INNE - FORUM

czemu na tym forum Red Hot Chili Peppers jest uważane za szczyt gówna?

1 stycznia 2007

hę?

penelope
  • powiem ci dlaczego a może powinienem powiedzieć: Heyo, Listen What I Sayo....
    juhu (23 czerwca 2007)
  • Ej, a co z tym californication ? Nie jestem wielkim fanem twórczości grupy, zwłaszcza jej nowych poczynań, ale jak dla mnie było tam kilka miłych rzeczy. Takie "Around The World" naprawdę nieźle wkręcało: prosty ale bujający bas, gitara jak u Elvisa Costello albo w Maanamie :D, chórki, do tego stereotypowo-indiańsko-folkowy posmak w refrenie i końcówce. Ja wiem że to komercja na maksa, że ta "energia" to strasznie spreparowana, ale z drugiej strony to było naprawdę niezłe, a jeśli faktycznie było takie złe i banalne to polećcie mi jakiś kawałek, który ma w sobie taki typ popowego poweru.
    franz maurer (23 czerwca 2007)
  • -Andrzej, 2/5/2007 12:55 A David Bowie? Gdy za czasów Gierka w drodze do ZSRR zatrzymał się w Warszawie i wstąpił do księgarni, to spośród wielu polskich płyt wybrał bodajże Zespół Pieśni i Tańca Śląsk, który stał się inspiracją do utworu "Warszawa" i... Joy Division. Cóż, dla Zachodu, który mało zna Polskę etniczność = autentyczność. ale nie byłoby Warszawy i całego Low bez pomysłu i inwencji Briana Eno i przebieg wycieczki Bowiego nie ma tu nic do rzeczy
    ... (2 maja 2007)
  • wyraziłem swój pogląd i myślę, że nie ma sensu dalej ciągnąć tej dyskusji.
    szafi (2 maja 2007)
  • A David Bowie? Gdy za czasów Gierka w drodze do ZSRR zatrzymał się w Warszawie i wstąpił do księgarni, to spośród wielu polskich płyt wybrał bodajże Zespół Pieśni i Tańca Śląsk, który stał się inspiracją do utworu "Warszawa" i... Joy Division. Cóż, dla Zachodu, który mało zna Polskę etniczność = autentyczność.
    Andrzej (2 maja 2007)
  • do postu Adrzeja z 2.5>> tak sobię myślę, żę chłopak ma rację. Na brak zdolnych muzyków nie możemy narzekać, problem pojawia się, kiedy taki talent jedzie za granicę (w kraju już szum, że będą tam robić oszałamiającą karierę i takie tam vide Myslovitz)i wraca z niczym. Za dużo u nas "naśladowców", brak "kreatywności". Co do "polskości", o której wspomina Andrzej, może coś w tym jest: rodzima Kapela ze Wsi Warszwa grała na Roskilde, helo?! zauważyłam też taką sprzeczność: jak pojedzie, nie zrobi kariery za granicą to źle; jak coś się zaczyna kręcić wokół kariery-vide Delight-to też,źle, bo od razu padają zarzuty, że się sprzedali. no istna paranoja!
    sivi (2 maja 2007)
  • a jednak sie kręci
    ryba (2 maja 2007)
  • co do hh, to myślę, że to jest odzielna kwestia, wynikająca genralnie z silnego powiązania tej muzyki z konkretną subkulturą, pewne elementy stylu sa identyczne dla całego globu, jednak to co z nich powstaje jest silnie zindywidulizowane przez realia w którym dana muzyka powstaje, jednak i tak nie widzę w tym logiki... co z tego, że molesta sprzedała kilkaset płyt? dlaczego czarna muzyka jest bardzo popularna globalnie (r&b, rap) (tzn ja wiem, jest w jej odrębie sporo rzeczy dobrych formlanie) a polski hh mimo, że orginalny, jest anonimowy poza granicami? (inną sprawą jest, że całe zjawisko wydało raptem kilka płyt dobrych, przy masie żałosnego syfu - chołubiony przez Ciebie Mezo). Orginalność tak. Przesłanki narodowe z urzędu ponieważ jestem polakiem nie. poza tym postmodernizm, mimo, że jest to wyświechtane hasło, nieźle oddaje stan dzisiejszej sztuki w wymiarze globalnym. nie ma reguł.
    szafi (2 maja 2007)
  • Andrzeju, po co wdajesz się w dyskusję? Chcesz się dowiedzieć czegoś nowego czy udowodnić wszystkim jaki to bystry jesteś, uwiarygodnić swoją teorię o wpływie etniczności na muzyką danego kraju? Co jest polskiego w muzyce Niemena czy Aural Planet? (chodzi o muzykę, nie o korzystanie z tekstów Norwida). Co brytyjskiego jest w muzyce Autechre? Może zamiast udowadniać słuszność swojej teorii na forum internetowym przygotuj książkę na ten temat?
    Apolonus (2 maja 2007)
  • więc powiedz mi co jest etnicznego tak na dobrą sprawę w scenie postrockowej, która przecież obejmuje zespoły z całego świata nie tylko z usa? albo jak wytłumaczysz cały zastęp szwedzkich zespołów robiących światową karierę? dlaczego kent mimo, że śpiewa po szwedzku (etniczność) nie przebił się jak sigur rós, za to masa zespołów anglojęzycznych takową zrobiła? dlaczego doceniany jest dEUS, Notwist, Lali Puna, Phoenix, CSS, Gus Gus, Mum, Aha, Abba, Him.... dobra, scena metalowa i jeszcze masa innych projektów które mają znamiona "globalności" nie wiem, elektroniczna scena japońska... zgadzam się, że ceniona jest orginalność, ale nie zgodze się, że musi to być orginalność wynikająca z kultury narodowej czy etnicznej, kaman...
    szafi (2 maja 2007)
  • Sorry, ale AIR został doceniony przez Anglików właśnie za francuski klimat - chodzi o "Le soleil est près de moi" i wczesne single z lat 1995-1997, wydane potem na kompilacji Premiers Symptômes (1999). Mieli też wspaniałe utwory instrumentalne jak "La femme d'argent" z Moon Safari. Potem, gdy stali się anglojęzyczni ich kariera zjeżdżała po równi pochyłej. Tak samo Daft Punk - został dostrzeżony po francuskim singlu "Musique" i "Da Funk" gdzie nie pada żadne słowo po angielsku. Dzięki temu są oryginalni. Islandia tak samo - Sigur Ros unika angielskiego, a Bjork mimo że ma fatalny akcent, to przebiła się na brytyjski rynek niepowtarzalną interpretacją, głosem i kontrowersyjnym image Sugarcubes. Zresztą cały czas pamiętała o Islandii - na płycie "Debut" te bardziej intymne fragmenty tekstów śpiewa w swoim rodzimym języku. Globalna popkultura po prostu nie istnieje, tak samo nie istnieje "średnia" między mężczyzną a kobietą. Bo w muzyce szukamy oryginalności, a oderwanie od korzeni etnicznych i pomieszanie kultur sprawia, że muzyka jest przeciętna, traci autentyczność - dlatego przegrywa. Czy wiesz, że polski wkład w historię muzyki (Chopin, Górecki, Penderecki + polski jazz) swoją siłę i uznanie w świecie zawdzięcza właśnie polskości?
    Andrzej (2 maja 2007)
  • no ale jak zwykle nie zauważasz pewnych spraw. jeśli zespół zbudował swoją pozycje na utworach polsko-języcznych, i język polski stanowi pewną integralną część stylu, klimatu piosenek np. ckod - komentowanie polskich realiów poezją ulicy, myslovitz - bądź co bądź budowanie pewnych obrazów poetyckich które w tłumaczeniu tracą cały swój urok, to ok. zgdzam się, nie są to tak porywający artyści aby zrobić karierę gdzieś dalej, poza tym tłumaczenia odzierają ich z wielu atutów ich prawdziej zajebistości - ckod np. jeśli jakiś zespół na siłę próbuje kopiować jeden skład, albo nawet jakąś grupę zespołów o podobnym stylu, też to raczej wychodzi żałośnie, ok. jednak, pojawiło się nowe zjawisko na polskiej scenie, tworzone głównie przez ludzi młodych, którzy po pierwsze, mają język angielski opanowany bezproblemowo, secundo absolutny rdzeń ich INSPIRACJI to muzyka anglojęzyczna, wcale niekoniecznie z anglii bo i ze szwecji, islandii, usa czy francji(daft punk, phoenix, air) te zespoły moim zdaniem są dosyć pionierskie, tworzą muzykę anglojęzyczną od podstaw, bez kompleksów, a co najwżniejsze autentyczną: ..., old time radio, george dorn screams, twilite np. wynika to moim zdaniem, z autentycznym poczuciem przynależności do kultury "zachodu", zwłaszcza po wstapieniu do unii europejskiej, kiedy to otworzyły się granice, możliwości pojechania na całe wakacje do wielkiej brytanii i oglądania setek koncertów itp, itd... mówiąc 2004 rok był tą granicą psychologiczną, impulsem dla wielu młodych ludzi aby dołożyć własną cegiełkę do globalnej popkultury - do tego doszła też popularyzcja internetu, dostęp do bezpłatnej promocji na całym świecie (myspace) itp itd... jestem pewien, że tego typu wykonawcy będą się pojawiać w polsce coraz częściej, jestem też pewien, że wśród nich powstaną zespoły wybitne, które podejrzewam będą podpisywać kontrakty w polsce i zagranicą, być może za pare lat powstanie w polsce wytwórnia płytowa na wzór islandzkiej 12 tonar, która będzie się zajmować promocją polskich zespołów w innych częsciach świata (w niemczech np. jest to zjawisko powszechne) aha, no i istnieją w polsce zespoły bardzo dobre takie jak np. ścianka czy psychocukier i w ich wypadku naprawdę kompletnie nie jest istone czy śpiewają po polsku czy po angielsku, bo i tak ich muzyka jest zjawiskowa.
    szafi (2 maja 2007)
  • a podoba Ci się koszmarny akcent Kory? Jesli tak to polecam płytę TSA nagraną za komuny dla belgijskiej wytwórni Mausoleum, która wkrótce po jej wydaniu... zbankrutowała. Jest też Lady Pank: http://www.youtube.com/watch?v=D6raFS_dxns Rozumiem, że kilku artystów potrafi śpiewać bez obciachu - np. John Porter, Serpent Beat, Houk, Ndingue czy wczesny Dynamind z Hau na wokalu, ale angielski to część ich wyjątkowej tożsamości. W Polsce bardzo dobrze zrozumieli do hip-hopowcy - prawie nikt nie rymuje po angielsku, a WWO i Molesta z rdzennie polskimi tekstami sprzedaje po kilkaset płyt w Stanach i to niekoniecznie dla polonijnych nabywców. a magiczny zespół byłby bardziej autentyczny, gdyby kilka piosenek nagrał po polsku - bo po co nosić drewno do lasu?
    Andrzej (2 maja 2007)
  • nie zauważyłem daty postu, nieważne, udzielałeś też się w innych wątkach od stycznia!
    szafi (2 maja 2007)
  • a jak wytłumaczysz np. fakt, że monthy python ma fanów na całym świecie? przecież to takie angielskie... poza tym uważam, że paraktycznie każdy polski wykonawca rockowy czerpie inspiracje z całości dokonań rock'n'rolla, co za różnica czy śpiewa po polsku czy po angielsku (w ogóle z maanamem akurat nie trafiłeś) jedzie mi ta wypowiedź muzyczynym faszyzmem, moim zdaniem bez sensu jest kategoryzować coś na siłę - w moim odczuciu sprawdza się tylko jeden podst. podział, ale o tym już wspominałem wielokrotnie, albo coś jest dobre i mi się podoba, albo złe i tego nie słucham, a czy to jest zżynka, muzyka folkowa, mocno zainspirowany zachodem rock alternatywny, co mnie to obchodzi w gruncie, skoro mi się subiektywnie podoba i odczuwam przyjemność z słuchania? nie wiem, jest w polsce wolność wypowiedzi, ok. zważ, że każdy na tym forum zna już Twoje poglądy, powtarzasz to samo od kilku miesięcy już, daj se siana, dobrze?
    szafi (2 maja 2007)
  • on myśli, że tak.
    camel (1 maja 2007)
  • Że tak się spytam bywalców i weteranów Forum Porcys: Andrzej tak na poważnie?
    anredd (1 maja 2007)
  • oj Andrzej uważaj abyś przy tym obciachu nie wymienił przypadkiem pięciu magicznych słów...
    jelcyn_niezal (1 maja 2007)
  • No właśnie, a jak 30 postów wyżej pisałem o "względach etnicznych" to tygrysia maska odpowiedział, że jak to, że to rasizm podejrzewać krytyków o sympatie pro-angielskie czy pro-żydowskie. Akurat zamiast ulegać takiej "poprawności" śmieje się z niej, bo popieram wolność i niezależnie myślenie.Pamiętam, że gdy w Polsce w podobnych ankietach słuchaczy i dziennikarzy wygrywał Kazik Staszewski i Kult, to mój znajomy Szkot dziwił się, że jak to możliwe, że przecież ich Travis gra lepiej. To tak jakby na siłę zmuszać obcokrajowca do zrozumienia humoru "Alternatywy 4" czy "Va Bank". Dlatego na ogół śmieję się z polskich kapel co naśladują Anglików bo to szczyt obciachu. Pamiętacie jak sztucznie brzmi "Simple Story" Maanamu?
    Andrzej (10 stycznia 2007)
  • dlaczego mialoby dowodzic to bledu? przeciez oni sa lepsi od beatelsow!
    em c (10 stycznia 2007)
  • no ale wyszlo Ci, że najlepszą obiektywnie płytą jest album Arctic Monkeys ?.... no to chyba dowodzi błędów w twej formule....czy też nie?
    Hetal Mammer (9 stycznia 2007)
  • OK, podam najprostszy przykład: w skokach narciarskich jest 5 sędziów oceniających styl (w skali od 0 do 20 punktów). Jednak do ostatecznego wyniku zawodnika nie bierze się sumy punktów WSZYSTKICH pięciu sędziów, ale tylko trzech - tych, którzy byli najbardziej OBIEKTYWNI. Bo 2 najbardziej skrajne noty się odrzuca. Podobnie jest z MUSE - kilka redakcji umieściło ich w "trójce" najlepszych płyt, zdobyli nominację do Mercury Music Prize, ale równie wiele redakcji w ogóle nie umieszcza ich w "50". Dlatego "po środku" zostają pisma w stylu Uncut, które dały MUSE 48 miejsce - i to właśnie takie opinie decydują o pozycji MUSE na "obiektywnej" liście. Jest też kilka ograniczeń:1)wartość mierzona wyznaczona z pomocą rozkładu t-studenta zależy od "poziomu ufności", czyli np. w skokach narciarskich można sobie wyobrazić odrzucenie nie 2 skrajnych ocen za styl, ale np. trzech, jednej, lub czterech. Wpływa to oczywiście na ostateczny wynik. Np. przy małym poziomie ufności CELTIC FROST mógłby uplasować się tuż za ARCTIC MONKEYS (mimo że odrzucają go prawie wszystkie niemetalowe pisma) 2) należy w sposób wyważony wybrać rankingi - w książce wybierałem jedynie rankingi pism, które na rynku są obecne w "papierowej" formie, ograniczyłem się do anglojęzycznego kręgu kulturowego i stylu: rocka, popu i hip-hopu.
    Andrzej (8 stycznia 2007)
  • a to czasem nie zalezy od tego czy ow ranking trojki z bezsensownie wysoka pozycja muse nie znajdzie sie w owym poczatkowych danych z pomiarow (te 30 rankingow)? i jak decydujemy ktore rankingi znajda sie w tej mierzonej grupie?. tez nie rozumiem, generalnie.
    em c (8 stycznia 2007)
  • a można prostymi słowami wytłumaczyć zasady tworzenia takich "obiektywnych list" bo ni w ząb nie potrafię zrozumieć tego, jeśli nie ma się na mysli wyciągania średniej?
    Low (8 stycznia 2007)
  • W przypadku rankingów płyt często powstaje zagadnienie oszacowania przedziału, w którym leży, z określonym prawdopodobieństwem, rzeczywista wartość mierzona, jeśli dysponujemy tylko wynikami n pomiarów (n=30). To, że Muse jest w trójce w wielu podsumowaniach nie ma znaczenia, bo opinie są podzielone, a większość rankingów nie uwzględnia go wśród 50 najlepszych płyt, lub daje jak Uncut - 48 miejsce. Zatem, gdy uwzględnisz rozkład z 30 rankingów i wyliczysz drugi kwartyl takiego rozkładu, to wyjdzie on akurat w okolicy tego 48 miejsca. I na takie miejsce "obiektywnej listy" Muse zasługuje.Gdybyś natomiast dokonał "zwykłego" podsumowania (wyciągnął "średnią" ze wszystkich rankingów) to Muse byłoby znacznie wyżej, jednak przy podzielonych zdaniach taki wynik byłby obarczony bardzo dużym błędem (rzędu +/- 25 pozycji). To wynik bezwartościowy, bo de facto Muse mógłby w praktyce zająć dowolną pozycję. Dlatego ta metoda nie daje obiektywnych wyników.
    Andrzej (8 stycznia 2007)
  • widzisz ? jednak RHCP poza czolowka... i chwała Bogu. wlasnie o tym mówiłem ..zauważ miałkość rakingów Kerrang! czy nawet MHUK w stosunku do Terrorized. to rożnica klas. choć i tak wiele ciekawych rzeczy pominięto,ale przynajmniej nie było takich gniotów jak Trivium, Lostprophets czy In Flames, The Bronx w czołówce. i nie zrozumiałem tej wypowiedzi o rankingu obiektywnym. mam wiec uważać że Muse to swietny zespół?? na metacritic widnieje w wielu podsumowaniach przecież...no a "Monotheist" jak najbardziej, swietna plyta, może nawet ich najlepsza...
    Hetal Mammer (8 stycznia 2007)
  • Właśnie dotarłem do trzech "najważniejszych" metalowych rankingów:http://www.andrzejbuda.webpark.pl/coursemetalhammer.htmli w żadnym z nich nie ma RHChP. W każdym jest "Blood Mountain" Mastodon - choć niżej niż był "Leviathan". Do tego Iron Maiden, którzy nagrali rzeczywiście najlepszy album od 18 lat. Osobiście zawsze z ciekawością patrzę na Terrorizer - bywało, że jego ranking pokrywał się z The Wire. Czy warto więc sięgnąć po "Monotheist" Celtic Frost?
    Andrzej (8 stycznia 2007)
  • Jałowa jest ta dyskusja,niektórzy umieszczają Mars Volta w czołowkach rankingów(chyba tylko hypem można to tłomaczyć),a taki pitchfork dał bodajże 3,8 tej płycie,co tam równoznaczne jest z porazką na całej linii.Wyciąganie srednich nic nie da,bo jedni na topie mają TVOTR,a inni te nieszczesne RHCP.Wiekszość gazet zajmuje się zdecydowanie bardziej mainstreamem niż niezalem,zatem prawdopodobnie im zdecydowanie wiecej unika niż takiemu Wire na przykład.Statystyka to instrument naukowy,a nie artystyczny.Jeśli ktos chce sie w to bawić,niech napisze algorytm,który uwzględni miarodajność,obiektywność,szczerość ośrodka decyzyjnego a także stopień wyhajpowania danych płyt.Kurcze,bezsens totalny i tak z tego wyjdzie.
    kacperski (3 stycznia 2007)
  • choć jedno z pism w recenzji książki pisało, że "z rankingów nic nie wynika", to ja tak o nich nie myślę, bo statystyka pozwala we właściwej kolejności uporządkować ważne albumy za dany rok. Taka jednoznaczna kolejność pomaga dobrze analizować rok (ale to już zadanie czysto humanistyczne). I jeśli ułożysz takie "obiektywne" listy rok w rok, to możesz zgrubsza porównywać np. albumy danego artysty (który "lepszy"), który był najbardziej ceniony... i wiele innych analiz - co tylko zechcesz, np. jakie pismo było najbliżej "obiektywnej" listy (w latach 70. najbardziej opiniotwórczy był NME). Bravo nawet jakby ośmieliło się mieć własny ranking, odpadłoby.
    Andrzej (3 stycznia 2007)
  • "totez wlasnie pytam czy stosowanie metod starstycznych do rankinkow muzycznych jest czymkolwiek poza sportem dla sportu.""stosowanie znanych z fizyki metod statystycznych w socjologii, biologii czy ekonomii jest zawsze czymś twórczym, bo pozwala odkryć jeszcze więcej i wyklarować wyniki. Rozumiem, że dla Ciebie to coś nowego."
    em c (3 stycznia 2007)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)