INNE - FORUM

Szef EMI: Płyta kompaktowa jest już martwa

31 października 2006

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3712277.html

Od początku przyszłego roku, wszystkie płyty będziemy wydawać z różnymi bonusami - oznajmił szef EMI Music.

Alain Levy przyznał jednak, że starszym klientom trudniej będzie rozstać się z kompaktami. - Nie sprezentujesz przecież teściowej na gwiazdkę plików ściągniętych z iTunes - stwierdził Levy. - W naszym podejściu do sprzedaży płyt CD musimy być jednak o wiele bardziej kreatywni - dodał. Według szefa EMI, 60 proc. konsumentów używa płyt CD tylko w momencie kopiowania muzyki do odtwarzaczy mp3 - podaje "Market Watch".

Levy mówił także o rozmowach prowadzonych z Google, dotyczących umowy partnerskiej z YouTube, niedawno zakupionym przez Google za 1,6 miliarda dolarów. Warner, Sony BMG i Universal podpisały już podobne umowy, pozwalające YouTube na zamieszczanie ich muzyki i teledysków.

fjsdjfsjfjslfs
  • podobnie nie jest złodziejstwem ŚCIĄGANIE muzyki w formacie mp3, tylko jej udostępnianie. ustalmy to raz na zawsze: "złodziejem" jest ten kto rozpowszechnia, nie ten, kto zasysa, okej? w obliczu tego cała ta rozmowa jest bez sensu.Porównując książkę do płyty nie kieruję się tym, czy coś potem masz fizycznie w domu, czy nie. najważniejsze jest to, że po pożyczeniu ksiązki nie idziesz po nią do księgarni w 99% przypadków. Teoretycznie więc każdy, kto korzysta z biblioteki naraża wydawców na straty. Definicja złodziejstwa jest zdaniem wielu z was taka, że kradzież, to wejście w posiadanie własności intelektualnej bez uiszczenia opłaty. "Tymczasem to definicja niepełna. Samo obcowanie z dziełem jest w wielu przypadkach - także muzyki - wystarzające do tego, by za to płacić. Weźmy przykłąd filmu: jeśli wchodzisz za frajer do kina, bo udało ci się ominąć bramkarza, okradasz dystrybutora i twórców z pewnej sumy. Wprawdzie nie zostaje ci w domu DVD, ale złodziejem jesteś tak czy siak.>tzn nie ściągasz tych płyt mam nadzieję? bo rozumiem że Ciebie nie interesują..to jest tak oczywiste, ze aż odpowiem - TAK, rozgryzłeś mnie.–Low, 7/11/2006 19:38 Low, ty się nie czepiaj mnie gdy Ci argumentuje (a nie rozgryzam) że moje posty nie są do Ciebie. Chyba logicznym jest że jeśli nie lubisz/nie słuchasz disco polo to nie musisz kupować płyt tego typu. Tak samo jeśli nie słuchasz SŁABEJ POLSKIEJ muzyki to nie kupujesz tego typu płyt. Normalne.. Jacek (ja również) mówił o ogólnie niszowych gatunkach. On lubi polską niszową muzykę - ty dopasuj sobie jego wypowiedź do tego co lubisz.. człowieku nie łap za słówka.i kolejne - mól książkowy:"Na koniec powiem tylko, że wbrew tym strasznym lamentom, także ze strony wydawców, którzy tu zabrali głos, wygląda na to, że zasysanie muzy nie odbija się jednak negatywnie na sprzedaży płyt. Ogólnie sprzedaż płyt ruszyła w ciągu ostatniego roku dość mocno w górę a ilość ściągaczy jak rosła tak rośnie."Ciekawe skąd masz takie dane?Bo ja dość dobrze (BARDZO DOBRZE!) znam zupełnie inne (oficjalne i mniej oficjalne informacje + obserwacja dość dużej grupy z mojego otoczenia)"I jeszcze słowo o sprzedaży płyt w Polsce - warto pamięać, że nadal jesteśmy względnie młodym rynkiem i nasycenie artystami nie jest tu tak wielkie jak np. w Niemczech. Rosnąca konkurencja i znacznie większy wybór polskiej muzyki (zwłaszca tej niezależnej) przyczynia się do znacznie gorszej sprzedaży pojedynczych tytułów." Sorry trochę nielogiczne. Jeśli nasycenie artystami u nas nie jest tak wielkie to dlaczego gorzej sprzedają się pojedyncze tytuły?"Ale suma sumarum muzyki się sprzedaje w Polsce teraz więcej niż kiedykolwiek."To chyba żart. Człowieku w latach 90tych każda prawie niezależna kapela sprzedawała po tysiąc (i więcej) sztuk swoich płyt (niektórzy przekraczali pare tysięcy) a zespołów było WIĘCEJ niż teraz - być może nie masz pojęcia ile."podobnie nie jest złodziejstwem ŚCIĄGANIE muzyki w formacie mp3, tylko jej udostępnianie. ustalmy to raz na zawsze: "złodziejem" jest ten kto rozpowszechnia, nie ten, kto zasysa, okej? w obliczu tego cała ta rozmowa jest bez sensu."kolejna bzdura i łapanie za słówko / lub paragrafPomyśl, czy abyś mógł ściągnąć ktoś nie musiał UDOSTĘPNIĆ? bez udostępnienia nie ściągniesz? bez względnu więc na to którą stroną w procesie ŚCIĄGANIA jesteś - bierzesz udział w procederze kradzieży.Jeśli świadomie kupujesz kradziony przedmiot policja ma prawo Ci go skonfiskować.
    Beno (8 listopada 2006)
  • >ależ przeczytanie książki z biblioteki jest jeszcze większym złodziejstwemnie jest złodziejstwem w świetle prawa.==podobnie nie jest złodziejstwem ŚCIĄGANIE muzyki w formacie mp3, tylko jej udostępnianie. ustalmy to raz na zawsze: "złodziejem" jest ten kto rozpowszechnia, nie ten, kto zasysa, okej? w obliczu tego cała ta rozmowa jest bez sensu.Porównując książkę do płyty nie kieruję się tym, czy coś potem masz fizycznie w domu, czy nie. najważniejsze jest to, że po pożyczeniu ksiązki nie idziesz po nią do księgarni w 99% przypadków. Teoretycznie więc każdy, kto korzysta z biblioteki naraża wydawców na straty. Definicja złodziejstwa jest zdaniem wielu z was taka, że kradzież, to wejście w posiadanie własności intelektualnej bez uiszczenia opłaty. Tymczasem to definicja niepełna. Samo obcowanie z dziełem jest w wielu przypadkach - także muzyki - wystarzające do tego, by za to płacić. Weźmy przykłąd filmu: jeśli wchodzisz za frajer do kina, bo udało ci się ominąć bramkarza, okradasz dystrybutora i twórców z pewnej sumy. Wprawdzie nie zostaje ci w domu DVD, ale złodziejem jesteś tak czy siak. Na koniec powiem tylko, że wbrew tym strasznym lamentom, także ze strony wydawców, którzy tu zabrali głos, wygląda na to, że zasysanie muzy nie odbija się jednak negatywnie na sprzedaży płyt. Ogólnie sprzedaż płyt ruszyła w ciągu ostatniego roku dość mocno w górę a ilość ściągaczy jak rosła tak rośnie.I jeszcze słowo o sprzedaży płyt w Polsce - warto pamięać, że nadal jesteśmy względnie młodym rynkiem i nasycenie artystami nie jest tu tak wielkie jak np. w Niemczech. Rosnąca konkurencja i znacznie większy wybór polskiej muzyki (zwłaszca tej niezależnej) przyczynia się do znacznie gorszej sprzedaży pojedynczych tytułów. Ale suma sumarum muzyki się sprzedaje w Polsce teraz więcej niż kiedykolwiek.
    mól książkowy (8 listopada 2006)
  • >>usprawiedliwia kradzieży clancy'ego ktorej dokonujesz czytając książkę z biblioteki.no nie, przecież wypozyczając książkę ja ją oddaję po przeczytaniu, wcale jej nie kradnę, a w niektórych bibliotekach nawet trzeba płacić prolengatę. tymczasem mp3 chamsko kradniesz nie zostawiając nawet grosika dla twórcy.a jak juz będą te mp3, cd będzie przeszłością to myslicie, że jakaś firma w kraju będzie się paprała ze ściaganiem ich i udostepnianiem odpłatnie słuchczom? niesądzę, będziemy ściągac z Europy lub USA i zostawiać opłatę w obcych walutach
    sivi (8 listopada 2006)
  • >Jesli nie będzie żadnej formy publikacji zabezpieczonej przed zjawiskiem p2p, to po co inwestować w tworzenie nagrań - czy to w formie CD czy mp3(mam tu na myśli WYDAWCÓW, a nie TWÓRCÓW)nie wiem czy jest co robić halo z tego, że za 5 lat nie bedzie płyt CD i nie bedzie wydawana muzyka, skoro w roku 2006 poziom muzyki jest żenujący i mało kogo ona obchodzi. to jest akurat, zdaje mi się, większy problem niż zanik nośnika, na którym muzyka ma być wydawana. poza tym kupowanie muzyki w mp3 jest NORMALNE w innych krajach, jak usa, i nie robiłbym światowego problemu z ułomności kilku narodów.
    Low (8 listopada 2006)
  • ->eRKaChodzi mi o to, że nie mam pojęcia, w jakiej formie muzyka bedzie sprzedawana za kilka lat. A jeśli nie da się jej skutecznie sprzedawać, to jakie będą konsekwencje.Jesli nie będzie żadnej formy publikacji zabezpieczonej przed zjawiskiem p2p, to po co inwestować w tworzenie nagrań - czy to w formie CD czy mp3(mam tu na myśli WYDAWCÓW, a nie TWÓRCÓW)To jest jak epoka lodowcowa - bycie przeciw niczego nie zmieni. Ale warto myślec o konsekwencjach. Jak pisałem wyżej, wśród nich spodziewam się wymarcia pewnych gatunków.
    Jacek Kąkolewski (7 listopada 2006)
  • Chodzi Ci o to, że nie będzie płyt, więc nie będzie można zrobić mp3, żeby je wrzucić do p2p?
    eRKa (7 listopada 2006)
  • A teraz proszę wyobrazic sobie taką sytuację:Po pierwsze FORMAT "CD" ZDECHNIE OSTATECZNIE.Co nie jest wykluczone - np. za pięć lat czyli w roku 2011. Po drugie FORMAT mp3 NADAL BĘDZIE NIESPRZEDAWALNY W POLSCE.Bo nie można go zabezpieczyć przed przesłaniem, skopiowaniem itp. Kto i w jakiej formie będzie dostarczał szanownym słuchaczom nową muzykę??? Ja nie znam odpowiedzi na to pytanie, a nurtuje mnie ono od pewnego czasu.
    Jacek Kąkolewski (7 listopada 2006)
  • >ależ przeczytanie książki z biblioteki jest jeszcze większym złodziejstwemnie jest złodziejstwem w świetle prawa. no właśnie! więc co to za argument z bibliotekami?
    Low (7 listopada 2006)
  • >ależ przeczytanie książki z biblioteki jest jeszcze większym złodziejstwemnie jest złodziejstwem w świetle prawa. jest to tylko twój wymysł na gruncie szerszej postawy ideolo. sorry ale dla mnie to jest fundamentalizm. może dla ciebie jest to istotne, ale to już twoja broszka. jak już mówiłem, spór o to, który sposób poznania jest "lepszy" jest z samej swej zasady sporem bezsensownym
    ryba2801 (7 listopada 2006)
  • "dobra dobra koleś.. nie ma bibliotek muzyki.. poza tym książkę czaytasz raz a płyt słuchasz wiele razynie trzeba tworzyć bibliotek muzycznych - wiele nagrań we fragmentach lub w całości można dziś odsłuchać online w netcie. masz więc bibliotekę (sklepy muzyczne, myspace itd itp)"nie ma bibliotek z muzyką w Polsce, ale są poza jej granicami na każdym szanowanym uniwersytecie. I jakoś nikomu to nie przeszkadza..."to tak jak z książkami - kupię llosę, kupię bukowskiego, burgessa, ale co najwyżej wypożyczę (albo przeczytam ebooka) dana browna czy clancy'ego. nie wiem, może zmotałem, ale ok, niech będzie."subiektywne kryteria są interesujące, jednakowoż nc nie usprawiedliwia kradzieży clancy'ego ktorej dokonujesz czytając książkę z biblioteki."nie ma symetrii między możliwością poznawania książek a możliwością poznawania muzyki. pisałem o tym wcześniej, no chyba ze sie nie zgadzacie. ściągnięcie paru empechujek z myspace nie równa się posiadaniu albumu, nawet jeśli jest to album w mp3(kupiony na emusic na przykład). przeczytanie ksiązki z biblioteki równa się przeczytaniu książki kupionej w księgarni, czy zakupionej w pdf-ie."ależ przeczytanie książki z biblioteki jest jeszcze większym złodziejstwem - książkę się czyta 1-2, może trzy razy. chyba, że jest to podręcznik lub słownik, to zaglądasz częśćiej. Książka wypożyczona to książka nie kupiona."no dobra, ale książkę wypożyczasz i oddajesz po przeczytaniu. analogicznie powinno się kasować mp3 po jednokrotnym lub dwukrotnym przesłuchaniu"o, i to jest rozsądny głos :) tylko ile przesłuchań jednej płyty można zestawić z jednorazowym przeczytaniem książki?warto jeszcze pamiętać, że funkcjonujemy w obiegu prawa, które jest efektem gospodarki rynkowej. ciekawe, że karanie z całą stanowczością ludzi udostępniających płyty nie odnosi się do bibliotek. wynika to zapewne z dwóch rzeczy: muzyka postrzegana jest jako forma rozrywki, a książka jako sztuka, zaś wydawcy muzyki mają znacznie więcej kasy na obronę swoich interesów i lobbowanie w kwestii karania ściągaczy.
    mól książkowy (7 listopada 2006)
  • low nie bądź taki apodyktyczny. na papierze to może wygląda nie tak jak trzeba, ale naprawde jak ktoś ma zdrowe podejście do tych kwestii, to nie należy takiego osobnika piętnować. może ty na przykład nie masz potrzeb związanych z literaturą czy z chodzeniem do kina, albo masz na wszystko kase, ale jak komuś NAPRAWDE nie wystarcza, to musi sobie jakoś radzić.
    ryba2801 (7 listopada 2006)
  • >i chce przez to powiedziec, ze jak ktos sobie kupuje ksiązki co miesiąc i sobie ściąga mp3, bo mu nie starcza kasy, to jest usprawiedliwony.dlaczego? jak kupuje chleb to moge zajebać ser, bo już dałem zarobić piekarzowi?
    Low (7 listopada 2006)
  • no ale książkę z natury czyta się raz (oczywiście są wyjątki) i jednokrotne przeczytanie można uznać za pełne "skonsumowanie" ksiązki. w przypadku płyty zdecydowanie tak nie jest
    hieniek (7 listopada 2006)
  • niekoniecznie. tutaj wchodzimy na obszar percepcji muzyki i literatury, co moze przyniesc kolejne sto postów. więc krótko. do płyt się wraca, książkę mało kto czyta drugi raz. poza tym nie ma problemu wypożyczyć jeszcze raz.
    ryba2801 (7 listopada 2006)
  • no dobra, ale książkę wypożyczasz i oddajesz po przeczytaniu. analogicznie powinno się kasować mp3 po jednokrotnym lub dwukrotnym przesłuchaniu
    my voice (7 listopada 2006)
  • i chce przez to powiedziec, ze jak ktos sobie kupuje ksiązki co miesiąc i sobie ściąga mp3, bo mu nie starcza kasy, to jest usprawiedliwony. tak samo jak usprawiedliwiony jest ten, kto kupując płyty, wypożycza książki, bo już go na nie stać.
    ryba2801 (7 listopada 2006)
  • nie ma symetrii między możliwością poznawania książek a możliwością poznawania muzyki. pisałem o tym wcześniej, no chyba ze sie nie zgadzacie. ściągnięcie paru empechujek z myspace nie równa się posiadaniu albumu, nawet jeśli jest to album w mp3(kupiony na emusic na przykład). przeczytanie ksiązki z biblioteki równa się przeczytaniu książki kupionej w księgarni, czy zakupionej w pdf-ie. nie chodzi mi o forme poznania, bo jak sądze, juz o tym dyskusja sie skonczyła. forma zależy od preferencji i spór jest nieroztrzygalny
    ryba2801 (7 listopada 2006)
  • Low, z jednej strony masz rację w odpowiedzi na post c-u. ale z drugiej strony podejrzewam, że większość osób (nie koniecznie akurat ty), które tutaj krytykują ściąganie mp3 mają na kompie pirackiego windowsa i/lub office'a (taaa, już widzę jak zaraz się okaże, że wszyscy jednak mają linuxa i wyłącznie darmowe programy). jeśli się mylę, to przepraszam. i te osoby też pewnie właśnie tak do tego podchodzą - muzyka to moja główna pasja, więc na nią przeznaczam całą kasę i na oprogramowanie już nie starcza... i wątpie, żeby w takiej sytuacji "pozostawali tylko przy muzyce" (no i darmowych programach)z kolei c-u widocznie woli książki i skoro na muzykę już nie starcza no to ściąga...
    hieniek (7 listopada 2006)
  • możesz to sobie odczytać jako komentarz (przyznam, niejasny) w kwestii niepotrzebnej (niemalże) sakralizacji muzyki, która w znakomitej większości nie jest tego warta. bierzecie całość muzyki pod jedną kreskę, a ja mówię: wrong, bijacz! rozumiem burzenie się przeciw ściąganiu milesa, beatlesów czy nawet modest mouse. nie rozumiem natomiast rozciągania tego na >>całość<< powstającej muzyki (także na polską scenę). to tak jak z książkami - kupię llosę, kupię bukowskiego, burgessa, ale co najwyżej wypożyczę (albo przeczytam ebooka) dana browna czy clancy'ego. nie wiem, może zmotałem, ale ok, niech będzie.
    c-u (7 listopada 2006)
  • jeśli dzisiejsza muzyka ci nie odpowiada, to po co ściągasz? a jeśli nie ściągasz... to jaki sens ma ta wypowiedź o braku kasy na płyty? a jeśli masz płyty które lubisz i ściągasz je, bo wolisz ksiażki, to moze zostań przy książkach tylko, skoro sa lepsze?jest tyle opcji!
    Low (7 listopada 2006)
  • ja miesięcznie na ukulturalnianie się mogę przeznaczyć mniej niż 100 zł, z czego mam jeden wypad do kina i dwie książki. na muzykę nie starcza, jeśli już, to coś z komisu (modern life is rubbish ostatnio). naprawdę, lepiej kupić sobie jakiegoś borgesa, llosę, niż wywalać sześć dych na hajpowany przez anię debiut czegoś tam.
    c-u (7 listopada 2006)
  • >tzn nie ściągasz tych płyt mam nadzieję? bo rozumiem że Ciebie nie interesują..to jest tak oczywiste, ze aż odpowiem - TAK, rozgryzłeś mnie.
    Low (7 listopada 2006)
  • dobra dobra koleś.. nie ma bibliotek muzyki.. poza tym książkę czaytasz raz a płyt słuchasz wiele razynie trzeba tworzyć bibliotek muzycznych - wiele nagrań we fragmentach lub w całości można dziś odsłuchać online w netcie. masz więc bibliotekę (sklepy muzyczne, myspace itd itp)
    Beno (7 listopada 2006)
  • a co z tymi wszystki złodziejami książek, którzy zamiast ładnie iść do księgarni i kupić jedną czy dwie miesięcznie, zasuwają do tych złodziejskich bibliotek? ci książkowi złodzieje to już w ogóle nic nie kupują! zaraz nikt nie będzie pisać książek prez te cholerne siedliska złodziejstwa!
    mól książkowy (7 listopada 2006)
  • >tzn nie ściągasz tych płyt mam nadzieję? bo rozumiem że Ciebie nie interesują..tak jest >tekst Jacka - przypuszczam - dotyczy ludzi którzy lubią SŁABĄ polską scenę a nie tych którzy nie lubiądla mnie wszystko jedno - polska czy nie, naprawde. liczy sie jakosc. myslisz ze jesli stac mnie na zakup 3 plyt miesiecznie to kupie cos słabego?
    ryba2801 (7 listopada 2006)
  • co ja mogę powiedzieć. ja się za bardzo nie zagłębiam w szczegóły, bo mi sie nie chce. stawiam sie tu w pozycji fana muzyki, który idzie do sklepu z zamiarem kupna płyty. i kupuje płyte dobrą, z reguły wiem co mam zamiar nabyć. i jeśli spośród polskich wykonawców rekrutuje się zaledwie kilku, na których miałbym ochote, to nie jest to moja wina. nie wiem, może i są jakies dobre zespoły ,z dobrym materiałem, widocznie promocja nie idzie. niestety, taki malkontent jak ja musi być naprawde zainteresowany. niech tworzą strony internetowe, wrzucają darmowe mp3, kto wie. tyle z mojej, subiektywnej strony
    ryba2801 (7 listopada 2006)
  • tyle narzekacie na ceny płyt tymczasem większość polskich nowości wychodzi w okolicach 26-30 zł. To dużo? za nówkę?-> low-> ryba"bez kitu z tym wspieraniem polskiej sceny""ja nie widze powodu, dla którego miałbym wspierać SŁABĄ polską muzykę"tzn nie ściągasz tych płyt mam nadzieję? bo rozumiem że Ciebie nie interesują..tekst Jacka - przypuszczam - dotyczy ludzi którzy lubią SŁABĄ polską scenę a nie tych którzy nie lubią. Więc jest jakby nie do Ciebie chyba..
    Beno (7 listopada 2006)
  • -> ryba Jeśli kupujesz muzykę - WSPIERAJ swoimi pieniędzmi kogo chcesz.Jeśli ściągasz pliki i nie płacisz za to - jasne, że okradanie Ścianki jest tak samo naganne jak okradanie Sigur Ros. Z tą różnicą, że dla Ścianki (czy jakiegoś zespołu grającego SŁABĄ polską muzykę) będzie to odczuwalny spadek dochodów, a dla Sigur Ros nie. Świat JEST mały, ale nie jestesmy jego pępkiem, więc dochody ze sprzedaży płyt w Polsce są dla Sigur Ros marginesem. Ścianka i Sigur Ros oczywiście przykładowe. Poza tym wydawca jakiegoś zespołu grającego słabą polską muzykę mógłby następnie za zarobione pieniądze wydać zespół grający FAJNĄ polską muzykę.-> low -> ryba "bez kitu z tym wspieraniem polskiej sceny""ja nie widze powodu, dla którego miałbym wspierać SŁABĄ polską muzykę"To czy polska scena tudzież polska muzyka jest słaba jest oczywiście dyskusyjne. Ja mogę wskazać kilka zespołów, których płyty ustawię z przyjemnością na półce. Jeśli kiedykolwiek ktoś je wyda.
    Jacek K. (7 listopada 2006)
  • aha, i przyczyny trwania procederu są zajebiście daleko od cen płyt. na forum screenagers była podoba rozmowa i zamieniła się w wymiane zaproszeń na strony z torrentami, bo oni mają tylko 140 złoty miesięcznie kieszonkowego i nie stać ich by kupić nawet jedną płyte za 30 złoty. no sory, po prostu ludzie wola wydawać kase na co innego, niż płyty, bo one sa w necie już.
    Low (7 listopada 2006)
  • o, świat jest mały. >Ściągnięcie paru empetrójek nie zmieni sytuacji Franza Ferdinanda czy Sigur Rosale tu nie chodzi o to, czy oni będa przemierac głodem jak ściągnę ich płytę czy nie. bez kitu z tym wspieraniem polskiej sceny.> że płyty w tym kraju są za drogie. wiem, że nie jest to żadne usprawiedliwienie dla tego procederu, ale tak jest przyczyna jego trwaniahm. chyba zostało juz jasno ustalone, ze jak ktoś chce, to kupi tanio. jest tyle opcji, że nawet nie chce mi się pisać.
    Low (7 listopada 2006)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)