INNE - FORUM

uwarunkowania opinii o poziomie ukazujących się płyt

14 grudnia 2006

choć tematy teoretyczne nie są tu darzone sympatią, to próbuję.

zbliża się koniec roku, to nie jest temat 'największe coś tam 2006", ale pytanie przy okazji zapewne tej samej śpiewki:

czy opinia o ciągle spadającym (bądź też utrzymującym na tym samym żenującym) poziomie jakościowym ukazujących się na bieżąco płyt bardziej wynika z tego, że (a)tak (")naprawdę(") jest, czy z tego, że (b)jako coraz bardziej osłuchani melomani, jesteśmy wybredniejsi, bardziej wyrafinowani, może znudzeni i coraz trudniej zaspokoić nasze coraz to wyższe estetyczno-lanserskie wymagania? sorry za dobre samopoczucie.

no dobra, mogą być przykłady.

yeahnot
  • slucham, bo jeszcze nie wszystko ich przesluchalem. Taka ze mnie maszynka do przezerania rzeczywistosci.jak sie nad tym zastanowic to jeszcze taka opcja a'la wyscig szczurow: wiem niemalo, wiec chce wiecej, wiecej, wiecej, a potem sie lansowac, lansowac, lansowac
    Doktur_Szatan (15 grudnia 2006)
  • "istnieje też szansa, że Twoja stara pierze w rzece i stad to wszystko'skąd wiedziałeś?? dokładnie w potoku. nogi też tam wszyscy myjemy.tamte to nie takie niesłuchalne znowu. no ale słuchasz, bo poszukujesz czegoś nowego, czy bo to, czego dotychczas słuchałeś przestaje Ci oferować coś nowego/ekscytującego? (o czym jest wątek)po prostu jakoś nie chce mi się myśleć, że z "boskiego" punktu widzenia oceniamy, który rok lepszy i że zjazd jest ogólny, bo na to za bardzo nachodzi własny progres/regres w słuchaniu, o którym jakby się zapomina.Wagnera twórczość uszanuję zapalonym z niczem za kilka przystanków.mi się dupa natomiast nie spociła, bo siedzę z laptopem w tym potoku.
    yeahnot (15 grudnia 2006)
  • istnieje też szansa, że Twoja stara pierze w rzece i stad to wszystkomi sie tam dodatkowo wydaje ze jakims progiem blazy jest zestawik: Golden Palominos, Naked City, Ruins, Melt Banana - jesli takie rzeczy (no - kurwa - jest to niesluchalne) zaczynaja sie podobac, to znaczy, ze juz sie szuka udziwnien.I z perspektywy ze w/w mam zwykle mozliwie pelne dyskografie to pisze to bardzo autokrytycznie.Z 2 strony cytujac fragment z Eco: "nie ma postępu w dziejach świata - nastepuje tylko chwalebna i podniosla rekapitulacja" - pod tym tez bym sie nie podpisal - choc moze tlumy jędi rockowców moglyby przekonywac, ze owszem....Nie chcialbym tez, zeby zabrzmialo to lizodupnie, ale nawet ten zespol co tutaj nie wolno o nim przekonuje, ze jednak sa ludzie, ktorym sie chce czegos szukac - mogliby odcinac kuponiki, a nie odcinaja. Nie sadze, zeby to wlasnie oni byli forpoczta jakiegos genialnie wielkiego przewrotu w muzyce, ale ale...Przypominam poza tym, ze kombinacje w ramach zachodio - europejskich harmonii to zamknal juz Wagneruff... sie spocilem na dupie tym postem
    Doktur_Szatan (15 grudnia 2006)
  • –Doktur_Szatan, 14/12/2006 15:58co do a) trochę, to ja o tym podobnych nadwodnych rewolucjach nawet nie pomyślałem, bo i niepotrzebne mi to. po części zaś z tą woltą informacyjną, jak i np. z mitologizowaniem lat, kiedy się było młodym, pięknym i szalonym, kojarzę owo marudzenie co do poziomu wychodzących wydawnictw. może jednak zanadto relatywizuję. oczywiście jako - jak to określiłeś - zblazowany lancelot, niewydarzone pacholęcie, sczezła pożoga, chaber z poligonu.
    yeahnot (15 grudnia 2006)
  • heh, dziwnym trafem odniosłem podobne wrażenie, ale nie będę generalizował do całej postaci, bo prawie w ogóle go nie czytam. a teksty w stylu "to był ich rok!" - to mi się kojarzą z komentarzami do własnej listy (i artystów) niedźwieckiego czytane przez mnie z 13 lat wstecz. ale czy czujesz się, paweł, że jesteś grupą docelową tego typu artykułów? no właśnie, więc ja też uważam, że nie warto sobie ciśnienia podnosić.
    yeahnot (15 grudnia 2006)
  • pan sankowski to może paszporty polityki rozdawać, a nie o muzyce pisać, nie lubię się nabijać z kolegów po fachu, (przynajmniej publicznie) ale ktoś powinien temu panu zabrać komputer albo maszynę do pisanie whatever
    tygrysia maska (15 grudnia 2006)
  • http://www.gazetawyborcza.pl/1,75475,3787810.html
    troche na temat (15 grudnia 2006)
  • a) no dawno nic duzego sie nie stalo w muzie - ale biorac pod uwage jak wyglada ontologicznie informacja teraz a jak wygladala w latach 90 to chyba na rewolucje na poziomie grungu nie ma co liczycb) to sie nazywa blaza - taki rodzaj lansu - a taki co sie lansuje to LancelotPamietam, ze za czasow LO to sie nawet wkladki do plyt znalo na pamiec... a teraz? Zalega mi na HD jakies 500 albumow, ktorych jeszcze nie znam i z apodyktyczna mina (usteczka w dziobek i wygiete w boczek, jedna brew uniesiona, przeciwne oko polprzymkniete) enkjułuje do winampa kilka dziennie z roznymi skutkami... A ostatnia przygoda muzyczna to chyba trafila mi sie pol roku temu przy okazji albumu La Mar Enfortuna Jennifer Charles i Orena Bloedowa. Jestesmy parchatymi cwaniakami, bagnem behawioralnym, nie wartymi nic plwocinami szczura - w skrocie - porcysowcami. Taka prawda.
    Doktur_Szatan (14 grudnia 2006)
  • po prostu nie szukasz tam gdzie trzeba.
    corc (14 grudnia 2006)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)