INNE - FORUM
znacie jakichś dobrych, polskich dziennikarzy muzycznych?
30 kwietnia 2005?
-
http://www.cgm.pl/recenzje/wyswietl.php?O_RECENZJA=2050232
Grzegorz Kluska (22 września 2006) -
to jest garsc recenzji online staniszewskiego, ksiezyka i antosiewicza, co kiedys napisali do aktivista:http://aktivist.pl/index.php?ID=1001553&TYPE=album&search=antosiewicz&offset=0http://aktivist.pl/index.php?ID=1001553&TYPE=album&search=ksi%EA%BFyk&offset=0http://aktivist.pl/index.php?ID=1001553&TYPE=album&search=staniszewski&offset=0
1234 (15 września 2006) -
Ja pamietam tego czlowieka,chociaz nie znam osobiscie. Kiedys pracowalem w śp. Muzie (ktora szybko spotkala niezasluzona smierc) i dostalismy od niego pare recenzji, ktorych juznie zdazylismy opublikowac. Zreszta nie wiem czy by poszly bo szefowi sie nie podobaly. Moge je wkleic, uwaga duzo tego bedzie..BLACK BOX RECORDERPassionoiaOne Little Indian(ocena: 3)Na trzeciej płycie na autopilocie.Minęły czasy England Made Me i Oliver Twist Manifesto, gdy Luke Haines pisał najlepsze thrillery w Wielkiej Brytanii. Kolejny stary satyryk? Chyba tak. Na dodatek coraz bardziej powierzchowny, powtarza się i przesadza (po co ekshumować Lady Di?). Muzycznie grupa poszła tropem piosenki Sex Life z poprzedniej płyty - ogołocony z gitar, laminowany elektropop w stylu St Etienne z okresu Tiger Bay. Tytułową mieszankę „passion + paranoia” znajdziemy tylko w rewelacyjnych These Are The Things i GSOH Q.E.D. Reszta utworów ładna ale raczej letnia, a parę aż prosi się o transfuzję refrenów. I nawet Sarah, niezrównana Sarah Nixey śpiewa jakby chciała jak najszybciej wrócić do domu. Albo na okładkę płyty. Płyty dobrej, czyli jak na standardy BBR średniej. Trzymają fason, ale za plecami niestety już nic.DEVICSThe Stars At Saint AndreaBella Union(ocena: 4)„Chodź za mną donikąd... jeśli chcesz”. Muzyka zmęczona z LA.Nagrywają dla Bella Union, wytwórni Simona Raymonde (eks-Cocteau Twins), więc można śmiało kupić ich w ciemno. I trzeba. Saint Andrea to same ballady, bo przecież ballady to jedyne prawdziwe piosenki. Horyzonty? Portishead, Beth Gibbons solo, Cranes, wolne barowe swingi, a nawet alt.country. Muzyka, która wyrasta z melancholii, długich biografii, zrozumienia praw grawitacji i późnych godzin nocnych. Wystarczy posłuchać Red Morning czy The End And The Beginning żeby postawić Sarę Lov na równi, czyli na najwyższej półce, z Hope Sandoval. Śpiewa też gitarzysta, co łącznie z całą aurą sprawia, że duchowo najbliżsi są The Walkabouts. Zresztą zamiast wymieniać tyle nazw i nazwisk lepiej po prostu powiedzieć, że to jeden z tych zespołów.LISA GERMANOLullaby For Liquid PigIneffable/ I Music(ocena: 4)Anty-Tori Amos na emocjonalnym dnie i artystycznym szczycie.Lisa Germano to otwarta rana. Od lat dokumentuje depresję, a teraz nagrała album o alkoholizmie. Który okazuje się dla niej przede wszystkim przepustką do stanu umysłu bez nonsensu i zbędnego liryzmu. Szkoła Marianne Faithful. Utwór tytułowy pokazuje kobietę, która upija się małymi łykami czekając na kogoś, kto nie przyjdzie, i śpiewa o tym w taki sposób - nagle obniżając ton, opuszczając rym - że trzeba się czegoś mocniej chwycić. Płyta odpływa w ambient pianina i cichego white noise’u, aby powrócić piosenką tak absolutnie piękną jak chociażby From A Shell. Na końcu, po słowach it’s not gonna be alright this time jest jeszcze nieco zbyt słodka kołysanka To Dream. Doklejony happy end, ale też jeden jedyny moment, kiedy artystka sobie pobłaża. Wielkie osiągnięcie.THE GO-BETWEENSBright Yellow Bright OrangeJetset(ocena: 3)Australijscy arystokraci indie-popu.Jedna z najbardziej wpływowych gitarowych grup drugiej połowy lat 80. To oni i The Smiths byli i są biblią wszystkich młodych nostalgicznych outsiderów. W 2000 roku, po 12-letniej przerwie, powrócili udanym albumem Friends Of Rachel Worth. Grant McLennan i Robert Forster wierzą w perfekcję, nie ewolucję. Ten pierwszy pisze zwiewne popowe melodie, a drugi grawituje ku country i luźnej recytacji, w czym coraz bardziej przypomina Lou Reeda. Ich polityka jest taka: jako legenda nagrywamy sobie teraz solidne rzeczy dla wiernego fana. Trochę to nie fair, bo z nowej płyty tylko Old Mexico i Mrs Morgan dorównują dawnym klasykom. Ale trzeba pamiętać, że The Go-Betweens to zawsze był zespół, który rozkwita dopiero na domowej roboty składankach best of.THE POSTAL SERVICEGive UpSub Pop(ocena: 3)Obecnie określa się to jako ultra-pop.Wspólny projekt członków Dntel (emotronika) i Death Cab For Cutie (amerykański indie-rock). Miękkie, laptopowe brzmienie Dntel i melodie, które nagle przyspieszają i ścigają lekko narwany wokal. To nie new romantic revival, ale Nothing Better faktycznie można mianować nowym Don’t You Want Me Human League. Co prawda płyta jako całość trochę monotonna i limfatyczna (Stars z Kanady robią taką muzykę o wiele lepiej) ale z każdym przesłuchaniem Give Up nabiera uroku. Rzecz zarówno dla fanów twórczości patrona tego gatunku, Stephina Merritta z Magnetic Fields, jak i szerszej publiczności, to znaczy amatorów niemieckiego avant-popu, np. Notwist.THE ARKIn Lust We TrustEMI(ocena: 3)Akt heroizmu, czyli glam-rockowa rock-opera.W rodzimej Szwecji (i reszcie Skandynawii) są mega. W Europie single Let Your Body Decide i It Takes A Fool To Remain Sane tylko mignęły na kanałach muzycznych. Może drugą płytą się przebiją? Są szanse, bo więcej tu właściwie wszystkiego (chociaż na szczęście mniej Mercury’ego). Więc z jednej strony solidna glamorama, z drugiej: smyczki, solówki, chóry, zawrotne refreny, kody jak tony confetti... I oczwiście można by to uziemić śmiechem, gdyby nie fakt, że na przykład Calleth You Cometh I czy 2000 Light-Years Of Darkness naprawdę potrafią uskrzydlić. Ponadto Ola Salo to prawdziwa bestia wokalna i bystry tekściarz. Trudno nie ostrzec - In Lust We Trust to eksces, prędzej czy później migrena gwarantowana. Ale i tak The Ark mają więcej talentu i polotu niż większość całej tej nowej armii grup z The w nazwie.CAT POWERYou Are FreeMatador(ocena: 4)Pin-up sceny lo-fi powraca najlepszym albumem w dorobku.Poprzedni premierowy materiał Moon Pix wydała 5 lat temu (w międzyczasie w 2000 roku na The Covers Record odzierała ze skóry cudze dzieci, m.in. Satisfaction). You Are Free nie zmieni opinii gruboskórnych o Chan Marshall: jakieś to sieroce, mruczenie i miauczenie. Oddani fani będą zachwyceni i wychwycą drobną woltę w tonie. To nadal piosenki nagrywane w pustostanie, jednak jakby przy otwartym oknie (wiosenna okładka to nie do końca ironia). Fortepian bardziej frywolny, gitara bardziej zadziorna, He War prawie w rejestrze PJ Harvey. Country-gospel Good Woman z Eddie Vedderem w tle w wykonaniu jakiejś pop-divy byłby globalnym hitem. Gdzieś w połowie płyta pęka, zaczynają się utwory ciche, jak echa, niemal a capella, a reqieum Names to już top-ten najsmutniejszych momentów w historii muzyki.MEWFrengersSony(ocena: 3)Młodzi zdolni z Danii. Między ewenementem a fenomenem.Mają epickie ambicje - rozpętać burzę. Dosłownie, dźwiękiem. W prawie dziewięciominutowym Comforting Sounds prawie im się udaje, a to już dużo. Nawet jeśli chwilami to tylko lawina gitar (Snow Brigade), też jest nieźle. Niestety, kiedy muzyka traci impet i zaczyna rozpadać się na instrumenty, myślę o JJ 72 (tu też mamy chłopięcy głos „na helu”) bez otoczki „drogi gotycki dzienniczku”. Generalnie wypadają lepiej gdy prą do przodu, a nie gdy pną się do góry, bo wbrew plotkom Mew to nie nowe Mercury Rev. Na szczęście wszystkie numery parzyste są świetne, szczególnie duet ze Stiną Nordenstam oraz She Came Home For Christmas, w którym Duńczycy wreszcie brzmią tak, jak w swoich marzeniach, czyli że aż lecą iskry i płyną łzy. Tyle. Nie wiem jakim cudem mi sie to zachowalo.. A tak generalnie to z dziennikarstwem muzycznym w polsce cienko, nawet w internecie.. co sie dzieje?Moze to odbicie tego, ze na zachodzie tez nieszczegolnie?
peter_pan (14 września 2006) -
ej ale przeciez "The Smith"dwukrotnie w tekscie, wiec nie literowka
borys d (14 września 2006) -
"(...)samemu ciezko buszowac w muzie nieznanej, a funkcja amazon, która pokazuje co innego kupili ci którzy kupili to, nie zawsze sie sprawdza:)"www.rateyourmusic.comoceniasz to co znaszdostajesz rekomendacje tego, czego nie znasz
| : : | (14 września 2006) -
wczoraj sie zastanawialem, ktory debil jako pierwszy zablysnie tym blyskotliwym zartem heh. brawo clandestino.
tomek wasko (13 września 2006) -
http://www.ooops.pl/brzozowicz/index.php?option=com_content&task=view&id=10&Itemid=2Lubicie The Smith?
bleble (13 września 2006) -
and the winner is Tomek Waśko :D
Clandestino (13 września 2006) -
Brzozowicz ma bloghttp://www.ooops.pl/brzozowicz/momentami jest dobrze, momentami słabo
hardcore kid (13 września 2006) -
takowi w nasszym kraju nie istnieją.
wuj (9 września 2006) -
Jerzy Rzewuski
złoty (9 września 2006) -
Księżyk Hawryluk Antosiewicz
iki iki (9 września 2006) -
hm, wielu dissuje dziennikarzy muzycznych, ale czasem jak ktos z nich cos powie, to ucho samo sprawdza. czasem sie przydaja, bo samemu ciezko buszowac w muzie nieznanej, a funkcja amazon, która pokazuje co innego kupili ci którzy kupili to, nie zawsze sie sprawdza:)choc oczywiscie taki stelmach wkuriw bezkrytycznym rowolizaniem depeche mode i innych ludków co lubią czarne ciuchy, a Kaczkowski liczneniem płyt na początku programu..
bgsh (9 września 2006) -
hawryluk, raczej
duposz (9 września 2006) -
doczepiam,bo chcialem sie wypowiedziec na publicznym forum,ze w dzisiejszym dodatku do dziennika ksiezyk pisze cos o disintegration loops.nienawidze chujka
dys (8 września 2006) -
,
update (10 listopada 2005) -
szanuje Kaczkowskiego ("krola heroinistow" - Stasiuk), ale Moby... rodzinno-przyjacielska atmosfera...ta dykcja radiowca-wygi...no nic, i tak go szanuje. kawal historii polskiej muzyki
Piotrek (8 maja 2005) -
Lubię u niego rozrzut jego zainteresowań muzycznych, jak ktoś kiedys fajnie napisał na tym forum-to wszystko może sie podobać jednej osobie....i te jego wywiady!Pokora, żadnych ataków, dojrzałośc a wszystko w rodzinno-przyjacielskiej atmosferze
natalla (8 maja 2005) -
Tak, Kaczkowskim, zapomnialem o Kaczkowskim.Jeden z niewielu pasjonatów, ktory nie czuje potrzeby 'zjadliwego krytykowania' muzyków. O ostatniej plycie Mobyego powiedział mniej wiecej: Spodziewałem sie czegos wiecej, ale utwory wychodzace spod rąk tego artysty zawsze sa godne uwagi. I ma rację. "Play" nic chyba juz nie przebije, ale miło sie słucha.
<> (8 maja 2005) -
o, ktoś tu słucha minimaxu...Kaczkowski jest jedną wieklą pasją muzyczną.
natalla (8 maja 2005) -
Kaczkowski. Mozna sie krzywic na jego gust muzyczny, ale koles ma w glosie niesamowita pasje do muzyki. A i jego wywiady sie mile czyta, nawet z artystami ktorych sie nie zna/ktorymi sie nie interesuje. To jest jednak inny poziom niz ci wszyscy mlodzi Teraz Rockowcy.
crip (8 maja 2005) -
>>Screenagersi hurtem. Tych to sie poznaje po wygladzie nawet. Po Roskilde czuje odraze do tej "spolecznosci". <<Ja byłam na Roskilde. Nie widziałam ich, szczerze mówiąc...
Laura (4 maja 2005) -
Mauss"all of TR \ Bartek Gil
ryba2801 (4 maja 2005) -
Taaa Screenagersi... Dwoje oczu, dwoje uszu, nos... ohyda!
882 (2 maja 2005) -
grzesiu kszczotek
ja (2 maja 2005) -
Np gości z TR. All of them.Screenagersi hurtem. Tych to sie poznaje po wygladzie nawet. Po Roskilde czuje odraze do tej "spolecznosci".
Mauss (2 maja 2005) -
stylistyka trójczana warta jest tylko przemilczenia. jakich spiętych dziennikarzach muzycznych masz na mysli, Mauss?poza tym ja stawiam na redaktorów Glissando. sa kompetentni, umieja pisac bardzo ciekawie.no i przede wszystkim: rozwiazali problem rażącego subiektywizmu dziennikarzy nie zamieszczajac w swoim kwartalniku klasycznych recenzji nowych płyt.sa po prostu bezpretensjonalni, teksty maja glownie charakter informatywny. mozna zarzucic im akademicki charaker czy snobizm , ale do ich warsztatu chyba nie mozna sie przyczepic
, (2 maja 2005) -
Moje top 3: ania gacek, borys de, i król bartek koziczyński
stefan (2 maja 2005) -
Nie no, pisanie o muzyce może być fajne. Nawet mając wyrobiony gust muzyczny i kupując mnóstwo płyt nie sposób wiedzieć o wszystkim, co się w muzyce dzieje. I tu jest rola dziennikarstwa muzycznego. Że mogę sobie poczytać, że jest jakaś płyta jakiegoś wykonawcy, która przywołuje na myśl to i tamto. Być może dotarłbym do niej na własną rękę, a być może nie. A takiemu dz.muz. za to płacą ;-)Natomiast razi mnie wielka spinka niektórych dz.muz. i nie mam wcale na myśli redakcji Porcysa, ani tym bardziej Kowalczyka.Odwracając topikowego kota ogonem - flopem jest dla mnie pan Kostrzewa, który promuje takie zespoły, od słuchania których dostaję gorączki.
Mauss (2 maja 2005) -
re: Mauss : Ale czemu Kowalczyk jest niby aż tak zły? Mnie ani ziębi ani grzeje szczerze powiedziawszy. Jak większość dz.muz.no wlasnie, nie ziebi, nie grzeje. a jednak do dupy jest ;)team okołoporcysowy jest po prostu zbyt spastyczny we wszystkim co robi- a przede wszystkim chyba w pisaniu o muzyce
. (2 maja 2005)