INNE - FORUM

era nowe horyzonty

3 lipca 2006

yo,
pewnie troche ludzi stad sie wybiera, wiec jakby co, to znany jest juz program tegorocznego festiwalu:

http://6ff.eranowehoryzonty.pl/index.php?id=44e75cbef777767

troche bylem wkurzony przeniesieniem enh do wrocka, ale pobiezny rzut oka na powyzsza liste sprawil, ze znowu sie napalilem na ten festiwal. duzo filmow, ktore chcialem zobaczyc ( miedzy innymi: proposition, nowy chereau, lot 93, nowy loach i wiele innych ) a do tego na pewno jak co roku troche fajnych okryc tez sie trafi.

pozdros

tomek wasko
  • Dziwnie robi sie z festiwalem era nowe horyzonty. Z jednej strony ciekawe retrospektywy a z drugiej coraz slabsze konkursy - biorac pod uwage nazwe 'festiwal' chcialoby sie aby nowosci filmowe z calego swiata byly w tym konkursie rzeczywiscie atrakcyjne i rzucajaca na kolana. A niestety coraz bardziej sklaniam sie ku wnioskowi ze Gutek ciagnie po prostu odrzuty - owszem naznaczone jakims tam indywidualnym pietnem, ale czesto jest to pietno jednoznaczne ze zwrotem 'kuriozum'. w ten sposob jednym z najciekawszych filmow festiwalu uznawany zostaje 'stary' film Jacksona - "Niebiańskie istoty". W TVP pokazywany przynajmniej dwa razy w cyklu Torbickiej i Sobolewskiego lata temu. Do kupienia na DVD za 10 zloty (SPI Int.) od ładnego roku. Owszem fajnie zobaczyc tak zajebisty obraz w kinie, no ale jesli staje sie on hajlajtem festiwalu to smutno sie robi troche jakby.
    wczasy w maroko? jeaaa! (29 lipca 2008)
  • a jak koncert Collumn One? ktos byl? ostatnio w gdyni jak grali przed Psychic TV to pojechali ostro..
    trainsurfer (29 lipca 2008)
  • Pierdolnąłem notę jakby kogoś interesowało: http://nielegalnie.wordpress.com/
    łh nzlg (29 lipca 2008)
  • Nie kumam tych żalów nad publicznością na Argento. Ja sam nie cierpię gadania, szeleszczenia i innych tego rodzajów zjawisk podczas oglądania filmów, ale akurat jego dzieła są jak najbardziej do śmiechu. Byłem na trzech seansach (Kot, Odgłosy i Matka łez) i sam rżałem z tych wszystkich głupot, śmiesznostek, zgranych min i efektów. BO ONE SĄ PO PROSTU ZABAWNE. To kino klasy B, w przypadku lat 70., (dosyć sprawnie zrealizowane, i mające posmak fajnej ramotki sprzed trzech dekad, ale od banałów tam aż kipi) i C w wypadku Matki łez (ci śmiejący się bohaterowie na końcu, matko!) i nie ma co robić z tych seansów jakiegoś święta. Jak kogoś nie śmieszą teksty w stylu "chcieli mnie otruć. Mlekiem!" (w sumie tylko ten zapamiętałem, ale o wiele więcej było takich kwiatków, może ktoś pamięta) no to sory. Może w wielu przypadkach reakcja była nieco przesadzona (przezornie siadywałem z boczku, więc byłem nieco "obok"), ale w sumie adekwatna do tego, co spływało z ekranu. Co do Funny Games - dla mnie wersja austriacka to najbardziej przerażający film, jaki w życiu widziałem. Ja tam nic śmiesznego nie widzę, mówienie do kamery, czy cofnięcie akcji pilotem, ta gra reżysera z widzem, przyzwyczajonym do stereotypowych rozwiązań akcji, czyli w sumie mruganie oczkiem "to tylko film", paradoksalnie nie zmniejszają jego przeraźliwości. Tam wszystko jest paradoksem, bawieniem się naszymi lękami, wyobrażeniami, przyzwyczajeniami. To, że dwóch miłych chłopców może, bez użycia broni, sterroryzować i, że tak powiem, zdekonstruować, "zwykłą" rodzinę; to, iż wszelkie okoliczności działają na korzyść napastników, itd, itd. Myślę, że dobrze, iż Haneke zrobił amerykańską wersję, właśnie dla tamtejszej, szczególnie przyzwyczajonej do "bezpieczniej" przemocy publiczności. Ten strach z Funny Games wciąż we mnie siedzi.
    cze67 (29 lipca 2008)
  • Byłbym zapomniał o świetnej "Fali" Łazarkiewicza
    bigos (29 lipca 2008)
  • A z muzycznych pamiętam dok. o Russellu (1 z moich songwriterow ever) był naprawde spoko, ale to moze tylko moje wrazenie, bo po prostu ostrzyłem sobie na niego zeby juz od dluzszego czasu, choc nie sadze.
    bigos (29 lipca 2008)
  • Swoja droga, generalnie zgadzam się z Wasko co do filmow, swietna byla tez carte blanche Davies'a (moze Welles troche wadliwy, ale i tak dobry). Mialem przyjemnosc ogladac Chaotyczna Ane i zgadzam sie w 100 procentach z przedmowca, malo tego, pamietam powiedzialem kumplowi przez telefon (nieobecnemu na enh), ze to film festiwalu i koniecznie musi go zobaczyc. Oprocz tego pamietam ze Pamiec i pozadanie zapewnila mi podobna radoche co Ana, ale to osiagnac juz chyba bylo trudniej w tym przypadku, laska obok mnie autentycznie plakala...; dziwi mnie tylko, ze nikt nie wspomnial jeszcze o fantastycznym Moim Winnipeg (scena meczu hokeja w wykonaniu czarnych poniedzialkow!) Retrospektywa Maddina za rok! Nie moge sie doczekac, bo goscia uwielbiam, fantastyczne kino autorskie.
    bigos (29 lipca 2008)
  • kurde, Cieszyn... "to były elitarne czasy, a teraz poszły za tym masy i tłuszcza szeroka"... wez juz nie zenuj
    bigos (29 lipca 2008)
  • snobo
    kurde (29 lipca 2008)
  • kurde, Cieszyn... "to były elitarne czasy, a teraz poszły za tym masy i tłuszcza szeroka"...
    borys d (29 lipca 2008)
  • >"zamknij mordę, ty chuju" hehe, tak, no panna zepsula ladnej grupie ludzi (w tym mi rowniez, nie ukrywam) odbior filmu, bo sie nagle wszyscy zaczeli zastanawiac, czy to aby nie do nich jest ten okrzyk skierowany i tak juz glupio sie bylo potem otwarcie smiac. pozniej sie z kumplem zastanawialismy jak taka wrazliwa osobniczka przetrwalaby legendarny pierwszy seans filmu "czasem slonce, czasem deszcz" w kinie akademickim w cieszynie. seans mojego zycia w sumie: pamietam ze ludzie spiewali i tanczyli razem z sharukh khanem i innymi. dziewczyna moglaby nerwowo nie wytrzymac tam.
    tomek wasko (29 lipca 2008)
  • mój absolutny faworyt to dwie dresiarskie parki na 'czarnej owcy': weszli na salę jakoś po rozpoczęciu seansu, znaleźli wolne miejsca w pierwszym rzędzie, usiedli, wstali, przenieśli się gdzieś na bok, znowu wrócili do pierwszego rzędu, chwilę pogadali, pooglądali, uspokoili dwie panny, które siedziały obok nich i strasznie się śmiali, pooglądali jeszcze chwilę, wyszli. cały epizod trwał może piętnaście minut. tak mi się przypomniało.
    a psik! (29 lipca 2008)
  • troche się człowiek wstydzi, ale trzeba się zgodzić z tym o publiczności na argento. odkąd ludzie się zwiedzieli, że to jest tak strasznie campowe, obowiązek śmiania się z każdej sceny odwiodl mnie od kolejnych seansów, a zaluje kota...
    r (29 lipca 2008)
  • –a psik!, 29/7/2008 00:05 na deep red mnie nie męczyło. później zaczęło. głównie dlatego, że niektóre osoby śmiały się z wszystkiego. z dosłownie wszystkiego. no i te puszki od piw się zrobiły nużące i denerwujące szybko w ogóle niezłych kosmitów można było uświadczyć na seansach dario. sam siedziałem obok kilkunastoletnich dresów. bezcenne komentarze padały tak czy siak, dzisiaj sobie poszedłem do cinema-city na wall-e. poza mną były 4 pary. wszyscy napieprzali przez pierwsze 10 minut filmu. potem tylko szamali chipsy i różne takie
    17 (29 lipca 2008)
  • odnosiwszy się, funny games w sumie wszystko na miejscu co lubię, ale jakoś nie kupuję tego filmu zupełnie. daje rade najwyzej przez pół godziny (choć to naked city, tak? w czołówce, że taki nagle kontrast, wow) żeby później ciągnąć się w samozadowoleniu że taka diagnoza. i ta teza w rozmowie kolesi na końcu o realności filmowej przemocy? gomorra jak każde inne 'kino realistyczne', portretujace problem społeczny. vincent warda widzialem tylko dojrzewanie i między piekłem... oba w okolicach 0.0. bracia karamazow- niezla anty-adaptacja, nic wielkiego though, ale dostojewski przynajmniej nie ucierpial jak mogla sie nie podobac angielska robota, skoro byla taka fajna? a pan od nowej zelandii na wszystkich pokazach niebianskich istot mówił, że to jeden z trzech najlepszych filmow w historii kinematografii NZ. wiem, bo nikt nie doslyszal jaki jest trzeci (po fortepianie) z wpadek translatorskich jouissance jako zadowolenie w 'o wojnie'
    r (29 lipca 2008)
  • serio nie przeszkadzał wam wcale ten chaos na argento? bo mnie śmiechy przy scenach w stylu 'bohater idzie nalać sobie herbaty' irytowały i nie działają na mnie argumenty w stylu 'we włoszech na pokazach...' z festiwalowej gazetki. w sensie: tak, argento często mnie bawi, ale to co się tam działo na sali to był mniej więcej poziom odbierania telefonów w kinie.
    a psik! (29 lipca 2008)
  • akurat filmik polańskiego słabiutki mówisz o tej pannie od "zamknij mordę, ty chuju" ? :>
    17 (28 lipca 2008)
  • las meninas, śmiac sie chce na samo wspomnienie wylogowywanie cze tez bylo smieszne a z kazdy ma swoje kino jak dla mnie Polański najlepszy z filmow, ktore zapamietalam: funny games, delta, gleboka czerwien (!) <--mam nadzieje, ze nie uwazacie jak ta laska, ze na argento nie mozna sie smiac i dokument o joy division bardzo miły
    ja (28 lipca 2008)
  • >aha, kuba wyszedles na napisach juz czy dotrwales do konca? dotrwałem do końca. ale jakoś zamulenie ekipy naćpanych woodstockowców po dwugodzinnym wystąpieniu kinskiego ani mnie nie zszokowało, ani nie rzuciło nowego światła żałuję, że nie widziałem boskiego i że nie mogłem zobaczyć milczenia lorny. do tego pomyśleć, że miałem się wybrać na tę chaotyczną annę, ech szkoda... w ogóle sygnalizacja świetlna we wrocławiu aaa, i przypomniało mi się, że na funny games u.s. siedziałem w pierwszym rzędzie. to jakieś wytłumaczenie może jest ;)
    17 (28 lipca 2008)
  • slabo jak zwykle, szczegolnie w konkursie. kilka fajnych staroci, duzo radosci na przegietych filmach zulawskiego a z nowych filmów na 5(/6) tylko 'budda runął ze wstydu'
    r (28 lipca 2008)
  • No ale że "Dojrzewanie" Varda tam wśród najlepszych filmów? Pierwszy film na którym w życiu zasnąłem. Zresztą redaktor Waśko i reszta naszej ekipy podobnie :) Dla odmiany, że nowozelandzkie kino bardzo dobre zgodzę się. Herbert nudnawy, bisy najlepsze. Poza tym Coldcut jak dla mnie niesamowity koncert i niewyobrażalna energia, Kode9 nieco słabiej, ale i tak mocny set dał.
    łh nzlg (28 lipca 2008)
  • –tomek wasko, 28/7/2008 21:30 takie same odczucia. no i jeszcze czekalem po bilety 40 minut az przyszedl pan i dodrukowal. kawalki ogladane potem na youtubie jednak,co zaskakujące, od siebie się roznią..
    mrowkaweed (28 lipca 2008)
  • No ja też pierwszy raz słyszałem te numery. Ale porwała mnie ich niebywała energia (uwielbiam dęciaki, choć YoungBrass jakoś mniej mnie porwali), pani wokalistka, no wszystko. Nowoczesno-tradycyjny swing to dla mnie wielkie odkrycie. A za elektroniką nie tęskniłem jakoś:-)
    cze67 (28 lipca 2008)
  • czytalem o tym koncercie zycia na innym forum, cze67. no ja sie jednak wynudzilem troche, zbyt podobne do siebie te kawalki (pewnie tez wina tego, ze to premierowy odsluch w duzej mierze byl, potem pewnie wieksze roznice da sie wylapac), poza tym herbert zdecydowanie za rzadko czynil uzytek ze swoich elektronicznych zabawek. pozdrawiam
    tomek wasko (28 lipca 2008)
  • A dla mnie koncert big bandu Herberta był koncertem życia, najlepszym filmem Budda runął ze wstydu a muzycznym Produkując Toma Ze.
    cze67 (28 lipca 2008)
  • dla mnie byla to pierwsza era, pare uwag: - nie wiem czy tak wygladaja festiwale filmowe, ale imho tego bylo za duzo; - wroclaw fajny, ale rozkopany, komunikacja publiczna jezdzila jak chciala; - w zwiazku z poprzednim, festiwal idealny na rower, szczegolnie ze ogolnie jest wszedzie blisko (ale nie az tak) i ze film goni film; jesli sie tam kiedys jeszcze pojawie, to bankowo z bicyklem; - ogolnie atmosfera/obsluga bardzo dobra; jakos tak milo bylo, wszyscy pomocni i usmiechnieci; - najgorsze filmy jakie widzialem: las meninas, opera, betonowa poduszka; absolutnie nie polecam; - najlepsze: kres dlugiego dni i odlegle glosy/martwe natury, pomoz erosie, mali bogowie, gomora, pora umierac, dojrzewanie, piesn wrobli, nagle, swiateczne opowiesci, bracia karamazow, w poszukiwaniu harmonii, reprise; wszystkie one naprawde dawaly rade; jakbym mial wymienic jeden tytul o ktorym sie nie mowi, a ktory warto obejrzec, to wymienie 2 ex aequo: mali bogowie i nagle; - stojac w mega kolejkach na davisa mialem wrazenie, ze biore udzial w zbiorowym hypie, ale jednak hype zasluzony, co by nie mowic; - poziom kina nowozelandzkiego z tego co widzialem naprawde calkiem wysoki; - retrospektywa brazylijska dosyc slaba, podobaly mi sie moze ze 2 filmy; - zupelnie olalem watek muzyczny, no moze oprocz tego dokumentu o filharmonikach berlinskich; - ogolnie poziom filmowy festiwalu oceniam na 4 w skali 1-6
    main (28 lipca 2008)
  • a tak ogolnie, to: to byla moja piata era i niestety najslabsza ze wszystkich, na ktorych dotad bylem. na pewno z najmniejsza liczba bardzo dobrych czy chocby dobrych filmow. w kazdym razie moja czolowka filmow to (kolejnosc niewazna, chronologicznie sobie wymieniam): "jezus chrystus zbawiciel" (diss 17 nietrafiony, nie sluchajcie tego uzytkownika. aha, kuba wyszedles na napisach juz czy dotrwales do konca?), "niebianskie istoty" jacksona (tam jakis madry pan od filmow nowozelandzkich mowil, ze vincent ward jest lepszy od jacksona, ja tam nie wiem, chyba nie jednak), "boski" (wiadomo, ze za fabula trudno nadazyc, zwlaszcza obcokrajowcom - choc przypuszczam, ze i wlosi maja klopoty - ale film i tak robi wrazenie, genialna rola tego zioma co gral andreottiego), "funny games us" (tylko ze to trudno liczyc jako "nowy" film w sumie), "gomora" (chyba moj numer jeden festiwalu, troche "miasto boga", ale w bardziej "dokumentalnym" stylu, polecam!), "pora umierac (SZAFLARSKA!), "trzy malpy" (moim zdaniem lepsze i od "uzaka", i od "klimatow"), "milczenie lorny" ("dziecko" mi sie nie podobalo, wiec szedlem troche przygotowany na to, ze nowi dardenne mnie nie zachwyca, a stalo sie inaczej). poza tym wiadomo, ze argento zabawny (widzialem "gleboka czerwien" i "odglosy", to pierwsze "lepsze"), ale to w ramach cyklu "filmy tak zle ze az znakomite", na powaznie sie zachwycac tym raczej nie da, wiec tym smieszniejsze oburzenie niektorych osob, ze na sali byly smiechy i otwieranie wina (hehe). w tym samym cyklu absolutnie najgorszym filmem jaki widzialem od nie wiem kiedy okazala sie "chaotyczna anna" medema (rezyser filmu "kochankowie z kregu polarnego"). polecam bardzo bardzo goraco! gdybym mial komus rekomendowac jeden film z tegorocznej ery to zdecydowanie polecilbym ten wlasnie obraz ze wzgledu na niezwykle perwersyjna przyjemnosc jakiej dostarcza ogladanie go. to jest generalnie poziom legendarnej polskiej "klatwy doliny wezy". nie zdradzam nic z fabuly, bo moze ktos skorzysta z rekomendacji i obejrzy. na pewno nie bedzie zalowal! my w sumie po 40 minutach chcielismy wychodzic, ale cos nas zatrzymalo w kinie i kompletnie nie zaluje, a moi wspologladacze chyba rowniez nie. podobnie niezdrowej przyjemnosci dostarczylo mi "opetanie" zulawskiego, lukasz halicki moze potwierdzic, ze to bylo tak absolutnie zle, ze az dobre. 17 tam chwali "kazdy ma swoje kino" - dla mnie oprocz kilku nowelek (glownie von trier, inarritu i cronenberg) wiekszosc absolutnie fatalna. a juz sam wszystkich przebil ten egipski rezyser ktory nakrecil film o samym sobie. genialne. aha, muzyka - bylem na trzech koncertach tylko (herbert, kaada i kode 9) i zdecydowanie najlepiej bawilem sie na ostatnim. poza tym bylismy na filmie "wall-e" w ramach oderwania sie od "ambitnego i awangardowego" kina, ale jednak troche zawod. to znaczy romantyczne sceny miedzy tytulowym bohaterem a eva znakomite, ale za dluga i zbyt sztampowa ta sekwencja na statku kosmicznym. szkoda, bo byl potencjal na cos znacznie lepszego. pozdrawiam!
    tomek wasko (28 lipca 2008)
  • kuba, prosze Cie, nie pisz juz wiecej o tym filmie. funny games jest arcydzielem. w obu wersjach. wiadomo, wersja amerykanska niekonieczna, ale i tak ogladalo sie znakomicie. i nie do konca sie zgadzam z lukaszem, ze aktorsko to bylo gorsze (na pewno troche bardziej przerysowane, ale taki mogl byc zamysl haneke - w kazdym razie rola pitta znakomita), co juz zreszta mowilem szanownemu koledze osobiscie :) aha, no i trzeba sie bylo ujawnic na argento, bysmy sie razem posmiali i pozachwycali kunsztem dario, pozdrawiam
    tomek wasko nzlg (28 lipca 2008)
  • nie no. to funny games u.s. tylko momentami ładnie namacalna przemoc i strach, ale zdecydowanie częściej doznawałem uczucia śmieszności. i tych imponujących gier z publicznością nie dostrzegłem. że trzy zwroty do kamery, pilot cofający śmierć i urywana fabuła?
    17 (28 lipca 2008)
  • Funny Games US aktorsko leżało, poza tym identyczne co oryginał. Moim zdaniem super film, oglądałem oba dzień po dniu. Poza tym nie zgodzę się że Angielska Robota 0.0 bo jak dla mnie wzorowo zrealizowany, inteligenty film sensacyjny. Co prawda troche typowych dla gatunku zagrywek i póz, ale dla mnie bomba. Co do reszty coś tam więcej napiszę niedługo.
    łh nzlg (28 lipca 2008)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)