INNE - FORUM
piłka nożna - ligi zagraniczne, europejskie puchary, eliminacje euro 2008 i mundialu 2010
21 sierpnia 2006yo,
poniewaz czasami na forum da sie normalnie pogadac tylko o pilce zakladam nowy watek. sa juz watki o naszej lidze, o naszej kadrze. ten w zamysle ma dotyczyc wszystkiego co sie dzieje w pilce europejskiej - ligi, puchary, transfery.
dajecie.
moja ulubiona liga, czyli angielska, zaczela juz grac. zawiodl mnie cholernie arsenal, ktoremu kibicuje od dawna. myslalem, ze inauguracja na nowym stadionie bedzie wygladala okazalej. po pierwszej kolejce wydaje sie, ze trudno bedzie powstrzymac chelsea i to martwi, bo moze spowodowac, ze to bedzie cholernie nudny sezon na wyspach.
osobiscie ciesze sie tez ze wzrostu formy rasiaka, bo we wrzesniu wyjezdzam na troche do southampton, wiec sie na pewno pare razy na swietych wybiore i fajnie by bylo, gdyby greg utrzymal skutecznosc.
pozdro
-
z tymi holenderskimi nazwiskami to jest pełna bania. nie zdziwiłbym się jeśli się czyta "kajt". do dziś nie wiadomo jak się czyta "cocu", bo nawet holendrzy mówią różnie. ale fakt faktem szpaku ma dar do kombinowania. klasykiem w jego komentarzu zostanie na zawsze "sziraa". o kogo chodzi wszyscy wiemy.ps. pamiętacie jak kombinowali gdy sie okazało, że nazwisko Eda de Gooy'a czyta się "de chuj"
lukki (22 lutego 2007) -
nie, on nikogo nie obrażał. przy bramce bellamyego, miał na mysli czipy dzięki, którym mozna sprawdzic czy pilka przekroczyla linie, ale wyszlo mu troche inaczej.
grossvan (22 lutego 2007) -
a czy zwrocil ktos uwage, ze dla niego kuyt to byl kajt...obaj bramkarze, tak pepe jak i valdes to faktycznie cipy. trzy obcinki reiny praktycznie jedna po drugiej, zalosne a pierwsza bramka puszczona przez valdesa, toz to litosc i trwoga. nie zdziwie sie jak przeglad sportowy zaraz zacznie wymyslac, ze barca zainteresowana jest borucem.ja nie podzielam opinii, jakoby barca ten mecz przegrala, a nie liverpool wygral. fakt. anglikom pomoglo troche szczescie w postaci valdesa, ale druga polowa zagrana koncertowo! katalonczycy nie byli w stanie nic zrobic w obliczu tak zdyscyplinowanej taktycznie druzyny beniteza. pchali sie bezsensownie srodkiem pola, zamiast jak w pierwszej polowie probowac podejsc skrzydlami.mimo wszystko sprawa awansu nie jest jeszcze rozstrzygnieta, choc w niewatpliwie w lepszej sytuacji jest liverpool. ale gdy blaugrana zechce, to moze zagrac wielki mecz na anfield i pojechac the reds. wszystko wyjdzie w praniu.
vkasz (22 lutego 2007) -
no, trochę krzywdzisz l'pool mówiąc tak. fakt faktem, że takich bramek barcelona już dawno nie straciła. błędy w obronie i bardzo słaby valdes to jedno, ale z drugiej strony taktycznie liverpool zagrał genialnie. prawie 65% czasu gry barca była przy piłce, z czego prawie cały czas mizernie budowała akcje. świetnie liverpoolczycy zagrali te piłkarskie szachy, co jednak nie zmienia mojego zadnia że barcelona i tak awansuje, bo valdes nie może zagrać dwóch tak fatalnych meczy z rzędu w LM, right? poza tym nie można mieć takiego fuksa dwa razy, że przy tak przeciętnej drużynie zdobywa się puchar europy.
lukki (22 lutego 2007) -
victor valdes loool. to nie liverpool wygral, tylko barca przegrala.
tomek wasko (21 lutego 2007) -
doslownie cipach? czy w sensie valdesa? bo w sumie valdes to JEST cipa. najslabszy punkt barcy. gdyby nie stracona przez niego pierwsza bramka, barca by podwyzszyla pewnie...
m. (21 lutego 2007) -
zwrócił ktoś uwagę jak podczas dzisiejszego meczu darek szpakowski mówił o cipach w bramce ?
grossvan (21 lutego 2007) -
aha, no i "saganowski chlopak z wioski" trafil po raz pierwszy na wyspach hehe.
tomek wasko (21 lutego 2007) -
nie ogladalem wczoraj arsenalu, bo bylem na kylie exibition i na junior boys w londynie, wiec sie nie wypowiem.ale co do porownania finalow z barcelony i ze stambulu jak najbardziej. oczywiscie oba mecze fantastyczne, ale wybieram liverpool-milan. z sentymentu: dlatego, ze tamten dzien nie tylko ze wzgledu na mecz byl zajebisty jak malo ktory. mysle, ze w top5, moze top10 moich dni wszechczasow spokojnie by sie mogl znalezc. mecz - wisienka na torcie.ech, jaka szkoda, ze im dalej w las, to takich beztroskich dni bedzie prawdopodobnie coraz mniej, slabe to troche.
tomek wasko (21 lutego 2007) -
Ryan Giggs Ryan Giggs running down the wing!!!matko święta, co za nerwy! obczajcie bramkę Ryana, kiedyś tak henryk nam strzelił, kontrowersyjna sytuacja, ale gdyby sędzia nie pozwolił grać, to by prostu gwizdnął i anulował bramkę. żałosne płacze żabojadów... bardzo zacięty mecz, Ronaldo spierdolił setkę, Lille też 2 setek nie wykorzystało.podsumowując, trzeba w Teatrze Marzeń zagrać lepiej, ale i tak zwycięstwo na wyjeździe daje bardzo dużo w kontekście rewanżu.lukki, nie gadaj że meczu nie oglądałeś... ja bym zrobił wszystko żeby obejrzeć, skoro jesteś fanem. wystarczy szybki net przecież.Glory Glory Man United!
dabljudablju (20 lutego 2007) -
gra Arsenalu to totalna porażka, zagrali praktycznie tak samo jak w sobote z Blackburn - zero szybkości, brak gry skrzydłami i kupa niedokładnych podań, nie wspominając o wykończeniu jakielkolwiek akcji.Widać, że chłopaki przechodzą mały kryzys, ale nie ma się co dziwić - praktycznie 2 mecze w tygodniu non-stop.
darw (20 lutego 2007) -
w poznaniu? :-) nie.a milan - l'pool? co najwyżej numer dwa.jak na razie LM rozczarowuje. oglądam tragicznie słaby bayern z totalnie przeciętnym realem oraz arsenal w holandii. nic się nie dzieje.
lukki (20 lutego 2007) -
do maja 2005 tez sadzilem, ze jest to bezwglednie mecz wszechczasow. kolejny final LM zmienil jednak troche moja optyke. milan vs liverpool od tamtej pory jest meczem zycia, totalnym absolutem. no bo przeciez taka sytuacja: w hollywood powstaje scenariusz, oparty na tym wlasnie widowisku. pomyslcie! przeciez wtedy traktowalibysmy taki film jako jakas amerykanska farse o nadziei, walce do konca, i innych wznioslych wartosciach. do przerwy trzy bramki w plecy. nadzieja umarla. pilkarze wchodza na druga polowe, kibice za anfield na cale gardlo: you'll never walk alone. gramy. trzy bramki. potem kazdy wie juz co sie dzialo. interwencja dudka, nieomal z pogranicza metafizyki (swoja droga, w anglii uznana za trzecia najwieksza, i najwazniejsza interwencje wszechczasow). konkurs rzutow karnych. dramatyczny, jakze by inaczej. do tego nasz, polski akcent (retoryczne pytanie: ilu z nas przed tym meczem chcialo zeby to jurek byl bohaterem?). ten mecz mial wszystko. nie wiem czy zdarzy sie jeszcze cos rownie wielkiego. boje sie myslec, co bym przezywal, gdyby na miejscu ktorejs z tych druzyn byla polska.tamten wieczor wiaze sie jeszcze z jedna ciekawa, osobista historia: moj brat jest wielkim, przez duze w, fanem the reds. nie musze tlumaczyc o co chodzi. w czasie przerwy uderzyl sie w glowe (nie wiem czy specjalnie) i rozcial sobie skore. trzeba bylo jechac na szycie! on siedzi na pogotowiu, a w domu z cala masa znajomych ogladamy druga polowe. jedna bramka, druga. dzwonimy do niego. nie wierzy. w koncu mowi do chirurga, zeby to zostawil, on przyjedzie pozniej. wpada akurat na karnego. potem juz nie pamietam co sie dzialo...tutaj dwa wyborne filmy:http://www.youtube.com/watch?v=c4HXVAW8qsshttp://www.youtube.com/watch?v=D8f1jr2TnL0
vkasz (20 lutego 2007) -
zgram Ci to na płytersa. a Ty czasem nie pomieszkujesz w Poznaniu? wtedy sprawa ułatwiona. jeszcze 25 min.!
dabljudablju (20 lutego 2007) -
pewnie że mnie interesuje. możesz mi to gdzieś wystawić, czy raczej zgranie na płytę wchodzi w grę?bez względnie mecz wszechczasów. kapitalna gra obu drużyn przez pełne 90 minut. czesem Bogu dziękuję, że... scholes i keane w meczu z juve w półfinale dostali żółte kartki. z nimi pewnie finał byłby wtedy formalnością, a tak... :)dla mnie w tej chwili chyba tylko mistrzostwo świata dla kadry polski przebiłoby tamten majowy wieczór.
lukki (20 lutego 2007) -
lukki -> mam z angielskim komentarzem ostatnie 15 min. meczu + z 10 min. dekoracji, odbierania Pucharu i takich tam na kompie (jakbyś chciał).mecz wszechczasów. kropka.20.45 śpiewamy: We are United, Without any doubt, We are the Manchester boys!
dabljudablju (20 lutego 2007) -
he he, ten komentarz clive'a tyldesley'a jest genialny (po drugim golu): how must lothar matthaus be feeling?... well, with the greatest respect, who cares?
lukki (20 lutego 2007) -
jejku nie napisałem i dennisie irwinie, moim piłkarskim idolu. tak tak panowie, to ten facet nakreślił ściezkę dla roberto carlosa. pierwszy ofensywny lewy obrońca, strzelający wiele goli i zaliczający mnóstwo asyst po długim okresie od wspaniałej braziliany 1-4-2-4.sorry przed carlosem był jeszcze lizarazu, a po prawej thuram. nevermind... dennis też wtedy tam był.
lukki (20 lutego 2007) -
dziś wznawia rozgrywki liga mistrzów. to dobry moment by przypomnieć wszystkim ten mecz: http://www.youtube.com/watch?v=D4GR_yXx6R8nigdy wcześniej, ani nigdy potem nie przeżyłem czegoś wspanialszego. nie umiem do dziś mówić o tym co czułem w tamtym momencie. ten fragment nie oddaje wiele. to trzeba było oglądać cały mecz. united, który w całym sezonie LM nie przegrał ani jednego meczu i do finału strzelił wtedy 29 bramek oraz bayern monachium, który w finale osiągnął szczyt formy tamtej drużyny z genialnymi effenbergiem, elberem, lizarazu i kończącym karierę lothar matthausem. united bez wielkiego kapitana i przywódcy keane'a od początku grali źle. ile to razy bayern mógł podwyższyć na 0-2. a potem stał się cud. już po pierwszym golu płakałem ze szczęścia. nie mogłem się uspokoić gdy padł drugi. to było nierealne, ale się działo...w 99 roku united byli bezsprzecznie najlepsi i zasłużyli na ten puchar. tak miało po prostu być. wielki zespół z wychowankami klubu budowany 4 lata od podstaw. młody becks, bracia neville, nicky butt, paul scholes, doświadczeni giggs, keane i schmeichel. genialny atak yorke i cole, którzy rozumieli się bez słów oraz wielcy rezerwowi teddy i ole.. aha i nigdy bym nie zamienił tamtych wydarzeń na łatwe 3-0. dziś oglądam to tysięczny raz i ciągle czuję to samo. łza się w oku kręci..ps. mam ten mecz na VHS z komentarzem szpakowskiego. KLASYK.
lukki (20 lutego 2007) -
Hej. mam pytanie. Wiecie moze na jakich kanalach zagranicznych mozna ogladac ligi zagraniczne? premiership, serie a, hiszpańską? chodzi mi o kanały FTA, niekodowane
Kordel (6 lutego 2007) -
trza by chyba jakiś turniej piłkarski zorganizować
Texas Ranger (5 lutego 2007) -
to było w sensie "taa, bo przecież Rosicky nie miał jeszcze chujowszej akcji na koncie w meczu z cska, więc kiks Ronaldo jest przy tym malutkim missem" a poza tym doskonale wiesz o co mi chodziło, więc nie udawaj... eee Charisteasa, hehe. fajf
dabljudablju (5 lutego 2007) -
>mhm, Rosicky wcale nie trafił do pustej bramy z niecałych 2 metrów w meczu z CSKA. przy tym strzał Ronaldo to pikuś.a teraz wojtku przeczytaj to zdanie i zastanow sie, czy ma jakikolwiek sens. pozdro
tomek wasko (5 lutego 2007) -
to mc terminator dzwoni przecież
trąba (5 lutego 2007) -
"do tego zajebisty ten strzal panu bogu w okno z pieciu metrow przy stanie 0:0"mhm, Rosicky wcale nie trafił do pustej bramy z niecałych 2 metrów w meczu z CSKA. przy tym strzał Ronaldo to pikuś.po meczu z Kogutami mogę już z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że zmierzamy pewnym krokiem po swoje, mam nadzieję, że w maju będę śpiewał "We've got our trophy back!", heh. to jest niesamowite, przez pierwsze 40 min. walka Tottenhamu jak równy z równym, myślenie "kurde, będzie dzisiaj ciężko o 3 pkt.", w międzyczasie 2 niepodyktowane karne (sędzia Clattenburg to frajer piekarz jakich mało, to on nie uznał bramy Mendesa z połowy boiska w tym słynnym meczu, gdzie Carroll wyjął piłę jakieś 2 metry zza linii bramkowej). potem karny, brama do szatni, no i ta druga połowa... jak MU po przerwie włączył piąty bieg, to po 15 min. było pozamiatane. rewelacja, najpierw cudnie wykonany rożny (sprawdzona już kombinacja Carrick + Vidic), potem akcja Ronaldo, no i Giggsy na 4:0 po świetnej asyście Sahy.tak radykalnie odmienić losy wyrównanego od początku meczu może tylko drużyna będąca w najwyższej formie, a tak NIEUSTANNIE prezentuje się Manchester United od pierwszego dnia sezonu (pamiętacie 5:1 z Fulham?). ok, dwie wpadki (WestHam i Kanonierzy na wyjeździe), ale halo, 2 słabsze mecze na 26 kolejek?!szykuje się bardzo interesujący miesiąc, Reading w FA Cup (podobno beniaminek ma zagrać rezerwowym składem, dziwne), Lille w Lidze Mistrzów, no i 3.3 L'pool na wyjeździe. będzie ciekawie.
dabljudablju (5 lutego 2007) -
ja po pierwszym odsłuchaniu miałem właśnie pytać czy tomek nie ma młodszego brata
lukki (5 lutego 2007) -
>http://bilety.na.lige.mistrzow.patrz.pl/ hmmmmmmale ja nie wiem czy ktoś zauważył prócz Zagrobca, Tomka Waśko i mnie jaki tu się właśnie ABSOLUT rozegrał?!znaczy niby to ponoć znany plik już od wielu miesięcy czy coś, ale ja pierdykaaaaam toż to mój top 10 śmiesznych plików gdybyśmy dziś robili tę listętam każdy detal - dramaturgia, scenariusz perfekcyjnie rozpisany, cartoonowy timbre kolesi śmieszny na poziomie dzwoniących w "Liroyu", subtelności w rodzaju 0:18-0:22 (że gościu dał delikatną wskazówkę co się będzie działo, i to zuchwałe "nic" w odpowiedzi na "co pan jest?"), w ogóle stopniowe budowanie napięcia aż do "uuuhuhu" i pauzy następującej potem, wreszcie oczekiwana eksplozja emocji - wymiana zdań do której na 1:01 dołącza się trzeci bohater, powodując cudowną polifonię na zasadzie chórków Bilindy w MBV, aż nadchodzi zwieńczenie całości triumfalnym zaśpiewem szczyla. wzruszyłem się, genialne dzieło sztuki.(podobno ten młody kibic Lecha to Tomek W. sprzed 10 lat, takie plotki chodzą na mieście)>bramkarskie lata świetności w Hejnale Wierzbno mam już za sobą, do 5 klasy podstawówki było jeszcze nieźle, później zrobiłem się słabytu bym dyskutował, bo przecież wiele klasycznych spotkań pod koniec twojej podstawówki jeszcze rozegrałeś jako golkiper, nieprawdaż? za to liceum fakt - wtedy raczej już rozgrywający w legendarnym trójkącie ki-za-gre.
borys d (5 lutego 2007) -
ten koles to robi we wszystkich spotkaniach, wiec juz troche mniej genialne
wielki b (5 lutego 2007) -
ok, jestem wlasnie po obejrzeniu "match of the day". kilka uwag na temat spurs-man u:1) cristiano ronaldo - genialne ze ja pisalem pare godzin temu o tym symulowaniu jego i koles dokladnie to robi w tym wlasnie spotkaniu. nie bylo przeciez faulu w tej sytacji, po ktorej karny dla man u. do tego zajebisty ten strzal panu bogu w okno z pieciu metrow przy stanie 0:0. ale oddaje honor, ze asysta przy bramce scholesa - palce lizac,2) keane vs van der sar - mi sie wydaje, ze to byl przypadek. robbie nie wygladalo, zeby to z premedytacja robil. i tez bym nie demonizowal tej kontuzji van der sara, moim zdaniem nic takiego i kuszczak nawet nie zdazy wskoczyc do skladu, bo holender wroci na kolejny mecz.3) cudne ujecie jak przy stanie bodaj 0:3 piecioletni na oko fan spurs plakal zrozpaczony w ramionach taty. piekne to bylo, wzruszylem sie naprawde.
tomek wasko (5 lutego 2007) -
no nie godzi się udawać ale co w takiej sytuacji: gość prowadzi piłkę, jest przytrzymywany za koszulkę, czuje że straci zaraz i się przewraca. nie był to faul, który by go zmusił do upadku, ale gdyby nie upadł sędzia na pewno nie zagwizdałby faulu. symulant czy nie?
złoty (5 lutego 2007)