INNE - FORUM
Książki nieżal.
10 listopada 2005Jakie ksiązki ,podług Was, są najbardziej nieżal?
Mój typ- "Gra w klasy" Cortazara
-
Wczoraj w "Wydaniu drugim, poprawionym" Dehnel. Ciekawe. Szczuka doszukiwała się w nim zgrywusa i symulanta trochę tak jak wcześniej Stokfiszewski.
Qfwfq (14 października 2008) -
panie i panowie, proszę siadać, drzwi zamykać. Michaił Zoszczenko - Opowiadania o Leninie (how niezal is that?) http://www.tvgawex.pl/~g12391/op_spis.html ostatni raz się tak śmiałem, kiedy Jan Rodzyn się przewrócił i ten głupi ryj rozwalił.
c-u (13 października 2008) -
Jak nieżal to bracia Strugaccy przecież.
Dopesmoker (12 października 2008) -
a ja to dopiero wczoraj w teleexpressie słyszałem...
Nike buce jak byli tak są (12 października 2008) -
no to wiadomosc sprzed prawie 2 tygodni. wstyd dla jurorow nike za wsobna polityke wzajemnej adoracji.
mrowkaweed (12 października 2008) -
Dukaj dostał Kościelskich!
Nike buce (12 października 2008) -
właśnie!życie pi jest nieszablonową pozycją.warto przeczytać.
paj (22 września 2008) -
"kiedy oślica ujrzała anioła"-absolutnie mózgojebne, warto..może jeszcze "możliwość wyspy" Houellebecka-takie trendy teraz, "życie pi", "resztki dnia" Ishiguro, wczesne książki Piątka
szsz (22 września 2008) -
>tak samo głos db (naphty?) jest odpowiedzią na zbyt pochopne nazywanie czegoś klasyką, a nie najebką z samego rotha, którego ceni najwyraźniej, nazywając jego prozę mianem dobrej. klasyke rezerwujmy dla pozycji naprawdę wybitnych, bo podniecanie się każdą wybijającą się ponad przeciętność książką jest niemoralne (he he) i utrudnia dyskusję. wszystko rozbija sie o proporcje, takie to już uroki komunikacji międzyludzkiej. nie wydaje mi się, żeby nazywanie Rotha klasykiem (zależy oczywiście od definicji) było nadużyciem. w Ameryce jest klasykiem na pewno, obok powiedzmy DeLillo, Pynchona, Updike najważniejszy pisarz w tej chwili w tamtej stronie. no, ale to może kwestia tego, ile jego książek ktoś przeczytał (nie czytałem wszystkiego, ogółem może 7-8). bo akurat co do Rotha, to z reguły jego książki są ponadprzeciętne (i to bardzo). cieszyłbym się, gdybyśmy mieli JEDNEGO pisarza tej klasy w tym momencie. bo jeśli everyman jest dość słabą pozycją (a tak uważam), to nasi są daleko w dupie. >Szkoda że Bieguni dostanie dopiero Nike bo to jest kurewsko niesprawiedliwy zwyczaj nagradzania "za zasługi" zamiast za książki. za zasługi i za rzecz bardzo słabą.
kc (22 września 2008) -
niezal to był Henry Bereza, jak lansował swoich rewolucjonistów.
konstantinou (22 września 2008) -
mniej autobiograficzny :> >ryba raczej ten http://sternezine.blogspot.com/2006/05/review-everyman-philip-roth.html
db (22 września 2008) -
>Ja polecalabym Bartha, nie wiem czy byl wymieniany, jesli nie, to koniecznie: Koniec Drogi i Sabbatical. –w trakcie wymyslania nicku, 22/9/2008 14:55 "Bakunowy faktor" nasajmprzód. Raczej. –db, 22/9/2008 15:01 może nie zrozumiałam tego "sabbsticalu", ale generalnie barth mistrz. "bakunowy faktor" trochę poraża objętością, ale czyta się wspaniale. dobra, roth: czytałam (dawno) "cień pisarza" i "kompleks portnoya" i odnoszę płytkie wrażenie, że to taki mniej autobiograficzny henry miller. roth napisał jeszcze coś dobrego?
a psik! (22 września 2008) -
a może miał na myśli ten http://kumple.blog.pl
ryba (22 września 2008) -
Ja znam zajebistego bloga. –db, 22/9/2008 14:42 To wklej linka. –pan hipsterka, 22/9/2008 15:02 jak mniemam kolega db miał na myśli swojego bloga. jako że istnieje empirycznie ugruntowane prawdopodobieństwo, iż w nagrodę db mnie dobrze obciągnie, wyręczę go w podawaniu linka. oto jest jego pedalski blog: http://www.lukaszlachecki.blogspot.com/
17 (22 września 2008) -
(www.goodreads.com - czasem przydatny, ale nie gadajmy o tym bo rozmowa by zeszła na temat lansu, scroblowaniu jak na last.fm itp)
barbar (22 września 2008) -
Ja znam zajebistego bloga. –db, 22/9/2008 14:42 To wklej linka.
pan hipsterka (22 września 2008) -
"Bakunowy faktor" nasajmprzód. Raczej.
db (22 września 2008) -
Tokarczuk wpisuje sie w tzw.: proze srodka. Lektura dla ludzi, ktorzy nie siegna po Schopenhauera, ale jednoczesnie chca ksiazke, ktora procz standardowej fabuly bedzie miala jakies filozoficzne badz ideologiczne przeslanie. I dobrze, ze taka Tokarczuk istnieje, przynajmniej niektorzy wciaz maja kontakt ze slowem pisanym. Ja polecalabym Bartha, nie wiem czy byl wymieniany, jesli nie, to koniecznie: Koniec Drogi i Sabbatical.
w trakcie wymyslania nicku (22 września 2008) -
Nie no ale Tokarczuk z Bieguni sama w blurbie się zdissowała : powtarzam w niej własne błedy i uważam to za słuszne. To bardzo cenne, taka samoświadomość. >ale ja chciałem spytać o coś: znacie jakieś naprawdę dobre strony o książkach? Ja znam zajebistego bloga.
db (22 września 2008) -
Sorry panie hipsterka - Pozdrawiam. Co do tego co napisał mrowkaweed o Tokarczuk. Książki jeszcze nie skończyłem dlatego nie będę się wypowiadał, jak narazie jednak mi pasuje. Tokarczuk jako osoba raczej mnie wkurwia i odbieram ją podobnie jak Ty.
Fanny Aleksander (22 września 2008) -
Jak zauwazył ryba, ja nie deprecjonuje ważności czy fajności Portnoya, tu o coś innego się rozchodzi. To jest momentami naprawde świetna książka (a momentami naprawdę nudna i toporna, ale zakładam, że dużo "zawdzięcza" przekładowi, co zresztą każe mi być dość powściągliwym jeśli chodzi o rozmowę o literaturach obcych, "całe katedry się nad tym głowią", etc) Nie "deprecjonuje" również Pilcha, ale znajomość jednej jego książki średnio ułatwia podniecanie się pozostałymi :> bo dużo w niej pilchowej publicystyki, też. Aha, ja nie stosuje kategorii niezal dla książek, chyba że nu-indie dla Witkowskiego, hehe. A o Tokarczuk chyba już kilkukrotnie przytaczałem bon mot Anny Nasiłowskiej, że ma "bogatą wyobraźnię i toporny styl". I chyba najlepszy był "Dom dzienny dom nocny" (US#1, UK#30), choć moje polonistki w liceum były strasznymi fankami sympatycznego "Prawieku", który to niespodziewanie wskoczył na listę lektur między Sofoklesa a Boską komedię. Szkoda że Bieguni dostanie dopiero Nike bo to jest kurewsko niesprawiedliwy zwyczaj nagradzania "za zasługi" zamiast za książki.
db (22 września 2008) -
rozumiem że w polskiej rzeczywistosci "mainsteamowy pop" oznacza np. zespół Bajm? poważnie Pilch jest jednym z najnudniejszych pisarzy jakich zdarzyło mi się czytać. zgoda z tym co mówil ryba -jego wszechobecność jest irytujaca. troche jakby polecać na tym forum muzykę krzesimira dębskiego. co do tokarczuk -szkoda słow. reich-ranicki obsmial ja slusznie. ok jej proza ma jakis tam nastroj, ale kobieta sprawia wrazenie jakiejs nawiedzonej aktywistki-polonistki mieszkajacej na wsi a weekendy ze znajomymi w mieście badź w paryzu, hodowla koni, zdjecia mgly o poranku, problemy zwykłych ludzi pomiedzy rozliczeniem z wlasna menopauza. i zadnej fabuly. aha nie mam nic do feministek. jakby co popieram.
mrowkaweed (22 września 2008) -
W sumie dopiero teraz to do mnie dotarło, że brzmi to jak kobieta-hipster... Wytłumacze: hipsterka, lanserka, żulerka - to w moim mniemaniu nazwy czynności, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało... Więc chyba powinienem zmienić nicka...
Pan Hipsterka (22 września 2008) -
Jestem facetem, heh. Tak na przyszłość, bo dziwne mi się potem czyta, że napisałam.
hipsterka (22 września 2008) -
najebka z pilcha jest baaardzo niezal, oo tak. wydaje mi sie, że po części jest to taki zdrowy odruch "anty" na kogoś, kto jest przesadnie rozpieszczany przez mainstreamową krytyke i traktowany częstokroć jak świeta krowa, a pilch jest właśnie z tego gatunku. gdyby to podniecenie "krytyki specjalnej troski" - jak trafnie zdefiniował ją ostatnio na łamach "dziennika" master przemysław czapliński (niestety nie ma w archiwum internetowym) - było mniejsze, być może i reakcja byłaby bardziej stonowana. a tak mamy krwisty battle nad twórczością pilcha, w której, jak to zwykle bywa, najmniej liczy sie twórczość pilcha. a jest to po prostu dobra, momentami bardzo dobra proza, w kapitalny sposób dissująca absurdy życia w polszy. ja lubie, a "miasto" mam nawet na własność. tak samo głos db (naphty?) jest odpowiedzią na zbyt pochopne nazywanie czegoś klasyką, a nie najebką z samego rotha, którego ceni najwyraźniej, nazywając jego prozę mianem dobrej. klasyke rezerwujmy dla pozycji naprawdę wybitnych, bo podniecanie się każdą wybijającą się ponad przeciętność książką jest niemoralne (he he) i utrudnia dyskusję. wszystko rozbija sie o proporcje, takie to już uroki komunikacji międzyludzkiej. (choć być może db się myli, a ten cały "kompleks portnoya" wymiata, nie wykluczam. przeczytam do wrócę do dyskusji)
ryba (22 września 2008) -
Z lepszych rzeczy w ostatnim czasie- sprostowanie małe co by nie było. Pozdro
Fanny Aleksander (22 września 2008) -
Z rodzimych polecam "Miasto utrapienia" Pilcha. Podoba mi się w niej dystans do polskiej rzeczywistości i polskich "świętości". Cała książka na wysokim, równym poziomie, wyjątek - słabszy rozdział o miłości do muzyka rockowego. –hipsterka, 20/9/2008 20:22 Popieram. Nie jestem zagorzałym fanem Pilcha aczkolwiek ta książka jest warta przeczytania z racji tego co napisała hipsterka w drugim zdaniu. Pilch świetnie rozlicza polaków z uniesień narodowych związanych z przeżywaniem pontyfikatu Jana pała II. Przy czym genialnie ośmiesza ich skłonność do cwaniactwa i kombinatorstwa. Pamietajcie na papieżu można zarobić hehe a no i Polacy narodem wybranym, w końcu to my pokonaliśmy komunizm. Jedna z lepszych polsich rzeczy jakie czytałem obok Barbary Radziwiłówny Witkowskiego i obecnie czytanej książki Bieguni Tokarczuk. Sorry jeśli nie są to rzeczy nieżal.
Fanny Aleksander (22 września 2008) -
Nie chce podważać zasadności stwierdzeń typu "śmieciowy" Pilch, bo sam często takie rzucam - patrz grafoman Sienkiewicz, ale jeśli Wam się chce to rozwińcie to, najlepiej odnosząc się do "Miasta utrapienia". Z ciekawością przeczytam, bo zdaje się, że jesteście bardzo oczytani. Ja osobiście lubię styl Pilcha i jego felietony, a w "Mieście utrapienia" dużo takiej "pilchowej" publicystyki - często bardzo trafne spostrzeżenia i przesycone ironią oceny polskiej rzeczywistości, w wielu momentach ich celność mnie rozwala i doprowadza do śmiechu. Nie uważam tej książki za wybitną, ale w kategorii "warto przeczytać" ją umieszczam. Nie czytam prawie polskiej współczesnej literatury (wychodzi moja ignorancja, ale jak już się biorę za czytanie to sięgam po najlepszych, bo szkoda czasu na przeciętniaków - wyjątek Pilch się podwinął, a że lubię jego felietony...), więc może stąd moje zainteresowanie pierwszą od dawna przeczytaną książką zakorzenioną w polskiej kulturze i historii. Poza tym akcja na Dworcu Centralnym w Wawie to jest to - yeah! A że nie jest niezal, no tu przyznam, ciężko być niezal jak się jest alkoholikiem, choć Jerofiejewowi się udało... A tak na serio to rzeczywiście kategoria mainstream pop do Pilcha bardziej pasuje. A deprecjonowanie wartości i fajności "Kompleksu Portnoya" Rotha, to już zakrawa na tani lans...
hipsterka (22 września 2008) -
(od generation P lepszy mały palec buddy)
c-u (21 września 2008) -
Fajne to o Pilchu. :) Oj tam Roth zaraz. Klasyk zaraz. Roth to jest idealny pisarz na Nobla. Ale wybitny ? Kompleks Portnoya ? Z której strony obowiązkowa ? Chyba dla krytyki krytykującej krytykę. Czytałem też "Dyplom z pożadania" i "Naszą klikę". Dobre książki. Ale zaraz klasyk ? Zaraz wybitny ? Trochę Singera, trochę Bellowa, trochę Bolla ( Kompleks Portnoya vs Wyznania klauna ), trochę Millera. Ale zaraz wybitny ? Klasyk ? Ja tak o tym nie myślę. Najważniejszy z żyjących pisarzy amerykańskich post niżej mrówkaweed wymienił. Wracam za pół roku zaznajomiony z całym przełożonym Rothem i dissuje was z miejsca. Nara P.S http://infobot.pl/r/MkL
db (21 września 2008)