INNE - FORUM
BRMC - Howl włg. Borysa
6 listopada 2005no ja wszystko rozumiem, ale bez przesady Panowie. jak można po 1 przesłuchaniu połowy płyty takie sądy wydawać. liczcie sie z tym że wiele osób kieruje sie waszymi recenzjami. przeciez tu nie ma ani odrobiny wysiłku by ten album zgłebic. na tym ma polegac słuchanie muzyki?
-
6.5
aja (6 maja 2007) -
http://youtube.com/watch?v=Rlt4hEuWMSw
N (6 maja 2007) -
Baby 81 naprawde daje rady, zdecydowanie lepsza niz Howl i to jest najważniejsze
darw (6 maja 2007) -
Poleży u Ciebie Was w odtwarzaczu jeszcze z miesiąc i potem przyjdzie kac za te porównania:) –mf, 5/5/2007 20:37 ale w czym problem? gdzie ta oznaka "gorszego" względem jedynki i dwójki bo nie ogarniam?
kuba (6 maja 2007) -
Indeed, BRMC's latest release does suck. –boryś, 5/5/2007 19:24 jeden z najlepszych postow tu od jakiegos czasu
komisja kontroli postow i uzytkownikow (5 maja 2007) -
Poleży u Ciebie Was w odtwarzaczu jeszcze z miesiąc i potem przyjdzie kac za te porównania:)
mf (5 maja 2007) -
no właśnie kompozytorsko to ten poziom
... (5 maja 2007) -
Baby 81 to jest dla mnie nieudany kompromis między jedynką i dwójką, a Howl. Tyle, że oprócz Weapon Of Choice (mało odkrywczego, acz zajebistego) Panowie kompozytorsko zawiedli na całej linii. Z porównywaniem do debiutu i dwójki też bym się nie zapędzał...
mf (5 maja 2007) -
no właśnie jeśli zrozumiałe było, że komuś nie pasowało Howl bo nie trawi takiej stylistyki to już do Baby 81 trudno się przyczepić bo trzyma poziom dwóch pierwszych krążków. dla mnie i Howl było warte uwagi, ale co tam - ja lubię Dylana, Casha i Bossa
N (5 maja 2007) -
Jestem w jakimś tam stopniu fanem BRMC i jeszcze Howl broniłem, bo ma kilka świetnych momentów, natomiast Baby 81 do bólu przeciętne. Totalnie bezbarwny lp.
mf (5 maja 2007) -
Indeed, BRMC's latest release does suck.
boryś (5 maja 2007) -
jest nowy album więc można sie wypowiedzieć jesli ktos ma ochotę (i na przykład nie boi sie że borys rzeknie cos z angielska by potępić)
... (5 maja 2007) -
Musi być wyrwane z trzeciej planety stąd, odjechane, zbeatowane, programowo niełatwe do zakwalifikowania. Jak nie jest to istnieje duuuże prawdopodobieństwo, że zostanie na Porcys średnio finezyjnie rozwalcowane. Tak też stało się z płytą BRMC, płytą na prawdę dobrą, jedną z niewielu w 2005 nie próbujących wymyślić prochu sztucznie, na siłę, szczerą.
?? (10 stycznia 2006) -
Nie zdążyłem jeszcze przeczytać podobnych do moich zarzutów, jestem tu od niedawna. Wybaczcie więc, że je powtórzyłem.I nie mówię wcale, że ocena wszystkich albumów jest zła. Podoba mi się docenienie moon&antarcitca, source tags & codes też lubięNo i racja, wyszło mi pomieszanie dwóch wątków, ale w odniesieniu do poprzednich wypowiedzi 'ja' i 'calineczki' mają jednak sens, a że powtórzyłem jakieś niegdysiejsze-czyjeś-wypowiedzi - patrz akapit pierwszy.Mimo wszystko nie zmieniam zdania.
dżordż (7 listopada 2005) -
po pierwsze bez sensu to co ktos tu sugeruje ze plyty dzieli sie w tym serwisie notorycznie na genialne i slabe. chyba ktos nie przeczytal wiecej niz dwoch recenzji, ewentualnie ma problem z przyswajaniem cyfr mniej wiecej od 3 do 8."Krzywdzicie ich odbierając im czasem chęć przesłuchania albumu, któego nie uznacie za 'absolut'"jak ktos nie potrafi sam zdecydowac czy mu sie cos podoba czy nie i traktuje recenzje jak wyrocznie to jest chyba inny problem, jego problem. jest naprawde milion sposobow na zapoznanie sie chocby z samplami zdecydowanej wiekszosci tych recenzowanych plyt,wyrobienie sobie wlasnego zdania i powiedzenie o tym na forum bez oburzania sie na tych, ktorzy maja inne zdanie. poza tym co z tym zgłębianiem albumu. cos moze odrzucac bezposrednio i wtedy zadne zgłębianie nie pomoze.
z (6 listopada 2005) -
slabosc goscia o ksywie "dżordż" jest absolutna. Jak sie juz czepiamy to z glowa a nie robimy zbitke wszystkich,przemielonych juz milion razy, zarzutow. ziew.
Amalgamat (6 listopada 2005) -
ale ja tego jakoś niezauważam takiej tendencji - ale mi sie napisalo, ta gorączka...
sgt (6 listopada 2005) -
"esli coś nie jest beatlesami, nirvaną, radioheadem czy innym glowem pt 2 a moze source tags & codesem, to odrazu jest słabe"cholera, ten zarzut pojawia już sie po raz 100 chyba, ale ja tego jakoś niezauważam takiej tendencji. Teoria stworzona żeby prosto wyjaśnić sobie zjebki ulubionych albumów. hmm takie avalanches - gdzie tu podobieństwa do Beatlesów, Nirvany(zreszta większość grandźu nie cieszy sie tu zbytnim poważaniem), Radiohead, The Glow czy Trail of Dead? przyklady można mnożyć...
sgt (6 listopada 2005) -
Być może przejawiam jakaś wioskową naiwnosć ale mnie sie ta płyta podoba i już, nie czepiajta sie dla samego czepiania. Już bardziej słowa tej recenzji pasują do ostatniego łajt strajps
mszt (6 listopada 2005) -
mimo wszytsko wracajac do watku to Borys bossem jest i tak.Wytrzymal polowe! ja usnalem po singlu.i nigdy,przenigdy wiecej.po prostu trzeba wiedziec,kiedy szkoda na cos czasu,ja wiedzialem po dwoch sekundach
dys (6 listopada 2005) -
Mimo wszystko nie wszyscy chcą, lub nie wszyscy mogą mieć w głowie nazwy wytwórni, ich preferencje. W takim wypadku szuka się opini kogoś, kto zna się na tym [przynajmniej teoretycznie] i czyta jego opinię. Zgadzam się z 'ja', zawsze jakos sugerujemy się recenzjami. Zgadzam się też z 'Calineczką', ale mimo wszystko zaglądam tutaj dla poprawienia sobie humoru czytając o 'absolutach' [najczęściej stosowane słowo, naprawdę strasznie lubię jak je wykorzystujecie!]. Jesli coś nie jest beatlesami, nirvaną, radioheadem czy innym glowem pt 2 a moze source tags & codesem, to odrazu jest słabe. Niesamowicie cieszą mnie grafomańskie recenzje, tymbardziej kiedy mam w głowie jakąś recenzję, w której czytałem jak sie pisze recenzje. Ze wszystkich recenzji razem wynika, że nikt nie ma prawa recenzować. Tylko porcys, które jest nieomylne a jak tak nie uważasz to porcys Ci współczuje i 'nie powinieneś brać się za recenzje'. Przeciętny czytelnik recenzji jednak nie ma zamiaru ich pisać, więc moglibyście wziąć się za pisanie normalnych recenzji, z umiarem, obiektywnych. Lubie też czytać frazę w rodzaju 'mam na dzieje że nie ma nikogo kto nie słyszał by [tu nazwa zespołu wielbionego przez recenzenta]. jest ktoś taki? nie, nie ma. bede udawał, że nie ma'. Pare razy znalazłem taką bądź podobną perełkę. Bardzo dobry humor, naprawdę przedni. Po co to piszę? Patrz początek. Napewno są ludzie, którzy mimo wszystko liczą się z waszymi opiniami. Krzywdzicie ich odbierając im czasem chęć przesłuchania albumu, któego nie uznacie za 'absolut'.I pozdrawiam osobę, która zaraz pewnie usunie mi posta! :)
dżordż (6 listopada 2005) -
jest coś takiego jak katalog wytwórni, każda z nich ma zresztą swoją stronę internetową. ktoś kto interesuje się muzyką zna jakieś preferencje każdej z nich. tam można np. poczytać, a przede wszystkim posłuchać. a dodatkowo są soulseeki, mule, dc i inne wynalazki, które pozwolą Ci uniknąć zakupu średniej czy co gorsza słabszej płyty. serwisy muzyczne można też na zasadzie takiego katalogu traktować.
Tindersticks (6 listopada 2005) -
a bzdety. kazdy jakoś tam (chocby podswiadomie ) kieruje sie ocenami innych (w znacznej części recenzentów). czasem wcale nie zdając sobie z tego sprawy. udawanie takiej totalnej niezalezności to okłamywanie siebie. bo chocby sam fakt że sięgasz po ten album a nie inny wynika z tego ze ktos go opisal , ocenił itd. jak idziesz do sklepu to chyba nie wybierasz pierwszej płyty z brzegu, której nie znasz
ja (6 listopada 2005) -
a to człowiek nie powinien się kierować własnym słuchem? serwisy są od informowania (poprzez recenzje) o danej płycie, no i od oceniania przez jedną z osób w redakcji poprzez tekst pisany. Potem można się zgadzać lub nie.
Tindersticks (6 listopada 2005) -
Jesli ktoś kieruje sie procysem w doborze kupowanych płyt... to ja współczuje..
Low (6 listopada 2005) -
Ja już dawno temu nauczyłam się, że recenzji porcysa nie należy traktować poważnie...
Calineczka :P (6 listopada 2005) -
gdzie jest ta recenzja?
anonty and johanesburg (6 listopada 2005) -
" kto się kieruje ręka do góry "przynajmniej teoretycznie. po to chyba są recenzje nie?
ja (6 listopada 2005) -
kto się kieruje ręka do góry
stefan (6 listopada 2005)