INNE - FORUM
Linkin Park w Polsce / Beastie Boys / Poglądy Andrzeja Budy
8 lutego 2007Wystapią przed Pearl Jam
-
ANDRZEJ BUDA,to nazwisko trzeba zapamiętać.
wyjebany (w kosmos) przez wyjebanych (8 lutego 2007) -
>Aha, Noam Chomsky powiedział, że wolność słowa polega na tym, że dozwolony jest także "antysemityzm". –Andrzej, 8/2/2007 20:26 Ktoś inny z kolei powiedział, że demokracja to kiepski system polityczny, ale lepszego jeszcze nie wymyślili. Okazuje się, że jesteś osobą, która nie myśli, nie ma gustu i kieruje się poglądami i sądami innych. Nie masz własnego "ja", są tylko statystyki, rankingi, podsumowania, myśli zebrane.Gdybyś był anonimowym internautą dałbym ci spokój, ale ty wydajesz książki, masz (jak się domyślam) własne wydawnictwo i ktoś cię czyta, słucha. Możesz mieć na kogoś wpływ. Tacy ludzie są szczególnie niebezpieczni i dobrze, że się ujawniasz. Pieprzyć to czy TNT jest lepszą/gorszą płytą od Millions.
wyjebany (w kosmos) przez wyjebanych (8 lutego 2007) -
TNT nieudaną płytą,ojaaaa,wtf?...od dzisiaj nie słucham "10 Day Interval",bo produkcja zamaskowała słabiznę tegoż kawałka(nie pytajcie,co myśli o "Standards",bo zaraz okaże się że słuchając "Seneci" ocieram się o muzyczną głuchotę)
kacperski (8 lutego 2007) -
andrzej, jestes dzis na dragach? powaznie pytam.
em c (8 lutego 2007) -
pojęcie *historical importance* chyba gdzieś zaginęło pośród rankingów
trąba (8 lutego 2007) -
"Obiektywna w płycie jest liczba utworów, data wydania i producent"- to co, czy za drugim przesłuchaniem zmieniają się teksty utworów, zmieniają się dźwięki, zmienia się długość piosenek? Czy to znaczy że The Beatles wciąż tworzą "Sgt Pepper's Lonely Hearts Club Band" i nie mogą ostatecznie jej skończyć?
Andrzej (8 lutego 2007) -
Wire uznał "Millions" płytą roku i nie znam ludzi co wyżej cenią TNT. Zrozum, że płyta z chwilą wydania nie zmienia swojej zawartości, czyli jest OBIEKTYWNA.Akurat pierdolisz (za preproszeniem), bo co to za wyznacznik, że nie znasz? Ja do zdiś nie znałem opinii kwestionujących znacznie Beastie Boys dla kultury hiphopowej. Czy coś z tego wynika? Płyta roku - fajnie, tylko co to ma do TNT?Obiektywna w płycie jest liczba utworów, data wydania i producent.
trąba (8 lutego 2007) -
I rest my case.
tomek wasko (8 lutego 2007) -
ja tak o sobie nie myślę abym (za przeproszeniem) "pierdolił".Wire uznał "Millions" płytą roku i nie znam ludzi co wyżej cenią TNT. Zrozum, że płyta z chwilą wydania nie zmienia swojej zawartości, czyli jest OBIEKTYWNA.Aha, Noam Chomsky powiedział, że wolność słowa polega na tym, że dozwolony jest także "antysemityzm".
Andrzej (8 lutego 2007) -
Andrzeju. Wolność słowa gwarantuje ci wolność pogladów, ale nie ich ukrywanie. Nie czytałem twoich książek, lecz nie sądzę, byś ujawniał w nich swe poglądy. Wydająć książki masz wpływ na wielu ludzi, w tym ludzi młodych, którzy nie mają jeszcze wyrobionego światopoglądu. Stanowi to pewne niebezpieczeństwo, gdyż nawet przekaz podświadomy może mieć wpływ na młodzież, dzieci, które czytają twoją książkę.
wyjebany (w kosmos) przez wyjebanych (8 lutego 2007) -
Lol Tomek OTM, oszczędzasz mi trochę uderzeń w klawisze
trąba (8 lutego 2007) -
>"Million Now Living Will never Die" udał się świetnie, w przeciwieństwie do "TNT". says who? ze nizej byli w rankingach wedlug Twojego wzoru z lekcji fizyki?
tomek wasko (8 lutego 2007) -
Podobnie hip-hop: o ile Anglicy zrozumieli przekaz Public Enemy, to Ice Cube, Wu-Tang, Biggie czy 2Pac byli dla nich "zbyt hiphopowi". Piramidalna bzudra, tak samo jak i Pulp. No ale w przypadku tego ostatniego trzeba trochę netu poczytać, a nie NME.
trąba (8 lutego 2007) -
no, masz. tnt jest swietne.
em c (8 lutego 2007) -
Jest kwestia promocji - "Kid A" Radiohead jednak trafił w masowy gust i na pierwsze miejsca list w USA i UK - w przeciwieństwie do Aphex Twina i Autechre, których wcześniej nikt nie promował. Cóż - Warp to nie EMI. Druga sprawa to eksperymenty, które tak jak w fizyce - mogą być nieudane. Weźmy płyty Mogwai czy Tortoise. "Million Now Living Will never Die" udał się świetnie, w przeciwieństwie do "TNT". Najgorsze, gdy artysta za pomocą produkcji "maskuje" słabość własnej płyty, co odkrywamy za n-tym przesłuchaniem gdy "efekt marketingowy" już minie.Wolność słowa właśnie na tym polega, że można wydawać książki, mieć własne poglądy i dostęp do mediów. I nie widzę w tym xenofobii ani antysemityzmu, bo z ludów semickich lubię Palestyńczyków i wielu Żydów (jak Norman Filkenstein, Milton Friedman, Noam Chomsky, czy laureat nagrody Nobla - Weinberg, autor petycji przeciw bombardowaniom Iranu).
Andrzej (8 lutego 2007) -
wykazac ze zestawienia rankingowe daja obraz obiektywyny mozna tylko jesli wczesniej zalozy sie ze zestawienia rankingowe daja obraz obiektywny, co nie znaczy ze sa one bezwartosciowe.ale tu nie o tym.andrzej, koszmarne rzeczy powypisywales. koszmarne.nie porownalem kid a z check yr head, tylko potencjalne stanowisko odmawiajacae kid a wartosci ze wzgledu na nieprzystawanie do norm britpopowych z twoim pogladem na beastie boys - ze kiepski z nich zespol, bo zle rapuja i ich plyt nie ma w rankinach hh, i ze nie wplyneli na rapowych artystow. z tym wplywem to w ogole ciekakawa sprawa bo przeciez w dosc oczywisty sposob spopularyzowali rapowanie na tle zywych instrumentow - chyba ze to juz nie hiphop, nie wazne. odniesienia do dj shadow nie rozumiem tak bardzo jak ty nie zrozumiales mnie.ale jaki metal, no kurde, gdzie? dumb-rockowe riffy z debiutu to metal? dalej nawet nie bede wymienial bo byloby smiesznie. i gdzie odniesienia do linkin park??? "what the kurwa fuck" indeed.przytaczenie opinii sprzed 20 lat na temat poziomu ich rapowania sa niedorzeczne. te opinie nawet wtedy byly srednio sensowne, bo czy naprawde kogos obchodzilo bezczelne rymowanki sa na jedna modle? no tak, poza bardzo powaznymi hiphopowcami z glowami gleboko we wlasnych dupach. czy ktos z jakakolwiek doza zdrowego rozsadku napisze ze "ostatnie" plyty sonic youth sa kiepskie bo sa o wiele zbyt ustrukturyzowane jak na punkowo-no-wave'owy wygrzew? albo za to ze maja male umiejetnosci palcowo-sprawnosciowe? robisz cos bardzo podobnego.
em c (8 lutego 2007) -
Andrzej, czy Ty jak słyszysz cos nowego to zanim dopuscisz do siebie mysl, że Ci sie podoba, sprawdzasz pochodzenie muzyków ?
grossvan (8 lutego 2007) -
Andrzeju, częściowo rozumiem co masz na myśli, możesz mieć cień racji, mogę spojrzeć na sprawę oceny muzyki z socjologicznej stronyACZKOLWIEKtakie podejście nie ma racji bytu, gdyż wtedy oceniasz gust masowy. Najbardziej wartościowe nagrania są poza zasięgiem masowej publiki. Bo przecież "wszyscy kochamy pink floyd", ale już Can niekoniecznie. "Wszyscy szalejemy na koncertach Alphaville", ale Einsturzende Neubauten to jakiś niezrozumiały chaos. Uwielbiamy Nirvanę, ale skąd wytrzasnąłeś ten zespół Mudhoney?Trochę zbłądziłeś w tym swoim byciu recenzentem, bo porównywanie Linkin park do Beastie boys jest co najmniej dziwne. Pływasz po powierzchni, a najgorsze jest to, że wydajesz ksiązki i masz dostęp do mediów. Ocenianie "etniczne" zakrawa na antysemityzm, ksenofobię. Przemyśl jeszcze raz swe podejście do recenzowania płyt, gdyż, jak mniemam, wiele osób czyta twe ksiązki i artykuły, a nie takich trybunów ludu sobie życzymy. Wolność słowa nie toleruje nietolerancji. Serdecznie Cię pozdrawiam, a nade mną unosi się duch błogosławionej Krystyny Jonkisz.
wyjebany (w kosmos) przez wyjebanych (8 lutego 2007) -
Uważam, że z rankingów z pomocą statystyki można wydobyć obiektywne spojrzenie na muzykę, a jedyne ograniczenie to krąg kulturowy, zwłaszcza pochodzenie etniczne redaktorów. –Andrzej, 8/2/2007 18:17znaczy, że jak w jakiejś części świata, np. w Namibii czy na wyspach Oceanu Spokojnego nie prowadzi się rankingów, to - obiektywnie spoglądając - grana/nagrywana tam muzyka, z powodu braku adekwatnych zestawień, po prostu nie istnieje? więcej: tym bardziej jej 'nie ma' (w sensie andrzejowej ontologii i porcysowym zarazem), jeśli nie pojawi się w choćby tylko jednym zestawieniu krytyka "zachodniego". aaha. poza tym polecam jakiś kursik z estetyki.
yeahnot (8 lutego 2007) -
wyjebany (w kosmos) - cieszę się, że w pewnym siensie mnie rozumiesz, ale w "etniczności" krytyków widzę jeszcze drugie dno - niekoniecznie wspieranie artystów własnej narodowości z powodu nacjonalizmu. Chodzi o czytelność przekazu. Są artyści jak Pulp czy Suede - zbyt brytyjscy, aby zrozumiano ich poza Wyspami - ich mentalność jest nieczytelna w Stanach Zjednoczonych mimo tego samego języka. Podobnie hip-hop: o ile Anglicy zrozumieli przekaz Public Enemy, to Ice Cube, Wu-Tang, Biggie czy 2Pac byli dla nich "zbyt hiphopowi". niemiecki Musikexpress płytą roku wybrał Kante - "Die Tiere sind unruhig", w Polsce prasa wielokrotnie zachwycała się tekstami Kazika, ale aby je zrozumieć trzeba urodzić się Polakiem, albo zaakceptować jego autentyczność. Z kolei nagrywanie po angielsku jest jak noszenie drewna do lasu - brzmi sztucznie i zauważcie, że z polskiej muzyki najbardziej ceniona jest klasyka i jazz. Muzyka jest obiektywna, ale każdy z nas ocenia ją przez pryzmat indywidualnego gustu - własnego pomiaru. I to jest piękne.
Andrzej (8 lutego 2007) -
Taka mała prośba ode mnie: nie pieprz takich głupot na Wikipedii.
bleble (8 lutego 2007) -
Andrzeju-z przykrością stwierdzam, że, niestety, większość osób, które do tej pory lubiły z Tobą podyskutować po przeczytaniu Twoich wywodów na tym forum stwierdzi, że nie jesteś partenerem godnym dyskusji. Obawiam się równiez, iż padną słowa powszechnie uznawane za obelżywe. Twoje socjologiczne podejście do oceny muzyki jest w jakimś stopniu ciekawe, lecz czy nie uważasz, że znacznie ciekawsze jest ocenianie muzyki na podstawie własnego gustu? Na podstawie płyt uznanych za klasyczne, epokowych dzieł? Druga sprawa to lekko ksenofobiczne zabarwienie oceny muzyki poprzez socjologię. Możesz w pewnym sensie mieć rację, ale czy nie lepiej założyć, że recenzenci nie kierują się swoim pochodzeniem? Czy polscy słuchacze doceniają tylko mazurki?
wyjebany (w kosmos) przez wyjebanych (8 lutego 2007) -
Dobre pytanie. Uważam, że z rankingów z pomocą statystyki można wydobyć obiektywne spojrzenie na muzykę, a jedyne ograniczenie to krąg kulturowy, zwłaszcza pochodzenie etniczne redaktorów. Dlatego redaktorzy pochodzenia żydowskiego faworyzują Boba Dylana, z kolei angielscy krytycy lansowali Blur, Coldplay, Muse czy Arctic Monkeys. To jedyna poprawka.Debiut Arctic Monkeys naprawdę mi się podoba, chłopaki mają tę młodzieńczą energię, ale wiem, że część uznania które na nich spływa wynika z chęci wylansowania nowej brytyjskiej gwiazdy.
Andrzej (8 lutego 2007) -
Andrzeju, wszystko kurwa super, tylko że w swoich wywodach zapomniałeś kompletnie o tak istotnej sprawie jak logika.
zwobot (8 lutego 2007) -
No chyba się nie rozumiemy:1. To, że NME napisze o czymś, że jest fajne nie znaczy, że ta płyta od razu staje się znacząca, serio. Arctic Monkeys akurat jest tutaj najlepszym przykadem.2. Bardzo podoba mi się to stwierdzenie, że "nikogo (istotnego) nie pominęło - fuck, jak chcaiłbym mieć dostep do archiwalnych numerów i poszukać obszernych feature'ów o Storm & Stress czy Dismemberment Plan3. Póki co jedyne co mogę tutaj przeczytać w dyskusji o Beasties to to, że ktoś coś napisał. Nawet jedyny "merytoryczny" argument, że "hiphopwcy się nie inspirują" wziął się z jakichś pisemek.
trąba (8 lutego 2007) -
Uważasz, że promocja Arctic Monkeys to właściwy krok ze strony NME? Twoim zdaniem ich wartość artystyczna zasługuje na to, by ich promować? Obecnie nie ma na świecie znacznie ciekawszych zespołów, niż Arcitic Monkeys? Ich dokonania są tak doniosłe jak dokonania Radiohead, Nirvany, Public Enemy, Joy Division i Sex Pistols kilka lat wcześniej?
wyjebany (w kosmos) przez wyjebanych (8 lutego 2007) -
Ja tak o New Musical Express nie myślę - bo pismo to tworzyło dobrą opinię o kilkuset istotnych artystach w historii (Sex Pistols, Joy Division, Public Enemy, Nirvana, Radiohead) - właściwie nikogo nie pominęło. Z ostatnich lat ich zasługą NME jest kariera The Strokes (sprzedają kilkaset tysięcy płyt zamiast kilku tysięcy) White Stripes, czy Arctic Monkeys. Rekord najszybciej sprzedawanej płyty w historii brytyjskiego rocka, czy kariera w Stanach nie udałyby się bez tak wielkiego wsparcia NME.
Andrzej (8 lutego 2007) -
>A były szanse na więcej Chuck D (PUBLIC ENEMY) napisał kilka rymów na ich 2 album zanim wyrzucił ich Def Jam. Myślę, że Beastie Boys byliby dziś klasykami rapu, a ich płyty w rankingach hiphopowych pism. –Andrzej, 8/2/2007 16:16 kiedy wreszcie ludzie, którzy siedzą w jednym nurcie muzycznym zrozumieją, że wyjście poza ten jurt to zbawienie dla artysty? odcinanie się od korzeni (jakiekolwiek by nie były) i badanie nowych terenów to zbawienie dla artysty. Beastie Boys przeszli od hardcore'u przez rap do własnego stylu. A Pan tu, Panie redaktorze i autorze książek, porównujesz Beastie Boys z Linkin' Park? No gdzie niebo a ziemia? Kapelę, która wydała jedne z najważniejszych płyt w 90s porównujesz z epigonami stylu Korn i Limp Bizkit? Fakt, i Beastie Boys i Linkin Park grają na gitarach i rapują. Thom Yorke i Antonio Carlos Jobim też grają na gitarach akustycznych i śpiewają. Będziemy szukać analogii w ich twórczości? Apel do redaktora Andrzeja: prosze pisać nadal tylko i wyłacznie o hiphopie.
wyjebany (w kosmos) przez wyjebanych (8 lutego 2007) -
Tyle, że w kluczowych momentach podpierasz się gazetą, która nie jest opiniotwórcza nawet w gitarowych kręgach, i to śmieszne jest.
trąba (8 lutego 2007) -
Sorry, ale po wydaniu "Historii kultury hip-hop w Polsce" miałem od wydawców 2 oferty na wydanie "Encyklopedii hip-hopu". Pierwszą złożyło wydawnictwo In Rock z Poznania, drugą MJK - wytwórnia należąca do niejakiego Gorzkiego z Elity Kaliskiej. A ponieważ mam dobrą dystrybucję w EMPiKu i Tesco, odrzuciłem obie oferty. Wiesz, chodzi o to że wydawcy proponują zwykle autorom 10% ceny hurtowej - np. taka Bogna Świątkowska otrzymała 900 zł, co jest brakiem poszanowania pracy autorów - ci znani jak Jerzy Pilch dostawali 5 tysięcy więcej (wtedy).Jeśli chodzi o Beastie Boys to po prostu prezentuję poglądy hiphopowej prasy, bo się z nimi całkowicie zgadzam. I nie myślę by to były "głupoty" - posiadam prawie wszystkie płyty BB (także DVD i winyle). Linkin' Park też najlepsze momenty zawdzięczają współpracy z gośćmi jak turnabiliści z The Executioners czy Jay-Z.
Andrzej (8 lutego 2007)