Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Za pseudonimem Flabaire kryje się Ralph Maruani – francuski producent house'u i podobnych tanecznych form, a także współzałożyciel małego labelu D.KO Records. Paryżanin zadebiutował w zeszłym roku niezłym długograjem It's Just A Silly Phase I'm Going Through, na którym próbował pewnie zdusić wszystkie swoje ulubione strategie dance music (2-step, deep-house, ambient-techno). Natomiast nowy rok przywitał krótką EP-ką nazwaną na cześć postaci, o której w maju znowu będzie głośno. Laura Palmer to trzy konkret-tracki na przecięciu francuskiego house'u (basy!) i przyjaznego techno, które oczywiście skąpano w cieniach i czerniach nocnych imprez do rana. Na dokładkę remiks chyba najlepszego w zestawie, tytułowego wałka, no i cała naprzód, bo Ralph ma głowę na karku i coś mi się wydaje, że jeszcze kiedyś wpadnie do nas z czymś większym. Zapraszamy. –T.Skowyra
Co prawda już bez Matta Mondanile, ale z nie mniejszym nazwiskiem na gicie, bo z Julianem Lynchem, Real Estate wprowadzają nas w nastrój oczekiwania na wiosnę, bo to takie właśnie ich granie, na czas gdy w Bydgoszczy kwitną pierwsze przylaszczki i grzyby. 17 marca wyjdzie In Mind i nie spodziewajmy się zaskoczeń. Słuchając “Darling” myślę sobie – i nie zmyli mnie ten dewastujący plan teledysku koń, ani nie wiadomo dlaczego pojawiający się drugi bębniarz, Tyler Drosdeck – że drużyna Martina Courtneya nie spłodzi nigdy albumu ósemkowego, ale też nie zejdzie poniżej mocnej szóstki. Rzecz dla nierozumianych przez pędzący ku zagładzie świat fanatyków stylu. –M.Hantke
Nowy Lekman? "Już dawno takiego kawału nie słyszałem". Jaki tam nowy – ja tego słuchałem w 2014 na mikstejpie WWJD i z tą nowością bym aż tak nie przesadzał. Ale skoro sam Jens wybrał tego singielka na promo swojej płytki to niech już będzie. W końcu zawsze lubiłem tego SYMPATYCZNEGO Szweda, bo gość ma receptę na to, jak łączyć smutne melodie z radosnym wajbem. Nie inaczej zadziało się w "What's That Perfume That You Wear?" – wakacyjno-tropikalne plumkanie zderza się tu nostalgiczną opowieścią o zapachu perfum, który przenosi w czasie i przypomina o oczekiwaniu na pocałunek. A jak to się wszystko zwykle kończy u Lekmana pewnie wiecie, jeśli kojarzycie jego nagrywki. A jeśli jeszcze lubicie, to nie spotka was zawód przy tym SYMPATYCZNYM kawałku. Czekam na Life Will See You Now. –T.Skowyra
Obywatele, obywatelki, jak możemy przeczytać na oficjalnej stronie rządu RP – ministerstwo rap gry donosi: ostatnie sukcesy polskich zawodników na międzynarodowej rap scenie doprowadziły do wzrostu pozycji Polski na wskaźniku ILZM (ile lat za murzynami). Powoli zbliżamy się do momentu, w którym dobrniemy do oszałamiającej jednocyfrowej sumy. Dostęp do szerokopasmowego internetu oraz rabunkowa polityka bezrefleksyjnej grabieży amerykańskich patentów na masową skalę odnosi pozytywne skutki. Cieszyć mogą ostatnie dokonania Włoskiej Roboty, która strzelając pięcioma młodymi Yung Leanami na minutę, ostatecznie kończy z oszałamiającym wynikiem bycia tylko trzy lata za szwedzką ekipą. Całym sercem życzymy im dalszych sukcesów.
Nie jest na tyle źle, aby sobie z nich żarty robić, zwłaszcza ten plusik u góry ogranicza pole do popisu, a wielka szkoda, bo możecie sobie popatrzeć, gdzie mnie research zabrał, i jakie dawał możliwości – smutno. –M.Kołaczyk
Jeśli macie dość "memów" z San Escobar i czujecie zażenowanie słuchając singla Ekskluzywnego Menela (...), to mam dla was gościa z Meksyku, który potrafi pisać piosenki. Jego "Changes" to soft-rockowa pocztówka mająca w odwodzie trochę disco-funkowego żywiołu (powiedzmy, że ze strony Jacko), ale i trochę wyrafinowanego songwriterskiego zaplecza od takich Hall & Oates powiedzmy. Dzięki tym częściom składowym Wet Baes potrafi napisać refren, który będzie wam się chciało nucić i pewnie nieraz do niego wrócicie. Czy coś w sam raz dla niebieskookich białasów lubiących od czasu do czasu poskakać na parkiecie. Obczajcie typa. −T.Skowyra
Anthony Zavala swojej nowej płyty – suchar alert – z pewnością nie zawalił. Fantasmas to może nie Rojus czy inne Kingdoms, ale jak najbardziej godziwa inauguracja sezonu w rejonie deep house’u i księstw przyległych. Wychodząc z pozycji rzemieślnika instrumentalnego hip-hopu, Zavala trzyma swoje dławiące się, fluorescencyjne wzorki w ryzach hipnotycznego 4/4 i nie wpada przy tym w pułapkę rozwleczenia, stąd album nie dobija do 40 minut. Znajdziecie tu paranoiczno-mechaniczne "Mirrors", świecące glitchowym błyskiem "Roosevelt & Letting Go" czy zainfekowane wymuskanym pulsem 99.9% "Chrysalis" – jedyny regularnie wokalny (na majku Sara Z, kimkolwiek jest) kawałek na płycie. Czy są to outsiderowe sygnały nadane z kosmosu czy rozłożyste, chłodne pejzaże, Fantasmas płynie spójnie i miękko, zawieszone gdzieś w bliżej niesprecyzowanej przestrzeni. –W.Chełmecki
Czego można oczekiwać od budzących się po latach wydawniczej śpiączki Chavez? Napiętych, orbitujących wokół świetnej sekcji (James Lo na perce, tradycyjnie szacuneczek) riffów, laurek dla Spiderland, math-rockowej kanciastości, zachowującej jednak szacunek dla stadionów świata. Na tej trzyutworowej EP-ce Nowojorczycy serwują to wszystko w oparach najntisowego, pół-amatorskiego vibe'u, a jednocześnie na tyle zręcznie i konkretnie, by Cockfighters z czystym sumieniem nazwać zaskakująco smacznym powrotem indie-dinozaurów. Się poleca, się słucha. −W.Chełmecki

–W.Sawicki
Po singlu z Dornikiem spodziewałem się, że Syd pójdzie w nieco innym kierunku. Tymczasem Sydney Bennett zamieniła dostojne r&b na modny trapowy anturaż (kolega z zespołu, Steve Lacy, jest odpowiedzialny za podkład) kojarzony z modelami znanymi z Anti RiRi czy Nightride Tinashe. Jak można się domyślać, wolta wokalistki Internet się powiodła − jej głos wydaje się stworzony do takich muzycznych okoliczności, a i pętla z melodyjką wdzięcznie współpracują z wokalem Amerykanki. Jednak czuję niedosyt − miły numer, ale brakuje mi tu jakiejś charakterystycznej rysy, dzięki której za miesiąc nie zapomnę o całej sprawie. W końcu Syd zapowiedziała w tym roku debiutancki krążek Fin, więc w tym kontekście "All About Me" to całkiem obiecująca zapowiedź, ale nie ukrywam, że liczę na znacznie, znacznie więcej. −T.Skowyra
"Hi, how ya doin'? I'm Midas, I make music to speed down the highway to, late at night together with your main squeeze". Tak na swoim soundcloudowym profilu Midas Hutch wita swoich fanów, do których od niedawna również się zaliczam. Pod koniec października ukazała się pierwsza EP-ka producenta The High, na której zawarto 4 różne tracki z jednym wspólnym pierwiastkiem − w każdym zadomowiły się hooki i w każdym zamieszkał groove. W tytułowym Midas odświeża Off The Wall Jacko, "I'm Not The One" to klawiszowy cukiereczek dla wielbicieli filigranowej Ariany Grande, "Get Mine" to taniec w rytm modern funku i future disco, a na deser pojawia się "Another Man's House" − piosenka w tonie wyrafinowanych prince'owskich ballad, a jeśli nie czujecie tego porównania, to wyobraźcie sobie Teen Inc. w gustownych marynarkach na dancefloorze. I to tyle: 13 minut gładkiego, zaraźliwego popu dla każdego. −T.Skowyra