INNE - FORUM

era nowe horyzonty

3 lipca 2006

yo,
pewnie troche ludzi stad sie wybiera, wiec jakby co, to znany jest juz program tegorocznego festiwalu:

http://6ff.eranowehoryzonty.pl/index.php?id=44e75cbef777767

troche bylem wkurzony przeniesieniem enh do wrocka, ale pobiezny rzut oka na powyzsza liste sprawil, ze znowu sie napalilem na ten festiwal. duzo filmow, ktore chcialem zobaczyc ( miedzy innymi: proposition, nowy chereau, lot 93, nowy loach i wiele innych ) a do tego na pewno jak co roku troche fajnych okryc tez sie trafi.

pozdros

tomek wasko
  • kuba, tu zajrzyj sobie: http://8ff.eranowehoryzonty.pl/aktualnosci.do?id=89
    tomek wasko (23 maja 2008)
  • wlasnie zauwazylem, ze borys d kiedys strasznie lubil slowo przedszkole/przedszkolak
    perceptywny (23 maja 2008)
  • cześć, macie jakieś rady dla osoby poszukującej noclegu na czas festiwalu?
    17 (23 maja 2008)
  • >4.5 Garażowe Dni 3.5 Control ejże ten pierwszy estetyką przypominał popularną niegdyś "Szkołę złamanych serc", okraszoną paradą dowcipasów z drugiej półki od dołu, dobry w zasadzie tylko moment z operą w Sydney, więc tak wysokiej oceny chyba raczej niestety nie rozumiem
    rafał rastafał (4 sierpnia 2007)
  • och, drogi "zrób" - może na wiele sposobów... ale akurat w Przyjmując Zakłady zastosowano chwyty szkolne - takie z pierwszej lekcji analizy dzieła filmowego. na przykład kadry zdominowane przez przedmioty i tła koloru niebieskiego albo pojawiający się wielokrotnie "duch" zmarłego syna głównej bohaterki (za jej plecami). w najprostszym ujęciu zabiegi te symbolizują wtajemniczenie w sferę pozaziemską.
    borys d (3 sierpnia 2007)
  • "operujący łatwymi do zdekodowania kontekstami metafizycznymi" nie umiem tego zdecydować. co to jest kontekst metafizyczny? w jakim sensie może on funkcjonować w filmie?
    zrób (1 sierpnia 2007)
  • >btw słyszałem że Tsai ma już nowy film, który jest lepszy. rzucilem okiem na imdb i oni niczego nie wymieniaja po "nie chce spac sam" oprocz krotkiej nowelki nakreconej dla potrzeb filmu, w ktorym kazdy z tworcow kreci swoja impresje na temat kina. obok ming-lianga miedzy innymi coenowie, cronenberg, inarritu, polanski, wenders, van sant etc.
    tomek wasko (1 sierpnia 2007)
  • byliśmy z Moniką od wtorku wieczór do niedzieli, a więc tylko sześć ostatnich dni, ale to chyba optymalne (dla nas przynajmniej) rozwiązanie, bo intensywny tryb (5 filmów dziennie, piwo z ziomami do późnej nocy) zaczyna szybko męczyć. obejrzałem 34 filmy (24 seanse). tradycyjnie starałem się dobrać grafik na zasadzie "wszystkiego po trochu", przekrojowo. a więc odrobina konkursowych z 2007, akcent na panoramę kina współczesnego (głównie 2006), trochę dokumentów, animacji i na deser parę klasyków z lat 60-tych dla delektowania się na wielkim ekranie. * * * krótkie notatki i oceny, ułożone od najwyższej do najniższej: 9.1 Rękopis... 8.9 Belle De Jour 8.5 Dolce Vita 8.0 The Host koreański hit komercyjny okazał się błyskotliwym, eklektycznym thrillerem - sensacja, komedia, science-fiction, Jurassic Park, dramat rodzinny i najbardziej przenikliwy pojazd na Stany od czasów Von Triera w jednym. 7.5 Wygnani chińska (czy może ogólnie dalekowschodnia) wrażliwość akcji to skarb. obracanie frazesami z gangsterki w sosie słodko-kwaśnym, gdzie obok świetnie poprowadzonego napięcia są momenty absurdalnie rozkoszne w swojej śmieszności (żonglerka Red Bullem w finale - absolut!). 7.2 12:08 Na Wchód Od Bukaresztu kompletnie bezpretensjonalnie i nieśpiesznie, na pierwszy rzut oka nudno i amatorsko. w rzeczywistości dotknięcie wielu ciekawych problemów i to niekonwencjonalnie. ledwo dostrzegalne nawiązania do groteski w teatrze XX-wiecznym, balansowanie między nic się nie dzianiem, a głębią treściową. *zwykłość* która jest niezwykła. nie chcę zdradzac konstrukcji, bo może ktoś będzie to oglądał. jeśli Lazarescu i to o aborcji są dobre, to mamy (jak zauważył Tomek W.) rozkwit kina rumuńskiego. 7.0 Renesans furutystyczny kryminał, gdzie stawką jest oczywiście nieśmiertelność gatunku ludzkiego (a jakże). bez masakrycznej oprawy animowanej (cudo) byłoby to nic specjalnego, ale forma wizualna tak pasuje do tematu, że robi się rzecz mocna. 6.9 Persepolis przede wszystkim jest to bezbronna w swoim otwarciu autobiografia. w dalszej kolejności tło polityczne. do obu tych płaszczyzn można mieć poważne zastrzeżenia, ale obie dają na tyle radę, że razem (i w połączeniu z ciekawym wykorzystaniem pozornie prostej kreski) paradoksalnie otrzymujemy bardzo dobry film. 6.6 Klimaty ascetyczny, ostrożny w środkach, powolny, ale zdyscyplinowany formalnie zapis skomplikowanej relacji w związku Turka i Turczynki. nothing less, nothing more. 6.5 To Właśnie Anglia z sercem przedstawiona kwestia dorastania 12-latka w środowisku skinheadów (małe miasteczko angielskie, rok 82 bodajże). ładna i symbolicznie szeroka scena końcowa. aczkolwiek czekam aż ktoś zrobi film o tym że Anglia to najbardziej zbrodnicze państwo ostatnich kilku stuleci, w głównej mierze odpowiedzialne tak za obecną sytuację na świecie, jak i właśnie za swoje konflikty społeczne. bo TO właśnie Anglia. 6.4 Susza to interesujące zobaczyć jak w Czadzie wygląda wieś, a jak miasto i jakie dylematy moralne miewają tam młodzi ludzie. 6.0 Partnerska Rozgrywka australijska odpowiedź na Guya Ritchie czy Tarantino. ale z tą różnicą, że bez żadnych ambicji czy pretensji artystycznych. i jako takie rozrywkowe strzelaniny w porachunkach mafijnych - fajne. 5.9 Andy Warhol 4 godziny (z przerwą na siku w środku) to dużo, więc sam fakt że nie znudziłem się ani przez chwilę świadczy na korzyść. i byłby to rewelacyjny film biograficzny, gdyby nie grzech podstawowy - same superlatywy pod adresem artysty i przesadzone do bólu zachwyty, powtarzane w dodatku wielokrotnie, czasem słowo w słowo. mit Warhola można przecież kwestionować na gruncie merytorycznym. związki z muzyką prawie pominięte (śmiesznie krótka wzmianka o VU, żadnego info o okładce Sticky Fingers, brak piosenki Bowiego). 5.7 Przyjmując Zakłady minimalizm i ręka to ponoć plaga bieżącej kinematografii światowej, ale Filipiny też mają prawo do swoich trzech groszy w tej estetyce, right? i w dodatku robią to udanie - to wiarygodny reportaż z przedmieść Manili, operujący łatwymi do zdekodowania kontekstami metafizycznymi. 5.6 A Hard Day's Night wcześniej oglądałem to tylko raz, gdy mój wiek można było wyrazić cyfrą. po kilkunastu latach widzę, że poza genialnością Beatlesów jest tu też niestety sporo wypełniacza, w sensie czysto scenariuszowo-dialogowym. oczywiście kilka tekstów wymiata. no i sam koncept (band przygotowuje się do wielkiego show, ledwo na niego zdąża, a potem króluje na scenie) jest ponadczasowy (przykładowo Spiceworld to, esencjonalnie, remake A Hard Day's Night). humorystycznym bonusem są polskie tłumaczenia z epoki PRL, w rodzaju "can't buy me love" - "nie możesz kupić mojej miłości". 5.5 Rzeka dwóch starszych panów ze wsi dyskutuje o różnych rzeczach (z akcentem na lata ich młodości) pływając po rzeczce łódką. w końcu jeden z nich umiera. drażni (i chyba nie tylko) mnie eksploatacja motywu starszych ludzi tuż przed śmiercią (a najlepiej, jak umrą między realizacją filmu, a premierą - to jest szansa dla autora na zaistnienie) w dokumencie. ale ci dziadkowie są naturalni i mają charyzmę. 5.4 Nie Chcę Spać Sam konsekwencja w formie godna podziwu. oto każde z ujęć jest nieruchome, niemal statyczne i często nieme. gorzej z przekazem, ale całość się broni i robi wrażenie. btw słyszałem że Tsai ma już nowy film, który jest lepszy. 5.1 Romek kronika przygotowań Romana Paszke do rejsu dookoła świata, który został z powodu niekorzystnych warunków pogodowych przełożony na jesień. idealny środek skali - nic ponad przeciętność i jednocześnie solidny dokument. 5.0 52 % rosyjska dziewczynka imieniem Alla stara się dostać do szkoły baletowej, ale ma za krótkie proporcjonalnie nogi. poprawne, natomiast kot zaglądający do obiektywu to dla mnie (i Moniki chyba też) scena festiwalu 2007, przypominająca o istocie dokumentu i odsyłająca do lektur o zależności studium-punktum. 4.5 Garażowe Dni amatorski band z Australii próbuje się przebić do szołbiznesu i zrobić oszałamiającą karierę. komedia oparta na samych kliszach - miła do oglądania, ale nie wnosząca nic. 4.3 Niezwykły Lot... niby dokument, a ważniejsza od obserwacji jest tu intryga, z góry zaplanowana przez tak twórcę, jak i bohaterów. w kategoriach zaskoczenia nawet niezłe, ale jako świadectwo czegokolwiek - przeciętne. 4.0 Strummer chaotyczny, nielogiczny i pozostawiający wiele do życzenia portret lidera jednej z największych formacji w dziejach rocka. tylko że jeśli ktoś jest nowicjuszem, to mało zrozumie o co chodzi z punkiem, z buntem, z rewolucją, ze znaczeniem w historii i tak dalej. szkoda. 3.9 Opera Jawa gdyby ktoś przed projekcją zrobił hasłowy wstęp do indonezyjskiego folkloru i tamtejszych obrzędów, to może mieszkaniec cywilizacji zachodniej miałby tu czego szukać i zrozumiałby chociaż czemu mężczyzna smaruje kobiecie czoło ryżem, a ona nie protestuje. niestety, zostaliśmy pozostawieni sami sobie w konfrontacji z najwolniejszą narracją śpiewaną jakiej uświadczyłem kiedykolwiek i nielogiczną (to nie zarzut, lecz spostrzeżenie) konstrukcją fabularną. obfity exodus widzów w trakcie seansu. 3.5 Control warstwa muzyczna i wizualna (kapitalne ujęcia występów zespołu) - mistrzowskie. cała reszta - a więc narracja z dialogami, aktorstwem, światem psychologicznym bohaterów etc. - to kino dla przedszkolaków. z samych tekstów Curtisa wynika, że nie mógł być tak płytkim gościem. 3.2 Improwizacja dokumencik będący chyba częścią większej całości. dwie starsze panie wspominają młodość. co sądzę o tym schemacie - patrz Rzeka. 3.0 Księga Życia "jestem taki niezal, zrobię film o tym że Jezus przybywa na Ziemię w przededniu nowego millenium i planuje apokalipsę. w roli Marii Magdaleny obsadzę PJ Harvey, dam dużo indie-rocka w tle i nawet Yo La Tengo przed kamerą w ostatniej scenie". spoko, ale żeby robić film to jeszcze trzeba mieć coś do powiedzenia... albo chociaż humor i swobodę Kevina Smitha. LAMUSOWOŚĆ tego filmu, bosz. 2.9 Meokgo I Wojownik etiudka o afrykańskim buszu czy coś. walczyłem ze snem. 2.5 Tak ostatnie dni księdza Twardowskiego - widzimy go jak się oblewa zupą przy jedzeniu i jak ledwo kontaktuje że obok stoi kamera i go kręci. wolę jego wiersze. generalnie dyskusja o funkcji filmu dokumentalnego trwa w kulturze od zawsze; ja w tym przypadku jestem "na nie". 1.5 Kimono skośnooka laska przechadza się po lesie w seksownej bieliźnie, potem zdaje się trafia do jakiejś wanny. to są bardzo słabe rzeczy, nawet jak na krótki metraż. 1.0 Better Than Sex zatrważająca, obleśna profanacja pięknej sfery w życiu człowieka. recykling miernych opowieści o przygodnym seksie dwójki eleganckich 30-latków. byłoby do przełknięcia, gdyby laskę grała, nie wiem, Nicole Scherzinger? ale gra aktorka, od której trzeba uciekać wzrokiem, żeby nie zwymiotować (i wcale nie jest strasznie brzydka, chodzi o jej POSTAĆ). kolesiowi brak jakiejkolwiek osobowości. zero chemii między nimi, PRAWIE zero śmiesznych wersów. 0.9 Bardzo Krótki Strajk to jedna z tegorocznych wpadek. jak człowiek-legenda (którego w środowisku filmoznawczym traktuje się jak guru i nawet mój promotor bał się z nim kiedyś poprowadzić spotkanie) mógł nakręcić "dokument" tak przeraźliwie słaby - od wątpliwych tez ideologiczno-politycznych po fatalną (!) jakość techniczną - nie mam pojęcia. 0.5 Nowa Matematyka znów krótka forma Hartleya. żal pisać. 0.1 Cobain tutaj doszło do nieporozumienia. ja się nastawiłem że zobaczę zdjęcia wokalisty udzielającego wywiadu. tylko po to na to poszedłem. okazało się że to zapis dźwiękowy okraszony obrazem typu pejzaże Aberdeen. z mojego punktu widzenia (byłem fanatykiem Nirvany, czytałem wszystkie książki i artykuły, znam każdą anegdotę) to bezwartościowe. 0.0 Milczący Aktor dokument o aktorach z pantomimy czy coś. nie wiem, wyszliśmy po 3 minutach, ale to co zobaczyliśmy do tej pory to klasyczny bezbramkowy remis. * * * podsumowując, śmiem twierdzić ze festiwal z roku na rok będzie tracił swoją rangę. i wcale nie chodzi mi tu o poziom czy zakres filmów (chociaż tutaj krytykowano wąski wybór stylistyczny i męczącą dominację minimalu), lecz o stopniową dewaluację klimatu. z trzech razów w których uczestniczyłem, ten był najgorszy. Cieszyn miał magię. rok temu Wrocek dawał radę - do klubu festiwalowego wszyscy schodzili się na noc, a repertuar koncertowy wspaniale wzbogacał seanse dzienne. w tym roku organizatorzy postawili na spotkania z twórcami i znawcami, natomiast oficjalnego klubu festiwalowego nie było, a występy muzyczne mniej atrakcyjne niż przedtem. w rezultacie festiwal rozszedł się po ulicach miasta jak mrówki i został wchłonięty - albo przez gorące indie-piętnastki w Bezsenności albo przez dresiarnię na rynku. PS 1: Kuchnia Marche - najlepsza knajpa w Polsce. przynajmniej matematycznie: stosunek jakości żarcia i wielkości porcji do ceny, przy czasie oczekiwania równym zero - to coś niewiarygodnego. niestety w Wawie się nie zjawi filia, bo właściciel rozbudowuje sieć we Wrocławiu. PS 2: Minąłem Kasię 3000 na rynku. czad, nie?
    borys d (1 sierpnia 2007)
  • yo, tak - "bracia" mnie poruszyli dosc mocno. naduzyciem troche jest stawianie go na rowni z filmami z cyklu "prawdziwe historie" czy cos, malo kto w rownie przekonujacy i unikajacy demagogii sposob co bier opowiedzial ostatnio o syndromie postwojennym moim zdaniem. "glowa w mur" tez wlasnie nie kupilem, stad nie czekam na "na krawedzi nieba", ale moze trzeba bedzie jednak sprawdzic.
    tomek wasko (31 lipca 2007)
  • Ej, Tomek, naprawdę podobali Ci się "Bracia"? Dla mnie to była jakby kolejna odsłona strasznego cyklu "okruchy życia" z tv publicznej. Nieznośne w oglądaniu, z jedną bardzo mocną i dobrą sceną jedynie. Co do listy la di da, to zdecydowanie polecam "Na krawędzi nieba" Fatiha Akina. Nie byłem fanem jego "Głową w mur", ale ten film zrobił na mnie bardzo duże wrażenie. Chyba jedna z mocniejszych filmowych pozycji w tym roku. No i podobało mi się "Red Road". Dobrze zagrane, ciekawie sfilmowane, intrygujący klimat. Przez długi czas siedział mi ten film w głowie.
    SH (31 lipca 2007)
  • >ja nie robie gniota z "control" generalnie nie miałem poczucia straty czasu po tym filmie, tyle, że po prostu nie było w nim żadnej głębi, emocjonalnego haczyka, jak już była mowa fabularnie poległ. kolejne głosy niezadowolenia. scenariusz do tego filmu był już wcześniej napisany, może przeceniacie "legendę" Iana Curtisa i Joy Divison?
    Imię (31 lipca 2007)
  • hm, ja bym kim ki duka pogrzebaczem nie tknęła, lepiej unikaj [jeśli nawet zgrzybiały płażewski mówi, że złe, to znaczy, że popukało dno od drugiej strony] iberia to tango i flamenco style, jeśli gustujesz, obczaj, ale masy znajdują ten film nudnym. zaliczam się do mas. aleksandra to na pewno ładne, rzetelne wizualnie kino, ale, na rany koguta, to, co ten film mówi jest poniżej pasa. rozwlekła apoteoza męskiego gatunku, który trwa w stanie obcej i niezawinionej wojny pod wyrozumiałym i doświadczonym okiem matrony. jak dla mnie 100 minut w stanie podkurwienia. Świadków polecam, kino francuskie jest spoko, ładne zdjęcia, dobre role, porządne scenariusze, po eksplozji festiwalowego chłamu łykam tylko takie rzeczy. i wszelką sensację oczywiście. a strummer to przede wszystkim bardzo bardzo dobry dokument, świetnie pomyślany perfekcyjnie skręcony i dziarsko wykoncypowany. bez filmowych nowalijek i innowacji, bez dłuzyzn i bez eksperymentów, ale z fajną energią, rewelacyjnym montażem i dobrą stylistyką. intermission to strasznie śmieszny film. pamiętam z niego tylko motyw z owcą, mordę colina farrela i niewymownie głupie spojrzenie cilliana murphy, ale wspominam dobrze.
    Chairman (31 lipca 2007)
  • ja nie robie gniota z "control" generalnie nie miałem poczucia straty czasu po tym filmie, tyle, że po prostu nie było w nim żadnej głębi, emocjonalnego haczyka, jak już była mowa fabularnie poległ. szczególnie bezbarwnie wypadły role kobiece. mimo wszystkich elementów układanki, które reżyser wyłożył dość jasno nadal nie jestem przekonany dlaczego curtis popełnił w końcu to samobójstwo prócz tego, że heh... musiał. co do elementów biograficznych zespołu to strasznie mnie wkurzało iano-centryczne przedstawianie joy division, chociaż jak słusznie zwrócił mi uwagę piotrek, jak z nim rozmaiłem po projekcji, film jest na podstawie książki Debor Curtis stąd może taka a nie inna optyka.
    tygrysia maska (31 lipca 2007)
  • porownywanie w jakikolwiek sposob dokumentu o strummerze i "control" mija sie z celem, bo to zupelnie rozne filmy, latwiej sie na pewno robi taki film jak zrobil temple. nakrecic fabularyzowana historie, dobrze wybrac do tego aktorow to zdecydowanie trudniejsze zadanie i szacunek dla corbijna za to, ze sprobowal. a ze efekt finalny byl taki a nie inny (czyli lagodnie mowiac nieudany), to juz inna sprawa.
    tomek wasko (31 lipca 2007)
  • >Joe Strummer - lepsze od Control, bo nie siliło się nad jakąś interpretacją, czy byciem filmem kultowym. no to by był film, który jeśli coś , to obejrzał tylko dla fragmentów koncertowych, niepublikowanych wywiadów itd. a tak to nuda raczej jeśli chodzi o silenie się na bycie filmem kultowym to raczej 24 Hour Party People do takiego aspirował, np. apoteoza ćpania w tym filmie - coś strasznego. już przestańcie jeździć po tym Control bo robicie z tego nie wiadomo jakiego gniota :))
    PK (31 lipca 2007)
  • co do tego kazimierza: ja bardzo cenie niektore filmy kim ki-duka, "time" nie widzialem, ale na przyklad "pusty dom" czy "wiosna lato.." bardzo dobre. wiec moze sprobuj sprawdzic ten "oddech". widzialem "red road" - to sa sprawy piatkowe dla mnie, dosc nudny film. generalnie to jest pierwsza czesc czegos co w zamysle ma byc trylogia (wedlug pomyslu von triera i scherfig, te same postaci w kazdym filmie, rozne niezwiazane ze soba historie). "reprise" polecam, zdecydowanie czolowka tegorocznej ery. "aleksandre" w przeciwienstwie do mateusza goraco odradzam. wydumany i nudny film z nieprzekonujacymi dialogami i totalnie natretna denerwujaca muzyka podkreslajaca co bardziej refleksyjne momenty. lubie sokurowa, ale tutaj polegl na calej linii. sprawdzilbym "tuz po wesele", bo poprzedni film bier "bracia" znakomity. "bezmiar sprawiedliwosci" omijac duzym lukiem, a "przypadek harolda cricka" mozna zobaczyc jako lekka i w miare przyjemna rozrywke nie oczekujac po tym filmie zbyt wiele pod wzgledem intelektualnym. pozdrawiam
    tomek wasko (31 lipca 2007)
  • Aha - pozostałe wrażenia z festivalu: Joe Strummer - lepsze od Control, bo nie siliło się nad jakąś interpretacją, czy byciem filmem kultowym. Taki ot jeden ze 100 reportarzy w stylu amerykańskim o jakiejś super-ekstra gwieździe. Wszystko obracające sie wokolo schematu - wstęp, pierwsza dominanta (pozytywna), rozwinięcie, druga dominanta (negatywna), zakończenie - katarsis... nie nudziłem się, ale nie było w tym nic nowego. Nie chcę spać sam - mimo, że przysnąłem z racji choroby to jest jeden z lepszych filmów festivalu dla mnie. Czuję, że obcuję z dojrzałym, przemyslanym genialnym kinem. Relacja wielopłaszczyznowa. Ola Simonsson i Johan.. - retrospektywa - miniatury - kurde - to dobre było... ale byłem tak zmeczony, że usnąłem. w sumie ciężko mi sie wypowiedzieć, bo od razu jak wszedłem do sali wygodnie ułozyłem się, potem w środku pamiętam z jakieś 10 min, które były świetne, a potem zapalili światła. księga życia - hartley - hmm.. po prostych facetach, muszę powiedzieć, że to podobało mi się bardziej. ciekawe, świeże podejście do tematyki, fajne dialogi. trochę naiwny, ale nie za bardzo. rozrywkowy i przyjemny. nie zasnąłem. krótkometrażówki hartleya z jakąś japonką - nudna żenada. wcale tego ni kupuję. nie dociera do mnie też.
    mateusz w (31 lipca 2007)
  • Ja byłem na pokazie Męczeństwa Joanny D'Arc. I dupa. Organizacyjnie. Na scenie kamerzyści, wysięgnik z kamerą latający nad widzami i zasłaniający ekran, zapalone światło na sali. Tragedia. Film świetny, muzyka znakomita. Ale straszny niesmak ogólny.
    cze67 (31 lipca 2007)
  • Aleksandra Sokurowa okazała się dla mnie jednym z lepszych filmów, które zobaczyłem na ENH'a - więc mogę polecić. O reprise chodziły raczej pochlebne opinie. Po ostatnim filmie Kim-Ki Duca, który widziałem (time) nie spodziewałbym się wiele - to znaczy dla prostej metafizyki i ogólnej rozrywki dla wielu... zwłaszcza, że oddech to jakoś niedługo po czasie poszedł...
    mateusz w (31 lipca 2007)
  • Przepraszam, że wpycham się tu, ale nie chciałem tworzyć osobnego wątku. Wybieram się na festiwal "Dwa brzegi" do Kazimierza i potrzebuję rekomendacji. http://www.dwabrzegi.nazwa.pl/ Jeśli ktoś coś kojarzy to proszę o opinię[może być na zasadzie +/-] : "Na krawędzi nieba" (reż. Fatih Akin) +? "Nieznajoma" (reż. Giuseppe Tornatore) "Szczęście" (reż. Bohdan Sláma) +? "Miasto słońca" (reż. Asger Leth, Milos Loncarevic) "Iberia" (reż. Carlos Saura) "Oddech" (reż. Kim Ki – Duk) "Drewniana skrzynka" (reż. Juan Carlos Falcón) "Habana Blues" (reż. Benito Zambrano) "Reprise" (reż. Joachim Trier) +? "Red Road" (reż. Andrea Arnold "Takva" (reż. Özer Kiziltan) "Świadkowie" (reż. André Téchiné) "Aleksandra" (rez. Aleksander Sokurow) "Antena" (reż. Esteban Sapir) "Saturno contro" (reż. Ferzan Ozpetek) *** "Tuż po weselu" r. Susanne Bier "Bezmiar sprawiedliwości" r. Wiesław Saniewski "Przypadek Harolda Cricka" r. Marc Forster "Malena" r. Giuseppe Tornatore "Intermission" r. John Crowley Wiem, że trochę przesadzam, ale... to jeszcze nie koniec. Będzie jeszcze przegląd Boba Rafelsona no polskie filmy i parę innych: http://tinyurl.com/yuaboq Jeśli to nie duży problem, to zerknijcie na to.
    la di da (31 lipca 2007)
  • @ PK "sala śmiała się przez całą projekcję do rozpuku, oni też pewnie nie są wrażliwi na bombardowania i tortury". G.B. Shaw powiedział swego czasu, że "jak chcesz ludziom powiedzieć coś ważnego, to najpierw powinieneś ich rozśmieszyć". To, że sala się śmiała nie znaczy, że "Persepolis" jest "przyjemną bajeczką". Nawet jeśli matka, ojciec, czy babka bohaterki zachowują się w tym filmie, tak jak zachowywać się powinni normalni ludzie ;-)
    SH (31 lipca 2007)
  • a był ktoś przypadkiem na hillard ensemble do "męczeństwa joanny..." Dreyera? no i?
    yeahnot (30 lipca 2007)
  • Brak klubu festiwalowego to zarzut numer jeden. Potosi rzeczywiście urzekło, ale czy najlepsze?Ciekawe co z dalsza dystrybucją 4 godzinnego filmu i czy w ogóle będzie? (świeta rodzina z zeszłego roku ma wejść do kin we wrześniu) Najlepszy Reprise. Człowiek z Londynu Tarra wspaniały,swiadkowie dobre kino, persopolis wizualnie momentami mistrzostwo,choc eye of tiger zbedne sie wydaje, ale sala wiwatowała więc może tego nie czuje. Z konkursu AFR i Do ciebie człowieku chyba najjasniejsze. Za rok jak juz wiadomo Nowa Zelandia i Brazylia, Theo Angelopoulus i Terrence Davis(?) Cos sie musi zmienić bo klimatu coraz mniej jakby. Zmarł Bergman dzis tak btw dozo
    tZ (30 lipca 2007)
  • no wiec tak.. sporo czasu spedzilam na retrospektywie cybulskiego i nie zaluje tego. poza tym nr jeden dla mnie antonisz. zaluje ze bylam tylko na ostatnim zestawie i koncercie, ale dla mnie to byla zupelna nowosc, nie mialam pojecia o istnieniu tego kolesia i zaraz sobie czegos poszukam o nim. przed antoniszem koncert zespolu malych instrumentow, bylam na tym w sobote, zajebiste. nazwa brzmi jak ministerstwo glupich krokow:> na drugim miejscu dla mnie potwór - swietna zabawa. co do control to bez zachwytu i bez zupelnego odrzucenia. sceny koncertow b.dobre. denerwowala koncentracja na watkach z zona i annika i przeslizgiwanie sie zupelne po temacie muzyki. ani sie obejrzalam a tu juz ostatnia plyta ne wiadomo skad. i to bylo slabe ale musze przyznac ze w sumie dobrze sie jednak ogladalo. strummer rozczarowanie. po pierwsze nic specjalnego a poza tym wydawalo mi sie laurkowate mimo ze starali sie troche dac mniej kadzenia przez te wypowiedzi znajomych jak to nagle przestal ich uwazac za fajnych itd. ale (tak jakw przypadku control zreszta) mialam wrazenie ze te filmy targetuja nastolatkow takich jak curtis na poczatku control;> tez wrazenie jak mateusz, ze jakbym miala 15 lat na pewno by mi sie podobalo. 80 sposobow dookola swiata dla mnie beznadzieja. kojarzylo sie z czarny kot bialy kot. na sile humor, usmiechnelam sie moze raz. slabe.
    z (30 lipca 2007)
  • >wprawdzie nie jestem jakims znawca biografii curtisa, nie czytalem zadnej ksiazki na jego temat, ale zdaje mi sie, ze naprawde "control" bardzo splyca te postac znałeś Iana Curtisa? skąd wiesz, że film spłyca jego postać? >Fajnie - z filmu wynika, że to był wrażliwy gość, który powiesił sie pod wpływem nudy, problemów rodzinnych, miłosnych i z przytłoczenia rolą gwiazdy - poważne problemy, serio - ale podane w ten sposób bagatelizują nasz świat po prostu. a jaki to świat? bardzo głęboki?
    Imię (30 lipca 2007)
  • >ten kolo, który robił największy gnój na the host, co okazał się mieć tomasz waśko na karnecie napisane. hm? ja zdaje sie bylem grzeczny na "host", znaczy z pawlem sobie browara pilismy, ale poza tym spokoj i kultura, jak zawsze. a "róż" fatalny moim zdaniem, elo
    tomek wasko (30 lipca 2007)
  • to chyba norma, że większość słaba, broniłbym tu jedynie sokurowa. przy tym wyjątkowo mało totalnego shitu, szczyty żenady i głupoty osiągnął chyba tylko gaspar noe w 'destricted' (za nim reżyserka bałkańskiej dogmy). co jeszcze, smutna porażka resnaisa, osłabiający tarr oraz etniczne kino kontemplacji. z niewymienionych polecam 'półksiężyc', 'grając ofiarę' 'róż' i względnie 'afr'. były też bardzo dobre lody na gałki za darmo i ten kolo, który robił największy gnój na the host, co okazał się mieć tomasz waśko na karnecie napisane.
    riksza (30 lipca 2007)
  • Nie wiem - z tym control to jest tak, że jakbym miał wciąż 16 lat, a Joy Division usłyszał wczoraj, a przy tym nie widział żadnego filmu autobiografizującego wątki gwiazdy rocka, to by mi się podobało. Zdjęcia miejscami fajne, ale nie oszukujmy się - nie jest to jakaś rewelacja wciskająca w fotel. Muza bardzo ładnie funkcjonuje w tle nadając klimat wraz z czarno-białym obrazem. Pierwszoplanowo sprawdza się też znakomicie, w dodatku z ładnie "zagranymi" przez aktorów koncertami i ich kreacjami (chodzi mi o ich podobieństwo do oryginałów). Myślę, że dobór aktorów sie udał - no i najtrudniejszy - Curtis został świetnie znaleziony i świetnie sprawdził sie w roli. No prawie. Teraz odejmijmy z tego filmu logo Joy Division, kultową muzykę, czarno-białą kliszę, sentyment do jednego z ważniejszych zespołów dla wielu z nas - co nam zostanie? A no - kolejna schematyczna biografia kolejnego zespołu rockowego, ktorą możnaby puścić o 20 na TVP 1, czy innym TVN'ie. Taka jest kurde prawda - dialogi żadne, umiejętność prowadzenia fabułu liniowa, wyrazistość postaci płaska, motywy średnie... proszę. To wyglądało mniej więcej tak, jakby ten gość wział książkę wynotował kilka punktów - "trzeba powiedzieć kiedy zespół powstał, co oznacza nazwa i kiedy gość się zabił" no i po kolei wszystko przedstawił jak tylko topornie i łopatologicznie się to dalo. Najbardziej rozjebało mnie to kiedy dowiadujemy się skąd wzięła się nazwa Joy Division - no po prostu.. Jak przedstawić taki fakt w fabule filmu?! No niech jedna osoba po prostu zapyta głównego bohatera !! Sama postać curtisa oprócz momentów, które były odwzorowaniem jego stanów i min, które można oberzeć na zdjęciach w necie była dla mnie strasznie mało umotywowana i ciężka to uwierzenia w nią. Koncerty odegrane super.. Ale począwszy od - swoją drogą pewnego siebie młodego romantycznego buntownika. Atrakcyjnego, delikatnego młodzieńca, do gościa który wydawał się nie czaić niczego co sie dookoła niego dzieje wszystko wydaje się trochę naciągane. Curtis to potężny, toporny, niedelikatny, brzydki, nudny gość. Tu został strasznie wydepilowany i uniesiony wyżej niż był. Tak naprawdę z filmu nie dowiadujemy sie jakie były realia osadzenia akcji (oprócz tego że było nudno i smutno) i nie poznajemy bliżej pierwszej publiki Joy Division, ale za to Curtis jest już przystosowany do odbioru jako ikona współczesnej publiki, a pewnei też przyszłej (po sukcesie jaki odniesie film). Z resztą jedną z największych bzdur tego filmu jest przedstawianie Curtisa jako Ian Curtis i JoyDivisions po prostu.. jakby był liderem trochę artystycznym, gościem od kótrego w tym zespole dużo zależało. A tak nie było do końca. Spłycenie roli zespołu, procesów twórczych za równo zespołu jak i Iana - spłycenie środowiska - to właśnie odrywa nam bohaterów i sprawia wrazenie że są po prostu płascy. Zespół istniał przed Curtisem i świetnie poradził sobie po jego śmierci. Z resztą całą rewolucją muzyczną, którą ze soba przynieśli było wyciągnięcie perkusji na front i podbicie wręcz miejscami tanecznego rytmu linią basu. Curtis tylko dodawał temu grobowy klimat (no dobra może trochę bagatelizuję). Fajnie - z filmu wynika, że to był wrażliwy gość, który powiesił sie pod wpływem nudy, problemów rodzinnych, miłosnych i z przytłoczenia rolą gwiazdy - poważne problemy, serio - ale podane w ten sposób bagatelizują nasz świat po prostu. Można się rozwodzić godzinami nad miernością tego filmu. Ale po co... lepiej zarzucić sobie płytki JD dla przypomnienia..
    mateusz w (30 lipca 2007)
  • >Bombardowania, tortury, śmierć bliskich, samotność szantaż moralny mogłeś sobie darować. :) ok, sprawdziłem, że faktycznie jest to na podstawie komiksu autobiograficznego, na pewno wydarzenia miały się w 100% tak jak przedstawione w adaptacji filmowej komiksu, łącznie z idealnie zachowanymi proporcjami Matczynego Ciepła, Ojcowskiej Troski i Babcinej Mądrości. ci ludzie byli bez skazy w realu zapewne również sala śmiała się przez całą projekcję do rozpuku, oni też pewnie nie są wrażliwi na bombardowania i tortury
    PK (30 lipca 2007)
  • @PK nazwanie "Persepolis" przyjemną bajeczką dosyć odważne jest. Po pierwsze, to opowieść o czyimś życiu. Prawdziwym. Po drugie, nie wiem, co tam było przyjemnego. Bombardowania, tortury, śmierć bliskich, samotność?
    SH (30 lipca 2007)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)