INNE - FORUM
boards of canada - the campfire headphase
11 listopada 2005nowe boc. mają? słyszeli? podoba się?
-
(Sorry za tragiczną, onetforumową polszczyznę).
Antoni (11 listopada 2005) -
Dostrzegam oczywiście dziejowe znaczenie BoC, będące przyczyną takich a nie innych oczekiwań. Ale dostrzegam też - z pewnym zdziwienie, ale też uznaniem, nie ukrywam - że potrafi zrzucić z siebie "obowiązek" czegokolwiek, w ich przypadku nagrywania czegoś "znacznie większego" niż po prostu ładna muzyka. Czy ten obowiązek wzięli sami na siebie, czy raczej to słuchacze i krytyka jakąś misję im narzucili, pod wpływem oczywiście wyjątkowje muzyki - to już inna kwestia jak tę kwestie postrzegamy.Mi może lekkość "Campfire Disaster" o tyle łatwiej zaakceptować, a zatem dostrzec w niej rzeczy wartościowe, że jakkolwiek muzykę BoC zawsze bardzo ceniłem i lubiłem, o tyle nigdy nie związałem się z nią emocjonalnie. A miłość nie wybacza (chyba że jest nieskazitelnie czysta, pozbawiona egoizmu, czyli niespotykany ideał), stąd rozumiem rozczarowanych wielbicieli, jadących po płycie z góry na dół.Ale cieszę sie, że - przynajmniej w Twoim przypadku, o czym świadczy powyższy post - nie zakończy się zwykłym "nagrali gówno", ale album otrzyma szansę na jakieś bardziej wnikliwą ocenę, próbę obejrzenia rzeczy z różnych stron.
Antoni (11 listopada 2005) -
wszystko racja co napisane powyżej; jedyny szkopuł w tym, iż BoC są artystami formatu znacznie większego, niźli chill-outowi (nawet) mistrzowie, w rodzaju Air. a takie skojarzenia ewokują te fragmenty ktore mialem okazje slyszec. nie zapominajmy o fundamentalnym znaczeniu Boards dla IDM - to oni "zwarli" rozne odnogi powstajacego gatunku w jedno na MHTRTC, to oni dostarczyli "piekna i tajemnicy" (jak niegdys pisal w komentarzu zakrocki) na Geogaddi. to oni mieli w dorobku przerazajace swoja intymnoscią i zarazem kontemplacją wszechswiata utwory pokroju "kid for today". jakoś aura Campfire pozbawiona jest tej ambicji, tego dazenia do odkrywania, dotarcia za wszelką cenę. aczkolwiek próbki podobają mi się BARDZO i ostateczny glos zabiore jak poslucham calosci. mysle, ze to jedna z ciekawszych pozycji "do dyskusji" z premier 2005.
borys d (11 listopada 2005) -
Pamietając i przyznając sporo racji wszystkim zarzutom, pamiętając o odpuszczeniu jakichś większych ambicji itd, powiem szczerze że płytka mi sie podoba, bardzo przyjemnie się tego słucha - ale własnie jako miła, lekka muzyka tła. W tym chill-outowym kontekście album wypada świetnie.
Antoni (11 listopada 2005) -
Zimna, surowa, bardzo sterylna, audiofilska wręcz elektronika. Brak ciepła poprzednich płyt. Przed przesłuchaniem miałem wielki apetyt, po poczułem się jakby ktoś zabrał mi talerz z wiktem i podsunął lemoniade z lodem. Faworytem z płyty jest chromakey dreamcoat.
czekerap (11 listopada 2005) -
ale ma za to jakby (imho) wiecej harmonijnych komponentow niz geogaddi, chillout miekki ale z charakterem i jakby smuklejszy od poprzednika. soundtrack do blantow - to jako zaleta i wada. spelnia swoja role nowego boc - nie wiem czy dzwiga obiektywne oczekiwania - moje tak, ale jeszcze wiecej czasu mi trzeba dla tej plyty.
cocorosie (11 listopada 2005) -
słyszałem 4 tracki, i potwierdzilo sie co narzekał mi kakaok - że nie ma już tego nerwu i ambicji Geogaddi, tylko troche taki chill-out miekki. aczkolwiek jest to po prostu proba wyjscia z getta stylu, ktory duet sam na MHTRTC stworzyl, i nie dziwie sie im. co wiecej, jak zawsze u nich, atmosfera jest nieoczywista i pastelowa. calosc moze bede niedlugo mial to dopowiem. wazna premiera, ale chyba nie udzwignie oczekiwań.
borys d (11 listopada 2005)