INNE - FORUM

007

22 października 2006

W przyszłym miesiący premiera nowego bonda. Co sądzicie o tej serii? Czy są tu jacyś ludzie darzący te kultowe filmy choćby odrobiną sentymentu?

Jefferson
  • są też dwa odcinki mocno niedocenione (w ogólnym krytycznym obiegu), które reprezentują trzecią drogę. Ośmiorniczka i Tylko Dla Twoich Oczu. mało kosmosu, niedużo czarów, całkiem realistyczne historie - z drugiej strony ten cyrkowy detal wynika w nich z pomysłowo dobranych lokalizacji. i to folklor Niemiec Wschodnich w zderzeniu z klimatami Bliskiego Wschodu czy, w przypadku Tylko Dla Twoich trochę mniej, relaksujące plenery Grecji aranżują pewne rozwiązania na poziomie opowiadania historii i sprawaiają w znanczym stopniu, że ogląda się to jak Bonda ciągle. jednak te filmy z drugiego bieguna w stosunku do Szpiega czy Moonrakera - Licencja Na Zabijanie albo Świat To Za Mało to takie bardzo typowe naparzanki na siedemdziesiąt karabinów i siedemdziesiąt jeden ton przemycanej kokainy, blisko klasycznej sensacji. same historie bardziej realistyczne niż w Szpiegu czy Moonrakerze, ale brakuje tej przeciwwagi w detalu i robi się słabo. pamiętam, że fatalnie mi się oglądało w kinie Świat To Za Mało. aż pomyślałem, że muszę być głupi skoro poszedłem na coś takiego do kina. w Ośmiorniczce i Tylko Dla Twoich finezja i polot w kreowaniu postaci, wątków właśnie wciąż są.
    ?? (15 stycznia 2009)
  • Jasne że nie są. W programie wyborczej jak puszczali Diamenty to napisali, że po klęsce bardzo realistycznego W tajnej służbie...(ja nie pamiętam ani jednego gadżetu, a plan tego złego całkiem sensowny) twórcy musieli pojechać po bandzie i zrobić śmieszniutkiego Bonda - takie założenie raz wychodzi jak w Diamentach, a raz nie jak w Złotym pistolecie. ->mat, w quantum jakaś scena miłosna? O czym Ty piszesz? Ja pamiętam jedno piękne ujęcie nagiej, ale wysmarowanej ropą pani Strawberry Fields(:-))
    sas (15 stycznia 2009)
  • heh, uwielbiam "Moonraker" (1979)(Wenecja, Jaws); i te kolorowe kreski w kosmosie + hamowanie wahadłowcem w pobliżu atmosfery -> nieprzystawalność takiego filmowania kosmosu wobec "gwiezdnych wojen (A New Hope)" (1977) jest prześmieszna *** ("quantum" - "jakieś pierdoły z wodną ekologią") *** co zgrabności fabuł, nie wiem czy "you only live twice" czy "diamond are forever" są mniej pretekstowe, przecież to Bond, James Bond
    mat (15 stycznia 2009)
  • "Jakieś pierdoły z energią słoneczną" nie kracz, za dwa odcinki polecą w kosmos pograć w paintball. "Moonraker" jest bardzo w porządku, dopóki nie zaczyna się ostateczna rozgrywka. 13apropos linii oporu.
    ?? (14 stycznia 2009)
  • O co chodzi?Przecież nawet w Bondzie główna intryga bywa czasami całkiem zgrabna,a w tym poniedziałkowym to już polecieli po najmniejszej linii oporu.Jakieś pierdoły z energią słoneczną i pojedynek ze Scaramangą.Trochę mało sensu.Na to samo moim zdaniem cierpiało Quantum Of Solace-niedorobiona fabuła,a Casino Royale też jakieś mocno upośledzone było.
    paj (14 stycznia 2009)
  • i dlatego straciło "quantum"
    mat (14 stycznia 2009)
  • Tak się zastanawiam o ile zyskałyby Bondy, gdyby tak producenci uchwalili, że pokazują gołe laski, bo w niektórych momentach aż prosi się, żeby pokazali coś więcej, a z drugiej strony jest coś angielskiego w tym niepokazywaniu tego o czym się dużo mówi, myśli i co jest cechą charakterystyczną serii i gdyby tak pokazać Bonda w prawdziwej akcji to dużo z atmosfery Bondowskiej by stracono.
    sas (14 stycznia 2009)
  • "... fabuła zupełnie pretekstowa". he he
    mat (14 stycznia 2009)
  • a tak,zapomniałem!szkoda,że aż tak kompletnie ubrana.
    paj (13 stycznia 2009)
  • i http://img2.timeinc.net/ew/dynamic/imgs/061110/13341__06_ekkland_l.jpg
    MOSTY ŁÓDŹ S.A (13 stycznia 2009)
  • chyba rzeczywiście jeden ze słabszych Bondów.fabuła zupełnie pretekstowa.już zapomniałem o co tam chodziło.jedyne co go ratuje to zabawne dialogi i Roger Moore.
    paj (13 stycznia 2009)
  • a dla mnie mimo wszystko było mniej bolesne od początkowych bondów, haha
    17 (13 stycznia 2009)
  • Póki co(czyli od początku serii) najgorszy odcinek. Beznadziejan fabuła, którą dałoby się jeszcze ścierpieć gdyby nie brak jakichkolwiek fajowych scen, dialogów, czy czegoś w tym stylu.
    sas (13 stycznia 2009)
  • przez Lisa mogę nie dotrwać do końca.
    MOSTY ŁÓDŹ S.A (12 stycznia 2009)
  • trzy suty sie wlasnie zaczely na jedynce.
    em c (12 stycznia 2009)
  • podsumowania podsumowaniami, a trzy sutki nie zdarzają się codzień http://soundtracks.pl/reviews.php?op=show&ID=147 jeśli ktoś wciąż uważa, że to najsłabszy odcinek, niech szybciutko przypomni sobie starczy wygląd Moora w C-klasowym anturażu pt. "Zabójczy widok" a tu okazuje się, że nawet dobranocka była r'n'rollowa: http://newsimg.bbc.co.uk/media/images/40695000/jpg/_40695091_rod_brit300.jpg
    mat (12 stycznia 2009)
  • % (15:47) widze ze zostalo Ci z tym grabazem % (15:48) przez tego poznanskiego fredzla ludzie maja problemy z ortografia % (15:48) watek o 007 -RZowi!
    ?? (7 stycznia 2009)
  • jeszcze jest 'podasz swoje nazwisko grabażowi!'. też niczego sobie.
    ?? (7 stycznia 2009)
  • oprócz tekście o pikniku Ku-Klux-Klanu, to za najprzedniejszy uważam dialog: - Insomnia, Sir? - Instructions.
    mat (7 stycznia 2009)
  • No mi na pewno nie chodzi o akcję i śmiesznych przestępców. Ideał to dla mnie Casino Royale - jak najbardziej realny, ale z humorem, kawałkiem akcji. Nie chce, żeby z Bonda robiono Bourne'a jak w Quantum, ale też nie chcę czegoś mega poważnego jak powiedzmy Dobry agent(swoją drogą to 10/10). Chce czegoś pomiędzy. Mój top wygląda tak: Casino Royale Goldfinger Pozdrowienia z Moskwy W tajnej służbie jej królewskiej mości(!) reszta nie zachwyciła mnie tak bardzo zeby umieszczać, są lepsze, są gorsze.
    sas (6 stycznia 2009)
  • bardzo fajny Bond,a Roger Moore wręcz świetny(ta jego niewymuszona elegancja,wdzięk i przede wszystkim dystans).Może tylko wyrzuciłbym te sceny z krokodylami,bo przegięte strasznie.Wczoraj szczególnie spodobała mi się początkowa scena z M(bardzo śmieszne)Trochę żałuję,że ostatnie dwa Bondy są tak bardzo na serio.Nie tędy droga panowie.
    paj (6 stycznia 2009)
  • ja chcialbym zobaczyc film bond vs robocop. z benem affleckiem w roli robocopa.
    em c (6 stycznia 2009)
  • "Za dużo pościgów, krokodyli i murzynów-gangsterów tak nieprawdopodobnych że aż śmiesznych." no a o co chodzi w bondach? czarni i klimaty voodoo to dodatkowe wyróżniki odcinka. też marzy mi się taki bond nieco bardziej realistyczny, zahaczający o thriller (najbliżej było w 'pozdrowieniach z moskwy' i sam nie wiem czemu tego genialnego odcinka nie mam w top3). kilka lat temu były plotki, że może tarantino nakręci:)
    ?? (6 stycznia 2009)
  • Ma swoje świetne momenty, jak każdy Bond, ale całościowo to niestety najgorsza część cyklu od jego początku. Za dużo pościgów, krokodylów i murzynów-gangsterów tak nieprawdopodobnych że aż śmiesznych. Utwierdził mnie w przekonaniu, że większość Bondów to kapitalna pierwsza godzina(WSZYSTKIE początkowe sceny z M i Moneypenny trzymają poziom i są moimi ulubionymi fragmentami), a później jest już tylko większa lub mniejsza rozpierducha u Złego. Czasami gdy James przybywa do jego bazy mam zamiar wyłączyć telewizor, ale powstrzymuje mnie przyzwoitość, żeby raczej filmy do końca oglądać - potem żałuję. Moore świetny jako 007, tylko troche mi nie pasowało to zbyt oczywiste pokazywanie, że chce koniecznie przelecieć każdą(jedyny wyjątek to chyba staruszka czekająca na lekcję pilotowania) laskę. Niedługo wyjdzie na to, że Brosnan to najgorszy Bond.
    sas (6 stycznia 2009)
  • Doktor Quinn dawała radę, gdy nie była stylizowana na medium. I żart: -Czyj to pogrzeb? -Twój. wysoka ocena
    MOSTY ŁÓDŹ S.A (6 stycznia 2009)
  • mogę zacytować tygrysią: "widziałem wszystkie po kilka razy" i dodać, że to było dawno. okres największej fascynacji gdzieś w okolicach końca podstawówki i początku średniej. trzy ulubione bez miejsc: You Only Live Twice/Diamonds Are Forever/Live And Let Die Bondy to dla mnie przede wszystkim fetyszyzm, perwersyjna elegancja, nierealnie kuszące plenery i przesłanie "nawet z zapałki można wystrugać sputnik". zdecydowanie te sprzed "Goldeneye" rządzą. najlepszy okres - 70s. dzisiaj Live And Let Die, wymiatacz (no i Wings pod tytułowymi).
    ?? (5 stycznia 2009)
  • nowy rok, nowy bond Święty miał wejście smoka i nieprawda, że scenariusz jest słaby: http://soundtracks.pl/reviews.php?op=show&ID=301 Dr Quinn bardziej uległa niż wystrzałowa: http://bp0.blogger.com/_OQmEa5OKyOI/R-x45g2QWDI/AAAAAAAAC5Q/4nVxZzE5giU/s400/JaneSeymourEyeOfTheTiger.jpg ale i tak szeryf J.W. Pepper kasuje wszystkich
    mat (5 stycznia 2009)
  • a kto zna kawałek Wagon Christ - Shadows?
    kakaok. (30 grudnia 2008)
  • Diamonds Are Forever to dobry Bond.miło było sobie przypomnieć tych kilka wspaniałych scen i dialogów.kilka tekstów 007 mnie zmiażdżyło.na pewno lepsze niż nieprzemyślany odcinek z Lazenbym.
    paj (30 grudnia 2008)
  • http://soundtracks.pl/reviews.php?op=show&ID=248 p.s.: 13, 1, 14, 6, 9, 15, 16, 17, 18, 19, 4, 20, 3, 5, 8, 2, 11, 10, 12, 7, 21.
    mat (30 grudnia 2008)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)