INNE - FORUM
Filmy o tańcu - Ta. A muzyka - ?
17 września 2006Ilekroć oglądamy jakiś reżyserski twór, który na pierwszy plan wyrzuca właśnie taniec, możemy spodziewać (a właściwie narażeni jesteśmy na pojawienie...) się równie tanecznego soundtracku. Pytanie: Jak to działa, że zazwyczaj kawałki te wpadają i zakorzeniają się mocno w świadomości jako właśnie dobre/stricte taneczne, niezależnie od tego jakie naprawdę są? Kwestia tego, że połączone z "genialną" (jakaby nie była) choreografią wywierają na nas takie wrażenie że później słysząc je sami chcemy... jakby to ładnie ująć... "poruszać się w ich taneczny rytm?" Czy to jednak kwestia tego, że niemal zawsze są doskonale dobrane (ta... to było szczere)? Jako przykład możnaby podać ost z Dirty Dancing... chociaż świeżej możnaby się oprzeć na tym co zafundowano nam odnośnie ostatnio wyświetlanego w naszym kraju: "Step up" (polskie tłumaczenie równie idiotyczne co w wypadku D.D. oszczędzę więc treści i pozostane przy anglojęzycznej nazwie...). Powiedzcie co sami sądzicie, kojarzycie czy też typujecie, 3,2,1... poszli.
-
a taki Billy Elliot to klasyka, ale tam OST broni się sam, featuring chociażby T-Rex. nóżka sama tupie w kinowy dywanik.
rabbit (18 września 2006) -
No np. w "Dancer in the dark" utwory stricte nietaneczne, na ekranie tańczyli a żeby było smieszniej całość wpadała w ucho, taki wyjatek chlubny
wakacje u rzeźnika (18 września 2006) -
w ogole nie kojarze niczego, ale dosc naturalne wydaje sie przypuszczenie ze do scen tanecznych dobierane sa utwory przy ktorych mozna potanczyc a ze na ekranie panowie i panie tancza do nich i wychodzi im to wspaniale to my tez tak chcemy.
em c (18 września 2006)