INNE - FORUM
o co chodzi w Loveless???
8 lutego 2006serio pytam
-
>- znaczna wiekszość albo sądzi że rock pełni zadania >społeczne (lepiej) albo nieszczęśliwie stosuje wobec niego >siatkę muzykologiczną (gorzej) i w 95% przypadków dochodzi >do wywodów o roli punkowców dla młodego pokolenia >robotniczego lub do wypunktowania skal użytych w >kompozycji taki stary post,a nikt nie zauwazyl,ze borys zjechal tu samego siebie-zapomnial tylko o jeszcze jednej ewentualnosci,mianowicie traktowania recenzji jak bloga.
ttt (12 lipca 2008) -
Loveless <3
szczur (11 lipca 2008) -
–borys d, 15/6/2006 02:41 pomyślę dwukrotnie zanim odpalę winampa następnym razem
17 (11 lipca 2008) -
Aha, i ja wiem, że idea takiej płyty (kowerowanie całego albumu bez żadnego wkładu własnego) to idea na 0.0.
Twój Stary (11 lipca 2008) -
Jeśli ktoś, tak jak ja, nie zachwycił się tą płytą, niech sprawdzi zeszłoroczną płytę zespołu Japancakes. Skowerowali oni całe "Loveless", od siebie nie dodając nic jednocześnie sprowadzając płytę do niemal czystego songwritingu, do minimum ograniczając efekty i hałas. Wokal zastępują różne instrumenty. Jeśli ktoś nie doznał, odrzucony brzmieniem, przy tej płycie na pewno będzie łatwiej. Bo songwriting niemal mocarny.
Twój Stary (11 lipca 2008) -
O sory, przeoczyłem ten wątek. Nie chce mi się w tej chwili czytać tego jeszcze raz, może innym razem wypunktuję więcej. Jedno co mi teraz przychodzi do głowy to fragment dotyczący "i only said" - rzeczywiście cytujący shieldsa. Ale nieporozumienie polega na tym, że wypowiedź shieldsa odnosi się do gitary rytmicznej słyszalnej w zwrotce (na lewo w panoramie), a nie do głównego motywu ("siren sounding riff"). Takich miejsc było kilka, ale i tak najbardziej rzuciło mi się w oczy to "lekkie przedszkole", że np. cała "muzykologiczna" analiza sprowadza się w zasadzie do wypisania tonacji piosenek. Zresztą, nie chciałbym się tu kreować na eksperta i wytykać błędów (jeszcze zaraz ktoś mi tu wyskoczy że "to napisz lepiej kurwo", heheh). Miałem tylko na myśli, że całość wygląda raczej na rozprawkę wiernego fana / domorosłego muzyka, a nie pracę naukową.
elliot crane (17 czerwca 2006) -
to kilkudziesięciostronicowe wypracowanie - jak powinna praca magisterska - jest logiczne i przemyślane konstrukcyjnieproblem tkwi w dwóch elementach - dość płytkim wniknięciu w zjawisko Loveless na gruncie meta-muzycznym (e.g. na gruncie wyrażenia za pomocą muzyki pewnych zbiorowo świadomych tendencji/wątków kulturowych/humanistycznych) oraz - przez rozszerzenie - na wynikającej z tegoż spłycenia profanacji najwybitniejszej doskonałości powstałej w ramach fonografiiciężko imho zabierać się za "poważne" czy "naukowe" ujęcie dzieła muzycznego epoki rozrywki bez wykorzystania komplementarnych narzędzi z pogranicza estetyki, współczesnej filozofii i analizy dzieła sztuki do wykazania ich wzajemnych relacji w ramach badanego przedmiotuniestety niewielu krytyków muzyki popularnej porywających się na "intelektualne" recenzje to zrozumiało - znaczna wiekszość albo sądzi że rock pełni zadania społeczne (lepiej) albo nieszczęśliwie stosuje wobec niego siatkę muzykologiczną (gorzej) i w 95% przypadków dochodzi do wywodów o roli punkowców dla młodego pokolenia robotniczego lub do wypunktowania skal użytych w kompozycjifajnie że ktoś pokusił się o listę tonacji poszczególnych kawałków Loveless, ale udowadnianie ich durowości (optymistyczności) to lekkie przedszkole - ważniejsza o stokroć jest ich funkcja narracyjna i w ogóle kluczowe jak zwykle zagadnienie metody narracyjnejanyway - elliotcie, interesujące byłoby wskazanie przez ciebie wyłapanych błędów merytorycznych odnośnie aspektów technicznych powstawania tkanki dźwiękowej Loveless - bo o ile "interpretacyjne" zapędy autora budzą wątpliwości, o tyle na gruncie procesu nagraniowego powołuje się on na wypowiedzi samego Shieldsa - zatem skonkretyzowanie twoich zarzutów wzbogaciłoby nasze rozważania, thanx
borys d (15 czerwca 2006) -
podobne wrażenia. student chyba średni
mz (14 czerwca 2006) -
W ogóle rzeczywiście fajnie że ktoś się takiej analizy podjął, ale jakoś nie mogę uwierzyć że to robota muzykologa. Chyba że taki u nich poziom oświaty, nie wiem.
elliot crane (14 czerwca 2006) -
Co prawda nie ma raczej ten tekst wartości naukowej, do której najwyraźniej aspiruje, zawiera trochę błędów merytorycznych (głównie w kwestiach technicznych) i dużą dawkę banałów, ale mimo wszystko polecam. Warto przeczytać, nawet (a może zwłaszcza) jak się nie jest fanem.
elliot crane (14 czerwca 2006) -
w sumie przepraszam
yeahnot (13 czerwca 2006) -
w sumie trochem rozbrojon tym linkiem, ale w sumie o czym sie nie pisze...
yeahnot (13 czerwca 2006) -
nie doznalem
damian (13 czerwca 2006) -
o hałas i melodie
Wayne (13 czerwca 2006) -
fajnie,że ktoś w końcu podjął temat(fakt,że okrężną drogą) tylko musze poszukać słownika-pieprzona terminologia
ryba (13 czerwca 2006) -
dość obszernie, wychodząc naprzeciw tematowi tego wątku:http://etd.lib.fsu.edu/theses/available/etd-04102006-103749/
borys d (13 czerwca 2006) -
jesli do tej pory nie wiesz, to chyba juz nie zrozumiesz.
kokokoko (8 lutego 2006) -
http://www.porcys.com/Reviews.aspx?id=415
tadam (8 lutego 2006)