INNE - FORUM

Szef EMI: Płyta kompaktowa jest już martwa

31 października 2006

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3712277.html

Od początku przyszłego roku, wszystkie płyty będziemy wydawać z różnymi bonusami - oznajmił szef EMI Music.

Alain Levy przyznał jednak, że starszym klientom trudniej będzie rozstać się z kompaktami. - Nie sprezentujesz przecież teściowej na gwiazdkę plików ściągniętych z iTunes - stwierdził Levy. - W naszym podejściu do sprzedaży płyt CD musimy być jednak o wiele bardziej kreatywni - dodał. Według szefa EMI, 60 proc. konsumentów używa płyt CD tylko w momencie kopiowania muzyki do odtwarzaczy mp3 - podaje "Market Watch".

Levy mówił także o rozmowach prowadzonych z Google, dotyczących umowy partnerskiej z YouTube, niedawno zakupionym przez Google za 1,6 miliarda dolarów. Warner, Sony BMG i Universal podpisały już podobne umowy, pozwalające YouTube na zamieszczanie ich muzyki i teledysków.

fjsdjfsjfjslfs
  • dupe ma się jedną a poglądów wiele... słaby cytacikAMEN
    Nik i jego trzy diabelskie szóstki (9 listopada 2006)
  • cóż, zgadzam się tylko z częścią tego podsumowania :) poglądy są jak dupa, każdy je ma.
    mól książkowy (9 listopada 2006)
  • wniosek jest tylko jeden: Ci co się usprawiedliwiali - jak ty - dalej będą się usprawiedliwiać
    Beno (9 listopada 2006)
  • tyle bzdur wypisałeś molu że nawet nie chce mi się na nie odpisywać...AMEN
    Beno (9 listopada 2006)
  • wnioski mianowicie są takie:- problem własnści intelektualnej pokazuje, że gdy zaczyna się traktować muzykę jak węgiel, rodzą się dylematy moralne i bliźnim już się nie chce ze sobą rozmawiać.- wypożyczalnie książkowe działają, prawdopodobnie wpływają na sprzedaż książek ujemnie, ale co z tego? 40% polaków nie czyta i tak książek.- wypożyczalnie muzyczne prawie u nas nie działają i raczej nie będą działać - tam gdzie działają nikt nie zgłasza sprzeciwu. Czy ktoś zbadał ile osób kupuje w ogóle muzykę?- mp3 wygrywa i zdominuje rynek muzyki wcześniej czy później.- niektórzy nie słyszą różnicy pomiędzy mp3 a CD, inni gardzą szumiącym cyfrowym formatem jak psem,- ssanie z netu zdaniem jednych zabija nasz rynek muzyczny (który kurczy się/rośnie na potęgę - niepotrzebne skreślić), zdaniem innych - wręcz przeciwnie- nawet radykalni zwolennicy kopii cyfrowych nie wyzbędą się za frajer tego durnego fetyszu jakim jest płyta CD w jewel kejzie.- zassanie tylko na chwilę ("chciałem pokumać, czy warto se kupić") zdaniem wielu zasługuje na prawo łaski (kradzież kradzieży nierówna).-jest paru robin hoodów, którzy chcą , by ci, co ich nie stać, jednak mogli se pościągać. co, co ich stać, mają tylko prawo kupować po cenie regulowanej.- niektórzy wielbią tylko płytę ze złoconą okładką i załączonym włosem łonowym muzyka, inni czerpią rozkosz z napawania się słabym soundem z monofonicznego kaseciaka - w końcu nie ważne jak gra, ważne co gra - ssanie z netu zdaniem jednych jest złodziejstwem, zdaniem innych nie. są kraje, które przestały to penalizować, polska karze TYLKO tych, co udostępniają.- niewiele osób, a w szczególności nie labele typu majors, interesuje się sprawiedliwym podziałem tortu i nie umie do dziś zaproponować rozsądnej ofety sprzedaży MP3 w ludzkiej cenie dla biednego polaczka. istnieje model komunistyczny: muzyka ma kosztować dolara za song, czy to presley, czy britney czy to matko boska seweryn krajewski.- wszyscy jesteśmy dymani przez cały szereg pijawek, które chcą urwać parę groszy z obiegu muzyki: cwanego producenta, cwanego menadżera, cwanego dystrybutora, cwanego fotografa, co okładkę zrobił, cwanego tłoczyciela, cwany sklep, co bierze nierzadko aż 50% wartości płyty (jak empik, nawet jak im sprzedasz płytę za 15PLN, to i tak ją wystawią za 66). nikomu poza artystą nie zależy na sprzedawaniu muzyki w formacie MP3.- ZAiKS i inne hieny chcą hajs z P2P i z grania radia u fryzjera i sprzedaży szpindli z płytkami esperanza na bazarze, ale artysta na tym rzadko (lub nigdy) zyskuje.- płyta si di ostatecznie jednak umrze - po prostu się utleni i muza zniknie. winyl się nigdy nie utleni. i dlatego z dzisiejszych czasów przetrwa głównie hip hop, techno i jamajskie rytmy, hehehe. reszta, gdy czytacie ten tekst, włąśnie sobie dziarsko paruje.AMEN
    mól książkowy (9 listopada 2006)
  • Widze, ze dyskusja coraz bardziej sie rozwija, to napawa nadzieja, moze dojdziemy w koncu do jakis konkretnych wnioskow, co innym i sobie zycze:-)
    olo (8 listopada 2006)
  • >Co dalej robi z pieniędzmi i w jaki sposób dzieli pomiędzy Twórców jest dla mnie mglistą tajemnicą.no ja myślałem że chociaż ty będziesz wiedział co ZAIKS robi z tą kasą. na serio nic wam nie odpalają?
    tygrysia maska (8 listopada 2006)
  • Nie mam bladego pojęcia kto (wprawdzie się domyślam, ale nie będę głośno mówił). ZAiKS pobiera również ciężką kasę od Wirtualnej Polski za serwis mp3.wp.pl - a są tam głównie utwory amatorów z całego kraju - ale wątpię, żeby którykolwiek z tych amatorów kiedykolwiek zobaczył choćby złotówkę z tego tytułu. Rozbój w biały dzień w majestacie prawa.
    pagaj (8 listopada 2006)
  • -> pagajA widzisz... myliłem się co do zapisu w ustawie.Sam jestem ciekaw, jak to wygląda w praktyce. Przypuszczam, że o te pieniądze w imieniu Twórców występuje ZAiKS. Co dalej robi z pieniędzmi i w jaki sposób dzieli pomiędzy Twórców jest dla mnie mglistą tajemnicą. Podobnie jak to, co dzieje się z opłatami, które ściąga z np. z fryzjerów. Stacje radiowe płacąc ZAiKS wysyłają raporty z listą piosenek i nazwiskami autorów. Fryzjerzy nie. Kto dostaje te pieniądze?
    Jacek K. (8 listopada 2006)
  • "Nie zapominajcie, że kupując czysty nośnik do nagrania czegokolwiek już odprowadzamy część praw autorskich. W cenie czystego nośnika ileś procent to prawa autorskie."tak, dlatego najlepiej na P2P zarabiały i zarabiać będą nie artyści tylko złodziejskie instancje "reprezentujące ich prawa". spytaj Emade albo Emitera ile dostali ze sprzedaży czystych nośników w Polsce.
    mól książkowy (8 listopada 2006)
  • Jacek Kąkolewski napisał:O ile wiem, w cenie nosnika nie ma praw autorskich - są prawa pokrewne tzn. prawa producentów nosników- w Polsce jest to bodajże ZPAV - Zrzeszenie Producentów Audio Video. To zrzeszenie raczej nie dzieli się przychodami z wykonawcami czy kompozytorami.Hmmmmmmm... Cytat z ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:<cytat>Art. 20.1. Producenci i importerzy:1) magnetofonów, magnetowidów i innych podobnych urządzeń,2) kserokopiarek, skanerów i innych podobnych urządzeń reprograficznych umożliwiających pozyskiwanie kopii całości lub części egzemplarza opublikowanego utworu,3) czystych nośników służących do utrwalania, w zakresie własnego użytku osobistego, utworów lub przedmiotów praw pokrewnych, przy użyciu urządzeń wymienionych w pkt 1 i 2– są obowiązani do uiszczania, określonym zgodnie z ust. 5, organizacjom zbiorowego zarządzania, działającym na rzecz twórców, artystów wykonawców, producentów fonogramów i wideogramów oraz wydawców, opłat w wysokości nieprzekraczającej 3 % kwoty należnej z tytułu sprzedaży tych urządzeń i nośników.2. Z kwoty uzyskanej z tytułu opłat ze sprzedaży magnetofonów i innych podobnych urządzeń oraz związanych z nimi czystych nośników przypada:1) 50 % – twórcom;2) 25 % – artystom wykonawcom;3) 25 % – producentom fonogramów.3. Z kwoty uzyskanej z tytułu opłat ze sprzedaży magnetowidów i innych podobnych urządzeń oraz związanych z nimi czystych nośników przypada:1) 35 % – twórcom;2) 25 % – artystom wykonawcom;3) 40 % – producentom wideogramów.4. Z kwoty uzyskanej z tytułu opłat ze sprzedaży urządzeń reprograficznych oraz związanych z nimi czystych nośników przypada:1) 50 % – twórcom;2) 50 % – wydawcom.</cytat>To jak to w końcu jest? Twórcy dostają kasę z tych nośników czy nie? :/
    pagaj (8 listopada 2006)
  • -> męczydupaOburzony byłem nie przegrywaniem, a faktem, że ktoś zwraca sie z tym do bezpośrednio do mnie. Przegrywanie było, jest i będzie. -> oloO ile wiem, w cenie nosnika nie ma praw autorskich - są prawa pokrewne tzn. prawa producentów nosników- w Polsce jest to bodajże ZPAV - Zrzeszenie Producentów Audio Video. To zrzeszenie raczej nie dzieli się przychodami z wykonawcami czy kompozytorami.
    Jacek Kąkolewski (8 listopada 2006)
  • Nie zapominajcie, że kupując czysty nośnik do nagrania czegokolwiek już odprowadzamy część praw autorskich. W cenie czystego nośnika ileś procent to prawa autorskie.Pozdrawiam
    olo (8 listopada 2006)
  • > Otóż kradzież (choć to za mocne słowo) następuje kiedy ściągnięty krążek by sie kupiło, gdyby nie było go w necie. Więc tak naprawdę tylko dany osobnik wie czy w praktyce album ukradł. Ponieważ wiele plyt można kupić tanio, ściągając całe albumy zazwyczaj się kradnie. Proste.Jak najbardziej się zgadzam z powyższym, ale wtedy także:"Kradzież (choć to za mocne słowo) następuje kiedy przegrany krążek by sie kupiło, gdyby nie było go od kogo przegrać. Więc tak naprawdę tylko dany osobnik wie czy w praktyce album ukradł. Ponieważ wiele plyt można kupić tanio, kopiując całe albumy zazwyczaj się kradnie. Proste."Tylko błagam, nie piszcie zaraz, że przegrywanie to coś innego (bo kopiuje od kogoś kto ma oryginał, bo od tej osoby skopiować może mniej osób niż ściągnąć z neta, itd. bla bla bla), bo z punktu widzenia okradanego artysty nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś sobie jego płytę skopiował czy ściągnął (zresztą w którymś poście Jacek Kąkolewski wyraził swoje oburzenie właśnie kopiowaniem płyt). I to, że traci on duuużo więcej przez ściągających niż przez przegrywających z oryginału nie znaczy wcale, że ci drudzy są rozgrzeszeni. No bo niby czemu!?! Bo jest ich mniej?? Nonsens. A przecież osoby, które przegrały też dostają za darmo to samo (a nawet więcej - bo niby lepsza jakość) co ściągający
    męczydupa (8 listopada 2006)
  • >>hehe, czy nie istnieją pasjonaci muzyki, którzy i tak będą kupować muzę, "bo lubią"? ten argument akurat broni ściągaczy :)oczywiscie,ze istnieją. przykładowo na tym forum. reszta zadowala sie mp3, tak jak zadowalające może być czytanie ksiązki z biblioteki. raczej chciałem tym argumentem obronić czytelników przed twoim piętnem "złodzieja"
    ryba (8 listopada 2006)
  • "no, ok. możesz to nazywać złodziejstwem. ale jak rozumiem, przejmować sie tym będą tylko książkowi pasjonaci, którzy tak czy siak kupują ksiązki, bo lubią."hehe, czy nie istnieją pasjonaci muzyki, którzy i tak będą kupować muzę, "bo lubią"? ten argument akurat broni ściągaczy :)"natomiast to pożyczanie nie jest łamaniem prawa. natomiast ściągnięcie mp3"może gdzieś w Afryce, albo w USA. W polsce nie jest. KROPKA."I nie da się uniknąć piętna złodzieja. dlatego uważam,że fani muzyki mają gorzej. dlatego postuluje nie piętnować aż tak mocno tych co ściągają, bo przykładowo moga sobie wydać tylko 100 zl miesięcznie."czy to prawo powinno kształtować rzeczywistość, czy odwrotnie? to pytanie retoryczne. kanada, hiszpania, holandia czy (sądząc po ostatnich wyrokach sądowych) francja, to jedne z pierwszych krajów, ktore zrezygnowały z karania sciągaczy. być może wiekszosc prokuratorow czy posłów z innych państw myśli inaczej, ale nie znaczy to, że ich wizja świata jest jedyną słuszną."skoro tak pisze to dla mnie informacje o sprzedaży płyt dot. również gł polski, żyjemy tutaj a nie w usa.prosze o tego typu dane dot polski"Okej, przyznam, że nie dysponuję miarodajnymi badaniami dotyczącymi całego rynku muzycnzego w Polsce, a jedynie ogólnych trendów światowych. Może dlatego, że takie badania nie zostały u nas wykonane, a jeśli już, to dotyczą żałosnej oferty majors, a nie niezależnych małych/średnich labeli. Wnioski na temat większej ilości niezależnych wytwórni nasuwają się po przeglądaniu katalogów polskich niezal-dystrybutorów. Moim zdaniem można mówić wręcz o wysypie labeli - jest to m.in. związane z tańszymi kosztami wytworzenia płyty CD, lepszymi kanałami dystrybucyjnymi niż kiedykolwiek i oczywiście wysypem artystów. Wydanie krążka z poligrafią w ilości 500 sztuk kosztuje dzisiaj ok. 1500pln. 8 lat temu kosztowało 4-5 tysięcy.Co do rozkwitu polskich labeli - nie wiem, czy jest sens się licytować, ale na luzaku mogę wymienić kilkadziesiąt polskich waytwórni:Asfalt, Antena Krzyku, Blend, Monotype, Kayax, Samograj, Siódemki, Saport, Dembitzer, EMD, Embargo, Nefryt, W moich oczach, Vivo, Gusstaff, Lado ABC, Multikulti, Musica Genera, Europeans, SQRT, 2-47, Jimmy Jazz, Mik Musik, Nikt nic nie wie, Pasażer, Obuh. I w chuj innych, o dziesiątkach hiphopowych nie wspomnę. O ich poziomie możemy podyskutować w osobnym wątku, bo dużo, nie oznacza dobrze. Twoim zdaniem jest więc dzisiaj mniej labeli i mniej muzyków? Czy oby żyjemy w tym samym świecie?
    mól książkowy (8 listopada 2006)
  • a zdrowe podejście to jest takie, żeby nie szarpać na potęge i bezwiednie
    ryba (8 listopada 2006)
  • >>Otóż kradzież (choć to za mocne słowo) następuje kiedy ściągnięty krążek by sie kupiło, gdyby nie było go w necie. Więc tak naprawdę tylko dany osobnik wie czy w praktyce album ukradł. Ponieważ wiele plyt można kupić tanio, ściągając całe albumy zazwyczaj się kradnie. Proste.to jest dobra definicja i moje stanowisko jest całkiem tego blisko. szczególnie ważne jest dla mnie zdanie: "Więc tak naprawdę tylko dany osobnik wie czy w praktyce album ukradł". każdy przypadek jest inny, i to miałem na myśli mówiąc o zdrowym podejściu.
    ryba (8 listopada 2006)
  • kiedyś podawałem moją definicję kradzieży (etycznie, nie prawnie) w przypadku downloadingu i jeśli się nad nią zastanowicie, zobaczycie, że jest ona niepodważalna i niezawodna.Otóż kradzież (choć to za mocne słowo) następuje kiedy ściągnięty krążek by sie kupiło, gdyby nie było go w necie. Więc tak naprawdę tylko dany osobnik wie czy w praktyce album ukradł. Ponieważ wiele plyt można kupić tanio, ściągając całe albumy zazwyczaj się kradnie. Proste.Ściąganie płyty zaledwie niezłej, interesującej, którą najpierw chce sie posłuchać, a później z jakichś powodów mieć na dysku nie nazwałbym kradzieżą. (Co więcej autor tylko zyskuje, bo znają jego płytkę ludzie, którzy bez mp3 by jej nie znali). Posiadanie w mp3 płyty bardzo dobrej, do której się często wraca, doznaje się i są na nią środki w portfelu jest jak najbardziej okradaniem artysty, jest procederem haniebnym
    mz (8 listopada 2006)
  • nie no 25 zamiast 30? to chyba piątaka lepiej dolozyc? ale nie wiem jak ci na to odpowiedziec.
    ryba2801 (8 listopada 2006)
  • no dobra a jesli mam przegrana plyte i zalozmy ze kiedys spotykam ZESPOL, podchodze do nich i wreczam kase "macie chlopaki, w sklepie kosztuje 30 daje wam 25 bo nie ma okladki i sklepu.To czy teraz jestem wobec nich OK? I czy oni od razu polecą odddawac te kase innym posrednikom?
    klancyk (8 listopada 2006)
  • nie, no ściągnie płyty w celach poznawczych, czyli ocenieniu ewentualnej szansy krążka na zakup, jest jak dla mnie czymś dobrym w czasach p2p. nie musisz jej wysłuchiwać w zatłoczonym sklepie, tylko możesz ocenić sytacje sam w domu, na spokojnie. i jeśli płyta jest warta, to wywalasz i kupujesz. a jeśli nie, to wywalasz i zapominasz.–Low, 8/11/2006 14:47 popieram
    Beno (8 listopada 2006)
  • nie, no ściągnie płyty w celach poznawczych, czyli ocenieniu ewentualnej szansy krążka na zakup, jest jak dla mnie czymś dobrym w czasach p2p. nie musisz jej wysłuchiwać w zatłoczonym sklepie, tylko możesz ocenić sytacje sam w domu, na spokojnie. i jeśli płyta jest warta, to wywalasz i kupujesz. a jeśli nie, to wywalasz i zapominasz.oczywiście chodzi mi o sytacje na 2-3 przesłuchania, nie na półroczne przetrzymywanie mp3, setki odsłuchać i godziny rozmyślań.
    Low (8 listopada 2006)
  • >>tzn nie ściągasz tych płyt mam nadzieję? bo rozumiem że Ciebie nie interesują..jeszcze jedno odnośnie tego. co prawda na to pytanie odpowiedziałem twierdząco, ale właściwie ściągniecie jednej czy drugiej takiej płyty byłoby logiczne z moim tokiem myślenia. bo jak już powiedziałem, kupuje tylko płyty co do których jestem raczej pewny, że bede zadowolony. natomiast sa też płyty,co do których raczej nie jestem pewny, że bede zadowolony, po prostu trudno powiedziec, ocenic. i w tym wypadku jestem skłonny sobie sciągnąć. i moje sicągnięcie nie narazi wytwórni na straty, bo i tak nie miałem zamiaru jej kupić, choc oczywiście łamię prawo i gotów jestem ponieść wszelkie tego konsekwencje
    ryba2801 (8 listopada 2006)
  • powyższe nie do Ciebie Low, tylko do mola książkowego - zaznaczam :)
    Beno (8 listopada 2006)
  • słuchaj koleś:"Ale suma sumarum muzyki się sprzedaje w Polsce teraz więcej niż kiedykolwiek." skoro tak pisze to dla mnie informacje o sprzedaży płyt dot. również gł polski, żyjemy tutaj a nie w usa.prosze o tego typu dane dot polski"Nie widzę tu nic nielogicznego... Prosta ekonomia podaży i popytu. Jeśli jest więcej artystów - a jest, każdy to chyba widzi - co raz mniej tortu jest do podziału..."ale znowu człowieku.. przecież ty napisałeś że nasycenie artystów nie jest wcale tak wielkiejasne, nie mam o niczym pojęcia... w latach 90 było więcej kapel i labeli, LOL.ok, to wymień mi 20 polskich wytwórni niezależnych obecnie działających - niezależne powiedzmy oprócz jazzu"Bzdurą nazywasz polskie prawo, na które się powołujesz? Ono mówi, że złodziejem jest nie ten kto ściąga, a ten kto udostępnia. Wyjaśnij proszę na co się powołujesz.I oczywiście możesz ściągać bez udostępniania samemu. Możesz twierdzić inaczej, ale nie masz niestety racji.."ja się powołuję?? dla mnie to prawo jest bzdurą.. powołuję się na zwyczajną logikę ludzką: ściągając coś co jest udostępnione NIELEGALNIE (świadomie bo wiesz że to jest NIELEGALNIE udostępnione) bierzesz udział w nielegalnym procederze - czy tego chcesz czy nie.a tak na marginesie.. na pewno dużo osób Ci daje ściągać jak nic nie udostępniasz...nie tłumacz swojego złodziejstwa..szkoda gadać z Tobądrugi raz olewam ten wątek bo na zdrowie szkodziover
    Beno (8 listopada 2006)
  • >człowieku nie łap za słówka.ok ok, ja tez się nie czepiam, ale postaram się teraz ograniczyć do niezbędnego minimum. choć już straciłem wątek kto jest złodzieje, kogo sie tutaj sciga, i czy ściąganie to grzech, czy cokolwiek. aaa, i chciałem zauważyć, że Lo-Fi wymiatało konkretnie po prostu, w czym upatrywałbym jej mini-sukces, a dzisiaj to już nie do końca się takie świeże wydawnictwa znajdują. to tak na marginesie, już się nie wtryniam.
    Low (8 listopada 2006)
  • >> najważniejsze jest to, że po pożyczeniu ksiązki nie idziesz po nią do księgarni w 99% przypadkówno, ok. możesz to nazywać złodziejstwem. ale jak rozumiem, przejmować sie tym będą tylko książkowi pasjonaci, którzy tak czy siak kupują ksiązki, bo lubią. te, na które ich nie stać, pożyczają. natomiast to pożyczanie nie jest łamaniem prawa. natomiast ściągnięcie mp3 jest i nie da się uniknąć piętna złodzieja. dlatego uważam,że fani muzyki mają gorzej. dlatego postuluje nie piętnować aż tak mocno tych co ściągają, bo przykładowo moga sobie wydać tylko 100 zl miesięcznie. >>Na koniec powiem tylko, że wbrew tym strasznym lamentom, także ze strony wydawców, którzy tu zabrali głos, wygląda na to, że zasysanie muzy nie odbija się jednak negatywnie na sprzedaży płytnie mam dowodów, ale moge przypuszczac ze jest w tym jakaś część prawdy(pisałem tez o tym wczesniej). jak ktos jest wygodny i tylko ściąga, to nie zmusi sie go do pójscia do sklepu. to samo dotyczyć może osób, których w ogóle nie stać na muze(zapewne są tacy): to że przestaną ściągać nie znaczy że pójdą kupić płytę. ratunkiem jest obniżenie cen. >>podobnie nie jest złodziejstwem ŚCIĄGANIE muzyki w formacie mp3, tylko jej udostępnianie. ustalmy to raz na zawsze: "złodziejem" jest ten kto rozpowszechnia, nie ten, kto zasysa, okej?ten zapis prawny jest poroniony, wewnętrznie sprzeczny i nieadekwatny do rzeczywistości. tak jak wspomniał beno, cały proces ściągnia powinien zosatć potraktowany całosciowo, cyli wszyscy uczestniczący odpowiadają po równo. dlaczego niby ściągający miałby być traktowany lepiej niż udostępniający ?! idiotyzm.
    ryba2801 (8 listopada 2006)
  • "Ciekawe skąd masz takie dane?"http://www.p2pnet.net/zero/FileSharing_March2004.pdfhttp://news.bbc.co.uk/2/hi/entertainment/4150747.stm"Sorry trochę nielogiczne. Jeśli nasycenie artystami u nas nie jest tak wielkie to dlaczego gorzej sprzedają się pojedyncze tytuły?"Nie widzę tu nic nielogicznego... Prosta ekonomia podaży i popytu. Jeśli jest więcej artystów - a jest, każdy to chyba widzi - co raz mniej tortu jest do podziału..."Człowieku w latach 90tych każda prawie niezależna kapela sprzedawała po tysiąc (i więcej) sztuk swoich płyt (niektórzy przekraczali pare tysięcy) a zespołów było WIĘCEJ niż teraz - być może nie masz pojęcia ile."jasne, nie mam o niczym pojęcia... w latach 90 było więcej kapel i labeli, LOL."Pomyśl, czy abyś mógł ściągnąć ktoś nie musiał UDOSTĘPNIĆ? bez udostępnienia nie ściągniesz? bez względnu więc na to którą stroną w procesie ŚCIĄGANIA jesteś - bierzesz udział w procederze kradzieży.Jeśli świadomie kupujesz kradziony przedmiot policja ma prawo Ci go skonfiskować. "Bzdurą nazywasz polskie prawo, na które się powołujesz? Ono mówi, że złodziejem jest nie ten kto ściąga, a ten kto udostępnia. Wyjaśnij proszę na co się powołujesz.I oczywiście możesz ściągać bez udostępniania samemu. Możesz twierdzić inaczej, ale nie masz niestety racji...
    mól książkowy (8 listopada 2006)
  • To ja teraz twarde dane podam.Jako Happy Pills Records sprzedaliśmy w latach 1998-2000 około 1500-1700 sztuk płyty (i kasety) Lo-Fi. Teraz taki nakład to ŁĄCZNA SPRZEDAŻ około 10 płyt alternatywnych.Co powoduje taka różnica? Za pieniądze z Lo-Fi wydalismy sobie mniej komercyjne Happy Pills Meet Schneider. Za kasę z 50 płyt to można sobie najwyżej uzywaną gitarę kupic na allegro.Temat nakładów jest wśród muzyków tematem tabu, bo jak opowiadać ludziom, że sprzedało się 120 sztuk płyty? Powiem wprost, będę zadowolony, jeśli nasze "17 songs" kupi 200 osób. Co oczywiście nie zwróci poniesionych kosztów, no ale ja to już dawno dołączyłem do pasjonatów :)
    Jacek Kąkolewski (8 listopada 2006)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)