INNE - FORUM
jamie lidell w porcysiu
12 listopada 2005na wstepie,zeby wsyzstko bylo jasne,dodam ze uwielbiam lidella i jest to w tej chwili jeden z mych najwiekszych,jesli nie najwiekszy "idol",w dobrym tego slowa znaczeniu. postaram sie jednak teraz na maksymalny obiektywizm z mej strony, do ktorego pokladow jestem zmuszon siegnac,po porcysiowej recenzji "multiply".
w sumie nie mam wiekszego celu-porcys mysli tak,a ja mysle inaczej,jednak czuje wewnetrzna potrzebe aby swoje zale wywiesic na forum:)
recenzent, pan zagroba (podziwiam jego wiedze muzyczna),nie uzyl za wielu argumentow przeciw,a po to chyba jest recenzja aby w niej wytlumaczyc sie ze swej oceny. czytam wiec tylko ze recenzent spodziewal sie czegos bardziej elektroniczno-awangardowego, i ze lidell nie wypada charyzmatycznie w roli wokalisty soulowego.
nie wypada?? moim zdaniem jest dokladnie odwrotnie. "multiply" to cholernie charyzmatyczna plyta charyzmatycznego wokalisty o cholernie charyzmatycznym glosie! nie ja jeden potwierdze te slowa-jak powiedziala moja kolezanka (zakochala sie w lidellu przy drugim przesluchaniu)- "kiedy on spiewa ze zycie jest piekne, to ja mu wierze. " - ten komplement dotyka sedna,chodzi o naturalnosc jamiego. jasne ze sa nawiazania do princea,jacksona itd...ale tez czytajcie wywiady z lidellem-on wlasnie cos takiego chcial nagrac.wylac to co w jego duszy jest,co spiewa mu w srodku..zrezsta tytul "multiply" tez sugeruje pewna chec powielenia,ustosunkowania sie do przeszlosci soulu. ale jamie jest naturalny w tym co spiewa...to jest moim zdaniem tajemnica jego sukcesu,poza melodyka utworow (kolejny chybiony moim zdaniem zarzut recenzji). mam wszystko co nagral,bylem na koncercie w katowicach,inne wystepy na necie widzialem..on sie bawi muzyka,kocha kazdy dzwiek ktory stworzyl..a wykonywanie swych kompozycji sprawia mu niebywala radosc...jest to wyczuwalne na plycie moim zdaniem.melodie sa wspaniale..juz pal licho ze jestem fanem lidella...moja dziewczyna sie w tym zakochala,moj brat,rodzice lubia, znajomy proboszcz sie zakochal,kuzyn-ktory uwielbia hardkor,i masa innych ludzi. do czego zmierzam ?w tej muzyce jest charyzma,melodia i magia i naturalnosc. 4 skladniki, ktore po wymieszaniu tworza fenomenalny album,sluchalem go juz jakies 70 razy i ani troche sie nie znudzil.to jest niesamowite. jak sluchasz czegos i to cie wciaz fascynuje,to znaczy ze w tej muzyce jest magia. wiec z ocena 5.9 w zyciu sie nie zgodze.....5.0 w skali od 1 do 10 to przecietnosc.czyli waszym zdaniem album lidella nie wyrasta nawet o jedna klase ponad przecietnosc ??taki album?najlepszy jak narazie w roku 2005?dla mnie skandal.
a co do eksperymentalnej strony duszy lidella....czemu nie ma u was recenzji jego pierwszej plyty "muddlin gear' " ??czemu nie ma najwiekszej muzycznej sensacji ostatnich kilku lat,czyli super_collidera?? skoro to takie swietne,to ocencie i napiszcie. bo wiekszosc portali nie wiedziec czemu sie boi i w ogole ignoruje wydawnictwa collidera,pomijajac juz fakt ze sa one rzeczywiscie dosc malo znane...
szkoda ze tak malo rzeczowych zarzutow jest w waszej recenzji.
nic to tyle..wykrzyczalem swoj bunt hehe...
pozdro dla ekipy porcysia ze slaska !!!
qba (deft_aphid)
-
Hm, chyba jest nas dwóch.!
Qba (15 listopada 2005) -
"bo skoro plyta ma 5.9 zamiast 10.0,to nalezaloby to jakos wytlumaczyc chyba?"Odwrotnie - wytlumaczyc to trzeba 10.0, a oceny w przedziale 5.0-5.9 to juz mniej. Znaczy wszystko jakos - wprost lub mniej wprost - wypadaloby tlumaczyc, ale skad bierze sie to powszechne przekonanie, ze pozytywna recenzja jest spoko, a negatywne czy tez surowsze sa zle? Strasznie pachnie takim innym serwisikiem polskim co dzieci prowadza...
autootua (15 listopada 2005) -
wszyscy sie czepili tej skali ocen ..rzeczywiscie nie rzucilem okiem..wiekszosc ocen tyczy sie plyt dobrych...ale nie patrze na slowne opisy,tylko na same cyfry. skoro mozna dostac 10 - to czemu lidell nawet 6 nie ma ?nie zgadzam sie z tym i tyle,tym bardziej ze za wiele argumentow nie bylo przeciwko temu artyscie.no dobrze,nie jest moze marvinem lidell,ale czy nie ma soulu w sercu?sprawa dyskusyjna..ja sluchajac tej plyty czulem ze ccaly spiew wyplywa z jego serca...a na recenzje collidera czekam. bo rozumiem ze mozna nie lubic collidera,ale nie mozna nie cenic tej muzyki,wiec czekam panowie redaktorzy:)a argumenty powinny byc (czy tez "opinie"-bo skoro plyta ma 5.9 zamiast 10.0,to nalezaloby to jakos wytlumaczyc chyba?)ale dobra ...niech juz tak zostanie.a do polonistki - a kto powiedzial ze nie mozna nic dodac na wstepie??powiedzmy ze wygenerowalem frazeologiczny neologizm hehe
deft_aphid (14 listopada 2005) -
"na wstepie (...) dodam" - na wstępie nie ma jeszcze do czego dodawać
polonistka (13 listopada 2005) -
ok, ja sie z ta skala zgadzam, chcialem tylko dac do zrozumienia ze rozumiem ludzi ktorzy jej nie lapia;
main (12 listopada 2005) -
skala wynika z tego, że musi być trochę więcej miejsca, na rozróżnianie pomiędzy płytami dobrymi. bo my się tu szeroko pojętą "dobrą muzyką" zajmujemy (dobra muzyka powiedzmy - strokes, franz ferdinand; zła - alien ant farm i limp bizkit).
mz (12 listopada 2005) -
hehe ;)
main (12 listopada 2005) -
http://porcys.com/search_engine.aspxtam jest napisane, ze 5.9 to jest prawie bardzo dobre; i taka ta plyta wlasnie jest; jasne, naturalne jest dazenie czlowieka do myslenia ze 5/10 to srednio/przecietnie, ale to oni ukladali ta skale; muddlin' wyszlo jakos w 2000, mieli prawo nie pisac recki tej plyty, serio; collidera powinni moze i napisac swego czasu, ale im nie wyszlo (moze jej nie mieli), wiec spokojnie;
main (12 listopada 2005) -
"argumentów" (dla mnie nie ma argumentów za i przeciw w reckach, tylko "opinie") niewiele, bo też nie było takiej potrzeby:6.0-6.4 Bardzo dobre 5.0-5.9 Dobre 4.0-4.9 Przeciętnejak widzisz płytę uważam za niemal bardzo dobrą. " ze lidell nie wypada charyzmatycznie w roli wokalisty soulowego."nie do końca. napisałem, że nie wypada naturalnie w roli charyzmatycznego wokalisty; subtelna różnica. uważam, że jest to taka jakby poza (nieświadoma raczej) charyzmatycznego, dominującego soulowego wokalisty. bo lidell w pewnym sensie jest charyzmatycznym wokalistą, ale nie słychać, żeby miał ten soul w sercu, jak powiedzmy.. no.. marvin gaye, he
mz (12 listopada 2005)