INNE - FORUM
The Beach Boys a lata 70.
16 maja 2006wiem, ze niektorzy tu lubia (ewentualnie nieadekwatne sformulowanie) grupe, wiec pytam: jak sie maja plyty z lat 70. do tych z 60., np. pozne "M.I.U.Album" i "L.A.".
duzo slabsze? nadal warte uwagi? poprosze o inne odpowiedzi niz "se kup i se posluchaj".
-
rollin rollin rollin on river......... kto to jeszcze nie ma nie pojmuje nie ogrania nie doznaje nie klęczy - ten ma problem Dennis Wilson - Pacific Ocean Blue 1977 Najlepsza rzecz jaką wydał członek Beach Boysów . Już jest ( już mam) podwójne wydawnictwo - Na KOLANA !!!
brian (18 czerwca 2008) -
na fan.pl płyt jest od groma, po co zaraz lecieć do amazona?
... (18 czerwca 2008) -
czy w Polsce da sie gdzies kupic cos z Beach Boysów, czy trzeba siegać po Amazona?(tzn. oprócz Pet Sounds i jakichs komplilacji, bo tylko te znalazlem)
bumbum (18 czerwca 2008) -
i to borys powinien wypowiadac sie o tych płytach o ktore pytal zalozyciel wątku bo wygrał
groteskowy (10 czerwca 2007) -
>CZY TY JESTEŚ GŁUCHY NIE UMIESZ CZYTAĆ ZE ZROZUMIENIEM!
tygrysia maska (20 stycznia 2007) -
>pogrązasz się i nie masz racjidokładnie, borys już po tobie to koniec twojej kariery, szkoda, nawet cię lubiłem [']
tygrysia maska (20 stycznia 2007) -
Taka jeszt sprawa - ty już z góry zakładasz ze masz racje że jesteś lepiej poinformowany ŻE MASZ RACJE CO DO WARTOSCI TEJ PŁYTY CZY TEJ PIOSENKI BO DOZNAJESZ CZY JAKOŚ TAM.. A jak borys doznaje - to ....>widzę że nie wiesz o kim mowa - spoko, spodziewałem się tego.<ale skąd mozęsz wiedzieć ile muzyki znam czy posiadam ??idę o zakłam ze niekóre moje pozycje z lat-60 tych wprawiły by cię z konsternajce>tylko co to ma do dyskusji o tym, że nie pojmujesz dorobku BB bez Briana z lat 70-tych.<CZY TY JESTEŚ GŁUCHY NIE UMIESZ CZYTAĆ ZE ZROZUMIENIEM -bo takowy dorobek nie istnieje - raptem jedna płyta i garśc niezłych piosnek i tyle .Lata 70-te dla bb -to sunflower surfs up Brian is back i endless summer.... >dla nich tą perełką jest CAŁA (poza może kontrowersyjnym "demonstration" Love'a) płyta Surf's Up,<CZY TY GłuCHY JESTEŚ już ci zadawałem pytanie wcześniej o czym jeste dyskucja ?? o płycie surfs up czy holland - czy ja coś gdziekolwiek napsiałe mna tą płytę ???brak twojej reakcji na hasło love you wogóle mnie nie dziwi ... bo to ta płyta poza dwoma pierszymi z 70 i 71 jest tą perłą lat 70-tych.a ty znowu jedziesz argumenty z kokoma - haha - pogrązasz się i nie masz racji -
brian (19 stycznia 2007) -
no raczej. wprawdzie sie juz przestawilem, ale dlugo mialem wyobrazenie Leone jako laski avant-prog-nerda - cos takiego chyba w naturze jednak nie istnieje
PK (19 stycznia 2007) -
czy mi sie wydaje, czy ty Piotrek kiedys miales watpliwosci co do płci Leone, i teraz zostało to u ciebie jako żart hehe.lista indywidualna Leone za lata 70-te (takie skarby trzeba zachowywać na dysku, bo potem materiały znikają z PFM w niewyjaśniony sposób i są nie do odzyskania):>> DOMINIQUE LEONE1 Magma - Live/Hhai2 Can - Ege Bamyasi3 Miles Davis - Live-Evil4 Randy Newman - Sail Away5 Tim Buckley - Starsailor6 King Crimson - Red7 Christian Vander - Wurdah Itah8 Queen - Sheer Heart Attack9 Faust - IV10 Cluster - Zuckerzeit11 Phillip Glass - Einstein On the Beach12 Beatles - Let It Be13 Faust - Tapes14 VA - Saturday Night Fever OST15 Funkadelic - Maggot Brain16 This Heat - s/t17 Led Zeppelin - IV18 Kraftwerk - Trans-Europe Express19 Can - Tago Mago20 Miles Davis - On the Corner21 Igor Wakhevitch - Docteur Faust22 Heldon - Interface23 Art Bears - Winter Songs24 Yes - Close to the Edge25 Beach Boys - Surf's Up26 Neu! - s/t27 XTC - Drums & Wires28 Area - Caution Radiation Area29 Giorgio Moroder - From Here to Eternity30 Abba - Arrival31 Harmonia - Deluxe32 Cluster - II33 Serge Gainsbourg - Histoire de Melody Nelson34 Paul Simon - s/t35 Dennis Wilson - Pacific Ocean Blue36 Clash - s/t37 Manuel Gottsching - Inventions for Electric Guitar38 Magma - Kohntarkosz39 Randy Newman - Good Old Boys40 Franco Battiato - Clic41 King Crimson - Starless & Bible Black42 Led Zeppelin - III43 Fleetwood Mac - Rumours44 Funkadelic - s/t45 Samla Mammas Manna - Klossa Knapitatet46 Wendy Carlos - Sonic Seasonings47 Brigitte Fontaine - Comme la Radio48 Bruce Haack - Electric Lucifer49 Ornette Coleman - Skies of America50 Stevie Wonder - Innervisions51 Lard Free - III52 Queen - II53 Amon Duul II - Yeti54 Caetano Veloso - Araçá Azul55 Free Design - Stars/Time/Bubbles/Love56 Albert Marcoeur - s/t57 Agitation Free - Malesch58 Mort Garson - Lucifer/Black Mass59 Suicide - s/t60 Joyce - Passarinho Urbano61 Slapp Happy - Desperate Straights62 Tangerine Dream - Zeit63 Area - Crac!64 Meters - Look-Ka Py Py65 Hawkwind - Space Ritual66 Art Bears - Hopes & Fears67 Tom Zé - Estudando O Samba68 Kate & Anna McGarrigle - s/t69 Heldon - Un Reve Sans Consequence Speciale70 Wire - Pink Flag71 Parliament - Mothership Connection72 John Lennon - Imagine73 Kraftwerk - Ralf & Florian74 Throbbing Gristle - 20 Jazz Funk Greats75 Residents - Eskimo76 Walter Wegmuller - Tarot77 Paul McCartney - McCartney78 Mahavishnu Orchestra - Birds of Fire79 Aerosmith - Toys in the Attic80 Aksak Maboul - Onze Dances Pour combattre La Migraine81 Guru Guru - Kanguru82 David Bowie - Hunky Dory83 Sex Pistols - Never Mind the Bollocks...84 Brainticket - Cottonwoodhill85 Zamla Mammaz Manna - Schalgerns Mystik...86 L. Voag - The Way Out87 Franco Leprino - Integrati...Disintegrati88 Curtis Mayfield - Superfly89 Jorge Ben - A Tábua de Esmeralda90 David Axelrod - Earth Rot91 Trad Gras och Stenar - s/t92 Brian Eno - Music For Airports93 Sly & the Family Stone - There's A Riot Going On94 Michael Jackson - Off the Wall95 ZZ Top - Tres Hombres96 Henry Cow - In Praise of Learning97 George Harrison - All Things Must Pass98 Joni Mitchell - Blue99 Der Plan - Geri Reig100 PIL - Metal Box
borys d (19 stycznia 2007) -
mozesz sie zawsze spytac Dominiki. ona ci na pewno chetnie odpowiewww.dominiqueleone.com (uwaga na piekne wilsonowe rip-offy)
PK (18 stycznia 2007) -
Jak padło nazwisko Leone. Ma ktoś link do indywidualnych list lat 70. Pitcha, bo na stronie nie mogę znaleźć. Jest tylko 9 stron podsumowania i odnośnika brak.
kuba (18 stycznia 2007) -
jest np. na 3CD PLatinum Collection albo na kompilacji Best of BB Brother Years 1970-1986
PK (18 stycznia 2007) -
Rozumiem. Chodzi jednak o zwykłe jedno mp3, w stylu "Sail On, Sailor". Zresztą kombinuję jak to zdobyć więc koniec na ten temat.
kuba (18 stycznia 2007) -
>>słuchanie Holland z sieci - yyy, to już lepiej sobie odpuścić.no właśnie,troche śmieszne by to było gdyby ktoś obojętny BB znał Holland, który jest, jak wynika z tego co mówicie,rarytasem, a fan jakiś nie, bo nie może dostać. zresztą to się odnosi wszelakich rarytasów
ryba (18 stycznia 2007) -
nie, w Polsce nie można kupować used z Amazon US (UK - nie wiem, ale Michał wam powie).słuchanie Holland z sieci - yyy, to już lepiej sobie odpuścić.to nie jest kłótnia o recepcję tylko o czynniki decydujące o wartościowaniu. ale ma rację Paweł, że chyba wszystkie karty już rozdane.
borys d (18 stycznia 2007) -
Po co kłócić się o recepcję w Polsce "Holland" jak ta płyta jest nie do dostania: od 40 dolarów na Amazonie (ale nie wiem czy można kupić w Polsce używane rzeczy) i 40 funtów na brytyjskim Amazonie. Plus w sieci chyba nie sposób znaleźć ani jednego utworu.
kuba (18 stycznia 2007) -
śmieszna dyskusja... nie chwila wcale nie śmieszna, dosyć, plisssss
tygrysia maska (18 stycznia 2007) -
>nie chodzi mi o stosy gazet lecz o częste zauważania i wyhcwalania owej płyty prze niektóre portale muzyczne czy strone fanowskie.NIE ZNAM takowych. w swoim osądzie Holland kieruję się tylko własnym odbiorem.>magia surfs up to 3 końcowe piuosenki nie oczukujmy się.. ale zgadnij kto jest napisał....innymi słowy: "nie oszukujmy się, nie pogadasz ze mną o muzyce, bo dla mnie Brian Wilson jest bogiem i nic mnie więcej nie interesuje".>a skąd mozesz mieć taką pewnośc ??? z założenia ??widzę że nie wiesz o kim mowa - spoko, spodziewałem się tego.>uważasz ze te wszesne piosenki nic w sobie nie mająDOZNAJE przy wielu z nich, co nie zmienia faktu że przy "promised road" klękam bardziej niż przy "I get around" - i między innymi dlatego BB są poza Fab Four moim ulubionym zespołem. rozumiesz po polsku?>wiem że przyszła fala smile itp. nagle co niektórzy zaczeli sciemniać ze wiedzą o co chodzi i cezkali na to wydawnictwo... no niektórzy zaczęli, tak już na tym świecie jest. tylko co to ma do dyskusji o tym, że nie pojmujesz dorobku BB bez Briana z lat 70-tych.>masz racje nie zuważyłem słowa live - mój błąd stawiam - aczkolwiek dla mnie nie ma możliwości żeby była lepsza od orginalnej..hehe, no co ty, serio? coś nieprawdopodobnego - A JEDNAK wolisz wersję śpiewaną przez Briana, nie? zaskoczyłeś mnie.>jeśłi wspominasz o wtajemniczonych fanach bb to dla nich tą perełką jest love you a nie holland.. dla nich tą perełką jest CAŁA (poza może kontrowersyjnym "demonstration" Love'a) płyta Surf's Up, ale tobie tego nie wytłumaczę, bo dla ciebie Holland równa się "kokomo" - trzeba być głuchym żeby taki pogląd wygłosić... sorry nie chciałem, ale nie wyszedłem jeszcze ze wstrząsu spowodowanego tamtym porównaniem - rozsądny człowiek urwałby w tym momencie z tobą dyskusję, a ja tu się poświęcam. co ty możesz słyszeć skoro słyszysz podobieństwo Holland do "kokomo" - nie chcę się nawet domyślać... aha, bo ty "słyszysz" podpisy pod piosenkami we wkładce, a nie dźwięki. trudno, przykro mi.
borys d (18 stycznia 2007) -
neeeeverending story, sia la la la la lala
ryba (18 stycznia 2007) -
a) nie chodzi mi o stosy gazet lecz o częste zauważania i wyhcwalania owej płyty prze niektóre portale muzyczne czy strone fanowskie. Holland nie jest żadnym lost classic jest pozycją dobrze znaną i właśnie tu jest pies pogrzebany że niekórzy wychwalją ową płyte i uważają ze to był powrót bb a niektórzy ( jak ja) uważają że powinna być raczej z boku.b) to ty masz klapki na oczach wychwalając long... i get around to jeden z najwspanialszych singli wszechczasów a jeśli ty nie widzisz tam w głosie briana czegoś więcej to twoja sprawa. Ten falset ta melodia nie jest taka wespoła słychać jakąs nieprzejednaną wrażliwośc smutek nostalgie. I to jest genialane że niby mamy kwintesencje stylu surf ale ten utwór to coś wiecej jakby był początkiem tego co brian robił pózniej (chodzi mi o falset melodie śpiewaną przez briana)magia surfs up to 3 końcowe piuosenki nie oczukujmy się.. ale zgadnij kto jest napisał....>ci kolesie słyszeli w życiu więcej muzyki niż ty,<a skąd mozesz mieć taką pewnośc ??? z założenia ??>Surf's Up ponad te radosne, skoczne rockandrolle<chodzi ci o płyte utwór ??bo jeśłi nie zauważyłeś albo prawdopodobnie nie chciałeś zauważyć dyskusja nasza nie dotyczy tej płyty tego utworu lecz holland czy long promised..jeśli utwór czy płyta to masz racje - i nie ma dyskusji surf up jest prawdoipodbnie najbardziej ujmujących wzruszajacym zdumiewającym magicznym ponadczasowym majstersztykiem wszechczasów.>bo słuchają muzyki, a nie tkwią w abstrakcyjnym micie "powiewu młodości"<mozesz mi to wytłumaczyć ?? czy uważasz ze te wszesne piosenki nic w sobie nie mają , czy uważasz że mam klapki na oczach bo uwazam że jeden z najwspanialszych singli wszechczasów jest l;epszy niż pózniejsza nijaka piosenka carla..to ty mi bedziesz pisał o wtajemniczeniu beach boys - bój się boga chłopie ....wiem że przyszła fala smile itp. nagle co niektórzy zaczeli sciemniać ze wiedzą o co chodzi i cezkali na to wydawnictwo... jak się postrzega holland dzisaj to sobie sprawdź i zobaczysz że bardzo wysoko , o polsce to zapomnij..caroline no masz racje nie zuważyłem słowa live - mój błąd stawiam - aczkolwiek dla mnie nie ma możliwości żeby była lepsza od orginalnej..e) jeśli się rozchodzi o songwriting carla to ma na koncie z 4 czy 5 dobrych piosenek - dlatego przytaczam przykłąd solowych płyt - miał genialny wokal doskonały słuch itp...nic więcej - spoko gośc - gościuna koniec moze i jestem zaślepiony miłosćią do briana ale powtarzam twoja sprawa lubisz holland ok ja po raz kolejny uważam ze ta płyta ma się nijako do wsześniejszych arcydzieł .. jeśłi wspominasz o wtajemniczonych fanach bb to dla nich tą perełką jest love you a nie holland..
brian (18 stycznia 2007) -
hehe.drogi rozmówco:a) nie znam stosów gazet wychwalających Holland, bo takowe pewnie nie istnieją. po prostu doznaję na maksa przy tej płycie, bo posiadam wrażliwość i jakiś aparat percepcyjny.b) masz klapki na oczach w sensie że "I get around" jest nietykalne - tylko że to jest zwykła piosenka w zestawieniu z transcendencją "long promised road", tak jak wczesne płyty BB są zwykłymi plażówkami w porównaniu do magii Surf's Up. jeśli cię to zainteresuje - odkryłem kiedyś, że podobną "herezję" wyznają Beach-Boysowe autorytety w rodzaju Leone i DiCrescenzo. ich opinia nie ma dla mnie znaczenia, natomiast powinna w tobie zaszczepić odrobinę pokory, bo żyjesz w innym świecie - ci kolesie słyszeli w życiu więcej muzyki niż ty, są legendarnymi krytykami naszych czasów, znawcami-fanatykami zespołu i wyobraź sobie że stawiają Surf's Up ponad te radosne, skoczne rockandrolle z początków działalności formacji. może da ci to coś do myslenia, bo zachowujesz się jak byś miał monopol na systematykę dokonań Beach Boys z powodu swojego uwielbienia względem Briana, a tymczasem goście którzy by cię zagięli lewą ręką z faktografii nie tylko dopuszczają tę "herezję", ale i ją głoszą. powiem ci dlaczego - bo słuchają muzyki, a nie tkwią w abstrakcyjnym micie "powiewu młodości" który przytaczasz.i w tym świetle mówienie że ktoś uznający wyższość "promised road" nad "I get around" NIE MA GUSTU... hie hie. mógłbyś się od wyżej wymienionych panów wiele nauczyć w kwestii gustu, ale nieważne bo to znów niepotrzebna dygresja. reszta - odsyłam do stopni wtajemniczenia w zjawisko Beach Boys...c) czegoś nie rozumiesz z "RS"? kogo DZIS obchodzi że to pismo wskazało Holland jako jedną z płyt 73? a przecież o tym była rozmowa - jak się GENERALNIE postrzega obecnie ten album, i to głównie w Polsce jak mniemam. d) po co "odpyskujesz" (wybacz, no offense, ale nie znajduję lepszego słowa w tej chwili) odnośnie wersji "caroline no" zaśpiewanej przez Carla? żeby stworzyć śmietnik komunikacyjny? chyba wyraźnie napisałem że chodzi o wykonanie LIVE. z wydawnictwa In Concert.e) argument żebym posłuchał sobie nisko ocenianych solówek Carla - ale, powtarzam, co ma CO? co mają jego solówki do genialności "feel flows"? pisz na temat, gościu.f) na finał - w dyskusji o wartościowaniu muzyki nie ma miejsca na obiektywizm, a czyjeś osobiste upodobania nie mają prawa być "ważniejsze" od gustów kogoś innego. ja tylko wyrażam moją opinię, ty swoją. różnica taka - ty jeteś zaślepiony miłością do Briana i na tym koniec. ja również, ale o płytach mówię z perspektywy słuchacza postawionego przed materiałem, a nie przed nazwiskami autorów. a Holland wzruszałoby mnie tak samo jako dzieło dowolnego wykonawcy.
borys d (18 stycznia 2007) -
Panie kolego borysie.Jakim prawem uważasz że twoje zdanie i twoj\e upodobania muzyczne są ważniejsze właściwsze??uważasz że long promised.. jest lepszy od I Get Around jeszcze używasz stwierdzenia ze nie to jest wprost oczywiste - kolego bredzisz - i get around jest jednym z najbardziej zaskakujących i zdumiewajacych numerów w historii panie te harmonie wokalne to falseto to zatrzymania i klaskanie - majstersztyk - jak powiew młodosci życia radosci.to jest utwór niektykalny dla mnie long móglby nieistnieć.tak bardzo zdumiewają cię kompozycjhe carla to posłuchaj obie jego solowych płyt sam się przekonasz kto błądził.Oczywiście wokal miał niepowtarzalny i cudowny ale brain równie dobrze (wspanialnie) zaśpiewał god only knows czy good vibrations.Caroline No w wersji carla ale oczywiscie live bo studyjna nie istnieje.Dla mnie osobiście Brian mógly zaśpiewać całe pet sounds i smile jako lead wokal i byłoby równie genialnieBrian and his puppets - jak to pisali Kolego nie podoba mi się holland to i nie podoba mi się okładka albo nie doszukuję się tam rzeczy których nie ma.To ty słuchaj muzyki a nie czytaj stosów gazet i opracowań w którcyh wywyższają ponadmiar zupełnie przeciętnie holland.>ja też mam fioła na punkcie geniuszu Briana, ale my tu mieliśmy pomóc osobom rozpoczynającym przygodę z zespołem, a twoje rekomendacje nie odnoszą się do wartości płyt, tylko do relacji tych płyt względem osoby Briana - chore dla mnie<no to im pisze jak jest że bb to Brian czy tego chcesz czy nie. Ciekawi mnie gdyby był jakiś tam zespól niekonecznie o nazwie bb bez brian ofkors i wydaje kilka płyt w latch 70-tych, czy ktokolwiek oprócz wtajemniczonych hardkorowcow by uważał holland za coś ważnego czy jak piszesz wręcz genialnego??twoja sprawa doznajesz przy holland - zajebiście ale nie wsiskaj kitu ludziom ze to są bb że long promised jest lepszy od i get around - boto już jest herezja...Sam siebie oklamujesz labo silisz się na orginalnosc albo ie masz gustu albo choróbsko jakies złapało.>zaś z tym "RS" to taki żart,< teraz to żart ok - fajnie - myślisz że nie kapujeTo ty błądzisz i to bardzo w kwestii bb - i chyba na uświadomienie jest już za póżno - reputacja - ale życzę ci tego..
brian (18 stycznia 2007) -
>nie po bb tylko po holland na której zabrakło Briana a jeśli brakuje Briana to powstaje coś jak kokoma..no pogrążaj się dalej, pogrążaj, hehewedług mojej teorii są następujące stadia wtajemniczenia w BB:* * *0 = "kokomo"1 = jakiś kalifornijski zespolik rockandrollowy śpiewający o surfingu i samochodach i świętach - ale nagrał jedną dopracowaną artystycznie płytę (Pet Sounds), która antycypowała art-rocka (WTF?)2 = wehikuł dla genialnego Briana Wilsona, jednego z największych kompozytorów w dziejach - zespół definiujący (razem z Fab Four) szczyt inwencji twórczej i produkcyjnej w muzyce pop lat 60-tych, a później tylko "odcinał kupony" (powszechna opinia większości w miarę zorientowanych krytyków na świecie).3 = punkt 2 wiadomo zgoda, ALE w latach 70-tych powstają genialne płyty sygnowane nazwą BB w momencie, gdy rozpada się mit cudownych 60s w kulturze, Brian jest nieobecny duchem i ciałem, zespół traci pozycję i nie może odnaleźć swojego miejsca, panom zarastają brody i wąsy, marazm, stagnacja - i to słychać w muzyce, co jest bardzo przejmujące i odkrywcze.* * *"I get around" jako singiel/przebój ma doniosłe znaczenie i stanowi część legendy, lecz nie słysząc że "long promised road" jest o niebo lepsze muzycznie, wpisujesz się mimowolnie do grupy numer 2. ponieważ "long promised road" ma jakieś najbardziej *szlachetne* sekundy jakie ktoś wymyslił w fonografii i sporów na ten temat nie przyjmuję do wiadomości. dla mnie tylko tytułowy jest lepszy na tamtym albumie, a jest to utwór nietykalny.i jeszcze parę sprostowań, bo masz tendencję do nonszalanckiego i mało uważnego dyskutowania:a) czy ktoś mówił o Carlu jako "lead" wokaliście? nie, ale śpiewać śpiewał, i to pięknie - choćby w epokowych "god only knows" czy "friends", a na wysokości Smiley i Wild wchodzi już na serio do rozgrywki. w ogóle a propos to złapałem się kiedyś na tym że wolę interpretację live Carla "caroline no" od studyjnego oryginału Brianowskiego. on miał z całej paczki najbardziej matowy, stonowany, nierozwibrowany timbre - który uwielbiam - ale to jakiś offtop niby, więc urywam.b) z grzeczności nie posądzam cię o ślepotę, natomiast skoro kwitujesz zawartość okładki Holland jako "po prostu Holandia - fajnie wyszło", to co najmniej mogę cię uznać za ignoranta w kwestii podstaw interpretacji symboliki obrazu.c) "to nie byli Beach Boys, to nie był ich styl" - jasne, bo tylko ty wiesz czym jest styl Beach Boys. błagam, zią, bądźmy poważni. SŁUCHAJ MUZYKI a zajdziesz daleko. a nie sprawdzanie w liner notes jak się ma dana płyta do Briana.ja też mam fioła na punkcie geniuszu Briana, ale my tu mieliśmy pomóc osobom rozpoczynającym przygodę z zespołem, a twoje rekomendacje nie odnoszą się do wartości płyt, tylko do relacji tych płyt względem osoby Briana - chore dla mnie. "co ma CO?". co ma zajebistość Holland do tego że Brian nie uczestniczył w jej nagraniu. katalog BB to katalog BB... a ten prog i ambient o których wspomniałeś - o no no, właśnie właśnie, pomyśl sobie kiedyś nad tym głębiej, to może pojmiesz nieoczywistą (przyznaję) wielkość Holland.d) zaś z tym "RS" to taki żart - chodzi o to że dziś mało kto przejmuje się ich werdyktami z lat 70-tych; generalny konsensus o Holland = "przeciętna płyta z nieistotnego późnego okresu", co jest bzdurą. a osobisty felieton o Astral Weeks nie należy do najlepszych artykułów Bangsa btw.reasumując:napisałeś że mimo podejścia "fanowskiego" masz "obiektywny" stosunek do dyskografii BB. uświadom to sobie sobie, że w tej kwestii błądzisz, synu. ale wszystko - mam nadzieję - jeszcze przed tobą.
borys d (18 stycznia 2007) -
>brian jedzie po bicz bojsach<nie po bb tylko po holland na której zabrakło Briana a jeśli brakuje Briana to powstaje coś jak kokoma..
brian (17 stycznia 2007) -
hej,brian jedzie po bicz bojsach.dajcie se spokoj chlopaki,kwesta preferencji,jak dla mnie o wartosci tej plyty jak w wiekszosci z katalogu bb decyduje przykladowo inwencja harmoniczna,melodyczna etc,a nie to,czy do mnie przemawia bardziej czy mniej na tle pet sounds.dla mnie osemkowe sprawy.
dys (17 stycznia 2007) -
Witam więc jedziem...Nie jestem psycholem po prostu mam obsesje na punkcie lat-60tych i Briana Wilsona którego uważam za jedynego prawdziwego geniusza muzyki pop stawiam go na równi z niekórymi kompozytorami muzki klasycznej. nevermind1.Sailor - ok powiedzmy tak - nie lubię tego utworu, produkcji kiczowatych klawisdy wokali ta piosenka jak i ta płyta to już nie byli bb to był inny zespól - niektóre z thc kawałow na holland są jakby karykaturą ich wsześniejszych hitów - i w zadnym wypadku nie można powiedzieć że się rozwijali - odcinali kupony ..2.Funky Pretty ok - niecvh ci bedzie nie pamiętałem kto go tak naprawdę napisał ale wydawało mi się ze Brian takiego przeciętnastwa nie popełnił.3.Może i mnie poniosło portównująć kokoma z holland ale dla mnie osobiście te piosenki ta płyta podobnie jak to gówno z lat 80-tych nie rusza wogóle..tak znam się na bb na wyrywki kocham ich muzyke ale również mam obiektywne podejście co do ich muzycznej spuścizny.Więc uważam że jeśli today to 9.5/10Pet Sounds 10/10a np. Wild Honey 8/10to dla mnie Holland to nie więcej niż 5/10z tm ze to pięc to zasługa trader.MAM NADZIEJE ZE NiKT POWAŻNIE NIE POTRAKTUJE TWOIch WYPOWIEDZI DOTYCZĄCYCH HOLLAND - to jest naprawdę jeden z najsłabszych albumów bb - nie polecam - a zresztą sparwdźcie sami - tylko pamiętajcie że was ostrzegałem.I naprawdę mnie boli że próbujesz komuś wciskać żeby sobie posłuchali tej płyty - oczywiście nie zaszkodzi ale tylko tyle.3. Panie kolego czy Ty naprawdę znasz się na bb - głównym wokalistą bb byłzawsze Mike Love czy tego chcesz czy nie.long promised road lepszy od wszesnych rocknrolli np jakich I Get Around ??? bądźże poważny a czy lepsze od tradera to kwestia gustu - bo jakim prawem mozesz sadzić że lepsza ???4. Rolling Stones w latach 60,70-tych a teraz to zupełnie dwie rózne gazety i Ty najlepiej powinienieś o tym wiedzieć .Szajsem jest dla ciebie kilkustronicowa recenzja Bangsa o Astral Weeks???>pet sounds smile - kalifornijskie dziewczyny na plaży i samochody... to wszyscy znają na pamięć, a Holland pozostaje ciągle w cieniu.<Doprawdy ?? wszyscy znają tak dobrze gdzie w Polsce ??W cieniu pozostają ine lepsze płyty bardziej zasługujące na odkrycie - friends, love you, pacific ocean blue...1.sail on, sailor - klasyk ?? niech ci bedzie dla mnie nigdy...2.steamboat" - nieporozumienie 3.california saga" sam zamysł był dorby orginalen utywry również - zostało jakieś śmieszne naśladownictwo własnego stylu..IWdać ze nie wiedzieli co chcą robić na tej płycie i wyszły elektryczne banany połowa zespołu - jedzie z koksem fun sun ...druga połowa - prog,ambient...7.leaving this town - perełka - dajze spokój i badź obiektywny ballada na róni z dont talk czy our sweet loveTO NIE BYLI BEACH BOYS TO NIE BYŁ ich STYL weszli w ciemną uliczke a na końcu nie było światła..8.only with you" - moze być ale dennis się potarzał i to bardzo a pozatym do innych jego utwrów to nic szczególengo9.funky pretty - nieporozumienieokładka moze być wolę ale naprawdę nie ściemniaj i nie dopisuj rzeczy których tam nie ma ( na okładce) - po prostu hollandia - fajnie nawet wyszło - kwestia gustu... Do następnego
brian (17 stycznia 2007) -
. o czym ty do mnie rozmawiasz ziutek,matko kochana...
twoja polonistka! (17 stycznia 2007) -
nie ale ziomuś, możemy tak się przerzucać co dla kogo jest słabe, a co dobre, tylko rozczarowujesz mnie bo okazuje się, że żaden z ciebie fan Beach Boys! jesteś po prostu psycholem na punkcie osoby Briana Wilsona, fanatykiem który zna fakty z jego życia w rodzaju kiedy ile ważył i co robił w łóżku, aczkolwiek o samej muzyce potrafisz powiedzieć niewiele. jak na razie jedyne co wytknąłeś Holland to że była nagrana w Holandii i bez udziału Briana. wow! to ci dopiero sensacje.natomiast strzeliłeś już kilka gaf:1. a jednak POMYLIŁEŚ się w kwestii procentu autorstwa utworów na Holland. a) co do tego kto co napisał w "sailorze" trwają od lat akademickie spory. Parks utrzymuje, że napisał nonowo-septymowe midtro oraz późniejszy mostek, a Brian tylko zwrotkę. i nie dziwię mu się, bo sam chciałbym to midtro napisać, tylko że jakimś trafem specjaliści od songwriterskiego stylu Briana raczej obstają za wersją, ze to on machnął te septymolki i mnie się również tak wydaje. niejasna również kwestia czy Almer dopisał z Kennedym drugi mostek, czy zaledwie skrobnął tekst który skorygował Rieley - wtedy matematyczny wkład Briana w muzykę to już 33%. tylko że dla mnie progresja harmoniczna stanowi tu esencję (więcej poniżej), a co za tym idzie - zaryzykuję że Briana można nazwać główną osobą odpowiedzialną za wyjebistość "sailora".b) żaden biograf BB nie ma wątpliwości, że "funky pretty" JEST kompozycją Briana Wilsona. każde źródło, od opracowań po samą okładkę winyla mówi to samo. tekst napisali Love i Rieley, ale muzyka to 100% Brian. ponadto, błądzisz sądząc, że Carl ma jakikolwiek udział w autorstwie "funky". Carl tylko produkował go na spółę z Brianem.2. JAKIM PRAWEM zestawiasz "kokomo" z Holland? jak można porównywać jakiś syf "aruba, jamaica, oooh I wanna take ya" z introwertyczną, melancholijną i głęboką w nastroju płytą o bezpowrotnym przemijaniu, straconych na zawsze szansach i sztuce trwania w życiu poprzez miłość?! serio takiej niekompetencji w dyskusji o popie nie widziałem od dawna (pomijając jakiegoś głucholca stawiającego Sistars wyżej od Cassie). tu już nie chodzi o gusta, bo zrozumiem jeśli melodie na Holland cię nie ruszają - ale STARY dajże spokój: ktoś nie znający Holland wejdzie w wątek, zobaczy że "brian" (który przecież się tak zna na Beach Boys) wrzucił album do tego worka co "kokomo" i nigdy nie sięgnie po ten wspaniały krążek. to mnie BOLI i mam nadzieję że że nikt bzdur ktore przedstawiasz nie potraktuje poważnie.3. Carl był głównie gitarzystą, wokalistą i potem (lata 70-te) producentem, rzadko się udzielając w komponowaniu, ale jedno "long promised road" jest warte więcej niż tony wczesnych rockandroli grupy, a "feel flows" niewiele w tej rozkoszy ustępuje (oba lepsze od "tradera").4. który ze Stonesów? ok żartowałem. "Rolling Stone" to dla mnie jakis szajs, u nich Red Hoci są na drugim miejscu wśród wydawnictw 2006, więc nie traktujmy ich opinii poważnie? GENERALNIE Holland się pomija w rekomendacjach Beach-Boysowych - wstyd! skończmy już z tym pieprzeniem że Pet Sounds i Smile albo że kalifornijskie dziewczyny na plaży i samochody... to wszyscy znają na pamięć, a Holland pozostaje ciągle w cieniu.* * *a co do samego Holland to nie każ mi pisać całej recenzji, ale powróciłem dziś a propos wątku, więc skrótowo:1. "sail on, sailor" - ta narastająca kaskada akordów od 0:20 do 0:32, what can I say man, o czym w ogóle jest rozmowa... boskie. wykonanie z In Concert potwierdza jak mocny to zawodnik w całej dyskografii zespołu - że brzmi tam już jak klasyk.2. "steamboat" - Dennis z Carlem dryfują ku jakiejś wczesno-floydowej psychodelii, zwieńczonej chorym solem a la Gilmour; to wręcz rzecz eksperymentalna jak na BB, i frapująca!3-5. "california saga" - ej sorry tu się momentami wkrada jakaś mistyka, ocierająca w dodatku o słuchowisko literackie, a zaznaczam od razu że Mt. Vernon mnie nie poraża! ale jeśli ten pretensjonalny z pozoru cykl daje radę, to obcujemy z jakimiś magikami.6. "trader" - w sumie najmniej jest do napisania, bo tę estetykę znamy z Sunflowera i Surf's Up. zajebiste (wznoszący refren!).7. "leaving this town" - to są chwile w których człowiek załamuje ręce nad fenomenem grupy. że jakichś dwóch ex-Flamesów których rok wcześniej nie było nawet w składzie przykurwia perełkę na poziomie najlepszych ballad z katalogu. niesamowite.8. "only with you" - przyczajony klimat Dennisa antycypujący Pacific, z Carlem na wokalu, niepokojące, wzruszające.9. "funky pretty" - weź kogokolwiek z ulicy do pianina i każ napisać numer: gwarantuję że nie będzie to "funky pretty". rasowy Brian z wielobarwnymi obiegami wokalnymi w wykonaniu aż czterech kolesi na finał + jakieś świeże klawisze w refrenie. miazga.do tego cały kontekst okładki (jeszcze mocniej przejmująca niż legendarna obwoluta Surf's Up chyba, dla mnie ich najlepszy cover art, który wyraża "prawie sedno"), pojawiający się też co chwila w lirykach motyw wody symbolizujący wiadomo co i to całe podskórne zmęczenie, starzenie, rozkład... o czym ty do mnie rozmawiasz ziutek, Holland moja 100-ka lat 70-tych.
borys d (17 stycznia 2007) -
hmm. drogi expercie borysie nie mylę sięSailor napisało razem 4 osoby utwór w 25% jest dziełem brian - zresztą bardzo przęciętny utwór.Również funky nie zasługują na uwage a tym razem napisał go wspólnie z Carlem.panie kolego bb to Brian - smile pet sunds i get arund california girls .... czy dyskusja jest wogóle potrzebna.carl pisał rzeczy genilane (oprócz trader) - czekam...już bardziej dennis był drugim wspaniałym songwriterem po brianieholland to rzecz bardzo przeciętna - chyba ze lubisz kokomo czy jak to się tam nazywaprawdziw bb z tamtych lat to płyta love you.rolling stones uznał holland za płyt roku ....wielu uważa ze to triumfalny powrót bb - tylko że z brianem w łóżku.a lost classic to zdecydowanie love you , pacific ocean blue czy solowy lp briana z 1988...'Aniu kocham cię!!!
brian (16 stycznia 2007) -
nie autorstwo Briana i jego obecność przy sesjach jest dla mnie kryterium oceny, a jakość piosenek - ale z takim nickiem na forum... cóż, let your ears judge, people. NATOMIAST ekspercie "Brian" - mylisz się niestety, gdyż Brian był współautorem dwóch nagrań na Holland - "sailora" i "funky". czy teraz bardziej polubisz tę płytę hehe?jak już gdzieś pisałem, postrzeganie BB przez pryzmat Briana to największy błąd w "hermeneutyce" ich dyskografii! Carl pisał rzeczy genialne, Dennis pokazał na co go stać na Pacific etc.aha, rozumiem - że "trader" najbardziej ci przypomina etap Sunflower / Surf's Up... no spoko ale to nie jest dyskusja o kompozycjach wtedy, tylko przyzwyczajeniach.no i nie wydaje mi się, żeby krytycy uważali Holland za coś wybitnego - to sztandarowy przykład na "lost classic", płytę niesłusznie niedocenioną. paru ILMowców doznaje tylko, i to by było na tyle.
borys d (16 stycznia 2007)