INNE - FORUM
Koncert of Montreal
8 listopada 2005Miejsce: Bastard, Berlin
Czas: 6.11.2005
jakie wrażenie? poczekajcie do jutra, a jestem zmęczony bardzo po podróży i intensywnym wydłużonym weekendzie berlińskim. na początek napisze tylko, że totalny przypadek sprawił, że się tam znaleźliśmy. bilet kosztował tylko 8 Euro, co wydaje się nieprawdopodobne ze stawką jaką biorą za gig (8 tys Euro). wyższość piosenek z Satanic Panic nad kawałkami z The Sunlandic Twins w wersji koncertowej jest ogromna. Zupełnie inne wrazenie robią na żywca niż z płyty, ale o tym jutro...
-
http://porcys.com/Forum.aspx?id=5628
szukaj uwazniej (6 marca 2008) -
http://www.screenagers.pl/index.php?service=news&action=show&id=1434&PHPSESSID=6b7a96dbbe6f3d23253920749a9d1b6a
af (6 marca 2008) -
i got you :)
intoeyes2001 (10 listopada 2005) -
Of Montreal są tacy fajni, że powinni być Kanadajczykami! <>
Mr. Brightside (10 listopada 2005) -
nie no oni sa z Athens to przeciez Grecy LOL
intoeyes2001 (10 listopada 2005) -
Aha mojej żonie (najpiękniejszej polskiej psychoterapeutce:)) kojarzyli się z Dandy Warhols. szkoda, że nie są tak popularni w Polsce może by do nas przyjechali, a tak to raczej wątpię:(
Mr. Brightside (9 listopada 2005) -
Dodam tylko, ze Of Montreal na konceretach są jak okładki ich płyt: very glamour, a jednocześnie swojscy. zwariowani, a jednocześnie zostawiają w tyle bandziki typu Sissor Sisters. Kanadajczycy potrafią zaaplikować publice porządnego energetycznego kopa, i to wszystko na totalnym luzie, nie przekraczając granicy kabaretu na szczęście! Po ich koncercie można się czuć jak w ich piosence : "Everyday feels like Sunday baby everyday feels so good". Naiwnośc tekstów nie razi, fajnie kombinują z brzmieniem. Trochę mało się słyszy w ich muzie na żywca beach-boysowskiego feelingu, ale za to nabierają swojego charakteru, lekko psycho. No i cieszy ta autoironia, który wybawia ich przed parodią. słynny polski dziennikarz muzyczny s. napisałby coś też na ten temat, ale chyba berlińskie życie za bardzo go absorbuje.c.d.n (ale tym razem o koncercie CoCo Rosie dzień później i w następnym wątku)
Mr. Brightside (9 listopada 2005) -
kontrolowana estetyka kiczu, mnostwo nawiazan i przesmiewczych gestow (zajebiste uklady choreo z gitar i rak,), motyl na gryfie gitary Kevina, moja faworytka pani od klawiszy, lot of fun choc kompozycje na zywo az tak nie kopia. jakies 130 osob.
dolo (9 listopada 2005) -
"Gay pop" - rzekł s. (słynny polski dziennikarz muzyczny freelanser) - kiedy Of Montreal weszli na scenę. 4 chłopaków i jedna pulchna i wesoła dziewczyna. Główny wokal - niezwykle ekspresyjna persona przebrał się ze 3 razy, najdłużej występując w czerwonym żabocie narzuconym na nagą klatę. Reszta zespołu wesoła niezwykle (oprócz basisty, który jako jedyny nie zaśpiewał ani dźwięku, grał niewzruszony w bluzie z napisem "empty gangster"). c.d.n
Mr. Brightside (9 listopada 2005) -
bylo campowo
dolores (9 listopada 2005) -
no, kurwa!
palczak90 (9 listopada 2005) -
ej tak się nie robi! dawajcie jak było!
free radio (9 listopada 2005)