INNE - FORUM

wskaźnik (prze)słuchanych płyt na godzinę

11 grudnia 2006

wracam do pewnego nieszczęsnego wątku (do którego nie mogłem się wpisać, znaczy go odnowić, choć bogowie mi świadkami jak bardzo chciałem)),

bo:

"W ciągu ostatnich trzech, czterech dni przebrnąłem przez ponad sto, w większości rekomendowanych tu i ówdzie, wydawnictw z bieżącego roku.", pisze w ostatnim brudnopisie Borys Dejnarowicz.

I nawet już nie o to chodzi, czy to skrótowy raport rzeczywistej sytuacji, czy jeno hiperbola bądź chwyt retoryczny. Jakiś czas temu była kupa śmiechu gdzieniegdzie, że niejaki Makowiecki to słucha kilkaset płyt w jakimś czasie i nawet średnie były wyliczane, z których wynikało, że weż przestań.

Pytam poważnie i z ciekawości, jaką taktykę stosujecie, że się tak dramatycznie wyrażę. Ile wam wystarcza kawałków z płyty, żeby wiedzieć, że płyta jest w przedziale 1,0-2,0? Oprócz tego, że nie ma reguły, to dwa, trzy, czy koniecznie całą płytę obowiązkowo trza odsłuchać? Czy to-się-od-razu-wie?

Naboga, jak w słuchaniu czasem dysponować?

yeahnot
  • ja tam wogóle uważam ze wartosciowanie muzyki poprzez oceny to do dupy pomysl jest. O zlych płytach się wogóle nie powinno głosno mówić a już w żadnym wypadku pisać bo to zachęca do sięgnięcia po nie i już kwadratura koła się robi. Albo wychodzą potem cuda że Kylie ma 5.0 tyle ile U2. Nie lubie bardzo U2 ale bez kurwa przegieć... Te oceny to jedynie co mnie boli na porcys.Co do sluchania na akord...mogę tylko współczuć..ale też szczerze do chujowych płyt cierpliwości nie mam ..za stary chyba już jestem.... niech się meczą zatem przesłuchiwacze ..byle im zdrowia starczyło...
    bo (13 grudnia 2006)
  • Panie Zagroba,wszystko opiera sie na zaufaniu,ja wam ufam i nie tykam rzeczy poniżej 5.0...
    kacperski (13 grudnia 2006)
  • właśnie zosia zamknęła trochę temat - ktoś musi to robić, żeby rekomendacje były wiarygodne i listy roczne, podsumowania
    mz (12 grudnia 2006)
  • Znam jeden kawałek Departure,na Fifie 06 jest - "Be My Enemy",nawet mi sie spodobał.Poza AG z gazety TR gdzie to dostało od niej 4,5/5,nie spotkałem się z jakąś super pozytywna recenzją,że to ponoc wypacykowani pajace i takie tam najcześciej sie powtarza.Na razie zespolik ten skrzętnie omijam...Na razie ufam recenzjom,bo rzadko kiedy się przejezdżam na nich,rozumiem,że już pierwszy utwór powiedzmy z płyty Evanescence budzi lęk i nie mozesz w nocy spać,to mówię ok!Jak Pani Zosia napomknęła,żebym nie musiał słuchać gówien ktoś inny musi tego gówna doznac na sobie i potem ewentualnie ostrzec innych przed ubabraniem się.Podstawą jest zaufanie do recenzenta,ale jak ktos chce sobie posłuchać,to jego sprawa.Ja własnie się boje w zespół D zaopatrzyć...Pobiezne nawet przesłuchanie daje juz wyobrażenie na temat płyty,a słuchajac 5 raz płyty raczej się człowiek utwierdza w przekonaniu o wartości produktu(choc jest pewne,że sa albumy,które im cześciej przesłu-chuje-sz,tym bardziej do Ciebie trafiaja)
    kacperski (12 grudnia 2006)
  • "gdybym miał ich słuchać w całości to chyba bym zdechł z nudów".słuchanie na pół gwizdka to i recenzje na pół gwizdka
    Liberum veto (12 grudnia 2006)
  • –borys d, 12/12/2006 3:36 "oooo co ci chooodzi gooościu"oooo nic szczególnego (a na pewno niewartego potrójnych "o"). po prostu wyraz zaskoczenia (ok, "rozbawiło" to złe słowo) podaną w przybliżeniu statystyką, zaskoczenia wynikającego z idealistycznego przyzwyczajenia słuchania od początku do końca, o czym już pisałem."chyba pisałem wyrażnie - "przebrnąłem", a nie "przesłuchałem w całości""jestem sobie w stanie wyobrazić "przebrnięcie" przez wiele nudnych płyt jako przesłuchanie ich w całości. e tam wyobrazić, wiele razy tak brnąłem. (patrz: wspomniane przyzwyczajenie)."gdybym miał ich słuchać w całości to chyba bym zdechł z nudów".wierzę na słowo. może jestem bardziej cierpliwy, a zarazem skłonny spektakularnie marnować swój wolny czas. do zmiany."a jak to się odbywa podpowiedział parę postów wyżej Mike".i jestem bardzo wdzięczny Mike'owi, bo - obok -em c i -z - dał najbardziej satysfakcjonującą i dającą mi do myślenia odpowiedź (w tej podkategorii najbardziej inspirująca była -z).pozdrawiam i też trochę nie wiem, o co chodzi.
    yeahnot (12 grudnia 2006)
  • >uniosłem się, bo rozbawiło mnie zestawienie - zarówno podane wtedy przez Makowieckiego, jak i teraz przez Dejnarowicza - ilości płyt do czasu ich przesłuchania.oooo co ci chooodzi gooościuchyba pisałem wyrażnie - "przebrnąłem", a nie "przesłuchałem w całości"gdybym miał ich słuchać w całości to chyba bym zdechł z nudówa jak to się odbywa podpowiedział parę postów wyżej Mike
    borys d (12 grudnia 2006)
  • ja tez w drodze do pracy słucham. wychodzą zatem jakies 1-2 płytki dziennie.
    Texas Ranger (11 grudnia 2006)
  • ktos musi sluchac na akord, zeby nie sluchac na akord mogl ktos (kto mu w miare ufa);> wiadomo ze zawsze jest mozliwosc ze cos nie zostanie docenione itp ale to jest wliczone w koszta, nie da sie inaczej. lepiej przegapic 1dobra plyte niz przegapic wiele wiecej bo sie stracilo czas na sluchanie gowien od pierwszej do ostatniej nuty chyba, co.
    z (11 grudnia 2006)
  • Sporo ludzi na miescie łazi ze słuchawkami na uszach. Moze to nawet czytelnicy porcys? Takie umcy umcy słychac. Natchneło mnie to do zrobienia tego samego i se nabylem odtwarzacz. Ze sluchawkami na uszach, wykorzystujac czas marnowany na dojazd do roboty (czyli ok 60 minut), przesłu-(przepraszam)-chuje jedna płyte w całości. To jedna zaleta a druga pozwala sie odciac od innych dzwiekow. Ach te piekne komorkowe melodyjki w pociagach podmiejskich.
    klancyk (11 grudnia 2006)
  • acha, wg terminologii Prof. Zbulwersowanego byłoby to (moje) słuchanie połączeniem słuchania na pół etetu, dorywczego i na czarno.
    yeahnot (11 grudnia 2006)
  • Może pójdż do psychiatry, jakaś terapia uzależnień, coś...Może masz też zespół obsesyjno kompulsyjny?Muzyka jest dla mnie, nie ja dla muzyki. Nie słucham na akord. –neurot, 11/12/2006 15:28jeśli to do mnie, to jest wprost przeciwnie niż chyba zinterpretowałeś. słucham za mało, nie lecę na ilość, ciągła kolejka odsłuchań, rzeczy czekające pod ręką na pierwsze przesłuchanie od roku, bo mi się nie chce/nie mam czasu/nastroju, itp, itd.uniosłem się, bo rozbawiło mnie zestawienie - zarówno podane wtedy przez Makowieckiego, jak i teraz przez Dejnarowicza - ilości płyt do czasu ich przesłuchania.a u źródła leży nie zwerbalizowana dotąd w tym wątku intencja, że jakoś intuicyjnie i ortodoksyjnie chciałbym rozumieć zapoznawanie się z utworami z dziedzin sztuki, których przedstawicieli poznaje się w czasie (płyta, film, książka), jako poznawanie w całości, od początku do końca. ot, taki niepraktyczny, szczególnie ostatnio, idealizm. widzę słabe strony, jakby co.
    yeahnot (11 grudnia 2006)
  • dzieki, zbulwi.
    akord (11 grudnia 2006)
  • Można słuchac na akord, na pół etetu, w systemie dwuzmianowym, dorywczo, chałupniczo i na czarno...Słuchanie na akord - system słuchania, w którym wielkość zadowolenia jest uzależniona od ilości wysłuchanych płyt, stopnia wykonania normy.
    zbulwersowany (11 grudnia 2006)
  • to znaczy, ze mozna sluchac np dzwieku C, E, G razem, to jest wlasnie akord:)
    olo (11 grudnia 2006)
  • co znaczy "słuchać na akord"?
    akord (11 grudnia 2006)
  • Może pójdż do psychiatry, jakaś terapia uzależnień, coś...Może masz też zespół obsesyjno kompulsyjny?Muzyka jest dla mnie, nie ja dla muzyki. Nie słucham na akord.
    neurot (11 grudnia 2006)
  • chodziło chyba o płyty przeskipowane (słucha się kilku utworów i jak słabe to dalej skipuje resztę, chyba że coś przykuje uwagę - czyli ze 20 minut na jedną płytę) i zsamplowane (3 zassane kawałki - 15 minut na płytę) oraz takie przesłuchane w całości (45-50). licząc więc średnio 20 minut na płytę daje to ponad 30 godzin. 30 godzin słuchania w 4 dni, około 8 godzin dziennie. niby możliwe.ale to nie jest tak, że codziennie tyle słuchamy.
    mz (11 grudnia 2006)
  • A ile utworów Anal Cunt na dobe najwięcej da się przesłuchać :)?
    kici (11 grudnia 2006)
  • Przesluchanie 100 CD/4 dni w calosci jest chyba fizycznie niemozliwe. Bo to wychodzi 25cd/dobeJesli to prawda to szacun wielki. Ja bym wymiekl.
    klancyk (11 grudnia 2006)
  • mi sie zdarza.nie musze slychac plyt z przedzialu 1-2, zeby wiedziec ze sa skonczone. wystarczy ze raz taka zobacze i juz wiem.nie no, prywatnym rekordem swiata jest dla mnie plyta zespolu departure, dobrnalem do polowy chyba tylko z czystego masochizmu. ale generalnie kiedy po 10 minutach slysze ze nie ma tu nic dla mnie to wylaczam, bo po co marnowac swoj czas. moge spac spokojnie bez wiedzy czy cala plyta jest 0.2 czy moze az 1.8.
    em c (11 grudnia 2006)
  • w ogole, kto w dzisiejszych czasach kupuje plyty za 60zl? abstrahujac.
    jędras (11 grudnia 2006)
  • Robert Janowski: "Po ilu nutkach pozna Pan, że jest to płytka w przedziale 1,0 - 2,0 ?"Zbulwersowany : "Po jednej" –zbulwersowany, 11/12/2006 11:26jeśli tak, to przesłuchanie ponad stu płyt (głównie 1-2) w 4 dni jest jak najbardziej w zasięgu. odetchnąłem.
    yeahnot (11 grudnia 2006)
  • 100 oryginalnych wydawnictw x 60zl = 6000 zl w ciagu 4 dni...ło rany....(zakladajac ze wydawnictwo to plyta CD)
    klancyk (11 grudnia 2006)
  • Robert Janowski: "Po ilu nutkach pozna Pan, że jest to płytka w przedziale 1,0 - 2,0 ?"Zbulwersowany : "Po jednej"
    zbulwersowany (11 grudnia 2006)
  • nie ma "haha", jest weltszmerz i poważny problem domagający się adekwatnej debaty
    yeahnot (11 grudnia 2006)
  • jezuuuu...haha
    zbulwersowany (11 grudnia 2006)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)