Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
"Ten singiel zdecydowanie zdradza potencjał na płytę ważną w kontekście grudniowych podsumowań roku" – pisałem na początku sierpnia przy okazji bardziej szczegółowego spojrzenia na promującą krążek In Summer piosenkę "Love's Refrain" autorstwa Ledesmy i na moje szczęście nie było to stwierdzenie użyte na wyrost, bo Jefre swoim ostatnim wydawnictwem potwierdził, że to jego krótkograjka będzie na ustach wszystkich chcących rzetelnie podsumować rok 2016 w eksperymentalnej muzyce elektronicznej. I choć bezwarunkowo zakochaliśmy się w inkarnacji Fennesza z Endless Summer wymieszanej z ciepłym noisem i psychodelicznym popem zrealizowanym w konwencji lo-fi, i najpewniej (podświadomie) oczekiwaliśmy od pozostałych czterech indeksów podobnego dialogu pełnych kolorytu pasaży z chropowatym, kakofonicznym backgroundem, to nawet nieco inna linia programowa (więcej kaset) obrana przez JCL porywa.
Delikatny początek "Little Dear Isle" – warmdrone, nagrania terenowe; dźwięk ptaków i liści, stanowi kontrast dla zmaksymalizowanej końcówki "Love's Refrain", a ponadto, w obrębie wciąż tej samej kompozycji, pięknie nakreśla dysproporcję pomiędzy poziomem natężenia dźwięku w pierwszej, a ostatniej minucie nagrania. Tytułowy track to już wycieczka przez niematerialny świat Ledesmy - entourage słodko-gorzki, wstęp do najbardziej zachowawczej propozycji, siedmiominutowej, statycznej kobyły "Blue Nudes (I-IV)". Oprócz utworu #1, na In Summer najbardziej błyszczy ulokowane na samym końcu tracklisty preludium, czyli pytyjska wariacja na psa, pianinową frazę (pozdro Yōran, pozdro Montparnasse) i cyfrowy hałas. Dronoambientonoise renesansu i jedna z ciekawszych TAKICH POZYCJI w tej dekadzie. –W.Tyczka
Archy Ivan Marshall (Leonardo DiCaprio) aka King Krule, od 16 roku życia kombinujący w branży, oddał kolejny materiał podpisując się fałszywym nazwiskiem. Bezradny Tom Hanks (Tom Hanks) mógł tylko patrzeć na środkowy palec odlatującego w nieznane człowieka-widmo. Andy raz bez licencji i doświadczenia wjedzie z pełną nonszalancją na salony z jazz-punkowym odjazdem, aby późnym wieczorem założyć gumowe rękawice przekonując wszystkich podrobionymi dokumentami, że mają do czynienia ze specjalistą od darkwave'u. Post-punk, indie, fusion, dla niego może być wszystko co akurat wpadnie. Czasami poda ci rękę jako Zoo Kid, innym razem będziesz musiał wybierać jeden z jego 7 pseudonimów: Lankslack/Edgar The Beatmaker/Breathtaker, dzisiaj będzie jako Pimp Shrimp. Mimo oddechu FBI na plecach, z odjechanych inspiracji spokojnie skleja swoje ”Feel Safe 88”. Tym razem szału nie ma, zblazowane brzmienie nie skończyłoby się happy endem, gdyby nie siadająca jak mantra wokalna repetycja, no i zręcznie przeprowadzone zakończenie. Ostatecznie, kolejnej wykreowanej tożsamości udaje się cudem wykaraskać z zaciśniętej policyjnej pętli, unikając grozy zgnicia w Sztumie. Pewnie w końcu go dorwą, ale na ten moment: Archy mimo drobnych potknięć, wciąż jeden krok przed Hanksem. –M.Kołaczyk
Trochę rave'owych reminiscencji w postaci najntisowych breaków zupełnie niespodziewanie złamanych przez trącące poprzednią dekadą electro-house’owe accelerando suplementowane zmodulowaną pre-dropową wokalizą na modłę najświeższych i najbardziej nośnych EDM-owych hitów. Wszyscy, w totalnym zawieszeniu, czekają na gwóźdź programu – eksplozję radości, jakiś bezczelnie plastikowy hook (w końcu na featuringu Sonny Moore). A tu zbliża się wyczekiwany punkt kulminacyjny i… raz jeszcze od początku – ten sam schemat. I tak po trzykroć z kilkoma tylko subtelnymi zmianami, wśród których na pierwszy plan wysuwa się gładka syntezatorowa partia Skrillexa (począwszy od 2:30) przykrywająca oldskulowe pętle. Dla mnie bomba, bo dobrze zaadaptowana estetyka "lack of drop" w czasach produkcyjnie przeładowanej muzyki radiowej działa kojąco. Nie jest to co prawda poziom nośności (w tej "estetycznej niszy") choćby "Just Like We Never Said Goodbye” Sophie, a obok mistrzowskiego "Where Are Ü Now" duetu Jack Ü ta piosenka nawet nie stała, ale złapałem się na tym, że słucham jej (z różną częstotliwością) już drugą dobę. –W.Tyczka
Na początku lipca Pony, czyli 1/2 duetu Thunder Tillman, na antenie nowojorskiego The Lot Radio, zagrał naprawdę dobry DJ Set, przez ponad dwie godziny łącząc gęste, wielowarstwowe synthy z intensywnymi wpływami rdzennej muzyki z różnych zakątków świata, od tropiku po orient. Do tego fajnie, że znalazło się również miejsce na nasz "folklor", czyli pochodzący z 1976 roku, utwór "Baby Bump" grupy Arp Life (wokalnie wspartej przez Alibabki), który jest jednym z wielu absolutnych dowodów na songwriterską zajebistość Andrzeja Korzyńskiego. O ile sam secik był wzbogacany funkowym groove'em z całkowitym potencjałem parkietowym, to autorski materiał długowłosych Szwedów, wydany nakładem amerykańskiego ESP Institute, niezbyt nadaje się do tanecznych wygibasów. Mimo to Jaguar Mirror w czasie odpowiadającym szkolnej przerwie obiadowej prezentuje całkiem ciekawy, downtempowy materiał, stanowiący ukłon w stronę pierwszego albumu Leftfield, a momentami, tak jak w przypadku "Anligments", Thunder Tillman przywodzą na myśl nawet takie rzeczy jak "The Big Ship" Briana Eno. –A.Kasprzycki
Z braćmi Aged spotykamy się tym razem w celach właściwie wyłącznie informacyjnych. W sensie, mam nadzieję, że nie trzeba już nikomu udowadniać songwriterskiego kunsztu amerykanów, bo w dostarczaniu najwyższej próby współczesnego r&b grają we własnej lidze. Informacje są takie, że następca No World As Light As Light ukaże się już 9 września, a spośród 12 utworów, które się na nim znajdą, znamy już dwa – "The Wheel" i właśnie "Waters Of You". Całkiem dobrze się złożyło, że piszę o tym utworze z prawie miesięcznym opóźnieniem. Na poziomie subiektywnego odczuwania, pomijając wnikliwą analizę, stanowi on ostatni letni akcent, idealne zwieńczenie wakacyjnego laid backu. Wskazane jest więc dodanie utworu do playlisty na ostatnie wolne chwile i rozkoszowanie się subtelnym dialogiem gitar, nabierającym rumieńców od 3:10. Drugie LP tuż za rogiem! –S.Kuczok
Biorąc za punkt wyjścia klasyczny hit Ghost Town DJ’s , na bicie wyraźnie zalatującym "BrB ( ˘ ³˘)❤" Kitty (The-Dream produkował, w sumie śmieszne), Tinashe urządza sobie okraszony przesłodkim refrenem Słoneczny Patrol. "Superlove" to żaden wielki singiel, ale na pewno przyjemny soundtrack do tych wszystkich wymarzonych wakacji, które znamy jedynie z ruchomych obrazków zza szklanego ekranu. No i fajnie usłyszeć Amerykankę w zwiewniejszym anturażu – ciekawe czy to zapowiedź nowego kierunku, czy może tylko nastawiony na komercyjny sukces skok w bok. –W.Chełmecki
Pod dwiema literkami NV kryje się Rosjanka Kate Shilonosova, która jakiś czas temu wydała w Orange Milk swój bodaj pierwszy album. Binasu brzmi jak przebieżka po subiektywnym katalogu, nazwijmy to, eksperymentalnego popu, który jakoś szczególnie rezonuje w rosyjskiej autorce tych niby-piosenek (skojarzenie z Another Green World). Na przykład "Grass In The Woods" swoją wachlarzową fakturką przywołuje "Hunter" Björk, tytułowy ma post-punkowo-krautrockowy posmak, ambientowe pociągnięcia pędzlem w "3Arms" hołdują stronie B Low (podobnie "YYG", choć z perspektywy zdegradowanego digi-ambientu), czy kanciaste klawisze "Dance" brzmią jak uspokojone i zwolnione Yellow Magic Orchestra. A sposób, w jaki NV ujmuje i przetwarza te wątki naprawdę może imponować, choć szczerze mówiąc najbardziej podoba mi się, gdy Kate działa na polu bliższym piosence w sensie formalnym, a tak dzieje się chociażby w "Inn" czy moim ulubionym "Kata", gdzie przeplatające się, repetycyjne motywy i melodie działają bezpośrednio na słuchającego, przy okazji od 3:51 nieśmiało zahaczając o poważkowe rejony. W każdym razie Binasu naprawdę intryguje. –T.Skowyra
Najwyższa pora na powrót Danny'ego, zbyt wielu epigonów freakowatego stylu życia bez powodzenia starało się zapełnić po nim lukę. Oczywiście Old nie wyszło aż tak dawno, a sam Brown nie zniknął całkowicie z radarów, dając raz lepsze, raz gorsze gościnne występy, ale nigdzie nie brzmi tak dobrze, jak na swoim. W końcu doczekaliśmy się – po świetnym "When It Rain", zapowiada kolejnego longplaya o wdzięcznym tytule Atrocity Exhibition (hmm) i atakuje nas kolejnym singlem. "Pneumonia" stylistycznie kontynuuje drogę wyznaczoną przez poprzednika. Chory podkład Evian Christa, nerwowa atmosfera i bezzębny szaman na mikrofonie – czego więcej potrzeba do szczęścia? A czy cały album udźwignie pokładane w nim nadzieję? Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, dowiemy się już pod koniec września. Swoją drogą – rzekome inspiracje? Raekwon, wczesna Björk, Joy Division, Talking Heads, Toxicity(?!). Czekam jak na mało co w tym roku. –A.Barszczak
Zainteresowanych rysem historycznym rosyjskiego bandu odsyłam do liczącej już ponad rok recenzji debiutanckiego LP – Everything Else Matters. Dla wszystkich innych, zaznajomionych z estetyką i wizją Pinkshinyultrablast, mam prosty komunikat: to kategorycznie NIE JEST płyta dla diehardów ortodoksyjnego shoegaze'u. Za dużo tu zabawy z rytmem (vide "Kiddy Pool Dreams"), mniej tu eterycznego podśpiewywania à la Cocteau Twins, bo Lyubov Soloveva momentami tonie pod podkładem rodem z CHVRCHΞS uderzających w melanż z opitymi przesłodzonym ponczem Purity Ring (patrz: "Initial" przeobrażające się w jeden z kompozycyjnych highlightów albumu – "Glow Vastly"; charakterystyczne "wielotorówki"). Oprócz tego skomasowany atak gitarowych ścian ustępuje niejednokrotnie kiczowatemu "przeelktronizowaniu" poszczególnych fragmentów. Istna profanacja, jakiś chory brokatowy twór, który zdefiniowałbym jako "glow-gaze-pop". Kurwa, dlaczego tyle tutaj perki "na wierzchu"? Podsumowując: 6.8, tańczę i czekam na więcej. –W.Tyczka
Dobry, a właściwie idealny moment na takie numery, bo w końcu mamy lato. A popełnił go zupełnie nieznany duet z Amsterdamu, który na razie szuka popularności na SoundClodzie. Mogę powiedzieć jedno: jeśli ich oferta będzie zawierała tak fajne, taneczne kawałki z r&b naleciałościami, jak "Rebound Feels", który trochę przypomina mi o Elektrenice, a trochę o Free Lisy Show, to ich wartość będzie rosła szybko, a przynajmniej powinna. Zapodajcie to na imprezie na świeżym powietrzu albo wrzućcie do swojej plejlisty: niech czyni swoją powinność. –T.Skowyra