INNE - FORUM
Historia rocka, popu i hip-hopu według krytyków
18 grudnia 2006Właśnie w EMPiKach ukazała się książka:
"HISTORIA ROCKA, POPU i HIP-HOPU według krytyków"
http://www.empik.com/showobject.jsp?objectId=2517482¤tCategory=1080600
http://www.andrzejbuda.webpark.pl/course4.html
http://www.cgm.pl/aktualnosci/wyswietl.php?O_NEWS=28411740
zawierająca m.in. kompletne rankingi na najlepsze single i albumy roku (1974-2006).
Wbrew pozorom (choć nie wynika to z list bestsellerów!) mimo "żelaznej kurtyny", Polscy artyści mieli zdaniem krytyków istotny wkład w światową muzykę, ale w "wyspecjalizowanych" gatunkach. Zdziwiłem się mocno, że polski jazz był bardziej ceniony, niż skandynawski - np. magazyn The Wire umieścił Litania - The Music Of Krzysztof Komeda Tomasza Stańki na 6(!) miejscu wśród najlepszych albumów 1997 roku. Rok później ameerykański Village Voice wyróżnił płytę Komedy What Makes It Go . W 1992 roku The Wire umieścił Symphony No 3 Góreckiego na 20 miejscu swego podsumowania - wyżej, niż debiut FUTURE SOUND OF LONDON, czy pożegnalny album Milesa Davisa. Z kolei atonalna muzyka Pendereckiego inspirowała OK Computer RADIOHEAD - jeden z albumów wszechczasów (chodzi zwłaszcza o Climbing Up The Walls ). W metalu również mieliśmy sukcesy - magazyn muzyki ekstremalnej Terrorizer umieszczał w swoich czterdziestkach płyty polskich grup BEHEMOTH i VADER. Pewnie mielibyśmy więcej szans na zaistnienie, gdyby nie przeszłość - słyszałem, że Rick Wakeman z YES, kiedy usłyszał Korowód Marka Grechuty zapragnął wydać tę płytę na Zachodzie. Na przeszkodzie stanęła żelazna kurtyna. Wniosek: warto być oryginalnym i niekoniecznie anglojęzycznym.
Polecem książkę, bo jest w niej wiele ciekawego o najważniejszych artystach w historii z punktu widzenia opiniotwórczej prasy (z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych), której byliśmy pozbawieni i której de facto w Polsce ciągle brakuje.
-
>>heh, pierdolicie niesamowite glupoty w kwestii istnienia prawdy i fenomenologii ja nie! ja pisze prawde
ryba (30 marca 2007) -
Andrzej, 30/3/2007 17:31 przy twoich postach brakuje tylko jeszcze przycisku "dodaj do koszyka"
pkt c regulaminu (30 marca 2007) -
heh, pierdolicie niesamowite glupoty w kwestii istnienia prawdy i fenomenologii, zaprawdy powiadam wam. ale rozumiem, taki temat.
em c (30 marca 2007) -
czy wyniki sprzedaży ksiażki Andrzeja Budy pokazują jej obiektywną wartość?
pp (30 marca 2007) -
Ale "Sonic Death" to żelazna pozycja w dyskografii, bo ukazała się na CD nakładem SST - czyli znanej wytwórni i była także w dystrybucji SPV w Polsce - wiem, bo sam ją kupiłem i przeraził mnie ten jeden utwór trwający 70 minut z udziałem M.Giry z The Swans. Andrzej 30/3/2007 18:14 jeśli ktoś porusza temat jednej z tych płyt, 1. Radiohead - Ok Computer 2. Pixies - Doolittle 3. Daft Punk - Discovery 4. Smashing Pumpkins - Siamase Dream 5. Pretty Girls Make Graves - Good Health 6. Modest Mouse - Moon and Antarctica 7. Bright Eyes - I'm Wide Awake, It's Morning 8. Sonic Youth - Dirty 9. The Verve - Urban Hymns 10. Wilco - Yankee Hotel Foxtrot w niewłaściwy sposób to reaguje agresywnie. –szafi, 27/3/2007 11:14 to jakiś żart?prowokacja? c'mon, tak subiektywne zestawienie, że musiałbym poważnie się zastanowić czy którakolwiek z tych płyt leży wśród moich ulubionych (obiektywnie to na pewno OK Computer jest wielki i ważny - nawet jak się nie lubi tego typu muzyki - i tyle w temacie) –Beno, 29/3/2007 21:39 przecież nie ma muzycznego obiektywizmu. są po prostu rzeczy / tutaj płyty / wielkie w sposób tak oczywisty że podważanie tego to marna prowokacja (chociażby ok computer i moon and antartica) dla mnie osobiście druga jest lepsza, bliższa ale ok compter też doceniam no bo nie da się zaprzeczyć jej wielkości. no nie na da się i tyle –b., 29/3/2007 23:59 w dupie mam obiektywność. –szafi, 30/3/2007 00:35 nie da się również włożyć głowy we własną dupę i jest to stwierdzenie o podobnej wartości –gów daddy, 30/3/2007 00:38 więc masz problem ziomuś. –szafi, 30/3/2007 00:47 prawda, moim problemem są ludzie którzy zamiast słuchać muzyki modlą się do niej i jeszcze zbyt duży penis ale to już mało interesujące –gów daddy, 30/3/2007 00:55 patrzcie jaki wrażliwiec. akurat do m&a mozna się pomodlić –mz, 30/3/2007 04:36 dylemat "prawdy obiektywnej" rozstrzygnął Husserl, nomen omen - filozof żydowskiego pochodzenia. Stwierdził on, że jeśli prawdy nie ma, to powiedzielibyśmy: "prawdą jest, że nie ma prawdy" a takie zdanie jest w sposób oczywisty SPRZECZNE. Dlatego prawda istnieje:-) –Andrzej, 30/3/2007 13:55 ale przecież nikt nie przeczy faktycznej wartosci fenomenologii, po prostu jesli chodzi o muzykę ta metoda poznania jest mi kompletnie nie potrzebna, bardziej skłaniam się ku subiektywnej intuicji wypływającej z tzw. doświadczenia życiowego, by tak mądrze to ująć. –szafi, 30/3/2007 14:20 No, fenomenologię jako metodę poznawczą strasznie ośmieszyli neopozytywiści z Koła Wiedeńskiego (Rudolf Carnap, Karl Popper itp), ale ma znaczenie w estetyce (koncepcja naoczności eidetycznej). Jest taki dowcip: fizyk, matematyk i astronom jadą pociągiem przez pastwiska i łąki Szkocji. Nagle astronom mówi: - O! widzę czarną owcę! W Szkocji wszystkie owce są czarne! Na to fizyk: - Nieprawda! Możemy powiedzieć, że w Szkocji mieszka przynajmniej jedna czarna owca Na to matematyk: - Nieprawda! Możemy powiedzieć, że w Szkocji mieszka przynajmniej jedna czarna owca przynajmniej z jednej strony czarna! –Andrzej, 30/3/2007 14:33 roztrzyganie czy prawda istnieje obiektywnie jest (w poza-filozoficznym dyskursie rzecz jasna) zupełnie bezproduktywne i zajmuje zbyt dużo czasu, wiec lepiej se dać spokój. ja na przykład moge żyć ze świadomością, że prawda zarówwno istnieje jak i nie istnieje. i co mi zrobisz? wciąż, nawet gdy sie bedziemy zabawiać w cytaty z Tischnera, nijak nie widze sensu stosowania tych kategorii to wartościowania muzyki pop. –ryba, 30/3/2007 15:07 ale z fenomenologii biorę tylko część - że płyta ma prawdziwą wartość obiektywną, a tylko my patrzymy i mierzymy ją z różnych stron, obarczeni "błądem pomiaru" (zwykle nazywamy to "indywidualnym gustem"). Często sam twórca - stojąc "w środku" nie ma dystansu do własnego dzieła. jestem liberałem, mocno konserwatywnym - Twoje życie i świadomość jest w Twoich rękach –Andrzej, 30/3/2007 15:29 ale jaką wartość obiektywną? ale dobra niech ci bedzie. SKORO istnieje obiektywny wskaźnik, za pomoca którego możemy określić wartośc danej płyty, to KTO lub CO ten wskaźnik określa, bo przecież nie ma go w Sevres, co nie? –ryba, 30/3/2007 15:42 taka inteligentna dyskusja była, zwłaszcza z mojej strony, i wszystko zepsuliście –gów daddy, 30/3/2007 15:50 ryba - dobre pytanie, bo nawet w fizyce tworzymy "układy odniesienia", a statystyczne metody pomiaru są tylko narzędziem. Zależy co chcesz osiągnąć - jeśli chcesz wiedzieć jakie są najlepsze płyty "według krytyków", to polecam książkę "Historia rocka, popu i hip-hopu WEDŁUG KRYTYKÓW": http://www.andrzejbuda.webpark.pl/course4.html bo przy pewnych założeniach można dostrzec naprawdę dużo ciekawego:-) –Andrzej, 30/3/2007 17:31
Andrzej (30 marca 2007) -
przeczytalem dzis prawie w calosci. zwolennikow piosenki eric's trip pragne uspokoic ze skradziona w 1999 gitara drifter doczekala sie wykonanej zgodnie z projektem oryginalu kopii i od okolo 5 lat doskonale sprawdza sie na koncertach. o, tak:http://www.youtube.com/watch?v=wmxprqMhZ7c
em c (10 marca 2007) -
z tymi notami sonic youth w tylko teraz rocku nie ma się co dziwić. ja mam numer nr 1 z 2000, w ktorym redaktorzy tego pisemka przedstawiaja najwazniejsze wg nich płyty i zespoły z lat 90. nazwy jakie tam padaja przyprawiaja po prostu o spazmy smiechu.
grossvan (10 marca 2007) -
ma ktos ta wkladke zeskanowana? chcialbym poczytac
evol (10 marca 2007) -
A czego się spodziewałeś? Teraz Rock dał Joannie Newsom 3 gwiazdki. Czy oni umieją pisać o czymś wykraczającym poza pop rock i metal?
Rapeman (10 marca 2007) -
no ocena evol to jest niezły lol, a nyc g&f - chyba jeszcze lepszy.
yeahnot (10 marca 2007) -
w którym teraz rocku ta wkładka? w obecnym czy jakimś starszym? a może ktoś ma skaner i zapoda? ;>
Low (10 marca 2007) -
...przy 4 dla rather ripped.
em c (10 marca 2007) -
"Dirty Boots" to nawet Outside traktował jak pełnowymiarowy album"argument nawet lepszy od tego ze amerykanska prasa porownoje linkin park do beastie boys, wiec ci ostatni sa rap metalowi. chwala ludziom z outside (ile ich bylo? dwoch?) za wydawanie wielu zajebistych rzeczy, ale dirty boots to w zadnym razie nie album, a ze outside tak go skatalogowal... no sorry. a made in usa jest na luzie do odpuszczenia. za bmr tez nie przepadam. ale 3 gwiazdki dla evol?
em c (10 marca 2007) -
>Ale "Sonic Youth", "Made In USA" czy "Sonic Death" to jazda obowiązkowa! "Dirty Boots" to nawet Outside traktował jak pełnowymiarowy album.he, ale jaka jazda obowiązkowa. sonic death to koncertówka, wydana oryginalnie na kasecie i wnowiona na cd tez w kasetowej formie (dwie ściezki po 30 minut) - raczej słabo dostępna i dokumentująca jeszcze to ciemne, brankowe (nie to żebym znał jakoś zajebiscie branke, ale kojarzy mi się z nim) sonic youth, którego temat wyczerpuje cis. dirty boots to singiel z wersjami piosenek na żywo - moze bez przesady, że jazda obowiązkowa. tutaj bym się zaśmiał z outside raczej. made in usa to soundtrack, też niezbyt szczególny. kilkadziesiąt minutowych miniaturek nagranych po evolu. ogólnie - wątpliwa wartość poznawcza przy tak obszernej dyskografi.a czemu bad moon rising dostało 2 gwiazdki? moze wire nigdy nie docenił tej płyty? ja też nigdy nie przepadałem za bmr, więc jakoś mnie nie kole ta ocena.
Low (9 marca 2007) -
Ale ja pamiętam pierwszy numer Teraz Rocka z 1991 roku - pomijali wtedy nową muzykę (Nirvana), ale wkładki o "starej" tworzyli niezwykle starannie (Genesis). A były to czasy bez Internetu. Policzyłem, że zamieścili łącznie wkładki o 40 zespołach, a potem zaczęli je powtarzać - znowu pojawił się Black Sabbath. Jednak drugi sort nie był już tak staranny - czyżby zjadali własny ogon? Pamiętam, że Weiss tłumaczył się, że pierwsze wkładki były staranne, bo miały zastępować książki o rocku, których brakowało na rynku.Wkładka o Sonic Youth powinna być 15 lat temu, bo tego domagali się czytelnicy - może wtedy łatwiej byłoby zmieścić dyskografię? Rozumiem, że Ciccione Youth, czy Psychic Hearts mogą znaleźć się w artykukle uzupełniającym. Ale "Sonic Youth", "Made In USA" czy "Sonic Death" to jazda obowiązkowa! "Dirty Boots" to nawet Outside traktował jak pełnowymiarowy album. W części głównej za dużo wywiadów, za mało faktów (np. jak Thurston jeździł pociągami z prowincji by przeżywać koncerty Patti Smith). No i zagadka dekady: czemu "Bad Moon Rising" dostał 2 gwiazdki?
Andrzej (9 marca 2007) -
>Równie dobrze można "obniżać noty" czy w ogóle pomijać pierwszy LP Sonic Youth z powodu, że zawiera on tylko 5 utworów. Anachronizm? Cóż, Jordan Barbula nie umieścił go we wkładce Teraz Rocka podobnie jak 1/3 dyskografii zespołu. przy okazji wczesnej wkładki jakiegoś zespołu (u2 albo deep purple) w teraz rocku było zaznaczone, ze ilość miejsca przeznaczonego na opisy albumów jest ograniczona i niektóre pozycje - jak single, epki i płyty koncertowe - są pomijane. s/t soników zwykło uważać się za epkę, a że jest to kapelka co nastrzelała troche przez przeszło 2 dekady krążków - pewnie postanowili zrobić cięcia. jakie jeszcze pominięto wydawnictwa? be my sister in death i syry czy dirty i washing machine? bo to różnica jednak, panie autor. nie robiąc oczywiście obrony pisma jako takiego - tez uważam pomijanie za głupie - ale u nich są to względy objętościowe całego magazynu, a tutaj mówimy o starającej się wyczerpać temat książce.
Low (9 marca 2007) -
Ja nie myślę, aby moja siążka była edytorsko "tragiczna", bo wygląda jak 90% książek z półki w EMPiKu i też została wydrukowana w profesjonalnej offsetowej drukarni:-) Zwykle czytelnicy omijają drogie książki w twardej oprawie. Dlatego świadomie wybrałem optymalny tani sposób, bo wówczas i ja poniosę małe koszty wydania, i czytelnik kupujący książkę. Chociaż "Historia" i tak ma bogatszą grafikę niż Harry Potter i znacznie lepszy papier niż "Michnikowszczyzna" Rafała Ziemkiewicza.Równie dobrze można "obniżać noty" czy w ogóle pomijać pierwszy LP Sonic Youth z powodu, że zawiera on tylko 5 utworów. Anachronizm? Cóż, Jordan Barbula nie umieścił go we wkładce Teraz Rocka podobnie jak 1/3 dyskografii zespołu. z kolei Cisza i Spokój za efektownie opakowaną słabą płytę dostawali "dodatkowe punkty" (!) Dlatego myślę że "Historię" warto było w Polsce wydać:-)
Andrzej (9 marca 2007) -
no to ja poproszę o merytoryczną obronę tragicznej jakości edytorskiej tej pozycji
SH (8 marca 2007) -
mój pies to świnia z kosmosu.
ryba (8 marca 2007) -
na prezydenta proponuję Janusza Korwina-Mikke, bo mam poglądy konserwatywno-liberalne.Tomaszu - a gdzie porównałem się z Niemenem? Mam wrażenie, że przekręcasz moje słowa specjalnie, bo ani razu nie odnosisz się do moich merytorycznych argumentów. "w ten sam sposób zwalczano Czesława Niemena" oznacza sposób działania. Równie dobrze mógłbym pisać jak UB zwalczało Armię Krajową wymyślając zarzuty o kolaborację z Hitlerem. Zwykle Czesław Niemen był bezbronny wobec dziennikarzy PRL, którzy wymyślali zarzuty dalekie od prawdy. Pamiętasz "Sukces"? Zabolał go ten film, zresztą sztuka jest ulotna, artystom na ogół trudno się bronić - choć pamiętam, że Tede nagrał skuteczny diss na Huberta Musiała:-)To smutne, że Czesław Niemen zmarł, a nie zmienił nawyków "wymyślania nieprawdziwych zarzutów". Mam wrażenie, że "Historia rocka, popu i hip-hopu według krytyków" daje tu dużo do myślenia - także w sprawie kariery Dylana.Na szczęście książka jest rzeczą bardziej konkretną niż muzyka. Dlatego łatwiej mogę ją obronić merytorycznie:-)
Andrzej (8 marca 2007) -
>A ja cieszę się, że wszystkie te zarzuty są zmyślone. no właśnie chyba nie są, skoro potwierdzasz jeden w swojej argumentacji:"Nigdzie nie piszę, że Dylan zawdzięcza karierę "spiskowi syjonistów". Wskazuję tylko, że pisma które go lansowały (Village Voice,Rolling Stone) zdominowane są przez redaktorów żydowskiego pochodzenia"takie tłumaczenie odnośnie hiperboli barbuły ze "spiskiem", nie wiem czy wiesz, ale tylko ciągnie cię w dół.
Low (8 marca 2007) -
>A ja cieszę się, że wszystkie te zarzuty są zmyślonejakbym czytał Rubika
ziutek (8 marca 2007) -
andrzeju buda, bądź moim kandydatem na prezydenta
wyborca (8 marca 2007) -
andrzej, "ja tak wcale nie mysle", zeby te zarzuty z tylkorockowej recki byly zmyslone. i pomyslales, ze moze dylan tak o sobie mowi, ze jest nienadzwyczajny, bo jest, eee, skromny? poza tym co ma stosunek samego tworcy do oceny jego dziel? to tak jakby oceniac pilkarzy po tym co mowia o sobie - piotrek swierczewski kiedys powiedzial podczas krotkiego pobytu w birmingham, ze jest najlepszym zawodnikiem tego klubu , a potem zagral jeden mecz. ale wedlug Twojego rozumowania nalezaloby go oceniac swietnie. absurd. aha, i przede wszystkim miej choc troche klasy i nie porownuj sie do niemena. noz sie w kieszeni otwiera jak sie czyta takie rzeczy. myslalem, ze juz sobie darowales.
tomek wasko (8 marca 2007) -
A ja cieszę się, że wszystkie te zarzuty są zmyślone. Bo teraz wiem, że warto było w Polsce wydać porządną książkę o rankingach krytyków, których tak naprawdę byliśmy pozbawieni (przez lata PRL aż do chwili obecnej). Dlatego w Polsce nie wykształciła się kultura oopiniotwórczych pism i publiczność ma opinie krytyków w miejscu, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę.Po pierwsze - Zdziwienie, że łączę rock z popem i hip-hopem. Cóż, to nie moja wina, że brytyjskie i amerykańskie pisma nie są ograniczone do "tylko rocka" i w rankingach za 1992 rok wyżej ceniły Arrested Development niż R.E.M. To ma swoje dobre strony, bo bez wpływów innych gatunków rock zjadałby dziś własny ogon i nie powstałyby tak genialne płyty jak choćby "Kid A" Radiohead. Zresztą mam wrażenie, że we wkładce Teraz Rocka o Sonic Youth, Jordan Barbula ma kłopot - ocenia "Bad Moon Rising" na 2 gwiazdki i pomija 1/3 dyskografii grupy - także debiutancką płytę.Po drugie - Nigdzie nie piszę, że Dylan zawdzięcza karierę "spiskowi syjonistów". Wskazuję tylko, że pisma które go lansowały (Village Voice,Rolling Stone) zdominowane są przez redaktorów żydowskiego pochodzenia, tak jak pisma które lansowały brit pop (NME,Select, Melody Maker) należą do Anglików. Chodzi o względy etniczne, które też mają wpływ na rankingi. Dylan spotkał się z miażdżącą krytyką w folkowych pismach, zresztą sam o sobie pisze, że jego utwory to "nic nadzwyczajnego". Beastie Boys byli krytykowani w czarnych hiphopowych magazynach, ale także w brytyjskim NME, który wyśmiewał ich za "kiepskie koncerty". Od kiedy więc krytyka żydowskich artystów to "antysemityzm" a nie obiektywizm? Tym bardziej, że cytuję też "pro-semickie" opinie jak w przypadku Steely Dan, którzy nagrali najlepszą płytę 1974 roku. Po trzecie - kompletność rankingów Q, Kerranga i Melody Maker. Mam wrażenie, że Jordan Babula nie przeczytał wstępu:http://www.andrzejbuda.webpark.pl/course4.htmlgdzie wyraźnie piszę, że pierwsze opiniotwórcze rankingi w połowie lat 70-tych publikowały tylko trzy pisma: Village Voice, NME i Sounds, potem ich liczba rosła, a część tytułów odpadała w wyniku rynkowej konkurencji. Q publikuje rankingi od 1986 roku (rok temu pisał o tym nawet Teraz Rock), metalowy Kerrang - od 1982, a Melody Maker publikował je od 1978 do 2000 roku - to nie moja wina, że zniknął z rynku. "muzyka przechodzi ewolucję i co roku starałem się wybrać i wyważyć podsumowania dotyczące rocka, metalu, hip-hopu, czy muzyki klubowej. Wiąże się to ze zniknięciem z rynku wielu zasłużonych tytułów i pojawieniem się nowych, np. ukazujący się od 1926 roku Melody Maker jeszcze w latach 70-tych co tydzień osiągał nakład 250 tys.egz, który w ciągu 10 lat skurczył się do 60 tysięcy. W 2000 roku czasopismo zniknęło z rynku całkowicie. Jest to efekt konkurencji, oraz rosnącej potęgi Internetu" Czy "od tej książki należy się trzymać jak najdalej" ? Przypomina mi to czasy PRL, gdzie w ten sam sposób zwalczano Czesława Niemena, a dzisiejsi redaktorzy Teraz Rocka - panowie Wiess i Królikowski pisali o rocku z NRD i CSRS. Obecnie piszą ciekawiej, ale mam wrażenie, że pewne nawyki im pozostały.
Andrzej (8 marca 2007) -
"Pomysł wydawać się może nie głupi. Wziąć roczne podsumowania najważniejszych płyt sporządzone przez kolejne lata przez krytyków popularnych zagranicznych czasopism muzycznych i na ich podstawie opracować "obiektywne" listy płyt-kamieni milowych w historii muzyki. Tyle, że na pomyśle się kończy, a to co się dzieje potem - a co znajduje finał w tej książce - woła o pomstę do nieba.Po pierwsze mylący jest już tytuł. To nie żadna "historia" ale krótkie komentarze autora do wykonanych zestawień. Komentarze skupiające się na nakreśleniu sylwetki artysty, który trafił na miejsce pierwsze. Czyli, jako że to dzieło obejmujące trzydzieći dwa lata w muzyce, autor napisał ptrzydzieści dwie, zajmujące średnio jedną stronę hasła. Pozostałe 220 strony zawierają przedrukowane z prasy zagranicznej listy - czy to albumów, czy singli - niestety, wybrane w zupełny przypadkowy sposób. W niektórych latach pojawia się "Kerrang!", w innych nie, podobnie sprawa ma się z "Q", "Melody Maker" i wieloma innymi... Czy na podstawie tak niekompletnych danych można tworzyć coś, co autor nazywa statystyką? Jako socjolog z wykształcenia odpowiadam: nie można.Druga sprawa to zakres teamtyczny tej książki. Nie wiem, dlaczego pan Buda wpadł na pomysł zestawienia rocka z popem i hip-hopem.Prawdopodobnie dlatego, że pisma związane z tymi gatunkami kolekcjonował (choć jak napisałem powyżej, musiało to być "kolekcjonowanie wybiórcze"). Jednak ocena, że w 1992 roku płytą ważniejszą niż "Automatic for the People" REM był album Arrested Development może wywołać co najmniej zdziwnie - co jak się ma jedno do drugiego? Trzeci problem, to dtyl pisarski autora: nie podlegający żadnym zasadom, bałaganiarski i chaotyczny. Przykładowo w jednym akapicie, dotycżacym albumu "Born in the Usa" Bruce'a Springsteena, znajdujemy opis zmiany składu w zespole bossa, krótką historię polskiej Solidarności (z cytatem z Jacka Kuronia), analizę przyczyn amerykańskiej inwazji na Irak w 2003 roku i informację na teamt zamieszek (cyt. "na tle ekonomicznym i rasowym") w rodzinnym mieście artysty. A to i tak jedynie głowne wątki poruszone w trzydziestu linijkach.Zatrważające sa również pewne tezy, które stawia Buda. Na przykład w jego opinii Bob Dylan nie jest jednym z największych artystów w historii muzyki, ale kompletnym beztalenciem, które sławę zyskało (chociaż nie jest to napisane wprost) najpewniej dzięki spiskowi syjonistów. Podobnie zresztą sprawa ma się z innymi wykonawcami żydowsiego pochodzenia, chociażby z Beckiem i Beastie Boys - cała ksiązka jest pełna antysemickich uwag. Brrr!Ostatnią sprawą jest strona edystorska "Historii rocka..." - niechlujna, nieczytelna i odpychająca - najprawdopodbniej wykonana naprędce przez samego Budę, pelna błędów wszelkiego rodzaju: od literówek po zachodzenie tekstu na koszmarnej jakości reprodukcję okładek płyt.Nie będę wymieniał wszystkich artystów i albumów które autor chciał łaskawie pominąć 9chociaż nieźle się musiał napracować, żeby pisżac o 1991 roku nie uwzględnić debiutu Pearl Jam, a wkolejnych latach chociażby płyt Rage Against The Machine czy Deftones).Powiem tylko, że od tej książki należy się trzymać jak najdalej. Osobom interesującym się rockiem prywatnie może ona wyłącznie zafałszować obraz rzeczywistości. Także krytykom może zaintersowanym róźnego rodzaju zestawieniami, na nic się nie zda - ze względu na swoją niekompletność"Jordan Barbula.ps. piszę szybciej, ale gadałem z ziomkiem jeszcze.ps2. sorka za potencjalne literówki.
ziomek (8 marca 2007) -
zara...
ziomek (8 marca 2007) -
ziomek, przepisałbyś...
przepisz (8 marca 2007) -
polecam recenzję tej książki w nowym teraz rocku. wg mnie jordan babula właściwie wyczerpał temat dlaczego należy omijać tę pozycję szerokim łukiem.
ziomek (8 marca 2007) -
Za pomocą tej tabeli możesz wyznaczyć najbardziej wartościowe muzycznie albumy. Po szczegóły zgłaszajcie się do Andrzeja Budy, bo my się tu zajmujemy badaniem społeczeństwa, a nie słuchaniem muzyki. Pozdrawiam z wydziału nauk społecznych.
naukowiec (12 lutego 2007)