INNE - FORUM

Nirvana => kicz?

24 kwietnia 2006

Hmm... czytuje porcys od dłuższego czasu i zawsze interesowała mnie odpowiedź na pytanie: o co chodzi z Nirvaną?

Dla mnie słowo `Nirvana` wzbudza jednoznaczne skojarzenia (prosta implikacja): ikona pop kultury i kiczu. Słabo zagrane, nie mające niczego szczególnego od strony muzycznej, monotonne płyty. Patetyczny i naiwny image Cobaina. Siłą Nirwany była masa, typowy towar dla mas, "spełnienie" "niezależnych" nastolatek (ten "fajny klimat", smutny Kurt) - w końcu każdy słyszał o Nirvanie. Mam ich 3 płyty i dla mnie to nic innego jak soczysty hamburger lat '90 - nic szczególnego (oprócz wyrobionego image) sobą nie reprezentowali.

Czy ktoś mi może wytłumaczyć dlaczego Nirvana wymieniana jest w kategoriach dot. "najlepszych zespołów"? Mi się w głowie mieści jedynie kategoria najpopularniejszych grup w historii... Nie, nie rozumiem "sentymentu" do Nirvany - przecież trzeba kiedyś dorosnąć i spojrzeć prawdzie w oczy.

[-;
  • błazenada jest nieznajomość faktów.jane's addiction wydało dla warnera "nothing's shocking" w 1988 a sonicowe "goo" dla geffen ukazało sie 2 lata później. pamietaj, ze koniec lat 80-tych to w stanach szczyt popularnosci pudel-metalu, wszystko co było niezal siedziało w głębokim undergroundzie (touch&go, sub pop ect.)komercyjny i artystyczny sukces "nothing's shocking" spowodował, iz majorsi zaczęli interesować się czołowymi artystami z katalogu wytwórni niezależnych (sonic youth, helmet, ministry itd). generalnie chodzi mi kontekst tamtych czasów. a oburzanie sie na wrzucenie do jednego tematu sonic youth, pixies i jane's addiction jest na łamach porcysa co najmniej dziwaczne. asereje + britney against radiohead + sufjan stevens nie dziwi ? zreszta co tu może dziwić - sonic youth, pixies i jane's addiction to zajebiste kapele i nie ma sie czego wstydzic. raczej radze posłuchać "ritual de lo habitual" i odrobić opuszczoną lekcję z historii niezalu.
    Onion Tears (26 kwietnia 2006)
  • wracając do sonic youth, płyta goo ukazala sie w 90 roku i do czasu wydania nevermind (91) sprzedala sie w nakladzie ponad ćwiercmilona sztuk, jak na rok to chyba niezly wynik. jane addiction to zuplenie inna bajka. cos bardziej w stylu red hot chili peppers a nie sceny niezaleznej. -szafido 95 najlepiej sprzedająca się płytą Sonic Youth było "Experimental jet set" - 300 tysięcy. Do 95.Dlatego dalej będę potrzymywał zdanie że to Nirvana otworzyła furtkę dla tych zespołów i dla masy innych. Tamci (jak Sonic Youth i inni) się pierwsi do niej dorwali. Ale nie znaczy że oni ją otworzyli.Sorry ale Nevermind to chyba bliżej 20 milionów niż 15?do tych 300 tysięcy (niech będzie że razem 500 tysięcy do teraz) to sorry ale to jak bobek z nosa.Bez sensu dyskusja. Boicie się słowa Nirvana bo oklepane jest jak ch..
    Beno (26 kwietnia 2006)
  • zauwaz tez ze ich kultowosc teraz dotyczy dosc zamkniętych kregow-raczej nie w Stanach roku 2006 ( w Polsce taka sytuacja raczej ma miejsce) Napewno odnosi sie to do Sonic Youth. Sonic Youth mieli dobry strzal z Teenage Riot z "Daydream Nation" ktory to byl walkowany przez studenckie radiostacje swego czasu. Pozniej wlasnie przyszlo Goo ktore jak napisl Szafi rewelacyjnie sie sprzedalo. pierwsze to było jane's addiction a nie sonic youth. to oni przetarli sukcesem "nothing shocking" szlak dla sonic youth, nirvany i innych alternatywnych bandów w podpisaniu kontraktów z majorsami."Faktycznie to jest delikatna blazenada...
    intoeyes2001 (26 kwietnia 2006)
  • ja pixies znalem, ale jaralo mnie bardziej od nich oczywiscie sonic youth, breeders (apropos pixies) czy tez mudhoney, albo pavement. do dzis z pixies lubie tylko kilka kawalkow. wtedy ich nie lapalem i teraz tez nie lapie. kilka numerow, jak mowielm spoko i tyle
    kozak (26 kwietnia 2006)
  • pisalem przeciez ze z pixies bylo inaczej. jasne ze nie mieli kontraktu z duzą wytwornią. zauwaz tez ze ich kultowosc teraz dotyczy dosc zamkniętych kregow. Ilu licealnych fanow nirvany wiedzialo cos wiecej o tym bandzie? moze znali kilka piosenek. nigdy nie lykali zajebistosci tego bandu, bo ta zajebistosc lezy trochwe w innym miejscu niz zajebistosc nirvany.
    szafi (26 kwietnia 2006)
  • no dokładnie.wracając do sonic youth, płyta goo ukazala sie w 90 roku i do czasu wydania nevermind (91) sprzedala sie w nakladzie ponad ćwiercmilona sztuk, jak na rok to chyba niezly wynik. jane addiction to zuplenie inna bajka. cos bardziej w stylu red hot chili peppers a nie sceny niezaleznej.
    szafi (26 kwietnia 2006)
  • "pierwsze to było jane's addiction a nie sonic youth. to oni przetarli sukcesem "nothing shocking" szlak dla sonic youth, nirvany i innych alternatywnych bandów w podpisaniu kontraktów z majorsami."gościu...trochę jednak lol
    mz (26 kwietnia 2006)
  • Album “Nevermind” byl jednym z kamieni milowych w muzyce a Nirvana NAJWAZNIEJSZYM AMERYKANSKIM ZESPOLEM LAT 90
    intoeyes2001 vs. Mary Jane (26 kwietnia 2006)
  • Nigdy Sonic Youth czy The Pixies inne bandy z konca lat 80 nie byli by tak popularni stanach jak teraz (otaczani kultem) gdyby nie Nirvana . Owszem te zespoly zainspirowaly ich muzyke ale to sukces jednego kawalka konkretnie “Smells Like Teen Spirit” pierwszego singla z Nevermind spowodowal mode na Nirvane ,wykwit setki zespolow na calym swiecie , powstanie kilkudziesieciu radiostacji grajacych muzyke alternatywna, nastapil takze boom sceny niezaleznej co trwa po dzien dzisiejszy. Wiadomo ze najwiekszy wplyw na muzyke Nirvany mieli The Pixies ale zazwyczaj jest tak ze ktos ma wplyw na kogos wiec o co chodzi ? Nirvana byla przystepniejszym zespolem dla szerszej grupy ludzi, jako pierwsi polaczyli punk, noise, klasyczny rock i pop. Kobain a vocal i songwriting sa high-endem i do tego byl kurweskim slackerem ktorego potrzebowala spolecznosc nowo rodzacej sie Generacji X . Lata 80 byly chujkowate jesli chodzi o akceptacje dla niezal i alternatywnego grania w USA zdecydowanie nie bylo to tak szerokie zjawisko jak w 90 latach po Nirvanie .Generacja X potrzebowala odizolowac sie od taniego masowego plastiku lat 80 i znalazla ikone ktora przetrawila i wysrala . Paradoksalna sytuacja byla z The Pixies gdyz byli oni bardziej popularni w Angli niz w stanach i tam sprzedawali albumy, rozbijali sie po listach przebojow i radiohedowcy, blurowcy itd. chodzili na ich koncerty i ich ubostwiali. W stanach nikt nie chcial grac ich kawalkow w radiostacjach mainstreamowych, jedynie mozna uslyszec ich bylo w studenckich radiostacjach gdzie krecila sie Surfer Rosa (nawet dzisiaj duzo ludzi ktorzy wtedy mieli po dwadziescia kilka lat kiepsko kojarza The Pixies z ich mlodosci ;) ) Album “Nevermind” byl jednym z kamieni milowych w muzyce a Nirvana NAJWAZNIEJSZYM AMERYKANSKIM ZESPOLEM LAT 90 w USA .
    intoeyes2001 (26 kwietnia 2006)
  • Nie wiem co wam przeszkadzają nalepki, plecaczki, plakaty, nastolatki z problemami, itd. Narzekacie na "otoczkę" ale samo narzekanie jest już jakimś tam etosem "niezal", któremu chcecie podporządkować muzykę.Więc jak dla mnie wybór jest prosty: oczekuję od muzyki koszulek i naklejek - kupuję plakaty i plakietki.Chcę słuchać muzyki? kupuję płyty i słucham muzyki. A ta w przypadku Nirvany jest doskonała...
    Squork (26 kwietnia 2006)
  • "...a więc fakty przedstawiają się trochę inaczej..."–szafi, 26/4/2006 0:00 Kolego szafi: pierwsze to było jane's addiction a nie sonic youth. to oni przetarli sukcesem "nothing shocking" szlak dla sonic youth, nirvany i innych alternatywnych bandów w podpisaniu kontraktów z majorsami.Natomiast Pixies nagrywało dla niezależnej wytwórni 4AD, które - zaręczam - na 100% nie było dużą wytwórnią.Takie są fakty.pozdrawiam z ósmej zmiany
    Onion Tears (26 kwietnia 2006)
  • ktoś tam wspomniał, że nie znalibyśmy sonic youth gdyby nie popularność niravny. a więc fakty przedstawiają się trochę inaczej. zespół cobaina był kolejnym ogniwem zwrotu wielkich koncernów w stronę muzyki niezależnej. pierwsi byli właśnie sonic youth i to oni załatwili poniekąd nirvanie kontrakt z geffenem, sami już bedąc w tej wytwórni. Nie jest nowością, że kim gordon była w tym czasie wielką fanką zespolu. W tamtym okresie Sonic Youth byli już zespołem kultowym w Stanach, więc myślę, że jednak coś byśmy tu w Polsce musieli o nich usłyszeć. Przed Nirvaną kontrakt z duzą wytwornią podpisali chociazby Rem, czy Lemonheads. Z Pixies to byla trochę inna bajka, co nie zmienia faktu, ze po wydaniu Surfer Rosy czy Doolittle, uwierzcie mi nie byli kapelą anonimową.
    szafi (26 kwietnia 2006)
  • >Fakt, że niezależne wytwórnie weszły z takim rozmachem w >pop-kulturę zawdzięczamy po części jemu.taaa, a czy przypadkiem fakt ze wielkim wytworniom udalo sie dokladnie rozpieprzyc scene grungowa, zrobic z buntu produkt, wcisnac cobaina jako guru do glow tysiecy nastolatek z problemami i ostatecznie sprawic, ze dzis na dzwiek slowa grunge wiekszosc ludzi sie krzywi tez zaliczasz do plusow?muzycznie nirvana byla dobra, nawet bardzo dobra (songwriting, yeah). i tak powinno zostac. natomiast to, co z niej wykreowano, to juz inna sprawa. bolesnie przereklamowano ten zespol. i nic dobrego z tego nie wyszlo.daj spokoj z powielaniem wizji cobaina-wielkiej osobowosci. imo lepiej by bylo, gdyby pozostal w cieniu. no ale ciszej juz, ciszej, nie wypada o zmarlych.
    kokokoko (25 kwietnia 2006)
  • lol.ja jestem tym dzieciakiem:D
    OTH (25 kwietnia 2006)
  • legenda nie z mojej bajki, btw:http://www.flickr.com/photos/nrkkim/13077476/in/photostream/ –OTH, 25/4/2006 20:27 noo.. ten dzieciak też twierdzi że Nirvana fajna była ale on tam woli Blink 182
    Beno (25 kwietnia 2006)
  • "Hendrix też nie wyapda dzisiaj wielce błyskotliwie.". tez mniemam, ze ta opinia to prowokacja.–yeahnot, 25/4/2006 18:58 to nie prowokacja. Próbuję uświadomić że nie można sobie poqwiedzieć: eee. mamy dzisiaj tyle zajebistych niezal-zespołów to co takiego taka Nirvana z czterema riffami na krzyż. Ale w 89 to było COŚ. (nadal w wielu kwestiach jest wielkie - zmierzałem do tego co ty napisałeś)A Hendrix gdyby dzisiaj wyskoczył ze swoimi około bluesowymi riffami i zagrywkami napewno nie zainteresowałby czytelników Porcysa. Prędzej brodaczy z Teraz Rocka. Rozumiesz o co chodzi? Dzisiaj byłby tylko jakimś graniem dla zgredów. Obok osobowości nie można oderwać się od kontekstu. Tak jak Hendrix czerpiąc z kilku mniej popularnych, nie przemawiających tak uniwersalnie gitarzystów, dodając coś od siebie stworzył nową jakość która była krokiem milowym w muzycetak Cobain, filtrując przez swoją osobowość dźwięki swoich idoli (Sonic Youth, Pixies itd itp) stworzył zjawisko uniwersalne, krok milowy.Zresztą nie ma co gdybać ale zapewne gdyby nie Cobain ( i cały ruch z Seattle) zapewne o Sonic Youth i wielu innych niezależnych byśmy nie słyszeli. Fakt, że niezależne wytwórnie weszły z takim rozmachem w pop-kulturę zawdzięczamy po części jemu.Jeśli ktoś odbiera go jako pozę to widzi go przez pryzmat jego "naśladowców". To był jeden z najbardziej świadomych czego chce osobników zabawiających się pop-kulturą.
    Beno (25 kwietnia 2006)
  • legenda nie z mojej bajki, btw:http://www.flickr.com/photos/nrkkim/13077476/in/photostream/
    OTH (25 kwietnia 2006)
  • niee, nie wlazmy na temat osobowosci cobaina i jej ewentualnej zajebistosci badz braku. o tym napisano tomidla. imo jesli juz probowac oceniac nirwane z perspektywy tych kilkunastu lat, trza pozwolic, by muzyka bronila sie sama.no i sie broni.
    kokokoko (25 kwietnia 2006)
  • rzeczywiscie, pisanie czegokolwiek wiecej do tego tematu to nieprzyzwoitosc. dlatego napisze cos od siebie. tak blogowo.ilosc kurcikow wszedzie przygniotla mnie skutecznie. nevermind przesluchalem ze cztery razy, ostatni raz z piec lat temu. nie miam zadnej zdartej tasmy, obawiam sie, ze nie mam zadnej kopii tej plyty w domu. bleach - ze dwa razy, niewiele pamietam, musze wrocic. unplugged na pewnym etapie mojego zycia ciezko bylo nie uslyszec/zobaczyc. in utero posluchalem z 10 lat po wydaniu, troche mnie plyta sfatygowala. to bylo z cyklu "urzekla mnie twoja historia".i jak bardzo bym nie chcial tego przyznac - a nie chcialbym, to: oprocz songwritingu, ktory jak dla mnie jest co najmniej dobry, istotnym dla mnie elementem (nie bede bawil sie w "co bardziej") jest osobowosc sceniczna/artystyczna cobaina. dla mnie jeden z nielicznych przypadkow skystalizowanej w postaci frontmana esencjonalnej charyzmy. skromni, niepozorni czarodzieje, muzyczni geniusze to jedno (tez sa "fajni"), zas cobain zawsze "mi sie" ustawial w szeregu z Iggy Popem (no przecie jak wchodzi po tej kaczce w "1969" z "the stooges", to juz wiadomo, ze to mistrz swiata w swojej kategorii), Perry Farrellem ("wtedy"...) - przyp.:obaj nie popelnili samobojstwa przed 30, nie wiem -Jimem Morrisonem, jeszcze KILKU(ORO) by sie znalazlo moze (i to nie musza byc moi ulubieni wokalisci,artysci, etc - nie sa - to inny temat). dla mnie songwriting plus ta elektryzujaca sceniczna osobowosc to wystarczajaco sporo by uznac calosc za cos wyjatkowego.peesy "Hendrix też nie wyapda dzisiaj wielce błyskotliwie.". tez mniemam, ze ta opinia to prowokacja. "Ale pamiętaj że każde 5 lat w muzyce to lata świetlne.". zapomniano dodac, z jakiego punktu widzenia.
    yeahnot (25 kwietnia 2006)
  • liczba postow w dyskusji o dawno skonczonym temacie jednak swiadczy o przerazajacym przeroscie otoczki nad sama istota.ej,ciii,to jest Nirvana , o tym powiedziano juz wystarczajaco wiele.
    dys (25 kwietnia 2006)
  • że niby Nirvana wypada niezwykle na tle innych zespołów wczesnych lat 90!?; - ]dobre żarty!! ona nawet nie wypada dobrze na tyle bendów z 'Seattle"... moim zdaniem jest to przeciętny zespół, który zaspokoił zapotrzebowanie na bunt młodziezowych nastolatków którzy oprócz Nirvany słuchali zapewne Madonny a z rockowym graniem mieli niezwykle mało wspólnego...
    KuKu (25 kwietnia 2006)
  • songwriting, songwriting, ale potwornie przereklamowany.
    kokokoko (25 kwietnia 2006)
  • No ale powtorzmy, bo to jest meritum:songwriting gościu–zwobot, 24/4/2006 3:21
    d_nac (25 kwietnia 2006)
  • chłopak zdążył później o paru rzeczach poczytać, paru się dowiedzieć. dobra, nie mówcie tylko, że Cobain w podartej sukience ryczący i sekcja nabijająca rolniczy rytm gdzieś w garażu czy na koncercie dla młodych drwali w stanie Ohio na przełomie 80s i 90s to są jakieś niepradopodobne dokonania. było kilka filmów z materiałami z tamtych lat. albo klip do In Bloom wersja pierwsza - nic fajnego, typowy ameryczkowaty humor (motywy ala 'zjesć 2 hamburgery na raz' - jaka to rebelia!!) a w tle przeciętna dość piosenka. Kiedy Pixies wydali "Doolittle"? Husker Du robiło podobne rzeczy przez prawie całe 80te. Sonic Youth podobnie. Nie twierdzę, że Nirvana niczego nie dodała, ale to mimo wszystko już bardziej przy "Nevermind"..
    ?? (25 kwietnia 2006)
  • a co? gdybyś dzisiaj grał to co robił Hendrix nikogo byś przecież nie wzruszył.Hendrix jest wielki ale wpływa na to kilka czynników (kontekst "historyczny" również)tak jak w przypadku każdej "wielkiej" kapeli sprzed latdziś jak ktoś się powołuje na Hendrixa jako inspiracje to wiadomo że gra jakąś żenadę bo Hendrix tak się przejadł, podobnie Nirvanachyba nie myślisz że Kraftwerk, Smiths, ktokolwiek z tamtej epoki zaczynając dzisiaj znaczyłby tak wiele jak w sytuacji gdy zaczynali wtedy??chłopak miał 11 lat w 94, a więc dopadł Nirvany w okresie największego bumu - fascynacji Cobainem po samobójstwie - co on może powiedzieć o sytuacji na scenie muzycznej ad 1991 lub ad 1989.
    Beno (25 kwietnia 2006)
  • >Hendrix nie wypada dzisiaj wielce błyskotliwie?, hm no właśnie?
    bh (25 kwietnia 2006)
  • Hendrix nie wypada dzisiaj wielce błyskotliwie?, hm
    mat (25 kwietnia 2006)
  • hehe, ja mam podobnie, tylko znacznie wcześniej.no głównie sentyment, sentyment, sentyment.ale jednak troche mnie mierzi, jak nagle nirvana okazuje się "do bani".
    Low (24 kwietnia 2006)
  • Jest troche obciachu, ale tez i perelek.Jarac sie nie ma co, prawdzie w oczy spojrzec trzeba, ale to wlasnie w Nirvanie mi sie podoba, ze oddaje mnie z czasow liceum, kiedy to ja ja nasladowalem. Taki jakby album z okresu mojego dojrzewania. Mysle, ze wiele osob tak ma.
    Kisiel (24 kwietnia 2006)
  • Nie ma sie czym jarac.
    Misiel (24 kwietnia 2006)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)