INNE - FORUM
Balcerowicz musi zostać
13 marca 2006Skoro wątek o Miloszeviciu się trzyma, to czemu nie ten. Ja kocham Leszka Balcerowicza. Naprawdę. Dzięki niemu mamy silną złotówkę, mamy prawdziwy wolny rynek, mamy bezduszny, ale kochany komercjalny kapitalizm. Wpisujcie miasta:) jak przy Miloszeviciu, ale tu na poważnie.
-
jest takie słowo MENTALNOŚĆ, kluczowe dla tej dyskusji
wkn (18 marca 2006) -
ten kto porównuje Czechy i Węgry z Polską nie ma pojęcia o różnicach dzielących nasze kraje. Onie zawsze byli od nas bogatsi, II RP też pozostawała w tyle za uwczesną Czechosłowacją, my jeszcze nawet teraz odczuwamy zabory! podczas gdy np. Czechy zostały wykrojone z cesarstwa (i to właściwie najbardziej rozwinięte tereny)- to zawsze był kraj uprzemysłowiony. my bylismy roniczym, po II WS doszło do wielkich zmian, migracji, rozwoju przemysłu, zmiany u nas były w duzej mierze sztuczne i na siłe, teraz to odczuwamy, mamy armie rolników nie mogących wyżyć ze swoich gospodarstw, to sa naprawde wielkie problemy, których nasi sąsiedzi nie doswiadczyli, my mamy armie ludzi mentalnie będących w PRl, prezentujących roszczeniową postawę, całkowicie niezaradnych życiowo. zabawne że tworzą oni elektorat własnie LPR, Samoobrony i w duzej mierze PIS-u, Nie wiem czy ktos pamięta, ale my mieliśmy tu w latach 80 KRYZYS, na Węgry wtedy sie jeździło na zakupy - tam mozna bylo dostać towary o których w Polsce nikt nie marzył! Nie wiem czy ktoś byl w czechach - jets czysto, o wiele czysciej niz w Polsce - to tez wina Balcewrowicza ze u nas smieci leża na ulicach? Pełno budynków, powstałych 30-20 lat temu nadal w dobrej kondycji, doskonale służacych wojemu przeznaczeniu, podczas gdy u nas budynki z tego okresu nadaja się najczęściej pod rozbiorke, porownajcie sobie stara stacje bezynową w czechach, z budka z lat 80-tych w Polsce. no a teraz doroboty
Eric (17 marca 2006) -
Mówisz o Czechach i Węgrach, które - zgadzam się - są wraz ze Słowenią przed nami. Ale to a) nie jest żaden "ogon", co za bzdura, tylko **czołówka** tego, co zostało po Układzie Warszawskimb) już o tym mówiłem, zreformować mały kraj a zreformować 40 milionowy to inna rzecz - szczególnie gdy każda kolejna ekipa za główny cel stawia sobie wymianę ludzie na stołkach, a nie budowanie autostrad.Balcerowicz w dwa lata zrobił więcej dla dobrobytu Polaków niż tórakolwiek ekipa polityczna w całej swojej kadencji. Nowy parlament też raczej tej statystyki nie poprawi.
. (17 marca 2006) -
można powiedzieć, że dla konkurencyjności firmy istotne są takie czynniki, jak jakość produktu i koszty wytworzenia go. Nie tylko te, ale te są kluczowe. Jeżeli jakość jest beznadziejna, to nie pomogą nawet niskie koszty. Jak jakość jest porównywalna (choćby w zakresie funkcjonalności) - decyduje cena, a ta wynika z kosztów wytworzenia. To tłumaczy, dlaczego nie byliśmy w stanie podbic świata np. elektroniką, czy samochodami. Ale weźmy zatem taka fabryke sody. Soda to soda. Używa ją się np. do produkcji proszków do prania. W roku 1990 cena produkcji tony sody w Polsce kosztował o rząd wielkości mniej, niz w Europie Zachodniej, a wynikało to z tego, że wówczas zarobki w Polsce utrzymywały sie na poziomie ok. 100 dolarów miesięcznie, a koszty energii były o rząd wielkości niższe, niż na Zachodzie. W wyniku tego, cena zbytu sody w Polsce była o rząd wielkości niższa, niż na Zachodzie. Podobnie było z fabrykami acetylenu (który jest podstawowym surowcem do zaawansowanej chemii organicznej), superfosfatu (taki nawóz sztuczny), substancji aktywnych do pestycydów... Wszystkie te zakłady były stosunkowo nowoczesne, to znaczy miały dość nowe linie technologiczne. Wszystkie mogły z łatwościa konkurować z Zachodnimi firmami produkującymi te substancje, a zarobione pieniądze przeznaczać na rozwój - na unowocześnienie technologii, na ekspansję na inne rynki.Podobnie rzecz miała się z zakładami przetwórstwa spożywczego. Powstało ich sporo i wytworzyły popyt na przyzwoitej jakoścji produkty rolne. Sporo polskich rolników również zauważyła szanse. W końcu nasze środki produkcji były o rząd wielkości tańsze niż na Zachodzie, więc można by konkurować przynajmniej na naszym rynku.To zdumiewające, dlaczego popadali, jak, bedłki, czyz nie? Miały dwa zapewnione dwa kluczowe czynniki sukcesu. Konkurencyjny produkt i niskie koszty. To wręcz niemożliwe by nie potrafiły z tego skorzystać. Otóż wcale nie. Rzecz bowiem w tym, że wychodząc z PRL firmy, posiadające nowe linie technologiczne posiadały niespłacone kredyty, za które te linie kupiły. Ale koszt spłaty kredytu był wkalkulowany w koszty wytworzenia produktu, więc wszystko wydawało się byc pod kontrolą.Wszelako pan profesor Leszek Balcerowicz, za który chciano dac mu nagrodę Nobla: otoż na przeszło rok zablokował kurs dolara, jednocześnie uzależniając oprocentowanie wkładów lokat od poziomu inflacji. Wystaczyło, żeby ktoś chciał zainwestować kasę najzyskowniej na świecie i miał luźny miliard dolarów - to mógł obłowic się jak nigdy w życiu. Po roku bank wypłacał mu więcej niż dwa miliardy dolarów. No, a skąd bank brał ten dodatkowy miliard? Ano miedzy innymi z oprocentowania kredytów, które miały zaciągnięte te firmy, które miały niespłacone np. linie technologiczne. Oczywiście, te firmy, miały też własne srodki na rachunkach, ale te rachunki, oczywiście przypadkiem, nie były oprocentowane równie zyskownie. Podobnie, jak rachunki oszczędnościowe milionów Polaków, którzy mogli za oszczędności całego życia kupic sobie pół litra plus zakąskę. No, ale akurat Soros znalazł sie w tej grupie, która miała więcej szczęścia i której wkłady były oprocentowane akurat zyskownie, a nie złodziejsko. Taki przypadek.No i te przypadki miały ten ciekawy rezutat, że wzrosły gigantycznie koszty eksploatacji wszystkich nowoczesnych linii technologicznych. A przez to, mimo utrzymania sie niskich płac i nośników energii, opłacalność produkcji w Polsce zanikła. Dlatego popadały polskie firmy mające nowoczesne instalacji i szlag trafił gospodarstwa chłopów inwestujących w swoje gospodarstwa. I Lepper był jednym z takich rolników. Założył Samoobronę, kiedy się kapnął, jak wielka jest skala przekrętu i ilu chłopów zrobiono w konia.Żeby nie było: ja nie uważam, że Balcerowicz zrobił to celowo. Celowo, to on dał zarobic Sorosowi. A to były tylko niezbędne koszta.
kakaok. (17 marca 2006) -
lepiej powiedz ile kilometrów autostrad wybudowano w polsce w porownaniu do wegier i czech, lepiej sprawdz jak przedstawia się stosunek inwestycji zagranicznych(to trochę co innego niż wykupienie banku) w porownaniu z tymi krajami; w wyliczaniu dochodu na głowe wg siły nabywczej odejmij dochody 100 a potem 1000 (dla ładniejszych wyników) najbogatszych polaków, pozniej zrob to samo w innych krajach, a dowiesz się co nieco o strukturze ekonomicznej społeczenstwa; podaj PKB na głowę mieszkanca w porownaniu z czechami i węgrami; porównaj poziom korupcji (są wskaźniki); porównaj poziom przestępczości i jej strukturę (w czechach i na węgrzech przeprowadzono dekomunizację co praktycznie nie dało szans rozwoju przestępczości zorganizowanej - polska pod tym względem obudziła sie jak miś uszatek z aparatem przestępczym i z nim chodzi coddiennie spać); dalej - pokaz mi na węgrzech i w czechach ujawniane afery w sferze publicznej albo chociaz o nich domniemywania; pokaż mi jak wygląda rynek prasy na węgrzech i w czechach - w polsce o wszystkim decyduje jedna spółka, ewenement żurnalistyki światowej; jesli nadal bedzie sie okazywało ze polska jest taka fajna jak uważa masa "urobieńców" to ze mna coś nie tak
kakaok. (17 marca 2006) -
Rising,w jakim ogonie? Przelicz sobie dochód na mieszkańca wg siły nabywczej pieniądza wszystkich krajów postkomunistycznych i nagle się okaże, że Twój ogon jest obiektywnie czołówką. Nie uprawiam teraz demagogii, sprawdź mnie!A jeśli nie chce Ci się sprawdzać, to wyjrzyj za okno, sprawdź jakie samochody (tysiące), telewizory (miliony), żywność *przeciętnie* (nie 'bogacze', nie 'biedacy') się w Polsce kupuje - w tych kapitalistycznych hipermarketach przepełnionych niezależnie od pory dnia. Rozejrzyj się, jest to jakiś, ułomny bo ułomny, miernik dochodów społeczeństwa. A potem porównaj to do podobnych obserwacji z Estonii (teraz ruszyli! - podatek liniowy), Litwy, Łotwy, Ukrainy, Białorusi, a nawet Słowacji, krajów byłej Jugosławii (oprócz Słowenii oczywiście), a już w ogóle (!!!) Mołdowy, państw Kaukazu i całej okołokaspijsko-azjatyckiej gromady mniejszych i większych (z ogromnym Kazachstanem na czele) "postkomunistycznych" krajów.Nawet porównując się z "czołówką" - Czechami i Węgrami - bynajmniej nie mamy się czego wstydzić biorąc pod uwagę rozmiar państwa, małe kraje reformuje się banalnie jeśli jest tylko odpowiednia wola.Rozbawił mnie dziś w "Co z tą Polską?" pan poseł Zawisza, który na pytanie o to, dlaczego Polacy już zdążyli się rozczarować rządami PiS, odpowiedział, że to jest rozczarowanie ostatnimi 16 latami. ROTFL, co ma piernik... ale cóż, facet ma talent, może Bielana wkrótce dogoni.
. (17 marca 2006) -
Eric, a może potrafisz mi odpowiedzieć dlaczego po tych 16 latach (podczas których łape na pieniądzach trzymał Balcerowicz) Polska znalazła się w OGONIE krajów postkomunistycznych (jak jest każdy widzi), kiedy tymczasem zaraz po obaleniu komuny byliśmy pod względem gospodarczym najwyżej? Kto za to odpowiada? też PIS?
Rising (16 marca 2006) -
eh, i tak ludzie o wildstainowskiej mentalności będą głosowac na PIS, dla nich liczy sie tylko "łapaj agenta"
Eric (16 marca 2006) -
Burzę rozpętał Donald Tusk, wygłaszając niesłychanie agresywne, prymitywne przemówienie. (...) Może i dobrze się stało, różni ludzie się odsłonili. W "Gazecie Wyborczej" pani Łuczywo napisała, że Donald Tusk powiedział w końcu to, co powinien powiedzieć. Nasza diagnoza, że mamy do czynienia z szybko budowanym sojuszem sił lewicowych, że znów siły wywodzące się z Komunistycznej Partii Polski, bo takie reprezentuje pani Łuczywo, są na pierwszej linii, została potwierdzona. (...) My walczymy o Polskę demokratyczną, w której zwykli Polacy mają coś do powiedzenia, (...) natomiast druga strona nie jest w stanie przedstawić wprost swojej koncepcji i w związku z tym kamufluje ją, przypisując nam zamiary i działania, których nie mamy i których nigdy nie podejmowaliśmy. Próbuje się wmówić Polakom, że jest dzisiaj w kraju zagrożenie dla demokracji, chociaż w gruncie rzeczy jest tylko zagrożenie dla układu, który jest całkowicie antydemokratyczny. (...) Bardzo charakterystyczne było stwierdzenie pana Tuska, że my chcemy położyć rękę, jak on powiedział "łapę", na pieniądzach. Prawda jest taka, że łapę na pieniądzach, jeśli już cytować pana Tuska, chce położyć jego partia, bo przecież centralną postacią tej fuzji, która ma się dokonać, jest Jan Krzysztof Bielecki, który niezależnie od swojego formalnego członkostwa, albo braku członkostwa, jest niezwykle ważną osobą w PO. Ta operacja, która jest w tej chwili prowadzona, jest niezwykle szkodliwa w sensie gospodarczym, niszczy rynek usług finansowych. (...) Chcemy móc rządzić tą sferą, która jest przyznana konstytucyjnie rządowi, i chcemy także doprowadzić do tego, żeby aparat państwowy był sprawny. (...) Jeżeli pan Tusk nie powiedział w gruncie rzeczy słowa na temat pana Balcerowicza, to dlatego, że on wiedział, że tego wprost się bronić nie da.
KaczKaok (16 marca 2006) -
Porcys to fałszywy imperializm!
Guernica (15 marca 2006) -
Polecam dzisiejszy felieton z "Rzeczpospolitej"Gospodarka znowu nakazowaNie ma uzasadnienia ekonomicznego aby trzymać się klauzuli umowy prywatyzacyjnej z 1999 roku.Chociaż oba należące do UniCredit banki - Pekao i BPH - już dawno temu zostały przez Polskę sprzedane, rząd nie chce się z tym pogodzić. Rząd nie godzi się na ich połączenie, choć oba działają wprawdzie w Polsce i mają polskie znaki firmowe, ale są przecież własnością kapitału zagranicznego. Wydawałoby się, że powodem sprzeciwu mogłoby być tylko to, że połączony bank zdominuje sektor bankowy w Polsce, czyli osiągnie pozycję pozwalającą mu na dyktowanie warunków korzystnych dla siebie, a niekorzystnych dla klientów banków. Oceny tego, czy połączenie banków stworzyłoby takie niebezpieczeństwo, może dokonać jednak tylko odpowiedni organ państwowy powołany do wystawiania opinii w podobnych sprawach. Jest to Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Otóż prezes tego urzędu wykazał, że połączenie obu banków nie ograniczyłoby konkurencji w sektorze bankowym. Zatem powód sprzeciwu musi być inny. Rząd powołuje się na jedną z klauzul umowy prywatyzacyjnej z 1999 r., która zakazywała UniCredit nabywania innych polskich banków. Rząd domaga się honorowania tej klauzuli. Pojawił się więc problem natury prawnej. A pojawił się dlatego, że pięć lat później, 1 maja 2004 r. staliśmy się członkiem Unii Europejskiej, wchodząc zaś do niej, zgodziliśmy się przestrzegać prawa gwarantującego swobodę przejęć na rynku kapitałowym. Powstaje pytanie, czy w tej sytuacji nadal obowiązuje klauzula z 1999 r., czy też obowiązują przepisy unijne, które zgodziliśmy się stosować? W tej sprawie powinni się wypowiedzieć znawcy prawa unijnego, będący jednocześnie specjalistami w zakresie prawa finansowego. Spór natomiast powinny rozstrzygnąć powołane do tego ciała krajowe, takie jak nadzór bankowy i urząd ochrony konkurencji, a w przypadku koniecznym - Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Wchodząc do Unii, zgodziliśmy się bowiem na to, że w przypadku konfliktu między prawem wspólnotowym a normami prawnymi poszczególnych krajów prawo wspólnotowe ma nadrzędność w stosunku do prawa krajów członkowskich. Zamiast iść konsekwentnie drogą prawną, rząd oświadczył, że nie zgadza się na połączenie banków i już. Następnie popierający rząd politycy rozpętali awanturę polityczną, odsądzając od czci i wiary wszystkich, którzy postępowali ściśle według nakazów prawa. Gdy te nakazy były nie po myśli rządu, to rząd zarzucał oponentom łamanie prawa. Właściwie nie powinno to dziwić. Politycy partii dominującej w rządzie skłócili się już z wieloma środowiskami. Z prawnikami, z dziennikarzami, z Trybunałem Konstytucyjnym, nie licząc indywidualnych osób. Teraz przyszła kolej na Komisję Nadzoru Bankowego i na cały Narodowy Bank Polski, ze szczególnym uwzględnieniem jego prezesa. Partia dominująca w rządzie pokazała, że nie znosi nieposłuszeństwa. Nieposłuszni są podejrzani o wysługiwanie się jakimś obcym, wrogim siłom. Politycy krytykujący Komisję Nadzoru Bankowego przedstawiają się jako obrońcy polskich banków przed zakusami zagranicznego kapitału. Pewnie nie wiedzą, że chodzi o dwa banki będące zagraniczną własnością. A może wiedzą, ale liczą na to, że dzięki awanturze politycznej uda się ponownie znacjonalizować jeden z prywatnych banków. O takiej możliwości wspomniał bowiem minister skarbu, dodając co prawda, że jest to wariant tylko hipotetyczny. Jeśli pozostawić odpowiednim organom rozwiązanie sporu prawnego, pozostaje pytanie, czy jest jakieś uzasadnienie ekonomiczne trzymania się klauzuli umowy prywatyzacyjnej z 1999 r. Moim zdaniem takiego uzasadnienia w ogóle nie ma. Politycy będący przeciwnego zdania nie przedstawiają merytorycznych argumentów, bo ich po prostu nie mają. Politycy ci wypowiadają się często na tematy gospodarcze, ale nierzadko są to wypowiedzi dyletanckie. Widać, że w myśleniu o gospodarce rynkowej nie kierują się wiedzą ekonomiczną ani znajomością realiów współczesnej gospodarki. Myślą za pomocą stereotypów. Są nieufni w stosunku do prywatnych właścicieli, są nastawieni wrogo do zagranicznego kapitału, są niechętni rozszerzaniu wspólnego rynku w ramach Unii Europejskiej i zapalczywie bronią protekcjonizmu w polityce gospodarczej państwa. Ich hasłem jest sprzeciw wobec gospodarki liberalnej, o której również nic nie wiedzą. Przedstawiają ją jednak w karykaturalnej postaci, bo jest to wygodne politycznie. Czyniąc to, oszukują opinię publiczną. Uczciwość wymagałaby, aby wyjaśnili, jak pojmują gospodarkę liberalną i sformułowali konkretne przeciw niej zarzuty. Tymczasem z haseł, którymi się posługują, wynika, że po prostu nie lubią takiej gospodarki, która rządzi się jasnymi, prawnie usankcjonowanymi i stabilnymi zasadami. Taka gospodarka nie pozwalałaby politykom ingerować w prawa własności i w reguły rynkowe. Pomstując na lewicę, która w przeszłości zrujnowała nie tylko polską gospodarkę, politycy ci chcieliby stosować czysto lewicowe metody kierowania gospodarką. Chcą po prostu, aby gospodarka ich słuchała. Ostatnim, śmiesznym, ale zarazem groźnym przykładem takiego podejścia był postulat rządu, aby wydawnictwa obniżyły ceny podręczników. Nie było zarzutu zmonopolizowania rynku wydawniczego, był tylko postulat obniżenia cen. Jakże to proste: pomożemy uczącej się młodzieży, wyciągając pieniądze nie ze swoich kieszeni. Przed nimi wpadli na ten pomysł Bierut i Gomułka. Nie byli oni pierwsi, ale okazuje się, że nie byli też ostatni. Gospodarka liberalna nie odbiera rządowi prawa do troszczenia się o ludzi słabych, chorych, nieradzących sobie z przyczyn obiektywnych, nie zakazuje rozwijania działalności sprzyjającej zmniejszaniu bezrobocia czy wyrównującej szanse edukacyjne młodzieży. Nie pozwala tylko na dokonywanie tego kosztem gospodarki, jej efektywności i wzrostu. W liberalnej gospodarce politycy nie wchodzą do rad nadzorczych spółek, nie mogą oplatać przedsiębiorstw siecią biurokratycznych przepisów, nie zmieniają nieustannie regulacji prawnych. Nie rządzą gospodarką, lecz prowadzą politykę gospodarczą i społeczną, przestrzegając ładu prawnego, sprzyjającego aktywności i inicjatywie przedsiębiorstw. Politykom potępiającym liberalną gospodarkę zależy na dyrygowaniu instytucjami, które w państwach demokratycznych są niezależne od rządu, oraz na dyrygowaniu przedsiębiorstwami. Ale gospodarka posłuszna politykom nie jest posłuszna rynkowi. Za skutki nieposłuszeństwa rynkowi płacą nie politycy, ale konsumenci oraz ludzie bezskutecznie czekający na pracę. Nie jest to tylko konstatacja teoretyczna, ale prawda zweryfikowana w praktyce przez wiele krajów. CEZARY JÓZEFIAK, Profesor Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN i Uniwersytetu Łódzkiego
rzeczpospolita (14 marca 2006) -
ja chce by został!!bo ostatni bastion demokracji to wlasnie NBP(nie licząc porcysa oczywiscie-ale tu tez jest czasami bezwzgledna cenzura wymuszona wyzsza koniecznoscia)tv juz zabrali, niebawem bedzie nowy prezes byc moze Kurski?by sie nadawał...zabrali nawet Krzyśka, ikonę polskiego rocka, wszystko do siebie zabrali chciwa bigimia
wkn (14 marca 2006) -
Hihi
es (13 marca 2006) -
Oooo, mam wtyki w NBPie, naprawdę. Ja się jakoś nabieram, od 17 lat. Bo ja dziecko kapitalizmu jestem. Wspaniały rocznik 1990.
Guernica (13 marca 2006) -
Balcerowicz oprócz tego, że zastopował inflację, stworzył świetne warunki do lewych interesów.Musi odejśćdziwie sie, że się dajecie na to co ten pan twierdzi nabierać...
melissa (13 marca 2006) -
o co chodzi z tym wpisywaniem miast? ze niby caly pcim dolny popiera balcerowicza?
emmanuelle cunt (13 marca 2006) -
Wiadomo - a kolejną komisje szykują... Jeeez...(Bydgoszcz)
Yoda (13 marca 2006) -
Podpisuję się pod listem z wyborczej z dzisiaj (13.03). Wielki facet, szacunek.
palczak90 (13 marca 2006) -
Zróbcie mu gaukę.300.000 Uczciwy.Banki mogą zmieniać % kredytu w trakcie jego spłacania. Tylko w PL.Leszek tak postanowił.
Klałn_Podrzegacz (13 marca 2006) -
Wiadomo Balcerowicz mistrz. Jest po prostu bardzo dobry w tym co robi, rzetelny i solidnie wykształcony. Ma uznanie na całym świecie, tylko w Polsce musiał znaleźć się jakiś ktośtam gadający, że musi odejść. Bezsens.
ASz (13 marca 2006)