INNE - FORUM

Nirvana => kicz?

24 kwietnia 2006

Hmm... czytuje porcys od dłuższego czasu i zawsze interesowała mnie odpowiedź na pytanie: o co chodzi z Nirvaną?

Dla mnie słowo `Nirvana` wzbudza jednoznaczne skojarzenia (prosta implikacja): ikona pop kultury i kiczu. Słabo zagrane, nie mające niczego szczególnego od strony muzycznej, monotonne płyty. Patetyczny i naiwny image Cobaina. Siłą Nirwany była masa, typowy towar dla mas, "spełnienie" "niezależnych" nastolatek (ten "fajny klimat", smutny Kurt) - w końcu każdy słyszał o Nirvanie. Mam ich 3 płyty i dla mnie to nic innego jak soczysty hamburger lat '90 - nic szczególnego (oprócz wyrobionego image) sobą nie reprezentowali.

Czy ktoś mi może wytłumaczyć dlaczego Nirvana wymieniana jest w kategoriach dot. "najlepszych zespołów"? Mi się w głowie mieści jedynie kategoria najpopularniejszych grup w historii... Nie, nie rozumiem "sentymentu" do Nirvany - przecież trzeba kiedyś dorosnąć i spojrzeć prawdzie w oczy.

[-;
  • chociaż prawda to, że żałośni followersi, media i spadochronoplecakowcy obrzydzili trochę całą sytuację. pewnie i tak bym nie szalał za nimi, bo dla mnie nie był to zespół powalający. tak gadacie o songwritingu, Pixies rozkładają raczej Nirv na łopatki w tej dziedzinie. chętnie bym ich postawił przy kilku innych triach, porównał, ale może nie ma sensu... bo nie tylko Nirv nie była bandem wszechczasów, ale i bywały lepsze tria.
    ?? (24 kwietnia 2006)
  • kontrowersyjny? po pierwsze to miałem w 94' 11 lat, trudno żebym w 89' znał już Nirvane.po drugie to z tego co wiem Pixies, Husker Du, Sonic Youth robili podobne rzeczy wczesniej trochę.po trzecie piosenki w stylu "Rape Me". slight koszmarki. ogniskowe, harcerskie. afghan whigs nie nagraliby takiego kanciastego kawałka, tak myślę.
    ?? (24 kwietnia 2006)
  • poznałem nevermind, a potem wszyscy nosili koszulki z cobainem. wyszła niezbyt lubiana przeze mnie incesticide i zniechęciłem się.ale potem dostałem bleach i nirvana zawładnęła moją duszą. a potem widziałem koncert, którego nie zapomnę nigdy. jeden z trasy po stanach. potem wyszedł in utero i już miałem kompletnego pierdolca.pierdolił mnie image kurta, on miał dar do pisania numerów, które robiły mi z czachy miazgę.
    lukki (24 kwietnia 2006)
  • jest jeszcze postawa ze nikt nie kuma nirvany tylko czyta komiks godspeed i oglada gusa von santa.a pozniej wchodzi nA porcys w koszuli w krate i jest niezal;D
    zal nie? (24 kwietnia 2006)
  • Hendrix też nie wyapda dzisiaj wielce błyskotliwie.Ale pamiętaj że każde 5 lat w muzyce to lata świetlne.
    Beno (24 kwietnia 2006)
  • ..chyba że ich (tych czasów) nie pamięta z uwagi na swój wiek.
    Beno (24 kwietnia 2006)
  • ... jezeli o Ameryce mniej więcej tamtych lat mówimy. –??, 24/4/2006 19:17 wiesz co.. lepiej nic nie mów bo nie bardzo rozumiem czy chcesz byćź kontrowersyjny czy co?to nie moja wina że zacząłeś słuchać Nirvany w 94 gdy był boom. To nie wina Nirvany że stali się popularni(???!)schematyczne kawałki? kto tak grał w 89 jak Bleach albo kto tak grał w 91 jak Nevermind?też nie słucham już tego bo ile można ale rozsądek trzeba umieć zachować i pamiętać o czasach w jakich to się narodziło..
    Beno (24 kwietnia 2006)
  • ... jezeli o Ameryce mniej więcej tamtych lat mówimy.
    ?? (24 kwietnia 2006)
  • Od dawna utarly sie 2 postawy wobec Nirvany - albo ktos sie na niej wychowal (lub cos w tym stylu) i do tej pory stanowi dla niego istotny zespol, klasyczny moznaby rzec (songwriting wiadomo), albo sie na niej nie wychowal, ale obserwowal komercjalizacje, dziewczyny, koszulki itp. przez co kojarzy mu sie z gownem, ktorym nie jest. Chyba, ze sie myle i jest jeszcze jakas trzecia postawa?
    d_nac (24 kwietnia 2006)
  • overblown by the illusion!!połowa In Utero to są mało zgrabne ryki Cobaina na tle prostego garażowego hałasu - co w tym extraordinary? istnieją piosenki Nirvany ocierajace się o coś extra (niezbyt chetnie użyję tu słowa geniusz) i jest niemało piosenek Nirvany schematycznych, pretensjonalnych. te najfajniejsze to wcale nie te gdzie jest duużo grandżu i porykiwania cobaina.absolutnie nigdy nie byłem entuzjastą grandżu, metallici i innych takich bardzo YOU KNOW ROCK'EST, bardzo popularnych niestety (szczególnie u nas w zacofanej krainie) rzeczy. dzisiaj chętniej wracam do Buffalo Tom niż do Nirvany (której oryginalne kasety kupiłem jeszcze w 94' i do tej pory dawno zdążyłem sprzedać). nie mówiąc o znacznie lepszych od Nirvany bandach Afghan Whigs czy Grant Lee Buffalo, których słucham standardowo, mam płyty. A przecież jeszcze Pixies, Husker Du - Sugar, Sonic Youth.. Nirvana gorsza.
    ?? (24 kwietnia 2006)
  • Low masz 100% rację w przeciwieństwie do ??:P
    szafi (24 kwietnia 2006)
  • >ale płyty są pełne dosyć przecietnego grania, a takie np. 'you know you're right' jest słabe zwyczajnie, nic ponad przeciętną, wręcz nieudane. you know you're right wyszło tylko na best of, które faktycznie najlepszą pozycją w ich dyskografii nie jest.heh, moze to wydaje wam się słabe, bo to tak strasznie ograne? ja też nie potrafie tknąć nevermind, bo zajeździłęm swego czasu, ale kaman, to nadal kawałek genialnego gitarowego grania.
    Low (24 kwietnia 2006)
  • dobra, momemnty mieli. ale płyty są pełne dosyć przecietnego grania, a takie np. 'you know you're right' jest słabe zwyczajnie, nic ponad przeciętną, wręcz nieudane. cobain niedługo przed smiercia wspominał, ze chciałby nagraccos ala 'automatic for...' r.e.m. coś bardziej przestrzennego, dojrzałego. i myślę że było go stać na dużo wiecej, niestety nie wytrzymał i wiadomo co dalej...a tak na marginesie, myslę, ze niekoniecznie spodobałoby mu sie to co sie stało później - masa okropnych nasladowców (Bush, Silverchair i 341 innych). to samo odnosnie tej calej zgraji kidsów z naszywkami i pamietnikami pełnymi tanich 'mrocznych' wynurzeń.
    ?? (24 kwietnia 2006)
  • Może i coś jest na rzeczy z tym przepompowaniem wizerunku idoli młodocianych buntowników i frustratów. U mnie też ta nazwa wywołuje przez to niekoniecznie same najlepsze skojarzenia. Ale to już raczej nie wina biednego kurta, tylko marketingowa kolej rzeczy. Bo rzeczywiście zwobot od razu wyczerpał temat - w tym przypadku (w przeciwieństwie do wielu analogicznych produktów) jeśli zapomnieć o wszystkich naszywkach/plakatach/tiszertach/przypinkach ze smutnym albo wkurwionym kurtem, zostają jeszcze piosenki.
    elliot crane (24 kwietnia 2006)
  • mam pamiętniki i ciekawe są, fajne poczucie humoru miał..a książka z opisami zwana była Teen Spirit.
    Low (24 kwietnia 2006)
  • dokladnie, "Badz jaki badz" - znakomicie napisana, bardzo dobrze przetlumaczona, swietne zdjecia w srodku. choc slyszalem tez, ze pamietniki Cobaina warto przeczytac. biografia z wydawnictwa Rock Serwis (w tej serii ukazalo sie bardzo wiele tytulow) bardzo slaba. sensacyjna wymowa ksiazki "KTO ZABIL KURTA COBAINA" i jej drugiej czesci (zabila Courtney oczywiscie) sprawia, ze jest to doskonale (i w sumie dosc przekonujaco napisane) czytadlo. przyjemny, choc potwornie kiczowaty, jest komiks "Godspeed" o zyciu Kurta (Kurt w aureoli jako chrystus, Kurt-heroinista jako upadly aniol itd.). jest chyba jeszcze ksiazka, przegladalem ja w czasach istnienia sklepu Planet Music, z opisami wszystkich piosenek Nirvany (albo cos mi sie pomylilo), w kazdym razie dokladne info o tym, dlaczego Kurt chcial coverowac Vaselines bylo mi wowczas z jakiegos powodu przydatne.
    PK (24 kwietnia 2006)
  • swoja drogą gdyby Kurt nie umarł Killing Joke wytoczyłoby mu proces o plagiat. Chodzi o Come as you are.
    kranky jr. (24 kwietnia 2006)
  • właśnie który to niby kawałek Pixies Kurt sprafrazował w Smells? ja stawiam na Debaser, ale mogę się mylić...
    kranky jr. (24 kwietnia 2006)
  • Mnie jakoś zawsze przy okazji Nirvany ciśnie się na usta jedna nazwa: Pixies. Zabawne bo słysząc po raz pierwszy kawałek "Smells Like Teen Spirit" w RMF-owym Rock Wieczorku Tomasza Słonia (tak tak były takie audycje w tym radiu) myśleliśmy z kolegą że to nowy kawałek Franka Blacka i spółki :) Co nie znaczy że jakoś tam w tamtych czasach nie lubiłem Nirvany...
    Atomowy (24 kwietnia 2006)
  • jakie książki o nirvanie lubicie najbardziej? wśród masy miernych, obliczonych na szybki zysk publikacji, "Bądź jaki bądź" Michaela Azerrad'a jawi się jako naprawdę ciekawa lektura, która bez zbędnej mitologizacji przedstawia zespół i całą uwczesną scenę rodem z seattle.
    kranky jr. (24 kwietnia 2006)
  • po odjęciu całej kultowośći, popularności, przeszłości w LO etc... pozostaje świetny band ze swietnymi piosenkami.
    cyklon (24 kwietnia 2006)
  • Patetyczny image? Ja bym powiedział, że po prostu naturalny. A gdzie tam patetyzm? W muzyce? Też nie... No to gdzie do cholery?Cobain wchodził do studia, śpiewał coś i grał na poczekaniu i od razu osiągał lepsze efekty, niż większość innych rockowych rzemieślników którzy żeby coś uzyskać, muszą pracować miesiącami. To dla mnie coś w stylu nagrania "please please me" w jeden dzień przez the Beatles. I ja wcale nie muszę sięgać po sentymenty. LO się skończyło, studia dawno też, a ja ciągle uważam "In Utero" za najlepszy album na świecie a jak słyszę rozdzierający głos Cobaina, czy brzmienie TYCH gitar, no i oczywiście MELODIE to mnie ciary przechodzą...
    Squork (24 kwietnia 2006)
  • rzadko tak wiele treści w tak niewielu znakach na tym forum jak tu nade mną
    borys d (24 kwietnia 2006)
  • songwriting gościu
    zwobot (24 kwietnia 2006)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)