INNE - FORUM
Red Hot Chili Peppers w Polsce?
22 stycznia 2007A jednak plotki się potwierdzają i nie będzie to raczej Opener...
http://muzyka.onet.pl/0,1469847,newsy.html
-
no ja też nie miałem fazy na metallicę, już w wieku 10 lat podchodziłem do nich z dystansem jako do amerykańskich frajerów i potrafiłem sypnąć tuzinem nazw lepszych (hehe) skandynawskich bandów, co to naprawdę szatan i flaki, a nie takie pitu pitu
c-u (7 lipca 2007) -
Ja się nie jarałem, jak na złość. Nie potrafiłem kumplowi, początkującemu perkusiście, wybić z głowy Larsa Urlicha. W rezultacie gra dziś super szybko, a jak ma zagrać wolniej to gubi rytm i tempo... Ale z Iron Maden podobała mi się jedna płyta, ale nie pamiętam tytułu.
Quid (7 lipca 2007) -
A kto się jarał Iron Maiden? Szczerze. Ja na przykład nie.(...) –Kazek Ogrodnik, 7/7/2007 13:25 Eee, bez przesady, bo dochodzimy od skrajności. IM jeszcze nie miało aż takiego rażenia, ale weźmy na przykład jedyny zespół, którym jarał się każdy, nawet Low - Metallicę. Osz kurwa, Metalliką jarał się każdy, nie mówcie mi, że nie.
taven (7 lipca 2007) -
Dobra, sorry, poniosło mnie i nie zrozumiałem. Zwracam honor. Nie byłeś zajebisty od razu czyli jesteś swój chłop. A kto się jarał Iron Maiden? Szczerze. Ja na przykład nie. Ja się jarałem polskim punkiem z Jarocina.
Kazek Ogrodnik (7 lipca 2007) -
o, ale widzę zachodzi nieporozumienie. po prostu nie rozumiem dlaczego akurat rhcp. każdy przechodzi chyba okres fascynacji "cięższymi brzmieniami", i punkiem, i pochodnymi, ale tego uwielbienia dla rhcp nie zrozumiałem nigdy. lubiłem tylko oglądać making of na mtv z nimi, bo byli zabawni.
Low (6 lipca 2007) -
E tam rispekt. Cel bez drogi nie ma nic wspólnegoz naturalną drogą rozwoju człowieka i zalatuje starym malutkim. Nie ufajcie ludziom, którzy od zawsze byli zajebiści.
Kazek Ogrodnik (6 lipca 2007) -
Low wyssał niezal z mlekiem matki. Rispekt.
taven (6 lipca 2007) -
Low, jesteś dla mnie guru, ja w wieku 12-13 lat słuchałem Europe, Modern Talking, Iron Maiden, WASP, Metallice i Testament...
darw (5 lipca 2007) -
wpisujcie miasta!
radian (5 lipca 2007) -
czy tylko ja w wieku 12-13 lat uznałem rhcp za cienkie gówno?
Low (5 lipca 2007) -
Avalon -dla mnie ok, też się trochę obawiałam, że zostanie obrzucony pizzą na przykład (na szczęście poleciał "tylko" tampon, który Avalon włożył sobie do...nosa) Byłam tam właściwie tylko ze względu na Frusciante i się nie zawiodłam, świetne solówki, mnóstwo energii, obecność Josha Klinghoffera w paru kawałkach w roli gitarzysty, wokalisty i perkusisty, gra Flea na trąbce oraz prawie 12 minutowy jam na koniec w pełni mnie usatysfakcjonowały. Dziękuje za wypowiedź.
mojo (5 lipca 2007) -
Interesujący? Standardowy. You're not fuckin' special. Ja się pepersami jarałem ze schematem niemal identycznie, tyle, że breakthrough u mnie nastąpił dużo wcześniej, w wieku lat 15 już się jarałem Radioheadami, Beatlesami czy innymi Modestami - jako żem niezbyt sentymentalny, z wielu godzin poświęconych na katowanie Californication chociażby została tylko auto-pobłażliwość, a z fascynacji BSSM ino sucha notatka w muzycznej biografii. Ni ziębi mnie ta płyta obecnie, ni grzeje. Nawet Give It Away mnie już nie jara. Ale akurat tego rozdziału krytykować w historii RHCP nie będę, wolę się skupić na sukcesywnie postępującym shitwritingu po OHM.
taven (5 lipca 2007) -
A ja nie mam starszego rodzeństwa, ani kuzynostwa nawet. Zawsze musiałem sobie radzić sam. Podstawówka = techno i bania u cygana na dyskotekach, gimnazjum = do techniarzy doszli hiphopowcy. Liceum = kupiłem sobie koszulkę RHCP, słuchałem też PJ i Pidżamy w 1. klasie. Ponieważ lubiłem Myslo, z rekomendacji jednego z ich członków zakupiłem "OK Computer". No i od tego momentu wszedłem w cały ten świat w jakim teraz jestem. Ale do RHCP mam wielki sentyment. BSSM to kwintesencja, to funky jak nigdzie indziej. (funku na koncercie brakło, w tym cały szkopuł) Czy mój przypadek jest interesujący? Jak myslicie?
Quid (5 lipca 2007) -
>po co sobie psuć wspomnienia z młodości dawniejszej? BSSM wymiata i zawsze wymiatać dla mnie będzie. Mogę dziś słuchać Pavement czy Of Montreal, ale tamta płyta to jest dla mnie 9.5 i koniec. Cała. to jest bardzo ciekawa wypowiedź z punktu widzenia zmian kulturowych zachodzących wśród słuchaczy rocka w XXI wieku –borys d, 4/7/2007 22:36 Dość typowa. Wielu z tych, którzy mają dziś po 20, 21, 22 lata zaczynali słuchać rocka w wieku jakichś 12 tak w miarę 'świadomie', umówmy się. To był jakiś 98, 99 i nic ciekawego właściwie w mainstreamie rockowym. A kiedy się ma 12 lat i nie jest się wyjątkowym, to nie odnajdzie się Dismemberment Plan. Nawet Radiohead przejdzie gdzieś z boku. No ale od czego starsi bracia, ich kraciste koszule i 'ja nie miałem później takiej wiosny w życiu 91'. Wtedy się grało. Nirvana, PJ i właśnie RHCP. No i to jarzyło przeokropnie. Cała późna podstawówka to dla tysięcy młodych Polaków bycie grungerem i miłośnikiem RHCP 8 lat później. No i nadchodził moment podziału. Liceum. Część się zasklepiała i ma tak do dziś. Część wychodzi całkiem z rocka, idzie w hiphop albo w ogóle w krejzi froga, a część szuka, słucha, czyta, sprawdza i po kilku latach ma już innych bogów. W płytach starych robi ostrą selekcję i zostaje kilka albo wcale. U mnie BSSM zostało. Może nie 9.5, nieco to było buńczuczne. Ale na pewno rejony powyżej osiem w moim rankingu. I powrót raz na dwa miesiące średnio. A na codzień Pavement właśnie. Albo Junior Boys. Życie.
nichuj (5 lipca 2007) -
20 lipca retransmisja koncertu w TVN.
Bakumastah (5 lipca 2007) -
http://youtube.com/watch?v=h7Q9oU8SfPk
darw (5 lipca 2007) -
Jakie są wyznaczniki "epickości" festiwalu??
nk (5 lipca 2007) -
tym razem nieco bardziej do rzeczy. argumenty tych, ktorzy narzekaja na wczorajszy koncert mozna podzielic zasadniczo na 3 grupy: 1. dobor kawalkow 2. spiew i zachowanie Kiedisa 3. naglosnienie ad 1. malkontentom chodzi generalnie o brak hitow. sprowadza sie to w wiekszosci przypadkow do: "nie zagrali Under the Bridge". w wolnym tlumaczeniu oznacza to mniej wiecej: "nie zagrali Under the Bridge, przy ktorym tyle razy posralem sie w podstawowce, jak ogladalem klip w mtv". ad 2. ze niby Kiedis nie wysilal sie na kontakt z publicznoscia, nie pozegnal sie i w niektorych kawalkach slabo bylo go slychac. Otoz, Kiedis jest z natury kiepskim wokalista, ma slabiutki glos, a do tego czesto niemilosiernie falszuje. w studio mozna zrobic wszystko, ale na koncercie takie rzeczy niestety wychodza. wczoraj byl w bardzo dobrej, jak na niego formie. jesli ktos narzeka to znaczy, ze generalnie nie zna go na zywo. ad 3. no tutaj to nie mam kontrargumentow. albo ja jestem gluchy albo ci malkontenci, bo tam gdzie ja stalem jakosc dzwieku byla, jak na taki koncert, rewelacyjna. mrz
mrz (4 lipca 2007) -
>po co sobie psuć wspomnienia z młodości dawniejszej? BSSM wymiata i zawsze wymiatać dla mnie będzie. Mogę dziś słuchać Pavement czy Of Montreal, ale tamta płyta to jest dla mnie 9.5 i koniec. Cała. to jest bardzo ciekawa wypowiedź z punktu widzenia zmian kulturowych zachodzących wśród słuchaczy rocka w XXI wieku
borys d (4 lipca 2007) -
Czy to jakiś nowy sport disować Chili Peppers,bo nie ogarniam jakoś?
paj (4 lipca 2007) -
napisałem 'prawie', a zresztą, kto by jeszcze dał radę do Chorzowa z Gdyni jechać po openerowskiej dawce krwi, łez i błota? :)
taven (4 lipca 2007) -
> Niektórzy mnie zadziwiają - jechać na jakieś zgniłe warzywa > zamiast na rozgrywającego się prawie w tym samym czasie > epickiego Openera, za pieniądze podobne. I gdzie tu logika? > –taven, 4/7/2007 12:57 Z tego co pamietam to Opener skonczyl sie w poniedzialek nad ranem, a Peppersi grali we wtorek wieczorem. To dlaczego nie mozna bylo byc i tu i tu? I gdzie tu logika?
mrz (4 lipca 2007) -
Ale kurwa, nie taki zły był, cóż jednak z tego, skoro imidż i 'wyzuzdanie' było tak maksymalnie wsiowe, że ja pierdole. Czekałem aż szczeli stolec na środku i zje. A na RHCP drugi i ostatni raz byłem. Hejo. Nie było źle, ale po co sobie psuć wspomnienia z młodości dawniejszej? BSSM wymiata i zawsze wymiatać dla mnie będzie. Mogę dziś słuchać Pavement czy Of Montreal, ale tamta płyta to jest dla mnie 9.5 i koniec. Cała. Wszystko wcześniej bywa nierówne, ale zawsze na swój sposób zajebiste. Mother's Milk wymiata. Jakieś 8.6. Slovakowe płyty też dają radę. OHM nierówne okrutnie. Bywają siódemkowe rejony, ale za rzadko. Potem bieda i bryndza, poza pojedynczymi wyskokami ku jakimś piątkom, szóstkom.
nichuj (4 lipca 2007) -
(nie uważacie, że wygwizdanie i masowe okazanie środkowego palca temu Avalonowi, to było zachowanie burackie?) –Quid, 4/7/2007 16:38 powiem szczerze, ze bardzo sie obawiałem reakcji publiki przed tym występem (Avalon to kumpel Frusciante i Fru podobno bardzo przezywa reakcje publiki na wystepach Avalona), ale wyszło calekiem nieźle, no moze 2 ostatnie kawałki co bardziej niecierpliwi juz nie wytrzymali, a potem to juz reakcja łańcuszkowa z tym fuckiem... dodam tylko tak dla porównania, ze tydzień temu w Holandii, Avalon ewakuował sie ze sceny po piętnastu minutach, obrzucali go nawet kanapkami, a u nas zagrał całego seta. http://www.youtube.com/watch?v=KrlwT-jIT6E&NR=1
darw (4 lipca 2007) -
No właśnie, "Don't forget me" mi się również najbardziej podobał - wtedy też jakoś ten wokal idealnie słyszałem. Co do komunikatywności - nie zależało mi, aby wychodzili z biało-czerwoną flagą i mówili, że kochają Lecha Wałęse. Jednak fakt faktem, że coś nie iskrzyło. Instrumentaliści dali popis. Z tej starej gwardii zapełniającej stadiony tylko papryczek jeszcze sobie lubie posłuchać. (nie uważacie, że wygwizdanie i masowe okazanie środkowego palca temu Avalonowi, to było zachowanie burackie?)
Quid (4 lipca 2007) -
dzięki za objaśnienie dla niezorientowanych "fanów-od-przebojów" stojących z dala od sceny pierwszego w ich życiu koncertu rhcp. john mistrz, szacun wielki, słychać w improwizacjach wspólne dżemowanie z Omarem, flea zabijał sound'em.
Gg (4 lipca 2007) -
bylo zajebiscie. john mistrz.
drogadictor (4 lipca 2007) -
Don't Forget Me moim zdaniem najlepszy utwor na koncercie. I ogólnie zgadzam się z Tobą darw.
real_bleble (4 lipca 2007) -
Dżemowali, dżemowali, aż przeboje przedrzemali... Prawda jest taka, ze jakby zagrali Under The Bridge, Give It Away, Higher Ground czy BSSM to nikt by złego słowa nie powiedział o tym koncercie. A ze 80% publiki to tzw. "fani od przebojów" (co idealnie było widać przy Snow)to recenzje i opinie są jakie są... Ja stałem w sektorze pod sceną i nagłosnienie w tym punkcie było idealne... Co do Antka, to tylko osoby niezorientowane mogą mówić, ze był niekomunikatywny itp. - on zawsze taki jest. Zresztą... Gdyby nie zagrali Don't Forget Me, to też bym sie wkurwiał na setliste jak Ci, dla których był to pierwszy koncert RHCP. A tak z pozytywnych akcentów, to fajne dupy były na Avalonie;>
darw (4 lipca 2007) -
Anthony jakoś był gdzie indziej, śpiewał cicho, nie wyciągał, wyczuwało sie zmęczenie materiału i nadrabianie miną przez resztę zespołu, nie widac było, że dobrze się bawili i brakowało tej komunikacji między nimi, oraz miedzy nimi a publiką. Oczywiście Fru i Flea grali w pełni zaangażowani, jednak nawet 15 minutowe solo instrumentalne nie zastąpi fanom rhcp piosenek w wykonaniu całego zespołu. Dla mnie najwspanialsze momenty, to: Soul to Squeeze i Power of Equality. Wspaniały zespół, słaby koncert.
Gg (4 lipca 2007)