Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
![]()
–A.Barszczak
czy "riki tiki"
to wciąż największy frazes o Gangu
a może... "ram pam pam"?
ale tu są całą prawdą, jakby
magnetyczną poezją zmieszaną
przez Roberta M
Popek i Borixon, kochankowie
nigdy bardziej nieprzejrzyści, żargonowi
przemierzają ulice
białej mafii
wynalazcy, surowych rymów miotacze
(Popek miażdży w "Kapitan Kox")
ale Borixon
też daje z siebie to co najgorsze: choćby w
"Kocham Cię Robaczku"
szkoda że bity bywają nudne albo
bezwładne jak na poprzednim Gangu;
"Albańskie Kakao", "Wita Was Król".
–Elvis John
Remiks wydany już jakiś czas temu, ale nadarza się dobra okazja, aby sobie o nim przypomnieć. A to dlatego, że właśnie dziś swój set w Nowej Jerozolimie zagra jeden z naszych ulubieńców, czyli właśnie Leon Vynehall. Nie wiem, czy podczas imprezy poleci właśnie ten przygotowany dla Michaela Kiwanuki rework (nie znam oryginału i nie wiem, czy coś tracę), ale przyznam szczerze, że zupełnie bym się nie obraził, bo to właściwie ten sam Vynehall, który tak ładnie poleciał na Rojus. A więc mamy tu przecierające się z elegancją ślady house'owej egzotyki zjednoczone z charakterystycznym rodzajem melancholii towarzyszącej producentowi chyba od początku kariery. Czyli co, rozumiem, że widzimy się? −T.Skowyra
Maria Usbeck (zespół Selebrities, ostatnio wydała solowy album – Amparo) tak się podstawiła Jensenom tym swoim przyjemnym "Jungla Inquieta", że w niemal prowokacyjny sposób wymusiła na nich remiks utworu. W porównaniu z “Down We Go" Madi Diaz, dla chłopaków to musiała być dziecinna igraszka. Otrzymałem przekład z działu tłumaczeń biurowca. Za Marią, dla magazynu Hymn, z języka szwedzkiego:
“Ta moja dżungla faktycznie powstawała w dżungli. Gdy byłam w Kostaryce, miałam ochotę przenieść na muzykę to uczucie, kiedy stoi się w samym środku gęstego lasu. To zarówno oczyszczające, jak i nieco klaustrofobiczne doświadczenie, niesamowicie inspirujące. Usiadłam i napisałam tę piosenkę. W jeden dzień! Nawet przez ten czas nic nie jadłam (…) A z chłopakami znamy się od dawna. Działamy razem w Cascine. Pomyślałam, że Jenseni mogliby zrobić naprawdę świetną robotę z remiksem. No i zrobili. Słucham tego na okrągło! Da się przy tym odlecieć. Goście są epicko utalentowani". –K. Pytel
W przypadku EPDM to, jaki album będzie, można wnioskować już po samej okładce: na El Perro Del Mar stylówka z makijażem a'la lata 60, na KoKoro pół karpia i strój imitujący kimono. Na świeżo wydanym longplayu Szwedka powoli odwraca się od twee-popu przetykanego synthami i zwraca w stronę szerokopojętego world music. W "Breadandbutter" czy "Ging Ging" mamy dalekowschodnie instrumentarium, w tytułowym "KoKoro" – afrykańskie stukanie w bębenek, w "A-Bun-Dance" etno flecik, aż wreszcie element europejski – czyli umiłowanie sobotnich porządków w "Clean Your Window", choć też przeplatany egzotycznymi marakasami. A, jest jeszcze jeden taki element: w "Kouign-Aman", które brzmi jak zauroczenie j-popowej wokalistki polskim bigbitem. KoKoro chyba miało wyrwać Sarę Assbring z electropopowej strefy komfortu, no i niby jest to całkiem przyjemne wyjście, ale na dłuższą metę raczej mdłe. –A.Kania
Joyce Manor to zespół, który należało zauważyć już dwa lata temu, wraz z zajebistym "Christmas Card", wraz ze świetnym Never Hungover Again. Przy okazji wydania Cody o kalifornijczykach zrobiło się głośniej, i choć dla mnie płyta ta porównań do poprzedniczki niestety nie wytrzymuje, to i tak wypada całkiem nieźle. To weezerowe w duchu granie brzmi jak swoisty punkowy pastisz, z lekko midwestowymi odchyłkami i stadionowymi, pop-punkowymi refrenami (singlowe "Fake I.D"). Cody wydaje się zbiorem dość sztampowym, ale na tyle konkretnym, że – o ile typy odwalą się od Kanye Westa – dalej będę ich obserwował. Czy coś jeszcze? Jeszcze zaryzykuję, że fani Wrens w refrenie najfajniejszego w zestawie "Make Me Dumb" mogą znaleźć coś dla siebie. –W.Chełmecki
Ciężkie są losy debiutanckiego albumu Kitty, właściwie to nawet nie wiem jak sytuacja wygląda obecnie, zgubiłem się gdzieś w tym momencie. Szczerze to niespecjalnie śledzę poczynania tej niesfornej pannicy, a to błąd, o czym wyraźnie chce mi zakomunikować nowym singlem, rzekomo promującym długo oczekiwaną płytę. Na intensywnym, tętniącym życiem, ale dystyngowanym bicie brzmiącym niemal jak Scritti Politti (mniej odważna wersja – Jensen Sportag) nasza księżniczka rozkosznie snuje swoją romantyczną wizję inspirowaną Mass Effectem i bezustannie naciera na słuchacza zalewem hooków najwyższej klasy. Nie rapuje? No nie rapuje, ale w niczym to nie przeszkadza, kiedy jej propozycja jest ciągle tak atrakcyjna. Z każdym kolejnym ripitem "Asari Love Song" brzmi jeszcze lepiej, a ja coraz bardziej nie mogę się doczekać całości, którą będzie nam dane usłyszeć, mam nadzieję, już wkrótce. –A.Barszczak
Styczniowy casus Portera "dynamizującego" swoją kategorię był pozycją na tyle zajmującą, iż nie bez wstydu przyznaję się, że Third Law absolutnie wyparło w mojej świadomości fakt wydawniczego powrotu zza światów innego zawodnika ze stajni Subtext – Paula Jebanasama. A skrępowanie spowodowane wyżej opisaną sytuacją jest tym większe, im częściej uświadamiam sobie o ile "do przodu" w kontekście muzycznego porządkowania orbitalnego świata poszedł Jabba w stosunku do swojego pobratymca.
Autor Continuum z jednej strony zrezygnował z krótkich sekwencji post-industrialnego, agresywnego efekciarstwa na rzecz figur rozwleklejszych, pasażowych – abstrakcyjnie "rozlanych", a z drugiej postanowił nadawać na częstotliwościach bliskich IDM-owym eksperymentom rytmicznym. Pomimo doboru narzędzi w gronie producenckim powszechnych, Jebanasam uzyskał efekt dużo większej przejrzystości, uporządkowania i spójności nagrania, za który w moim odczuciu odpowiada zupełnie pozamuzyczny factor – najzwyklejsze wyczucie. Ale nie ślepy strzał głupca i zaskakująco pozytywny w swych skutkach wypadek przy pracy, gdyż datowane na rok 2013 Rites już przekazywało za pośrednictwem klawiszy pewną MYŚL, a w rozważny sposób zaplanowany stosunek hałasu do bezkresnych pętli i – wreszcie – do minutowego wymiaru całej płyty. Wydaje się więc, że power-ambientowy ruch posiadł nareszcie pozycję równie uniwersalną, co w pewnym stopniu definiującą, która stanowić może doskonały punkt wyjścia dla wszystkich producentów gotowych eksperymentować z tą formą. Pytanie tylko, kiedy z coraz odważniej ożywianych dźwiękowych plam uformują się monolityczne i rytmiczne konstrukcje, i czy historia zatoczy koło – wrócimy do beatowego punktu wyjścia? –W.Tyczka
Wcześniejsze single Dua Lipy z "Be The One" na czele, zrobiły na mnie zdecydowanie większe wrażenie. Mimo że nie zwiastowały jakiegoś wielkiego przetasowania w świecie mainstreamowego popu, ale na pewno wzbudziły apetyt na naprawdę nośny debiut płytowy. "Blow Your Mind (Mwah)" rozczarowuje sinusoidalnym poziomem intensywności. Rozpoczynamy od intra snutego do naprawdę soczystego EDM-owego refrenu – największego atutu piosenki, ale niestety z jego końcem zataczamy koło i okazuje się, że tamten wstęp był jak każda kolejna zwrotka, przez co łatwo stracić uwagę. Rozpędziliśmy się do odpowiedniej prędkości, czujemy wiatr we włosach, ale nagle dajemy po hamulcach, bo przed nami światła zmieniły kolor na czerwony. I tak co skrzyżowanie. Jeżeli Brytyjka w przyszłych numerach będzie obdarzać mnie takimi pocałunkami, których czułość nieznacznie przewyższa witanie się z ciocią na imieninach, wolę pozostać we friendzone. –A.Kasprzycki
Chyba nie tylko ja ucieszyłem się z faktu, że Syd postanowiła podziałać na swój własny rachunek bez udziału The Internet. I już jest pierwszy dowód w sprawie pokazujący, że decyzja była jak najbardziej słuszna. Ale na placu boju nie została tak całkiem sama, ponieważ pomaga jej będący wciąż w wyśmienitej formie Dornik, który tym razem nie udzielił się wokalnie, ale wyczarował niebiańską pętelkę perłowego r&b służącą za podkład. Niby nic wielkiego, bo "Amazing" nie jest wysokobudżetową produkcją na miarę największych graczy w mainstreamie, ale przeplatające się sznureczki w ten delikatnej siateczce otulają soulfulowy wokal Sydney Bennett w bezapelacyjnie zmysłowy sposób. Nie muszę nadmieniać, że gorąco wyczekuję na wieści o długograju, prawda? −T.Skowyra