INNE - FORUM
Muzyka Japońska
6 października 2006Muza japońska to szczególnie ciekawa jazda. Inna kultura i inne spojrzenie na granie. mimo iż jest przesycona wpływami od amerykańskiego rocka po muzykę klezmerską, to można znaleźć mnóstwo orginalnych patentów imo...
jakie są wasze refleksje odnośnie japońskiej sceny?
dla mnie absolutna max - korekyojinn i ruins
-
to bardziej sprawa dla psychologów i socjologów ale mi się wydaje, że w tak silnie zhierarchizowanym i zformalizowanym społeczeństwie formy ekspresji i odreagowania przybierają na gwałtowności
tygrysia maska (6 października 2006) -
racja, sluchając np odglosów płynjącej wody u ooioo czy aube ma sie wrazenie jakby to był "normalny" budulec formy muzycznej jak, powiedzmy, gitara, a nie "wyjebisty sampel"; tzn brzmi to inaczej niż np bodily function herbertaciekaw jestem kiedy pojawily sie u nich instrumenty typowe dla Europy i USA, na ile były rozpowszechnione przed wojną, czy samo podejscie do nich nie kryje w sobie przypadkiem w związku z tym fundamentalnej różnicy
Piotrek Tse (6 października 2006) -
http://www.youtube.com/watch?v=FWmJ7G-BuI0http://www.youtube.com/watch?v=ynX8WOkJk70
tygrysia maska (6 października 2006) -
co wcale nie oznacza że noise w wykonaniu japończyków to jakieś wyszukane misterium, wczesne występy boredomsów, czy samego eye jako hanatarash i innych przedstawicieli tej sceny z lat 80 to bardziej performance i happeningi niż koncerty
tygrysia maska (6 października 2006) -
>poza tym granica, do ktorej halas odczuwaja jako cos przyjemnego, zdaje sie przesunieta w stosunku do naszej. znaczy dla przecietnego zachodniego ucha "ich" przyjemny halas to dla nas prog wytrzymalosci. czy moze dla nich to tez prog wytrzymalosci, ale lubia czesciej dochodzic do konca? ale to troche z mojej strony tania zabawa idaca w strone licytacji "kto moze bardziej i przezyje"...no wiec w wiekszym stopniu estetyzuja halas czy raczej sa w stanie slyszec nieslyszalne dla nas konstrukcje dzwiekowe, co by moglo prowadzic do - smiesznego niby - pytania o aparat sluchu?ja jakoś wytrzymuje ten hałas i w rozsądnych ilościach nawet lubię, szczególnie na żywo odczufa się piękno tego rodzaju muzyki. jak już wspominałem problem z japończykami nie polega na tym że oni mają coś z uszami tylko na tym że oni nie podchodzą do głośnego grania jako do jakiejś zajwki samej dla siebie, szczególnie widać to było na koncercie kawabaty w wawie, gościu usiadł sobie na krzesełku z gtarą, przy krześle miał pare efetów i zaczął swoje posuwiste droney których nateżenie w pewnym momencie sięgneło zenitu ale przy tym nie było w tym nic brutalnego, agresywnego ani obscenicznego. owszem odczuwało sie to fizycznie ale jeśli tylko pozbawić to podtekstu (który własnie my europejczycy czy tam inni amerykanie temu nadajemy) a uznać za pewien środek wyrazu było to niezmiernie interesujące żeby nie powiedzieć przyjemne. odczucie samego koncertu było zresztą bardzo intymne, zupełnie jakby tam siedział z akustkiem i brzdąkał ballady o ksieżycu (tak zreszta to wygladało). sam kawabata wydawał sie niezmiernie skupiony i jakby obok tego wszystkiego, nie było żadnych gestów wobec publiczności (której btło tyle co nic, szczególnie jak podkręcił volume)co do stosuku japończyków do noise'u (spod znaku haino, amt itp.)jako społeczeństawa to jest ono takie same jak Polaków wobec dajmy na to ścianki, niewiele osób w ogóle wie, że coś takiego istnieje
tygrysia maska (6 października 2006) -
celna uwaga, mysle, z ta podbuduwka po stronie Zachodu i braku tejze tamze daleko. nie rozmawialem z nikim stamtad, niewiele tez czytalem, ale oni jakby jakis pure art uprawiali, drazyli sedno.pomijam rytm i konstrukcje muzyczne, za to pobladze: oni maja jakos inaczej aparat sluchu zbudowany?poza tym granica, do ktorej halas odczuwaja jako cos przyjemnego, zdaje sie przesunieta w stosunku do naszej. znaczy dla przecietnego zachodniego ucha "ich" przyjemny halas to dla nas prog wytrzymalosci. czy moze dla nich to tez prog wytrzymalosci, ale lubia czesciej dochodzic do konca? ale to troche z mojej strony tania zabawa idaca w strone licytacji "kto moze bardziej i przezyje"... no wiec w wiekszym stopniu estetyzuja halas czy raczej sa w stanie slyszec nieslyszalne dla nas konstrukcje dzwiekowe, co by moglo prowadzic do - smiesznego niby - pytania o aparat sluchu?inna kwestia: jak na te czestotliwosci i intensyfikacje dzwieku reaguja przecietni Japonczycy? bo moze to byc - jak i dla naszego przecietnego... - ekstremum, badz - troche trudniejsza w odbiorze rozrywka?
yeahnot (6 października 2006) -
jeszcze:Acid Mothers Temple i Makoto Kawabatahttp://www.porcys.com/Forum.aspx?id=544Rovowww.porcys.com/Forum.aspx?id=1811
tygrysia maska (6 października 2006) -
kilka przydatnych wątkówLes Rallizes Denudes i takie tamhttp://www.porcys.com/Forum.aspx?id=2406Boris, fushitsusha i mój pojedynek z pewną cipką z królewca, bardzo zacną ciką swoją drogąwww.porcys.com/Forum.aspx?id=1012 Merzbowhttp://www.porcys.com/Forum.aspx?id=1464
tygrysia maska (6 października 2006) -
>http://muzyka.onet.pl/10172,1413859,newsy.htmlo ile pamiętam swego czasu Vader również święcił tryiumfy w japonii no i ckod po angielsku chyba tylko tam się spodobało
tygrysia maska (6 października 2006) -
heheheśmiej sie smiej, o Chopinie też mówili że to kmiot, póki Japonczycy sie na nim nie poznali
Piotrek Tse (6 października 2006) -
http://muzyka.onet.pl/10172,1413859,newsy.htmlw japonii wiedza,co to jest swobodniejsze podejscie do rytmu.
dys (6 października 2006) -
aha, a jesli chodzi o ogolna refleksja to zgodze sie raczej ze swobodniejszą konstrukcją niż rytmiką, poza tym inne traktowanie czasu i wiele zapętlonych konstrukcji - może dlatego tak twierdzę bo sie interesuję czan itd i Japonia sie-mi-kojarzy; zwraca uwagę także - ilość noisowych i "brutalnych" produkcji, ciekawe czy to ma związek z maksymalna industrializacjąa druga strona medalu to dążenie do stworzenia perfekcyjnego wariantu kultury "zachodniej" - typu klony Elvisa, czy zespół który gra Larks tongues in aspic part 2, tak by brzmieć jak KC na plycie LTIA
Piotrek Tse (6 października 2006) -
a ze starszych rzeczy, tez w klimacie okolo noisowym chociaz to lata 70te Les Rallizes Denudes - cos a la kraut rock na maksymalnym przesterze, albo i grateful dead po sekcji zwłokaube, maj personal fejworit to Ricochetentrancejak widzę fushitsusha była już, należy im sie wielkie F
Piotrek Tse (6 października 2006) -
it's all about drums, a dokładniej chodzi o swobodniejsze podejścia do rytmu i w ogóle konstrukcji muzycznych, (sprawdzcie japońską muzykę ludową z filmów kurosawy na przykład).poza tym w naszej kulturze jak chcesz sobie ponapierdalać w gitare, podrzeć ryja, poskakać, włączyć przester do oporu, albo przeciwnie wpaść w totalny minimalizm na ogół kryje sie za tym jakaś ideologiczna podmurówka (w sensie chce być awangardowy, szalony, włożyć sobie mikrofon w dupę bo to jest takie niepokorne i w ogóle cool. ciekawie wyraził to taki jeden huncwot: "There was this high rise show in philly once that is a treasured memory for me. Major Stars opened up and they were good, if predictable, making fun psychrock noise and all. Wayne was spazzing out and going all hendrix on everybody. good fun. but here is the funny part. like i said, wayne was throwing himself around the stage getting all sweaty and by the end of the set looked like springsteen after a 10 hour stone pony set. then high rise take the stage. ya know, impossibly cool looking. sunglasses. i swear to god it was like flicking a switch. they just stood there without moving a muscle and this roar comes out of the amps that made it seem like you were standing behind a 747 engine as it's taking off. it was the complete opposite of what came before. just this sustained fury that made jaws drop all around me, but with a complete economy of motion and a seeming effortlessness. the club was hot and smoky and the band looked as nonplussed and cool as you could imagine. i could have stood there listening to that noise forever. religious really."jak mówił jeden z największych przywódców duchowych świata nowożytnego "Do, or do not. There is no 'try.'" - oni są właśnie "do", a u nas zbyt często jest po prostu "try"oczywiście nie wykluczam, że działa tu po prostu czar kulturowej odmienności, a japońska muzyka nie rózni sie w podejsciu aż tak bardzo jak zachodnia, wole jednak uważac, że jest inaczej. tak jest fajniejps. moglibyśmy nie zamieniać tego skądinąd ciekawego wątku w zabawe w namecheckowanie wykonawców z kraju przekwitłej wiśni? można przecież sobie założyc oddzielny wątek dla japońskiego noise'u, psychofreakoutów, onkyo itp.
tygrysia maska (6 października 2006) -
ah melt banana jest bardzo fajne - jakis czas temu mieli grac z fantomasem w stodole, ale zagral ktos inny i przez to nie poszedlem.
em c (6 października 2006) -
the boredoms przede wszystkim jak dla mnie. po za tym fushitsusha, ruins i ooioo tez. ah i afrirampo, do patrzenia.
em c (6 października 2006) -
zuvi zuva
zubi zuva (6 października 2006) -
Jak dla mnie Melt banana to potęga. Widziałem ich na zywo raz w zyciu i zniszczyli, zdewastowali i motyla noga kij wie co jeszcze. Takiej rzeźni muzycznej nie widziałem na zywo. No chyba, ze zobacze DILLINGEROW hehehe.Co jeszcze... MERZBOW. Pojeb. Ale jakby tego nie nazwać jakas to sztuka jest...Poza tym rzeźnie zpod znaku UNHOLY GRAVE np. Z Punkowych 1000 travels Of jalavahlal lub ENVY.Że nie wspomne o Zeni Geva. Dobry kraj hehehe.
zoltan (6 października 2006) -
Takako Minekawa. nagrala kiedys utwor do reklamy piwa co typ zjezdzal na rowerze w dol caly czas (Fantastic Cat). Po zapoznaniu sie z plytami wchodzi ze to bynajmniej nie gwiazdka jednego utworu.
Tr (6 października 2006) -
OOIOOwielbię.(i Melt Banana)
Qba (6 października 2006)