INNE - FORUM
Dylan, Bob
26 maja 2006Opcja szukaj prowadzi ku mojemu zdziwieniu do smutnego odkrycia, iż ów Artysta nie doczekał się jeszcze swojego wątku! Jak to możliwe??
A zatem...
Albumy? Wspomnienia? Koncerty? Wrażenia? Single na 10.0?
-
http://www.youtube.com/watch?v=Q8chs2ncYIw
bumbum (24 czerwca 2009) -
uła, ale jaka przyjemnośc była
onanista (21 marca 2009) -
sama sie wymaze jak nocny zmaz na muzycznym przescieradle
Vril Dox (21 marca 2009) -
pfff ale muzyki, ktora stworzyl nie wymarzesz
andrzeju (20 marca 2009) -
czekam az zdechnie
Vril Dox (20 marca 2009) -
http://en.wikipedia.org/wiki/The_Bootleg_Series_Vol._4:_Bob_Dylan_Live_1966,_The_%22Royal_Albert_Hall%22_Concert faktycznie jest to koncert z Manchesteru ze slynnym okrzykiem Judasz (pod koniec Ballad of a thin man). Nazwany Royal Albert Hall bo od lat krazyl jako bootleg i wszyscy mysleli ze to koncert wlasnie z tamtego miejsca http://www.youtube.com/watch?v=CY1vz5GO_ys posluchaj to intro i powiedz ze nie doznales
ryhu (19 marca 2009) -
od tygodnia na ripicie mam live 1966 (live album wiadomo ale), bardzo mozliwe ze to jego najlepsza plyta. –ryhu, 19/3/2009 13:07 a jaki to dokładnie album? wikipedia nie wie nic na ten temat: http://en.wikipedia.org/wiki/Bob_Dylan_discography#Live_albums
c? (19 marca 2009) -
highway 61 revisited, blonde on blonde,bringing all back home, pat garret & billy kid, nashville skyline, blood on tracks mtv unplugged to moje ulubione pozycje .. jak ktoś chce poznać dylana w pigułce polecam płytę essential... dylan wielkim artystą polecam jego biografie _ Dylan.. wyszła w zeszłym roku napisał ją biograf Bukowskiego
ax (19 marca 2009) -
od tygodnia na ripicie mam live 1966 (live album wiadomo ale), bardzo mozliwe ze to jego najlepsza plyta. dobra mniejsza o to chcialem tylko powiedziec ze elektryczne brzmienie na CD2 jest prawdopodobnie nielepszym brzmieniem klasycznego rocka jakie w zyciu slyszalem. Cos niesamowitego. Brawo the Hawks
ryhu (19 marca 2009) -
strasznie szkoda ze chlopaczyna w 66 mial ten wypadek od ktorego mu sie pomieszalo pod czacha w 67 wiadomo - wszystko wybuchlo... tyle ze juz bez niego
chlip (2 grudnia 2008) -
Andrzej znowu się panoszy, więc może ja spytam: Andrew, co tam u duhha? Nadal się przyjaźnicie?
... (28 października 2008) -
–Andrzej, 28/10/2008 13:18 Andrzeju. Dylan, dlatego że jest Żydem. A Żydzi są wszędzie, rządzą całym światem, knują spiski, próbują zdominować rynek muzyczny, opanować handel i wszystkie dziedziny życia. Nie wiedziałeś? A bardziej poważnie: Nieprzekonani - włączcie jakąkolwiek płytę z początkowego okresu działalności i jeśli to do was nie przemawia włączcie ją jeszcze raz za 10 lat. Może wtedy się przekonacie. A jeśli się nie przekonacie tzn., że nie lubicie takiej stylistyki i tyle.
zdziwionyx10 (28 października 2008) -
jasne, gdyby nie żydokomuna z rs to zimmerman robiłby teraz mace z aryjskich dzieci w duluth
jimi (28 października 2008) -
to jest problem list generalnie, a nie Dylana - w zależności od tego, jak lista powstaje i czyje głosy się na nią składają miesza się kryteria ważności kulturowej, ikoniczności, subiektywnego uwielbienia dla danego dzieła, nowatorstwa i artystycznego kunsztu. akurat dla mnie nie ma opcji, żeby w ostatniej kategorii Highway 61 znalazło się poza 10, do czego chyba pił józek a zarzut, że Dylan to bardziej literatura niż muzyka to już jakieś kpiny
PK (28 października 2008) -
znow zapomniales wziac tabletek, prawda?
em c (28 października 2008) -
Ja bez wahania wskazuję 10 lepszych i słynniejszych kompozytorów tamtych czasów - Włodzimierz Wysocki, Bułat Okudżawa, Johnny Cash, Neil Young, Willie Nelson, Van Morrison, Jim Morrison, Leadbelly, Jacques Brel, czy Woodie Guthrie na którym się Dylan wzorował. Dlaczego ciągle Dylan? Cóż, ma swoich rodaków w redakcjach pism Village Voice czy Rolling Stone'a, a więc nic dziwnego, że dochodzi do śmiesznych sytuacji, że "Like A Rolling Stone", który nigdy nie był wielkim przebojem nagle zostaje przez redakcję obwołany "singlem wszechczasów" lepszym niż klasycznych piosenek The Beatles czy The Rolling Stones. Dziwi mnie też, że zupełnie przeciętna płyta "Modern Times" jest przez nich tak nachalnie chwalona - bo przecież nawet niby klasyczne płyty Dylana z lat 60. nie uzyskiwały tytułu "płyty roku".
Andrzej (28 października 2008) -
a jimi wie co mówi, bo całkiem udanie go skowerował.
mja (28 października 2008) -
dokładnie, pomijam warstwę liryczną i dalej mam problem z odnalezieniem wśród mistrzów songwritingu chociaz jednego, którego bez wahania mógłbym postawić wyżej od dylana, a to że korzystał z podstawowych struktur harmonicznych i stronił od fajerwerków aranżacyjnych było elementem i siłą jego stylu, jakos nie czuję tego nieokiełznanego tembru jego głosu i nonszalanckiej artykulacji w innym otoczeniu (co nieraz potwierdzał w późniejszym okresie), o sile muzyki nie swiadczy ilość akordów na zwrotke sorry panowie, ale ilość ponadczasowych motywów muzycznych autorstwa boba stawia go w czołówce kompozytorów ever, a że przy okazji był kosmicznie zdolnym tekściarzem to pozostaje nam sie tylko cieszyć
hendrix (28 października 2008) -
ale kurwa, przez pierwszych kilka albumów on z tych kilku akordów wyciągał zajebiste rzeczy i to właśnie na płaszczyźnie songwritingu. mnóstwo melodii dylana jest po prostu zajebistych, poruszających, co tam chcecie. potem zeżarł własny ogon, wiadomo. ale bez przesady.
mja (28 października 2008) -
co prawda to prawda, mial wazny wklad w rozwoj rocka w pierwszej polowie lat 60. przeciez w tym okresie byl najwieksza inspiracja dla johna lennona a to cos jednak znaczy. Kawalki jak "i'm a loser" czy "you got to hide your love away" to w prostej lini John robiacy Boba. Na tym przykladzie mozemy zobaczyc jak brzmialby Bob we wzorowych kompozycjach. Tak samo "like a rolling stone" - Beatlesi i inni wspominali ze ten kawalek to bylo jak wykopanie drzwi - ale spojrzmy na niego - swietnie rozwiniete intro, wers, bridge i refren, ale po 1,5 juz nie ma nic nowego i identycznie ten sam schemat gra do konca tych 6 minut tylko ze zmienionym tekstem. Bob jest tam natchniony max itd. ale Istota tego co chce powiedziec, to to, ze plyty Boba zasluguja aby zaczynaly sie pojawiac w koncu drugiej dziesiatki - na poczatku trzeciej, ale nie na kuzwa 4 miejscu.
jozek (28 października 2008) -
w sensie ogólnej koncepcji - albo 100% mój człowiek albo ktoś mnie przedrzeźnia anonimowo! NATOMIAST Dylan de facto współstworzył ESTETYKĘ rocka w połowie lat 60-tych - to jego niepodważalny "muzyczny" wkład w historię. chodzi o wykrystalizowanie się stylistyki, formy, pewnego medium. naturalnie przy kryteriach czysto kompozycyjnych Dylan nie ma szans ze Steely Dan czy Bowiem. ale to ten rzadki przypadek natchnionej, mitycznej postaci, która promieniuje swoją mądrością na każde śpiewane słowo. wyjątek potwierdzający regułę, że literatura nie uwiarygadnia nudnej muzyki. aczkolwiek podziwiam ludzi wracających z czystej pasji do jego późnych albumów - bo dla mnie są to już nieco jałowe dziełka.
borys d (28 października 2008) -
musze sie gdzies wygadac, padlo na to miejsce troche mnie sprawa Boba bulwersuje, sczegolnie jak ogladam jest "czworlogie" w czolowkach roznych list wszechczasow. Moja wizja muzyki jest taka. Trzeba sobie odpowiedziec na pytanie - co wyroznia dana dziedzine sztuki, co czyni jest tym czym jest. glupio odpowiadajac - najwazniejszym mykiem muzyki jest muzyka. Muzycznie dylan jes tak ubogi jak zebrak pod kosciolem. On nigdy nie wyszedl poza przyslowiowe C F G, przez cale jego plyty jest gran jedno gigantyczne kopyto. Cala ta muzyka ma byc tylko tlem dla tekstow, ale KURWA to jest muzyka czy ksiazka? tak samo jego teksty... czy on jest muzykiem czy pisarzem, jego teksty bardziej przypominaja proze niz styl tekstow piosenek. Dylan powinien pisac ksiazki, przemawiac itd. Muzycznie tam nic nie ma. A on muzyke w muzyce przeciez kurcze chodzi. Nie moge zniesc tego fenomenu. Dylan jest swietny i wybitny ale nie na plaszczyznie muzycznej, poprostu zla dziedzine wybral. Dylan w czolowce muzyki to jak ekranizacje ksiazek w czolowce najlepszch filmow. eh
jozek (28 października 2008) -
Jeżeli ktoś posiada kanał Planete: Dokument "Inspiracje Boba Dylana" przedstawia sylwetkę artysty, jego korzenie oraz utwory, które miały największy wpływ na jego twórczość. Zostały także pokazane sposoby, w jakie dawne piosenki są przetwarzane i wykorzystywane dziś w muzyce pop. Przedstawiono również utwory pionierów muzyki bluesowej i r'n'b, archiwalne oraz współczesne wywiady z artystami i krytykami. 29.06 niedziela, godz. 15.25 03.07 czwartek, godz. 17.50
arek (28 czerwca 2008) -
prawie 60 mln sprzedanych płyt, 11 Grammys, Oscar za 'Things have changed' tegoroczny pulitzer i kilka nominacji do literackiego nobla chyba o czymś jednak świadczą. Imho teksty bronią się same. Przecież trylogia Bringing it all back home, Highway 61 revisited i Blonde on Blonde to zajebista sprawa.
elo (28 czerwca 2008) -
Odkąd usłyszałem "If you see her say hello" w Californication, strasznie jaram się tym starym słodkim żydkiem :)
Hank (28 czerwca 2008) -
Dylan jak na dziadunia zdecydowanie w dobrej formie, plotki o "bekaniu jak koza" troche przesadzone, niektore kawalki mialy wrecz punkowy wykop, na prawde masa energii nie mniej jednak trzeba brac pod uwage ze raczej nikt na sali nie oczekiwal cudow. na widowni znalezli sie fanatycy Dylana (bilety rozeszly sie przeciez w 4 dni, kto od kopa moze wydac 260zl?) i kazdy liczyl na to ze po prostu zobaczy Dylana. A ze przy okazji okazalo sie ze koncert byl calkiem dobry to inna sprawa. Hehe to byl taki koncert nie dla muzyki, jakby. Hmm co tam jescze... Czlonkowie zespolu sprawiali wrazenie jednoczesnie pielegniarzy ktorzy dogladaja co chwila Dylana. Basista z kazda nuta tak wyraznie machal glowa ze Dylan nie mial nawet szans wypasc z rytmu, powiew wrecz odczuwal pewnie hehe Jakby nie bylo to wlasnie ci kolesie uczynili ten koncert. Dylan byl raczej maskotka, wesolym gargamelem na scenie aczkolwiek czarujacym i sympatycznym. kocham tego kolesia i jestem pod wrazeniem ze caly czas daje rade, like rolling stone rozpierdolilo i pozamiatalo tak ze ludzie krecili sie po sali i nie wiedzieli co ze soba zrobic po uslyszeniu tego, z tym ze nad calym koncertem unosila sie aura "pomimo, ze...", "jak na..", "ostatnia okazja na zobaczenie..." to tyle ciekawy byl przedzial wiekowy na widowni od na prawde malych dzieciakow (niewiele) po kolesi starszych niz Dylan chyba, masa nastolatkow, w tym ja i sporo ludzi okolo 40-stki. zenujace bylo ze na balkonie dla vip-ow ktos odszukal Holdysa i Munka wiec godzina przed koncertem wygladala jak scenka rodzajowa z zoo, caly motloch wpatrzony jak sroka w kosc na dwie osoby na balkoniku.
barbar (27 czerwca 2008) -
ja bylem na koncercie –barbar, 27/6/2008 17:12 i? jakieś wrazenia?
-- (27 czerwca 2008) -
ja bylem na koncercie
barbar (27 czerwca 2008) -
Szacuneczek dla Boba. Nie jest wirtuozem muzycznym, ani nigdy też nie posiadał świetnego głosu. A utrzymuje się w branży już ponad 45 lat. No i jest najstarszym muzykiem który osiągnął 1 miejsce billboardu.
ok (27 czerwca 2008) -
ciekawe czy ktos z porcys byl na koncercie. pewnie nie, biedaki
fu (27 czerwca 2008)