INNE - FORUM

film o Joy Division

24 maja 2006

czy niesadzicie ze rezyser m in "Atmospfere" to idealny kandydat na twórce filmu o joy division? moze podolac, czego mi zyczé. i wam tez

dzika
  • porownywanie 24 hour party people do control jest głupie
    hojrak (9 marca 2008)
  • tam ktos oczywiscie slusznie zauwaza wyzej, ze "24 hour party people" to film pod kazdym wzgledem lepszy od "control". a o filmie corbijna byla juz dosc ciekawa dyskusja tu na forum, bodaj w watku o festiwalu era nowe horyzonty.
    tomek wasko (9 marca 2008)
  • byłam dziś i oprócz wrażeń-o-których-nie-wypada-mówić też to, że pierwsze piętnaście minut film leciał bez napisów, bo coś się komuś na górze pojebało. po interwencji współkinomanów problem został zażegnany. –a psik!, 8/3/2008 22:11 chyba byłem na tym samym seansie ! w kinotece?niezłe jaja co?
    kruk (9 marca 2008)
  • Konwulsyjne poruszanie się po scenie nie miało związku z chorobą, było raczej jechaniem z Iggiego Popa ;p.
    roajlista (9 marca 2008)
  • Słońce zachodzi, pokemony budzą się ze snu. I wchodzą na forum.
    bubel (8 marca 2008)
  • łał.
    Low (8 marca 2008)
  • spierdalaj gamoniu
    janek (8 marca 2008)
  • nie no ludzie. ten film to zwykły melodramat, momentami patetyczny, celowany na nastolatków. a joy division jest zdecydowanie overratowany. mają kilka świetnych kawałków ale większość to niedojebane gnioty(she've lost control)
    dotchnij mnie (8 marca 2008)
  • byłam dziś i oprócz wrażeń-o-których-nie-wypada-mówić też to, że pierwsze piętnaście minut film leciał bez napisów, bo coś się komuś na górze pojebało. po interwencji współkinomanów problem został zażegnany.
    a psik! (8 marca 2008)
  • owszem, wielki film. znacie jakies inne udane filmy o podobnej tematyce co ten?
    petit parisien (8 marca 2008)
  • Jestem fanboyem muzyki Joy Division, ale film mnie rozczarował na całej linii. Jeżeli charakter/osoba Curtisa w Control była oddana bez naciągania rzeczywistości i w miarę kompletnie (mam nadzieję, że reżyserowi się nie udało) to ja naprawdę podziękuję. Wcześniej widziałem 24 Hour Party People i ten film zdecydowanie polecam fanom JD (też dla lepszych scen koncertowych) i ogólnie muzyki z Manchesteru. Jeżeli cenicie sobie muzykę JD to darujcie sobie Control, bo później płyty mogą nie brzmieć już tak zajebiście (przynajmniej do czasu kiedy nie zapomnicie o filmie). > –Michał, 8/3/2008 21:23 Moje kondolencje.
    I (8 marca 2008)
  • właśnie wróciłem z kina i muszę powiedzieć,że na końcu mało sie nie popłakałem chociaż wiedziałem jaki będzie koniec!a tak na marginesie właśnie dziś skończyłem 23! wielki film
    Michał (8 marca 2008)
  • Control ***** Paweł Mossakowski Wielka Brytania 2007. Reż. Anton Corbijn. Aktorzy: Sam Riley, Samantha Morton, Alexandra Maria Lara Filmy * Control Opowieść o Ianie Curtisie, liderze nowofalowej, postpunkowej grupy Joy Division - wcześniej Warsaw(!), później New Order - z końca lat 70., który w wieku 23 lat popełnił samobójstwo w przeddzień amerykańskiego tournée, odchodzi od schematów, w jakie na ogół popadają filmy o muzycznych gwiazdach. Żadnej popowej martyrologii, żadnego ględzenia o "wewnętrznym zagubieniu w momencie osiągnięcia sukcesu", żadnych ekscesów alkoholowo-narkotycznych, żadnych "gruppies"! Tylko epilepsja (nie najlepiej chyba leczona), niemożność wyjścia z przeklętego miłosnego trójkąta, no i melancholia, dręcząca melancholia, którą słychać we wszystkich utworach zespołu. "Control" bliższy jest życiu niż bajce z krainy show-biznesu może dlatego, że został zrobiony przez osoby dobrze znające jego bohatera - wyreżyserował go holenderski fotograf, który niegdyś rejestrował występy grupy, a scenariusz oparty został na wspomnieniach żony Curtisa będącej zarazem współproducentką filmu. Curtis (Riley) od początku nie wydaje się najlepszym materiałem na przyszłego rockowego idola - może oprócz tego, że jest młodzieńcem chmurnym i introwertycznym, który często leży na łóżku, paląc papierosy i zmagając się wyraźnie z ciężarem kosmosu. Żeni się w wieku 19 lat ze zwyczajną "dziewczyną z miasteczka", Deborą (świetna i najzupełniej wiarygodna mimo trzydziestki Morton), szybko ma z nią dziecko, pracuje jako urzędnik w biurze pośrednictwa pracy. Wstępuje do kiepsko radzącego sobie zespołu, gdyż ten potrzebuje właśnie wokalisty (pod wpływem koncertu Sex Pistols), ale nawet gdy grupa zaczyna odnosić sukcesy, nie wydaje się tym specjalnie uszczęśliwiony ani też nie bardzo wie, jak pokierować dalszą karierą. Zapada na epilepsję (jego nieco konwulsyjny sposób poruszania się po scenie, świetnie podpatrzony przez Rileya, miał zapewne związek z chorobą). Wreszcie poznaje atrakcyjną belgijską dziennikarkę Annik (Lora)... Romans ten - jeśli wierzyć filmowi - miał znaczący wpływ na desperacką decyzję lidera Joy Division. Curtis wpadł (czy sam się wpędził) w emocjonalną pułapkę, z której nie widział wyjścia: z jednej strony był niewątpliwie zakochany w belgijskiej piękności, z drugiej - nie potrafił rozstać się z oddaną mu i kochającą żoną (a zdaje się, że był człowiekiem, dla którego być kochanym znaczyło nawet więcej niż kochać). Rozdarty między dwiema kobietami miotał się, szamotał - aż wreszcie sięgnął po sznur. Oczywiście - uproszczenie, ale film wydaje się tego świadomy i nie udaje, że wie dokładnie "dlaczego?". Zapewne doszło tu i poczucie nieuleczalności choroby, i ogólnie depresyjne usposobienie, i ciężar przyszłości, ale i tak lista będzie niekompletna. Curtis swoje najważniejsze decyzje podejmował pod wpływem impulsu (małżeństwo, ojcostwo, akces do grupy), łatwo więc tracił kontrolę nad własnym życiem - tak jak w atakach padaczki tracił kontrolę nad swoim ciałem. Zresztą, co tu się mądrzyć. Wystarczy posłuchać kilku wyśpiewanych przez niego piosenek, aby już wiedzieć, że nie był to człowiek zaprogramowany na długie istnienie... Dalej już skrótowo: film jest bardzo dobrze grany, ma stylowe, czarno-białe zdjęcia, dzięki którym przypomina nieco filmy "młodych gniewnych" z lat 60., i nawet to ohydne Macclesfield, gdzie Curtis mieszkał, ma swoją poezję; zrobiony jest - na przekór tematyce - z dużym poczuciem humoru (p. gadatliwy i mitomański menedżer, ale nie tylko). O samej muzyce nawet nie będę wspominał. http://serwisy.gazeta.pl/film/1,22535,4994189.html
    Michał (7 marca 2008)
  • np w starych "Magazynach Muzycznych" http://www.krypta.whad.pl/html/tlumaczenia_tomka/joy_division.htm
    tu jest troche (7 marca 2008)
  • czy wie ktoś gdzie można znaleźć tłumaczenia tekstów Joy Division autorstwa tomasza Beksińskiego?
    Estadio Mestaya (7 marca 2008)
  • http://www.polskieradio.pl/trojka/aktualnosci/?id=39887
    dzien z JD (3 marca 2008)
  • a tak SS sieg heil!
    pompa (30 sierpnia 2007)
  • morriSSey kurwa !
    oszust ! (30 sierpnia 2007)
  • inny, bardziej jak morrisey
    tony wilson (30 sierpnia 2007)
  • i co? jaki byl? taki jak w filmie?
    closer (30 sierpnia 2007)
  • ja go znałem closer
    tony wilson (30 sierpnia 2007)
  • >a curtis zrobiony na płytkiego i banalnego chłopaczka. a jaki był Ian Curtis? czy ktoś z forum Porcys znał Iana Curtisa?
    Closer (30 sierpnia 2007)
  • btw. jakby kogoś interesowało, była już o tym dyskusja w wątku o enh (albo o filamch)
    tygrysia maska (30 sierpnia 2007)
  • widziałem na enh. rozczarowałem się, kurcze. momenty są, podczas koncertów przechodzą cię dreszcze, do tego dochodzą ładne zdjęcia. ale reszta cienko, a curtis zrobiony na płytkiego i banalnego chłopaczka.
    ten, który wie (30 sierpnia 2007)
  • http://momentum.control.substance001.com/
    flegma (29 sierpnia 2007)
  • myślałem, że to wątek o "here come the young men... "
    mateusz.w (27 maja 2006)
  • http://members.aol.com/lwtua/these.htm
    . (26 maja 2006)
  • z tym judem lawem to mam nadzieje tylko plotka...
    dzika (25 maja 2006)
  • 24 hour party people widzialem i moj sceptycyzm jest ogromny jezeli chodzi o takie przedsiewziecia.
    marian (24 maja 2006)
  • Słyszałem gdzieś chyba że Jude Law ma grać Iana
    mailman (24 maja 2006)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)