. Hojna motywiczność zasługuje na porównania z Coltranem; klarowne, choć finezyjne harmonizacje – z duetem Metheny-Mays; a gęste orkiestracje – z tuzami pokroju Duke'a Ellingtona czy Gila Evansa (u którego to między innymi pobierała Maria lekcje). Ponoć część tych utworów to dziś już standardy wykonywane przez początkujące dęte bandy. Nic dziwnego. W odwiecznej walce kompozycji z ekspresją (czytaj: dobra ze złem – oj, taki żarcik) opowiedziała się jasno po stronie kompozycji. Wprawdzie napisała i zamachała te prymki, ale nie tknęła instrumentów – wyegzekwowała tylko żarliwy wykon od swojego big bandu. Nie słychać tu przedmiotów dotykanych rękami czy ustami autorki, ale słychać jej wyobraźnię, wrażliwość i talent. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »

Sprawdź też: Maria Schneider Jazz Orchestra: Coming About


cover

Mehico
Filu Filu
2008, Burdmedia

Pisaliśmy:
Bydgoski band za to w małym palcu ma klasyczne, post-rockowe patenty, na lekcjach z historii emo i indie rocka też zapewne nikt z nich nie przysypiał. Ten krążek dość nieoczekiwanie wprawił mnie w zakłopotanie, bo myślałem że za stary już jestem na wyniośle smutnego post-rocka, zwłaszcza z wyjącą panną na majku. –Wojciech Sawicki

przeczytaj "100 Polskich Płyt 2000-2009"

przeczytaj porcast


cover

Michael Mayer
Immer
2002, Kompakt

Pisaliśmy:
Immer jest arcydziełem kompilacji – rozpościera się nie tylko jak świetny set DJ-a, ale też, ku uciesze oldskulowych słuchaczy, jak album. Te utwory nie zostały stworzone z myślą ułożenia się w całość? Cięęęęężko sobie wyobrazić. –Łukasz Konatowicz

posłuchaj »

przeczytaj "100 płyt 2000-2009 na świecie"


cover

Microphones
Microphones In 2020
2020, P.W. Elverum & Sun

Unikalna, sentymentalna i auto-referencyjna podróż w czasie do "granic poznania". Pełna (nie)zbędnych detali fabularnych i aranżacyjnych "pokoi", przez które dryfuje główny bohater z nieodłączną "pudłówką" w dłoni. Psychoanaliza z pogranicza poezji, słuchowiska radiowego i minimal music. Więcej nie spojluję. Ale szczerze to nie wierzyłem, że coś z tego jeszcze będzie muzycznie. Że artysta dotknięty niepojętą tragedią będzie umiał (a przede wszystkim chciał) uchwycić materię twórczą z innej perspektywy, niż na funeralnie nagim A Crow Looked at Me. REZUREKCJA nazwy w pełni uzasadniona. Sporo mądrych słów będzie napisane o tej płycie, ale najważniejsze w jaki sposób do niej "przystąpicie". Powodzenia. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


cover

Midori Takada
Through The Looking Glass
1983, RCA

Pisaliśmy:
Through The Looking Glass to pewnego rodzaju punkt przecięcia dwóch muzycznych kultur: japońskiej powściągliwości i stoickiej akceptacji świata oraz ambientowych i minimalistycznych tendencji, którym patronują Brian Eno oraz Steve Reich. –Tomasz Skowyra

posłuchaj »

przeczytaj "Nuty Dźwięki 2017"


cover

MK Ultra
The Dream Is Over
1999, Artichoke

Niegdyś w Spytkach palnąłem, że "najbardziej szczerą piosenką w dziejach jest 'All We Have' zespołu MK Ultra. Nadstawcie uszu i wczytajcie się uważnie w każde słowo, bo bardziej szczery tekst już nie powstanie". Chyba chodziło mi o to, że trudno sobie wyobrazić, by "pretensjonalnie bezpretensjonalny" John Vanderslice napisał te LYRIKI dla lansu lub imponowania komukolwiek? W ogóle dziwne kleił wersy – "I Miss the War"? Ten oficjalnie zapomniany band (podobnie jak wyżej wzmiankowane Café Tacvba też Z BRAKU LAKU porównany raz do Radiohead – i to w czasach gdy istniały Kent czy Myslovitz) jak wiele innych z przełomu mileniów wciąż żyje poza platformami w reminiscencjach garsteczki alternatywek i sierot po różnych InkBlotach. Na opus magnum i łabędzim śpiewie (zatytułowanym chyba w nawiązaniu do "God" Lennona?) przedstawił doszlifowany emo art pop w duchu późnego SDRE (z którymi tourowali), a predatujący rozmaite Brand New-y i Death Caby tego świata, wciąż lowkey przekonujący natchnieniem pieśni takich jak choćby właśnie archersowskie "All We Have", modestowe "Red on White on Blue" czy wczesno-XTC-owe "Red Cross". A potem był całkiem udany solowy projekt tego indie barda, który o dziwo w streamingu śmiga (choć trąby czasem zbytnio mi antycypują pseudo-nu-indie z mid 00s). –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


cover

Mobbyn
Mobbyn
2017, Fonografika

Pisaliśmy:
Mobbyn-fenomen opanował przeglądarki, bez kitu. Jaki ma sens po raz wtóry wymyślać kolejne przymioty Belmondoe'a, Oyche'a i reszty bandy, wszystko już zostało wyłożone dziewięć tysięcy razy, nasmarowane okrutnym Caps Lockiem w komentarzach pod każdym kawałkiem. –Antoni Barszczak

posłuchaj »

Sprawdź też: Hewra & Mobbyn: HEWRA/MOBBYN.rar

przeczytaj "Rekomendacje płytowe 2016"


cover

Necks
Drive By
2003, Fish Of Milk

Pisaliśmy:
W recenzjach dotyczących Drive By pada wiele ciekawych sformułowań próbujących określić styl Necks – trance jazz, instrumental techno, Reichian jazz czy też moje ulubione fractal music. Niestety vs. stety dopóki nie posłuchacie tego wydawnictwa w całości to tak naprawdę nic nie będziecie wiedzieć o muzyce tego australijskiego tercetu. –Wojciech Sawicki

posłuchaj »

Sprawdź też: Necks: Sex

przeczytaj "Rekomendacje płytowe 2000-2009"


cover

Obrońcy Hardkoru
Epikurejski Cytoblast Ulicy
2004, Salami

Pisaliśmy:
Jezu, jesteście taką bandą frajerów, jeśli nie lubicie tej płyty. Przynajmniej Obrońcy Hardkoru muszą tak myśleć. Przynajmniej mogliby to mieć w jakimś tekście. Wiecie przecież, że oni nie rapują tych wszystkich rzeczy na serio: że jak ktoś was będzie bił, to może będą właśnie oni, że ruchają laski w krzakach, że wciągają w chuj koksu, że kochają Meza. To wszystko żarty. Prawda, bando frajerów? –Łukasz Konatowicz

posłuchaj »

Sprawdź też: MC Terminator: The Best Of

przeczytaj "100 Polskich Płyt 2000-2009"


cover

Oddział Zamknięty
Oddział Zamknięty
1984, Polskie Nagrania Muza

Pisaliśmy:
Zapuszczam se po latach klasyczne "Party" i mam wrażenie, że udało się tam zawrzeć jakąś istotę rokendrola – kolesie biorą instrumenty i zamiast napierdalać ma oślep, to grają z takim właśnie luzem, jakimś namacalnym natchnieniem. A kiedy w refrenie obok rasowego riffu wchodzi ten przewodni falset, to czuję, że nigdy żaden krajowy band nie był bliżej tej esencji stonesowskiego (…) wymiatania "bez spinki", gdzie w kompletnie niepozornym z dupy jamowaniu jest zawarty jakiś sens życia. Masakra. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »

przeczytaj "Najlepsze polskie płyty XX wieku"


cover

Oneohtrix Point Never
Memory Vague
2009, Root Strata

Jeśli zastanawialiście się kiedyś, skąd wziął się cały ten vaporwave, to właśnie tutaj macie odpowiedź. "Młody Lopatin" nudził się w pracy (w której "nie musiał nic robić") i dla zabicia czasu wycinał sample z soft rockowych kawałków, które potem edytował we freeware'owych programach do obróbki dźwięku. Efekt? Eccojamy, syntezatorowe marzenia senne, "powrót do przyszłości". Po tym wydanym na DVD albumie-widmo nic już nie było takie samo. –Tomasz Skowyra

posłuchaj »

Sprawdź też: Chuck Person: Chuck Person's Eccojams Vol. 1

przeczytaj "Porcys's Guide to Pop: Addendum"


cover

Pan Witek
Gość z Atlantydy
2000, Biodro

Co tu dużo pisać: legendarna postać. Gość z Atlantydy. Król sopockiego Monciaka. Aby przedstawić wszystkie losy Pana Witka, potrzebny byłby ciężki almanach, na napisanie którego może ktoś się kiedyś porwie. Od siebie mogę tylko nieśmiało zasygnalizować, że wydany w wytwórni Biodro, nagrany przez Macieja Cieślaka i współprodukowany przez Tymona Tymańskiego longplej to nawiązujące pasjonujący dialog z dylanowskim paradygmatem pieśniarstwa opus magnum sympatycznego barda w kowbojskim stroju. Właściwie nie wiem, jak można uznawać się za fana muzyki indie, jeśli nie zna się takich szlagierów jak "Spidi Gonzales" czy "Mój Koń Nie Mieści Mi Się W Dłoń". A to zaledwie największe hiciory z tego klasycznego dzieła. –Tomasz Skowyra


cover

Pépé Bradock
Burning
1999, Kif

"Deep Burnt" to epicki fresk pogrążony w oceanie melancholijnych smyków zapożyczonych od Freddiego Hubbarda (Leon Vynehall serduszkuje to). Tych kilka pierwszych sekund "Little Sunflower" przyczyniło się do powstania pełnego oszałamiającej dystynkcji, transgresyjnego arcydzieła całej french-touchowej estetyki (choć jaki to french-touch? bardziej smutny prog-disco baroque podany w postmodernistycznym wdzianku). –Tomasz Skowyra

posłuchaj »

Sprawdź też: Pépé Bradock: Synthèse


cover

Peter Brötzmann
Machine Gun
1968, BRÖ

Jeśli chodzi o machine gun w muzyce, to moją pierwszą myślą byłoby Portishead. Nie da się jednak ukryć, że album oktetu Brötzmanna jest niejako fundamentem europejskiego free jazzu. Dziś może nie brzmi już tak brutalnie, intensywnie i ekstremalnie (choć to wciąż jazda bez trzymanki) jak niemal 60 lat temu w momencie premiery, ale wciąż zachwyca kreatywnym rozłożeniem energii. Dziś również słychać wyraźniej, że to nie było free dla samego free: z całego tego zgiełku i chorych dźwięków saksofonu wyłaniają się pewne sturkturalne elementy tworzące kręgosłup i jednocześnie bazę dla improwizacji. Trudno tego nie docenić, zwłaszcza gdy nie jest się wielkim fanem tej estetyki. –Tomasz Skowyra

posłuchaj »


cover

Pick Up Formation
Zakaz Fotografowania
1985, PolJazz

Pisaliśmy:
Sekstet (...) stworzył tu rasową, organiczną, pulsującą, skrajne skonsolidowaną, zintensyfikowaną, a równocześnie magnetyzującą fuzję czegoś na przecięciu Colemanowskiej harmolodyki (...), free-jazzu Aylera albo Dolphy'ego (...), rockowej, a nawet punkowej czy wręcz metalowej zadziorności oraz funkowych groove'ów. –Tomasz Skowyra

posłuchaj »

przeczytaj "Najlepsze polskie płyty XX wieku"


cover

Plazmatikon
Dżemsesje
2007, Fonografika

Pisaliśmy:
Teoretycznie powinna być klapa, a tu psikus i płyta robi się okołolistowa. Aż ciśnie się na usta pytanie: jakim cudem współczesna lanserska elektronika (broken beat, nu jazz, avant pop) grana na tym przedpotopowym szmelcu brzmi tak dobrze?! Prawdopodobnie z odpowiedzią na to pytanie mieliby problem nawet sami twórcy. –Wojciech Sawicki

przeczytaj recenzję
przeczytaj "100 Polskich Płyt 2000-2009"


cover

Prince
Black Album
1987, Warner Bros

Pisaliśmy:
Jeden z najbardziej kontrowersyjnych utworów w dorobku i tak znanego ze skandali artysty, "Cindy C" to mało dwuznaczne i całkiem bezpośrednie wyznanie pożądania względem wschodzącej wówczas gwiazdy-supermodelki. Dwadzieścia lat przed tym, jak fenomenalny freestyler Lil' Wayne w dość niewybredny sposób zarapował swój "list miłosny" do księżniczki r&b Ciary (na podkładzie do jej ballady "Promise"), Prince wypluł z siebie ten erotyczny strumień świadomości, tylko umownie posegregowany na jakieś nominalne odsłony, a w praktyce składający się na jeden, długi, wściekle zażerający funkowy jam. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »

przeczytaj "Prince: 30 najlepszych utworów na 30-lecie działalności artystycznej"


Strona #1     Strona #2     Strona #3     Strona #4     Strona #5     Tracki    

Redakcja Ekstrakt    
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)