INNE - FORUM
the decemberists - the crane wife
8 października 2006słyszeliście już nowe dzieło Melloya i spółki?
ahm, cudowny powrót do stylistyki z The Tain. Kiedy wydawało się, że po picaresque ciężko będzie nagrać coś lepszego w tej stylistyce, zespół stawił czoło wyzwaniu i nagrał świetną płytę z wyrazistym basem i cześto pojawiającymi się elektrycznymi gitarami.
miód.
-
intencje byly takie, zeby zastanowic sie nad zdecydowana obnizka formy meloya. moim zdaniem obnizka spowodowana stopniowa rezygnacja z fajnych, melodyjnych, popowych numerow, ktore pisanie wychodzio mu najlepiej na rzecz rozwleklych form jak "island", czy "crane wife", w ktorych moim zdaniem zespol sie kompletnie nie odnajduje. ale mozesz myslec inaczej oczywiscie, po prostu kierunek w jakim decemberists podazyli to na pewno nie jest moja wymarzona ewolucja. tym bardziej, ze nawet krotsze formy na "crane wife" rozczarowuja.
tomek wasko (26 listopada 2006) -
oka. napisałeś o crane wife per "progrockowy potworek" potem przywołałeś Yes w odniesieniu do the tain...wiec samo sie nasuwa.ale nie te byly intencje? tak na poważnie?
Iron Fist (26 listopada 2006) -
"długie utwory na CW to zlepek kilku piosenek ze świetnymi motywami i pisze coś o Yes..."eee, ale czy ja cos pisalem o yes w odniesieniu do "crane wife"?czy bedzie zjebka, to nie wiem, bo po pierwsze nie wiem, czy w ogole recka bedzie, a po drugie pisalem za siebie, wiec nie wiem, czy pozostali writerzy zgadzaja sie z moja opinia, ze nowa plyta to najslabsza rzecz w dyskografii decemberists. pozdro
tomek wasko (26 listopada 2006) -
ale zjebana recka The Tain, słowo potworek w stosunku do crane wife sugeruje, że szykuje się też niezła zjebka, byłych już, idoli porcysowych kręgów recenzenckich. można też wyczytać, że recenzent odpadł kiedy tylko płytka wyszła poza schemat sialala i Morisseya...cóż szkoda jeżeli ktoś nie zauważa że długie utwory na CW to zlepek kilku piosenek ze świetnymi motywami i pisze coś o Yes...ok porównanie z Joanny Newsom może jeszcze ujdzie, choć jej bliżej chyba do tegorocznego Currenta 93.
Iron Fist (25 listopada 2006) -
Kupilam dizisaj i dopiero przesluchuje drugi raz. Jest _piekna_. Podoba mi sie bardziej niz poprzednia (mam tylko dwie plyty Decemberists). Co mnie wyprowadzilo z rownowagi to ze w dzien kiedy w moim miescie ma sie odbyc ich koncert bede w zupelnie innej dzielnicy na wystawie na ktorej tez mi zalezy. Wybory, wybory. Wzdech. Jestem tragiczniejsza niz Meloy.
Lus (12 października 2006) -
Klawisze, klawisze...choć nieco w cieniu są genialne,jest nieco progresywna-płyta, o nagraniu której marzy Steven Wilson, a jednocześnie piosenkowa jak Neil Young. Swietna świetna!!
mrowkaweed (8 października 2006) -
No własnie, redaktorzy Porcys woleliby coś w stylu Paris.Inaczej wypierdalać!
bleble (8 października 2006) -
och nie, nie, nie - przeciez nie chcemy powrotu do stylistyki z "the tain", wszystko tylko nie to.
tomek wasko (8 października 2006)