INNE - FORUM

Historia rocka, popu i hip-hopu według krytyków

18 grudnia 2006

Właśnie w EMPiKach ukazała się książka:
"HISTORIA ROCKA, POPU i HIP-HOPU według krytyków"
http://www.empik.com/showobject.jsp?objectId=2517482&currentCategory=1080600
http://www.andrzejbuda.webpark.pl/course4.html
http://www.cgm.pl/aktualnosci/wyswietl.php?O_NEWS=28411740

zawierająca m.in. kompletne rankingi na najlepsze single i albumy roku (1974-2006).

Wbrew pozorom (choć nie wynika to z list bestsellerów!) mimo "żelaznej kurtyny", Polscy artyści mieli zdaniem krytyków istotny wkład w światową muzykę, ale w "wyspecjalizowanych" gatunkach. Zdziwiłem się mocno, że polski jazz był bardziej ceniony, niż skandynawski - np. magazyn The Wire umieścił Litania - The Music Of Krzysztof Komeda Tomasza Stańki na 6(!) miejscu wśród najlepszych albumów 1997 roku. Rok później ameerykański Village Voice wyróżnił płytę Komedy What Makes It Go . W 1992 roku The Wire umieścił Symphony No 3 Góreckiego na 20 miejscu swego podsumowania - wyżej, niż debiut FUTURE SOUND OF LONDON, czy pożegnalny album Milesa Davisa. Z kolei atonalna muzyka Pendereckiego inspirowała OK Computer RADIOHEAD - jeden z albumów wszechczasów (chodzi zwłaszcza o Climbing Up The Walls ). W metalu również mieliśmy sukcesy - magazyn muzyki ekstremalnej Terrorizer umieszczał w swoich czterdziestkach płyty polskich grup BEHEMOTH i VADER. Pewnie mielibyśmy więcej szans na zaistnienie, gdyby nie przeszłość - słyszałem, że Rick Wakeman z YES, kiedy usłyszał Korowód Marka Grechuty zapragnął wydać tę płytę na Zachodzie. Na przeszkodzie stanęła żelazna kurtyna. Wniosek: warto być oryginalnym i niekoniecznie anglojęzycznym.

Polecem książkę, bo jest w niej wiele ciekawego o najważniejszych artystach w historii z punktu widzenia opiniotwórczej prasy (z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych), której byliśmy pozbawieni i której de facto w Polsce ciągle brakuje.

Andrzej
  • Cytat z wywiadu poleconego przez ANdrzeja: >- Jest Pan uważany za czarną owcę społeczności żydowskiej w Polsce. Czy tak Pan o sobie myśli? ;-)
    Twój Stary (1 kwietnia 2007)
  • >http://www.mportalik.net/forum/viewtopic.php?t=2189 ten koleś od muzyczny.jogger.pl jest wszędzie? 'Zły Człowiek napisał/a: głuptasku... Tak mi pisze gość bez matury, który ma trudności z uzyskaniem ansi w linuxie.' haha, informatycy.
    Low (1 kwietnia 2007)
  • >Widzę u siebie jedną słabość. Andrzeju, nie badz dla siebie taki surowy.
    tomek wasko (1 kwietnia 2007)
  • na poziomie pradziadków miałem rodzinę, która przed wojną zdążyła wyjechać do Stanów Zjednoczonych i jeśli krytykuję kogoś to za to co robi, nigdy za narodowość. Bo to naturalne, że narody siebie wspierają, byle tylko nie przesadzali (jak Israel Singer, Solomon Morel, czy S.Michnik - krytykowani nawet na Forum Żydów Polskich). Tu znalazłem ciekawy wywiad z B.Szenicerem z żydowskiej Gminy Wyznaniowej Starozakonnej RP: http://www.nczas.com/?a=show_article&id=3659 Dziękuję za uwagi, też myślę że muzyka to abstrakcja, a celem jest jej SŁUCHANIE (a nie ocenianie!). Ale w momencie gdy przyznajemy płycie jakąś umowną wartość czy porównujemy z innymi (tworząc rankingi) to wkraczamy w sferę statystyki i dostajemy konkretne wyniki. Optymalizacja wyniku pomiaru, rachunek błędów, rozkłady to oczywiście dzieło matematyków i fizyków. Więcej metod: http://www.statsoft.pl/textbook/stathome_stat.html?http%3A%2F%2Fwww.statsoft.pl%2Ftextbook%2Fstgrm.html Widzę u siebie jedną słabość. Jeśli istnieje "obiektywna" lista, to jakie rankingi wybrać?. Do 2000 roku nie było z tym problemu - wybór rankingów z pism papierowych był jakimś kryterium, bo gdy pismo przestawało być opiniotwórcze, to wypadało z rynku jak Melody Maker. Ale ktoś na forum: http://www.mportalik.net/forum/viewtopic.php?t=2189 wysunął opinię, że po 2000 roku zwycięzcy corocznych "obiektywnych" list przestali być obiektywnie dobrzy (np. Arctic Monkeys). Dało mi to do myślenia, bo od 2000 roku zauważyłem że równie ważne są rankingi internetowe (Pitchfork, Tiny Mixtapes, Stylus itp). Jak je traktować? Jak mierzyć ich opiniotwórczość? Z gazetami było prosto - albo miały nakład minimum 60 tys.egz, albo wydawcom w ogóle nie opłacało się ich wydawać. Ze stronami w Internecie jest już inaczej. Jak to rozwiązać?
    Andrzej (1 kwietnia 2007)
  • taa, juz jakis czas temu wspominalem, ze tu mamy troche sytuacje jak z filmu "Fanatyk".
    tomek wasko (1 kwietnia 2007)
  • http://www.andrzejbuda.webpark.pl/contact.html andrew wyglada mi na żyda, wydało sie;)
    Dawid Ben Gurion (1 kwietnia 2007)
  • i trzecie założenie: 3. zapomnieć o użyciu zdrowego rozsądku
    ryba (1 kwietnia 2007)
  • mz, mw - dokładnie o to mi chodziło. W ogóle to dwa założenia, które przyjmujesz na wiarę, drogi Andrzeju: 1. Istnieje coś takiego jak uniwersalna we wszechświecie, OBIEKTYWNA "wartość/dobroć" płyty. 2. Można to zmierzyć, porównując recenzje różnych autorów (to jest założenie ad hoc!). Bullshit detector mi się włącza.
    tomek s (1 kwietnia 2007)
  • "ale obiektywizacja (optymalizacja) danych jako METODA statystyczna jest dobrze zdefiniowana, bo stosujemy ją nawet w socjologii czy psychologii" w ciagu 5 lat swoich studiow na socjologii nie slyszalem o "obiektywizacji" ani "optymalizacji" danych. a nie, przepraszam, wladza ludowa "optymalizowala" wyniki wyborow...
    mw (1 kwietnia 2007)
  • smutne jest to, że pan Andrzej chyba nadal nie zdaje sobie sprawy, że jego działania to badanie popularności krytycznej płyt, a nie badanie ich wartości muzycznej. bo pan Andrzej używa tu sformułowań, że "obiektywna wartość płyty" i że on to właśnie mierzy.
    mz (1 kwietnia 2007)
  • Jeśli badasz rynek muzyczny to ok, może jest to obszar bardziej ścisły niż psychologia lub socjologia, nie wnikam. Natomiast sama muzyka to dziedzina abstrakcyjna i tutaj statystyka nie ma zastosowania
    Taka mała uwaga do Andrzeja (1 kwietnia 2007)
  • ale obiektywizacja (optymalizacja) danych jako METODA statystyczna jest dobrze zdefiniowana, bo stosujemy ją nawet w socjologii czy psychologii - obszarze mniej ścisłym niż rynek fonograficzny. Po prostu: badamy zbiór danych jakim jest KOLEJNOŚĆ najlepszych płyt za dany rok według krytyków. Metoda jednoznacznie pozwala ułożyć najbardziej "obiektywną" kolejność (przy zadanym poziomie ufności, na podstawie serii pojedyńczych rankingów - z których każdy jest subiektywny, a więc obarczony błędem) Dawno temu astronomowie nie mieli dokładnych przyrządów (duży błąd pojedyńczego pomiaru), musieli więc dokonywać jak największej serii pomiarów, a potem optymalizować je za pomocą metod statystycznych. Postęp techniczny z sukcesem potwierdził później ich wyliczenia. I właśnie dlatego stosujemy metody statystyczne - aby na podstawie serii subiektywnych pomiarów odrzucić te najbardziej subiektywne i oszacować obiektywną wartość. Jedyny otwarty problem widzę w samym zakresie danych - jakie rankingi wybrać? Postawiłem na pisma papierowe i anglojęzyczne, stąd tytuł - "według krytyków". Jeśli któreś z nich znikało z rynku, automatycznie nie dawało żadnego wkładu do "obiektywnej" listy. Zresztą "obiektywna" piszę w cudzysłowie, bo przecież krytycy to też ludzie - mają swoją narodowość i kulturę, a o kolejności najlepszych płyt decydują często względy etniczne, powiązania wydawnicze itp. Dlatego we wstępie akcentuję, że jest to tylko jedna z wersji "Historii rocka, popu i hip-hopu" i że do opinii krytyków należy mieć dystans. http://www.andrzejbuda.webpark.pl/course4.html
    Andrzej (1 kwietnia 2007)
  • Andrzej wybrał jedną z wielu metod oceny muzyki, a jako że jest to jego indywidualny wybór jest to ocena subiektywna.
    Zdzisław Z (1 kwietnia 2007)
  • Problem jest w czymś innym imho. Pan Andrzej wymyślił sobie metodę "analizowania jakości/dobroci płyt". Lepszą, gorszą, mniej lub bardziej kretyńską, prożydowską bądź też antysemicką - nie ważne. To, co mnie wyjątkowo oburza, to fakt, że nazywa ją "OBIEKTYWNĄ" i za nic w świecie nie chce tego zmienić. Umówmy się - nie ma czegoś takiego jak obiektywizm w sztuce, nie da się procentowo określić, kto był lepszym poetą, która książka jest lepsza, itp., itd. Jasne, że można sobie wybierać metody, tworzyć tabele, podniecać się przy wyliczeniach - masz swój system, gratulacje, ale jest on tak obiektywny, jak sondaże Narodowego Ośrodka Badań Opinii Publicznej, w których zawsze wygrywa LPR. Tak więc, pomijając całą zawartość treściową analizy, Twoje - Andrzeju, posty, Twoja analiza nie ma nic wspólnego z obiektywizmem i prośba ode mnie o nie nadużywanie tego słowa.
    tomek s (1 kwietnia 2007)
  • To chyba odkryli już starożytni Murzyni?
    mw (31 marca 2007)
  • Czy wiesz, że według Nikolaja Tesli ziemia jest doskonałym przewodnikiem rezonansu akustycznego?
    Jack White (31 marca 2007)
  • Statystyka na niewiele się tu przyda jeśli skale są różne i arbitralne. Mógłbyś filozofie i naukowcu drogi znormalizować każdy z zestawów wyników kontrolując miarę rozproszenia ocen z danego okresu czy wykorzystać jeszcze bardziej wyrafinowane metody, ale - wybacz - to bez sensu. żeby to zobrazować - Pitchfork ma zazwyczaj wyższe oceny od Porcysa. Weźmy płytę - 8,9 na PFK; 6,9 na Por. Średnia - 7,9. Tylko że na Pfk może płyta z oceną 8,9 nie wejść nawet do Top 100, a na Porcysie - ma pewne szanse na płytę słabego roku. Tak więc każda skala składa się nie tylko z "obiektywnych" interwałów (choć co za bzdura ze szkoły wyniesiona, że np. ocena 3 jest o tyle gorsza od 4, co 4 od 5 - ale nie chcę się już i z tym absurdem tu mierzyć). Oprócz nich istnieje też subiektywna dystrybucja ocen w obrębie skali - idiosynkratyczna dla portali, ale także i konkretnych redaktorów. Łapiesz? Statystyka to piękne, wspaniałe i wyrafinowane narzędzie. Jak akceleroator cząsteczkowy. Tylko że jej zastosowanie do ocen muzyki (kolejny absurd, te numerki to tylko wiesz, taka metafora) przypomina zderzanie w akceleratorze... dwóch kawałków gówna.
    mw (31 marca 2007)
  • każdy ma swój indywidualny układ - płyty są OBIEKTYWNE, układ odniesienia jest SUBIEKTYWNY. Nawet Porcys ma swoją skalę ocen gdzie "legitymacja Samoobrony" to najniższy punkt. W partii premiera Leppera pewnie jest odwrotnie;-) Dlatego potrzebujemy metod statystycznych i więcej niezależnych opinii, jeśli chcemy wyjść poza własny, subiektywny układ.
    Andrzej (31 marca 2007)
  • >>Jak słusznie zauważył Ryba, potrzebujemy "układu odniesienia". którego nie ma i nie będzie. taki był sens mojego postu
    ryba (31 marca 2007)
  • to wyjdź
    17 (31 marca 2007)
  • no i dla mnie MOJA opinia jest najważniejsza
    Andrzej (31 marca 2007)
  • "wypierdalaj" - nie mam na to ochoty, bo nie podoba mi się wulgarność. Jak nie chcesz to nie dyskutuj, możesz znaleźć sobie inne, mniej dające do myślenia tematy.
    Andrzej (31 marca 2007)
  • ""powszechna reakcja wymiotna". "bubel", "chujowe" - JA TAK O SWOICH KSIĄŻKACH NIE MYŚLĘ, bo piszesz tylko obelgi." ale my myślimy, i zrozum w końcu, że nikt Cię tu nie chce - wypierdalaj.
    ehh (31 marca 2007)
  • >"powszechna reakcja wymiotna". "bubel", "chujowe" - JA TAK O SWOICH KSIĄŻKACH NIE MYŚLĘ ma-sa-kra.
    Low (31 marca 2007)
  • "powszechna reakcja wymiotna". "bubel", "chujowe" - JA TAK O SWOICH KSIĄŻKACH NIE MYŚLĘ, bo piszesz tylko obelgi. Mam wrażenie, że nie masz pojęcia o teorii pomiaru, metodach statystycznych i ich zastosowaniach, więc służę pomocą: http://www.lodd.p.lodz.pl/madd/madd.html http://neyman.im.pwr.wroc.pl/~szajow/sas/node16.html http://www.mp.pl/artykuly/index.php?aid=10776&_tc=B68B07E94B164851A28D98DC0686A5FD Jak słusznie zauważył Ryba, potrzebujemy "układu odniesienia". Książka "Historia rocka, popu i hip-hopu według krytyków" odnosi się właśnie do opinii krytyków - tzn zakładam, że istnieje obiektywna wartość płyty, a opinie krytyków są co najwyżej jej subiektywnym pomiarem (a więc są obarczone błędem). No i nie wywalam żadnych "Żydów" - opinie żydowskich pism traktuję tak samo jak angielskich czy afroamerykańskich. Kryteria pomiaru znajdziesz we wstępie: http://www.andrzejbuda.webpark.pl/course4.html Ludzie z metacritic mają podobne podejście, ale zamiast rozkładów czy teorii błędów pomiaru liczą średnią ocen danej płyty. Tyle że przypisują jednym krytykom większe wagi, niż innym. Są więc przywiązani do własnego, subiektywnego "kryterium ważności", bo nie zmieniają wag z kolejnym rokiem. Ja z kolei biorę pod uwagę najbardziej opiniotwórcze pisma dostępne w formie papierowej i ograniczam się do kręgu kulturowego Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. W ten sposób od 33 lat co roku tworzę "obiektywną listę" najlepszych płyt. Metody statystyczne pozwalają też oszacować jakie pismo w danym roku jest najbardziej obiektywne. Można to zrobić po prostu licząc odchylenia standardowe od "obiektywnej listy". Nie opublikowałem tego w książce, ale okazało się, że od 1974 roku aż do połowy lat 90-tych (eksplozji brit popu) najbliżej "obiektywnej listy" był właśnie New Musical Express. Oznacza to, że był najbardziej opiniotwórczym pismem, bo inne go naśladowały. Dlatego tylko częściowo zgodzę się, że NME stracił wiarygodność, bo wyszło mi że stał się "gazetką reklamową" dopiero wtedy, gdy przejął go Time Warner. A wcześniej był bezkompromisowy, bo popierał wytwórnie niezależne np. za odkryciem Joy Division nie stały przecież żadne układy.
    Andrzej (31 marca 2007)
  • ta cała książka jest bez sensu,jak to ponoć Napoleon (na 100% nie mam pewności,czy to jego myśl) mawiał "są kłamstwa,większe kłamstwa i statystyka" statystycznie pies i jego właściciel mają po trzy nogi( bo (2+4)/2=3,nieprawdaż panie Buda?),ale ktoś już to napomknął,a Andrzej nabrał wody w usta.Jaki "obikektywizm",do dzisiaj nic nie napisał,jakie były kryteria podsumowania(pewnie na początku Żydów z listy wywalił,inni mieli głupi wyraz twarzy na zdjęciach promo to też polecieli,a trzeci to bo byli za dobrzy) ...ale on tak o tym wcale nie myśli... zsumować i podzielić oceny z różnych pism to byle pajac potrafi(ale Andrzej o sobie jak o pajacu nie myśli),a nie każde pismo przeca jest takie samo,nie takim samym prestiżem może się pochwalić,nie mają podobnego targetu,różne wytwórnie nad nimi stoją,mają róznie ukierunkowanych pismaków itp. itd.Wektor wypadkowy z sumowania pisma reklamowego (NME) a pisma uznanego (WIRE) powinien takie dysonanse uwzględniać,a to co nam AB proponuje to tylko strony z listami notowań i parę słów komentarzu z dupy wyjętego. muzyki nie da się podsumować matematyką,nie każda płyta trafiała w odpowiedni czas i na zasłuzone sobie miejsce dochodziła dopiero po długim czasie.Na tym forum zbierają się ludzie,dla których muzyka to coś więcej,jak wypełniacz czasu pomiędzy Wiadomościami a filmem na Polshicie,zatem nie dziwię się powszechnej reakcji wymiotnej na AB.(ale on tak o tym nie myśli) DAJ SOBIE ANDRZEJU NA SPOKÓJ Z REKLAMĄ SWEGO BUBLA I SWOICH KOLEJNYCH CHUJOWYCH KSIĄŻEK (KTÓRE MASZ ZAMIAR PEWNIE NAPISAĆ)!
    kacperski (31 marca 2007)
  • idz sie powies.
    irasiad (31 marca 2007)
  • Mam wrażenie, że sugerujesz iż moje książki są warte mniej od lodów Algidy? Ja tak o nich nie myślę. Aczkolwiek jedna sieć hipermarketów sprzedawała Encyklopedię hip-hopu po cenie 16,99 PLN (praktycznie bez marży!) Zdziwiłem się, bo sam ustaliłem cenę mocno promocyjną (19,99 PLN) właśnie po to by w marketach po raz pierwszy pojawiła się hiphopowa książka. A największe przeceny? Kiedyś udało mi się kupić winyla "Remain In Light" TALKING HEADS za 1,25 PLN. Zawsze mnie cieszą:-)
    Andrzej (30 marca 2007)
  • >na sprzedaż nie narzekam, bo ostatnio włączyły się niektóre hipermarkety "promocja! kup lody algidy, a wybitne dzielo andrzeja budy dostaniesz za jedyne 5 groszy!"
    tomek wasko (30 marca 2007)
  • a ja tak nie myślę, abyśmy "pierdolili głupoty", jak nie chcesz to o fenomenologii nie dyskutuj na sprzedaż nie narzekam, bo ostatnio włączyły się niektóre hipermarkety i cieszę się z tego. Jasne, że sprzedaż jest jednym z kryteriów, ale ciekawiej byłoby stosunek sprzedaży do nakłądu promocji - bo wówczas więcej szans miałyby wytwórnie niezależne.
    Andrzej (30 marca 2007)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)