INNE - FORUM
John Frusciante
23 września 20065 albumów w rok (+ jedna EPka)!
Dobrze gra, nieźle śpiewa, nosi fajne koszule...
-
Ja rozumiem, że na Porcysie wszystko, co wiąże się z Red Hot Chili Peppers jest od razu <2.5, ale naprawdę nie podoba wam się – dajmy na to – Going Inside? No błagam, Going Inside się wam nie podoba?
Że niby on (18 grudnia 2009) -
http://marazz.com/fru-ucieka-przed-emerytura
marazz (18 grudnia 2009) -
oj, to straszne.
kb (18 grudnia 2009) -
nie jest, sam napisal (chyba)
k (18 grudnia 2009) -
a kogoś obchodzi że od kilku dni w sieci trwaja spekulacje na temat tego czy John jest jeszcze w swoim macierzystym zespole czy juz nie?
b (18 grudnia 2009) -
http://www.youtube.com/watch?v=EnWP8FGW2kI - the best http://www.youtube.com/watch?v=6wKxuSCYXGc - goin inside live http://www.youtube.com/watch?v=9QiOpye7IE8 - you and whose army live http://www.youtube.com/watch?v=lccyuVimzIs - fallout live reszta na youtube
jeszcze jakieś wątpliwosci? (9 listopada 2007) -
>>>>znaczy wiesz... rhcp wylansowali się raczej dzięki ich poprzedniemu gitarzyście i to wtedy - zanim JF do nich dołączył - wyrobili sobie renomę na scenie. jak łatwo zauważyć styl gry JF wyrósł znacznie z gry Slovaka i Hendrixa, więc generalnie nie ma co się rozczulać nad orginalnością jego gry. fakt, że gość doznaje ostro i potrafi osiągnąć absolut totalny. charyzmatyczny też jest na maksa i generalnie myślę, że duet fru-flea to 80% dalszego sukcesu grupy. jf raczej wyniósł ich na komercyjne morze. no mniej wiecej o to mi chodziło, tyle, ze zawsze mi sie wydawało, ze wczesniej zyskali rozglos głownie przez zadyme na scenie, skarpetki itd. no i raczej w stanach tylko. ale moze sie myle. >>>>na stronie była kiedyś demówka do shadows, nie tyle akustyczne wersje. ale był też w sieci do sciągnięcia taki album From the Sounds Inside. Myślę, że jeden z lepszych albumów JF ever. Totalnie za free i nigdy nie wydany na płycie tylko w necie. Fajny zbiór miniaturek i szkicy bardziej niż pełnowartościowych piosenek. otóż oboje mamy racje, były i demówki i akustic. a własciwie jeszcze są : http://johnfrusciante.com/frameset.php w zakładce Demos. jest tez From the Sounds... polecam wszytkim.
750 ml (2 maja 2007) -
mi się szczerze mówiąc też nie widzi stać w tym stadzie gnojo-metali. tak samo bardzo mi się jeszcze nie widzi stać wśród rozpalonych gimnazjalistek i emo-niewiadomo znających snoł hejoł bo to takie zajebiste. a co do tego albumu internetowego, to on jest rzeczywiście ok i bardzo często u mnie śmiga.
wojtek (1 maja 2007) -
znaczy wiesz... rhcp wylansowali się raczej dzięki ich poprzedniemu gitarzyście i to wtedy - zanim JF do nich dołączył - wyrobili sobie renomę na scenie. jak łatwo zauważyć styl gry JF wyrósł znacznie z gry Slovaka i Hendrixa, więc generalnie nie ma co się rozczulać nad orginalnością jego gry. fakt, że gość doznaje ostro i potrafi osiągnąć absolut totalny. charyzmatyczny też jest na maksa i generalnie myślę, że duet fru-flea to 80% dalszego sukcesu grupy. jf raczej wyniósł ich na komercyjne morze. na stronie była kiedyś demówka do shadows, nie tyle akustyczne wersje. ale był też w sieci do sciągnięcia taki album From the Sounds Inside. Myślę, że jeden z lepszych albumów JF ever. Totalnie za free i nigdy nie wydany na płycie tylko w necie. Fajny zbiór miniaturek i szkicy bardziej niż pełnowartościowych piosenek. "Problem" jest taki, że jakość songwriterską i luz, który potrafi zaprezentować na takiej płytce ciężko jest znaleźć w masie muzyki, którą lansują duże wytwórnie, czy którą lansują sami twórcy na myspace. to prawda, żę opene'r blisko, ale na szczeście się nie nakłada. jak Bóg kasę da to oblecę oba eventy. Ale kurde, jakoś mi się nie widzi stanie w masie gnojo-metali, którzy przyszli zobaczyć RHCP.
mateusz.w (1 maja 2007) -
no własnie, ja tez przez cały czas tak planowałam, ze jak rhcp przyjedzie to pojde obczaic fruscianta, ale jak przyszło co do czego, to za daleko..za drogo.. no i opener w poblizu, no coż pozostaje wierzyc, ze skoro przyjedzie z zespołem to i solo moze sie skusi:) zreszta te tłumy jakie beda na rhcp w tym roku.. co za przyjemnosc. jego solowe koncerty, które widziałam (w internecie) są kameralne raczej. >>>>no, je należy właśnie tak traktować jak tu napisane - gość bierze gitarę i gra od siebie. dla mnie to deficyt na rynku muzycznym. no niby tak, ale jakie melodie potrafi wymyślać. wg. mnie rhcp głównie osiągnął taki sukces komercyjny własnie dzieki johnowi. potrafi stworzyc kawałki niesamiowicie chwytliwe i lekkie. słuchac to chociazby słuchając akustyczne wersje piosenek z 'shadows..', które kiedys były na stronie wszystkie do ściągnięcia..potencjał nie tylko na scene powiedzmy alternatywną. pozrawiamy pauline od johna frusciante:)
750 ml (1 maja 2007) -
ej, nie chcę tu być jakąś pauliną od Johna Frusciante, ale chyba pójdę na RHCP, żeby obczaić gościa na żywo. obawiam się, że to będzie tylko jako dopełnienie marzeń z dzieciństwa, bo na przyzwoity set, albo solowe odjazdy liczyć ciężko. a te parę płyt, które wydał w 6 m-cy - no, je należy właśnie tak traktować jak tu napisane - gość bierze gitarę i gra od siebie. dla mnie to deficyt na rynku muzycznym. tam gdzie już rzygam zespołami takimi jak np. Menomena (sory, ale poziom kombinowania wyprzedza poziom doznawania... ale to spoko płyta obiektywnie) ...no dobra.. w sumie dzięki za wiadomość ;)
mateusz.w (1 maja 2007) -
On May 29th, 2007 Record Collection will release the long awaited second half of John Frusciante, Joe Lally (Fugazi) and Josh Klinghoffer's (Bicycle Theif, PJ Harvey) ATAXIA sessions... ATAXIA II AW II ATAXIA was a band for about two weeks in February 2004. It’s members are Joe Lally of Fugazi, Josh Klinghoffer and John Frusciante. The word ‘Ataxia’ is Greek for ‘disorder’. We were unaware at the time that it also has a meaning in English which is: total or partial inability to coordinate voluntary bodily movements, as in walking. In keeping with our names’ Greek meaning (quite unintentionally), the sections of our songs never had an arranged order. All our songs’ foundations are the bass which always plays one part throughout. The drums and guitar move about and generally use the vocal as their guide. The vocals and words were written, but the order the vocal sections occurred in, and how long the spaces between were, was different every time. So we would all stay on our toes to stay together for dynamics, changes in groove, switches to new sections, etc. We played two shows and recorded two records. The first record was released in August 2004. It was named after the surrealist activity called Automatic Writing. That was where people like Andre Breton and Max Ernst would write words in the form of sentences and paragraphs, but with absolutely no conscious attempt at meaning. They would observe the structure of their subconscious and it’s peculiar methods of organization (or the lack thereof) this way. And if there is one sure answer I can give to the question, “How did you write and record two albums in a week and a half?”, it is that we gave absolutely no thought to what we were doing, whatsoever. This music is unblemished by any expectations of a specific result, on our part. The three of us simply got together to hear what music had to say that week. We had fun together and this is the record of that fun. - John Frusciante z myspace
750 ml (1 maja 2007) -
Niandra szczera do bólu - no nie wiem - nagrana na mega heroinowym ciągu, który chyba tylko ustępuje temu na Smiles... czy jestem nie w temacie.. hmm.. nie wiem.. JF to mój mega fetysz z lat dojrzewania muzycznego i choć kilku ostatnich płyt raczej nie słucham to wciąż doznaję przy takich: Automatic Writing, To Record...., czy Sounds Inside... Ja nie mam zbyt dużego dystansu do tego artysty, więc nie powinienem się wypowiadać. Ale rispekt za chęci i oddanie się należy. Miał swoje momenty, miał też zjazdy (Stadium Arcadium), nie wiem czy coś istotnego zrobi jeszcze. Nie ważne. Trochę zżarty jest i zdeptany przez rzeszę psychologów i inwestorów pewnie. Dla mnie to trochę taki Jackson, który nie zdążył się rozwinąć... Teraz dogorewa w stanie dziecka... cholera wie. Ciężko dyskutować w sumie..
mateusz.w (25 kwietnia 2007) -
John Frusciante lubi Fante!
Głupek Forumowy (25 kwietnia 2007) -
mateusz.w - widze że nie jesteś w temacie John zrobił najwięcej na SA i chwała mu za to, za to np. wszystkie kompozycje Pchły sa przeciętne na tej płycie. Jakbyś zauważył oni są już jednak "troche" starsi 2 z nich ma rodziny. a Niandra moim zdaniem piękna, szczera do bólu, jakość nie powala ale sam przekaz...
Izka (25 kwietnia 2007) -
to zabawne ze zestawiasz Walkera i Frusciante, bo Tilt i Niandra jak dla mnie mieszczą sie w czołówce albumów lat 90tych; obawiam sie że Paris może sie nie zalapać ;)zgadzam sie że plyty jf (chociaz pozniejsze mnie nie przekonują) to szczerość z pogranicza ekshibicjonizmu, w przeciwieństwie do pozerstwa RHCP (może mother's milk pokazywało jeszcze pozytywna stronę tego puszenia sie, ale im dalej tym gorzej)poza tym Niandra pokzauje ze zeby zrobić PŁYTĘ ktora w swiadomy czy nieswiadomy sposob dociera do - hmmm czego - niech bedzie istoty - wystarczy instrument, recorder i glos, no i artysta
Piotrek Tse (9 października 2006) -
aha: płyta wydana pod szyldem ataxia z basistą Joem Lally (Fugazi) i perką Joshem Klinghofferem (Bicycle Thief) daje radę.dawno nie słuchałem j.f. ale jak tak sobie odświezam to generalnie zdaję sobie sprawę, że nie są to może 9tkowe płyty, 8mkowe też nie, ale niektórą muzę odbiera się przez pewien pryzmat. dla niektórych absolutem jest las ketchup, czy doda (ostatnio spotkałem gościa, który jest jej fanem i chodził z nią do klasy w liceum), niektórych jara frusciante.. gdzie leżą podstawy ?! sprawa indywidualna. już pojawiały się tematy z cyklu "fetysz", czyli który chujowy zespół Ci się podoba.myślę, ze j.f. cechuje (pewna niekoniecznie często spotykana) wylewność emocji i szczerość... (szczerość materiału chciałoby się powiedzięć)... czego np. nie słyszę w takim scottcie walkerze (prezentowanym w serwisie), czy np. różnych konceptualistach muzycznych, czy nawet nieszczęsnej paris.
mateusz.w (8 października 2006) -
dwie pierwsze płyty - Niandra Lades and Usually Just a T-Shirt (to własciwie były dwie płyty, ale wydali jako jedną) i Smiles from the streets you hold to klasyka. w sumie straszne heroinowe pitolenie, ale jak czujesz klimat i generalnie widziałeś jakieś clipsy z wywiadów z gościem z tego okresu to normalnie ciarki po plecach przechodzą.ja myślę, że gość miał wielki talent, ale tak się przećpał że go troszkę zmarnował. do tego jeszcze pewnie doszła "pomoc" amerykańskich psychiatrów i mu trochę wrzucili do głowy wyciszaczy.
mateusz.w (8 października 2006) -
a co sądzicie o albumie Niandra Lades and Usually Just a T-Shirt?
lol (8 października 2006) -
ja jakos dwa lata temu zajarałem się fusciantem za sprawą kumpli, którzy ostro doznawali. no i z tych 6 płyt co wydał, to ataxia i inside of emptiness dawały całkiem rade. klimaty szóstkowe jak dla mnie. reszte płyt znam słabo raczej. druga płyta jego, taka maksymalnie gównianej jakości, podobała mi się, pamiętam. ale nic jakoś szczególnie rozwalającego, jak dla mnie, nie nagrał. może kilka piosenek.a fanem rhcp nigdy nie byłem, poza mother's milk nie trawie ich prawie wcale.
Low (8 października 2006) -
tak generalnie z odświeżania starej muzy - "to record only water for ten days" to dla mnie swojego czasu mega odkrycie i generalnie ciągle jedna z płyt "absolutnych".z serynych wydawnictw już mniej ciekawych zjawisk. raczej pojedyńcze songi - np. "The Afterglow" - z "A Sphere In The Heart Of Silence" daje radę całkiem nieźle. Natomiast taka Curtains to raczej badziew. Myślę, że gościowi wychodzi i tak praca samemu sto razy lepiej niż praca z red hotami, z którymi najzwyczajniej dał dupska ostro na ostatniej płycie. Ale tak po maksie. Jak obczajam sobie koncerty z lat 90 i to co teraz widać to ja-pier-do-lę i to są Ci sami ludzie, którzy to produkują i inne czekoladowo-gówniane-syfy... no way.. nie czaję.
mateusz.w (8 października 2006) -
a dlaczego nie ma wątku Ryan Adams?3 albumy w jeden rokfajnie gra, fajnie śpiewa, fajnie wygląda
SH (24 września 2006) -
jeden album za friko dla "kibiców" (czyt. fanów)niestety nie rozumiem jego roli na ostatniej płycie rhcp - heroina mózg wypala.
mateusz.w (24 września 2006) -
fajnie gra new dawn fades joy division. check out on youtube.com
antyżyrafa (23 września 2006) -
nosi koszule bo łapy zżarte przez heroine
@pe (23 września 2006) -
bez koszuli też daje rade...
fanka (23 września 2006) -
bez koszuli też daje rade...
fanka (23 września 2006)