INNE - FORUM

5 niezal-rockowych zespołów wszechczasów.

16 kwietnia 2005

No to jedziemy.

-
  • w ogóle dla mnie definicja "emo" = przytulanie się z dziewczyną na kanapie w trakcie oglądania TV.kategoria "niemal-rocka" to wymierny efekt paplaniny o niczym w wątku, który zakładał tylko wymienienie 5 kapel z ewentualnym określeniem kryterium tego wyboru.by zacytować klasyka, I miss having intelligent discussions about music.
    borys d (26 kwietnia 2005)
  • wow! przyznaje szczerze, ze tez o tym zapomniałem!"Out on tour with the smashing pumpkinsNature kids, i/they don’t have no functionI don’t understand what they meanAnd I could really give a fuck.The stone temple pilots,They’re elegant bachelorsThey’re foxy to me are they foxy to you? I will agree there isn’t absolutely nothingNothing more than me"
    luke (26 kwietnia 2005)
  • z namecheckowaniem STP to ja bym stawiał na "Range Life" Pavement. rok 1994. trafiłem?
    strzelam (26 kwietnia 2005)
  • to ten od Bad Religion?
    ryba2801 (26 kwietnia 2005)
  • Jedyny niezal to Zbigniew Religa
    stefan (26 kwietnia 2005)
  • BŁAGAM o wyjasnienie mi o co chodzi z tym namecheckowaniem STP!!! Kto, kiedy, kontekst? Czy chodzi o Cobaina? >ps. weezer i emo? c'mon!jesli chodzi o teksty, brzmienie, to nie jest to bez podstaw
    Piotrek (26 kwietnia 2005)
  • no stp - zart / kpina przecież "po nirvanie" - już jest uwagą - konkretną - i Twoja systematyka - pomimo Dinosaur Jr. - z takiego punktu widzenia się bierze.choć bardziej chodziło tu o piotrka.nawiązanie do touch and go właśnie z tego wynika - 1991 ("The Year That Punk Broke") jako punktu zero - podczas, gdy ja od tego momentu raczej odliczam do końca....:)))słówko koledżowy można wywalć. choć to ty piszesz o snobujacych się studenciakach.superchunk spoko akurat.grunge kojarzy się jednoznacznie amerykańsko,niezal rock - w mojej opiii raczej nie,ale ja w ogóle byłem zdziwony Twoją terminologią, definicją, systematykąjeśli to pochodna indierocka - to jakoś ne zauważyłem, żeby nawet sami Amerykanie tak to zawężali. mnie to pojęcie kojarzy się - historycznie - raczej brytyjskoale może czytam mniej jankeskich publikacji.... (na pewno)dla więkzości tych bandów mam jakąs tam sympatię, ale w sumie to raczej dla mnie letni temat, więc pewnie nie drążę(pomimo iluś świetnych płyt dinosaur, pixies, built to spill itp...)Guided nie lubię i nie polubię - wiem, że są doceniani,wygłupiałem się trochę.my zawsze z nich laliśmyTwoja definicja - Borys , nie jest tylko estetyczna, sam dobudowałes kontekst kulturowy / srodowiskowy - - no i dobrałeś zespoły jednak dość różne - tak, że spokojnie można było dostawić obok jeszcze kilka,nie wiem dlaczego akurat te, a nie inne?stąd uwaga o pixies - do tego kontekstu srednio pasują.i stąd uwaga o replacements i husker du (późne) / mould - które - z kolei estetycznie - jakoś tam pasują, skoro pasuje dinosaur jr. generalnie chodziło mi o kilka dopowiedzeń niż o jakąś dyskusję,mamy troszkę inną perspektywę czasową, pewnie nieco inne gusta, no i ja indie-rock zawsze będę kojarzył szeroko,bo ten termin istniał na długo przed lo-fi i namecheckowaniem stp itd. ja jakoś intuicyjnie kumam o co Tobie chodzi, ale po prostu nie widzę wyraźnej czasowej cezuryps. weezer i emo? c'mon!srać na statystykiwiększość zapytana: "czy sld jest partią chadecką?" odpowiedziałaby twierdząco :)))(i pewnie sam oleksy też)
    luke (26 kwietnia 2005)
  • oprócz Pixies of kors
    stefan (26 kwietnia 2005)
  • jakieś ciotki w kolorowych plażowych koszulach reprezentują "niezal". ich kompleks względem USA wychodzi na każdym krokuborys de. jedyny kompleks to masz chyba ty cwaniaku i cała twoja załoga z porcyc. pierdolenie tylko o niezal z us. do tego wymieniłeś 5 średniutkich zespołów. nic nie wiesz o scenie z uk więc cicho proszę. a niezal or indie to wszystkie alt bandy od THE SMITHS do dzisiaj. i niech ktoś może wymieni też swoją piątke a nie przejmuje się wypocinami tego kolesia.
    stefan (26 kwietnia 2005)
  • nie chodzi o wiedzę tylko o logikę. nie wiem co miał na myśli autor i możesz sobie to interpretować jak ci się podoba, ale ty "polemizując" z kimś przypisujesz tej osobie tezy, którym już kilka razy wcześniej sama zaprzeczyła i to bardzo wyraźnie. z mojej perspektywy to wkurwiające, bo wyobraź sobie, że ktoś nagle zapragnie z tobą dyskutować i w każdym poście będzie powtarzał: ale jak to? uważasz, że niezal-rock to zjawisko ograniczające się do sceny nowozelandzkiej lat 70tych? a moim zdaniem niezależność do szersze pojęcie...
    mz (26 kwietnia 2005)
  • Facet, jak Ty tak gadasz ze swoimi znajomymi to nie wiem jak z Toba wytrzymują. Choc wydaje mi się, że w 'swojej paczce'(porcysowej?) zachowujesz się nieco inaczej.Dialogi na poziomie? Wiesz co jest dialogiem na poziomie? Wzajemny szacunek, a nie równy poziom wiedzy na dany temat po obu stronach. Tego szacunku w Twoich wypowiedziach nie widzę, dlatego Twój poziom(w tej dyskusji) jest niski i nieco ograniczony.Jesli będziesz dyskutował tylko z ludźmi, którzy wiedzą dokładnie(albo w przybliżeniu) tyle samo na ten sam temat ciagle będziesz żył w przekonaniu, że wiesz wszystko najlepiej i będziesz żył w zamkniętych grupach, które chełpią sie swoja wiedzą. A do tematu: podaj definicję 'niezal-rocka' wg porcys, ażeby ludzie wiedzieli o jakie zespoły chodzi. Niezależne zespoły rockowe z USA przełomu lat 80./90. grające muzykę nie nazbyt przeintelektualizowaną? Autor wątku miał pewnie na mysli niezależne zespoły rockowe, więc tu chyba on powinien dysktować warunki, nie Wy. Ale jakos się ulotnił po wpisaniu tematu, a szkoda, bo wiele by wyjaśnił.
    Norm (26 kwietnia 2005)
  • aleś Ty mądry..jejku
    Krist (26 kwietnia 2005)
  • Zawsze obiecuję sobie, że będę starał się omijać dialogi na poziomie: - A- Wcale nie B bo Aale załamuje mnie analfabetyzm tak mocno, że muszę to powiedzieć, sorry. stary przeczytaj sobie na spokojnie dyskusję i co ty wygadujesz. jeśli ja mówię, że ziemia kręci się wokół słońca, ale teraz rozmawiamy o księżycu, a ty konsekwentnie (i nie po raz pierwszy, zajrzyj do dyskusji o radiu) wyjeżdzasz z tekstem: czy rzeczywiście uważasz, ze słońce kręci się wokół ziemi? to analfabetyzm jest akurat najdelikatniejszym określeniem jakie ciśnie się na usta. yo.
    mz (26 kwietnia 2005)
  • Ale twoja wypowiedź niestety razi "unfocused", więc może warto uporządkować w punktach:1. "Śmieszne jest ocenianie amerykańskiego „niemal” rocka z perspektywy – „po Nirvanie” czy – „po stone temple pilots”."- tak, ale niektóre przykłady (w tym wypadku odniesienie do malkmusa) miały oddać pewien klimat. odebrałeś to jako sugestię, że kto nie namecheckuje ironicznie stone temple pilots nie jest indie? proszę. to byłoby może śmieszne, ale śmieszniejsze okazało się, że potraktowałeś to dosłownie hjehie.2."Zawsze rozwala mnie gdy ktoś - najczęściej w Warszawie – pyta: „nie lubisz Enona?, "nie znasz Touch And Go?", a gdy padają nazwy Big Black, Shellac, Girls Against Boys, Don Caballero, Laughing Hyenas, Jesus Lizard, Tar – słyszy je pierwszy raz."- nie widzę w jaki sposob wiąże się to z tematem albo przebiegiem dyskusji. (mnie też to rozwala, ale w sumie nie widzę związku, serio)3."Oczywiście – kumam, że w pytaniu, a przynajmniej w wykładni BD - nie chodzi o independent dystrybucje, bo niezależne struktury organizacyjne powstawały – przyjmijmy, że równolegle w USA i Anglii (choć znaczenie Rough Trade jako modelu było jednak epokowe) – dużo wcześniej. Można się upierać, że niezależną wytwórnią było Motown. Od dawna tworzono też muzę poza mainstreamem."- czyli, tzw. stating the obvious.4. "Jak się domyślam Borys mówi raczej o rodzaju koledżowego gitarowego indie-popu"- no ale właśnie nie, stary. archers of loaf to nie jest koledżowy gitarowy indie-pop, jak Spoon powiedzmy. to ty masz takie skojarzenia. zgodziłbym się, że niektóre niezal-rockowe pozycje ("Foolish" Superchunk na przykład) brzmią high-schoolowo wręcz (co również nie dyskwalifikuje ich przecież w sensie gatunkowym, jedynie określa rodzaj wrażliwości), ale nie Archers czy Guided akurat. 5. "Sonic Youth od czasu Daydream Nation do tego opisu jakoś tam pasuje, choć fajnych popowych melodii nie uznałbym za esencję ich twórczości."na pierwszy rzut oka pasuje idealnie, na drugi już nie pasuje. mam nadzieję, że nikt by nie uznał tego za esencję ich twórczości. 6. "W ogóle nie wiem jednak skąd taka definicja. I dlaczego ograniczać ją do USA?"- no jak, z doświadczenia, czytania publikacji na temat muzyki etc. jak masz inną - spoko. ogranicza się do usa, bo według definicji porcysowej niezal-rock jako styl to właśnie styl amerykański, który starał się kolega we wcześniejszych postach przybliżyć. tak samo gdybyś zapytał się o ulubiony grunge ja wymieniłbym bandy z seattle, a wiele osób stwierdziłoby, że w Szwecji był najlepszy zespół grunge'owy. 7."Poza tym od Archers Of Loaf ważniejszy wydaje się choćby sub popowy Pond, nie wspominając już o Beat Happening, Jawbox , Buffalo Tom, Sebadoh ("Gimme Indie Rock" Barlowa) czy Yo La Tengo" - to już rozumiem polemika z opinią, a nie definicjami. ale dla nas jawbox to nie indie-rock tylko hardcore (późny jawbox to zajebisty nu-rock hehe). buffalo tom i pond to w ogóle nie wiem jakim cudem mogłoby być ważniejsze od "Icky Mettle". chyba w polsce. a Yo La Tengo? Na tej zasadzie mogę wymienić połowę płytoteki, ale to nie ma sensu. 8."No a Pixies większy wpływ, większy oddźwięk mieli na scenie UK"- nie na temat!9. "A Guided By Voices nigdy - jak pamiętam z dawnych czasów- nie byli traktowani poważnie. Zawsze "na doczepkę" - i tak ciagnęli przez długie lata :)))."- ee? kurde, zespół, który bee thousand stworzył jakąś własną jakość po prostu. jeśli pitchfork nie jest dla ciebie w tej kwestii wyznacznikiem to może obecność na liście dekady ilmu (zrobionej w 2004 roku, kiedy oni się bardziej toxic zachwycali) powinna przekonać, że nie jest to marginalny zespolik "na doczepkę".10. "Intelektualizm nie jest tu argumentem: Dinosaur Jr – którzy zaczynali w głębokich 80’s i Pavement wcale nie są mniej intelektualni. Malkmus to klasyczny „profesorek”. Po prostu są mniej wielkomiejscy. Z perspektywy Portland czy Amherst Ameryki i świat wyglądają nieco inaczej niż z NYC."ale mówisz o muzyce?? ja nie wiem, prywatnie to Malkmus może być nawet profesorem teologii na Harvardzie, ale jak się ma Pavement (czuć tego profesorka na Slanted?) do Sonic Youth grających u Branki, pochłoniętych wypierdalaniem wszystkiego do góry nogami, coverujących Cage'a etc. Jeśli dla ciebie Slanted, Crookes, Living All Over są intelektualne to ja nie wiem. 11."No i żaden z wymienionych przez BD bandów nie kojarzy mi się z duchem „elitystycznym”.."hah, widocznie z innej perspektywy patrzysz. elitystyczny w znaczeniu snobujących się studenciaków, a nie elitystyczny w znaczeniu jazzmanów w garniturkach.12."Borys – troszkę poniosła Cię też wyobraźnia – bo pamiętam, że wszystkie wymienione przez Ciebie zespoły miały swoje okładki w Alternative Press – piśmie mainstreamowym o kilkuset tysięcznym nakładzie, które można było kupić nawet w pierwszych polskich empikach."a jednak archers of loaf do tej pory mało kto w polsce kojarzy, a arcade fire czy interpola zna co drugi "alternatywny" słuchacz. nie no wiadomo, że nie była to wiedza tajemna, ale też nie do końca o to chodziło. 13. "To nie tylko zine’y i gazetki.Tak to wyglądało „przed Nirvaną” właśnie i dlatego do Twojej definicji – obok Dinosaur Jr A(prawdziwy tytuł „Rabbit Falls Away From Me” J. Mascisa to „Little Fury Things”) najbardziej – z herosów – pasują Husker Du i The Replacements."ale husker du i replacements to nie jest wg naszej definicji. jedna sprawa to próba opisu środowiska i jak to się ksztaltowało, a druga kwestia muzyczna, gatunkowa. a w naszej systematyce określenie niezal-rock odnosi się do dinosaur jr., archers, a nie replacements, których można uznać za jednych z prekursorów tego co uważamy za indie-rock. (aha, nikt tytułu nie cytował) 14. "A emo to Rites Of Spring. TSDRE to druga woda po kisielu - choć "Diary" kiedyś mnie wzruszało"emo-core...od 10 lat mało kto używa określenia emo w odniesieniu do emotional hardcore lat 80tych. wręcz nabrało to pejoratywnego posmaku w wyniku działalności zapłakanych pop-hardkorowców w rodzaju JEW. przeprowadź sondę, a okaże się, że weezer jest znacznie bliżej "emo" w dzisiejszym rozumieniu, niż grupy z kręgu wczesnego emo-core. 15. "bo US indie to dla mnie potezne poruszające "Evol", "Songs About Fucking" i "Zen Arcade", a nie studenckie pitolenie :))) "Ha, ale nie stworzyłeś nawet własnej systematyki, tylko mam wrażenie, że przypadkowo wymieniłeś trzy zajebiste (dwie bardziej) płyty niezależne. Ale jeśli indie-rock to dla ciebie po prostu niezależny rock, wtedy jak mówiłem ten wątek nie miałby sensu, bo można wymienić pół płytoteki.
    mz (26 kwietnia 2005)
  • mzwyszła cała Twoja plugawa osobość, ktos zaprezentuje przeciwstawne Tobie poglądy i jedyne co potrafisz to obrażac od analfabetów,i to "przeczytaj jeszcze raz i sie namyśl", ten snobizm,wiesz, też mógłbym Cię zacząć obrażać, ale po prostu szkoda mi na to czasu,potwierdza sie opinia o zakompleksionych wypocinach na forum, wypocinach tzw. zastepcy redaktora, ktorego zbyt powaznie nie mozna traktowac
    Norm (25 kwietnia 2005)
  • niemal rocka ;)
    Piotrek (25 kwietnia 2005)
  • "niemal" rocka - "niezal" rocka.ale to klasyczny błąd freudowski,bo US indie to dla mnie potezne poruszające "Evol", "Songs About Fucking" i "Zen Arcade", a nie studenckie pitolenie :)))
    luke (25 kwietnia 2005)
  • Zabawny watek i zarazem pomieszanie z poplątaniem.Śmieszne jest ocenianie amerykańskiego „niemal” rocka z perspektywy – „po Nirvanie” czy – „po stone temple pilots”.Zawsze rozwala mnie gdy ktoś - najczęściej w Warszawie – pyta: „nie lubisz Enona?, "nie znasz Touch And Go?", a gdy padają nazwy Big Black, Shellac, Girls Against Boys, Don Caballero, Laughing Hyenas, Jesus Lizard, Tar – słyszy je pierwszy raz.Oczywiście – kumam, że w pytaniu, a przynajmniej w wykładni BD - nie chodzi o independent dystrybucje, bo niezależne struktury organizacyjne powstawały – przyjmijmy, że równolegle w USA i Anglii (choć znaczenie Rough Trade jako modelu było jednak epokowe) – dużo wcześniej. Można się upierać, że niezależną wytwórnią było Motown. Od dawna tworzono też muzę poza mainstreamem.Jak się domyślam Borys mówi raczej o rodzaju koledżowego gitarowego indie-popu. Sonic Youth od czasu Daydream Nation do tego opisu jakoś tam pasuje, choć fajnych popowych melodii nie uznałbym za esencję ich twórczości.W ogóle nie wiem jednak skąd taka definicja. I dlaczego ograniczać ją do USA?No i – to już nie do BD - indie to nie słówko odróżniające „partyjnie” pewną grupę od tzw. avant. W Anglii funkcjonowało dużo wcześniej. W Stanach zresztą też.Poza tym od Archers Of Loaf ważniejszy wydaje się choćby sub popowy Pond, nie wspominając już o Beat Happening, Jawbox , Buffalo Tom, Sebadoh ("Gimme Indie Rock" Barlowa) czy Yo La TengoNo a Pixies większy wpływ, większy oddźwięk mieli na scenie UK.A Guided By Voices nigdy - jak pamiętam z dawnych czasów- nie byli traktowani poważnie. Zawsze "na doczepkę" - i tak ciagnęli przez długie lata :))).Intelektualizm nie jest tu argumentem: Dinosaur Jr – którzy zaczynali w głębokich 80’s i Pavement wcale nie są mniej intelektualni. Malkmus to klasyczny „profesorek”. Po prostu są mniej wielkomiejscy. Z perspektywy Portland czy Amherst Ameryki i świat wyglądają nieco inaczej niż z NYC.No i żaden z wymienionych przez BD bandów nie kojarzy mi się z duchem „elitystycznym”..Borys – troszkę poniosła Cię też wyobraźnia – bo pamiętam, że wszystkie wymienione przez Ciebie zespoły miały swoje okładki w Alternative Press – piśmie mainstreamowym o kilkuset tysięcznym nakładzie, które można było kupić nawet w pierwszych polskich empikach. To nie tylko zine’y i gazetki.Tak to wyglądało „przed Nirvaną” właśnie i dlatego do Twojej definicji – obok Dinosaur Jr A(prawdziwy tytuł „Rabbit Falls Away From Me” J. Mascisa to „Little Fury Things”) najbardziej – z herosów – pasują Husker Du i The Replacements.Ale ta definicja troszkę z sufitu wzięta.A emo to Rites Of Spring. TSDRE to druga woda po kisielu - choć "Diary" kiedyś mnie wzruszało.
    luke (25 kwietnia 2005)
  • ok, zgadzam sie, ze z podanych przez Borysa kapel wszystkie przynaleza bardziej niz Fugazi, ale UK Subs tez sa bardziej "punkowi" (w sensie bardziej odpowiadaja wszelkim mozliwym stereotypom i kryteriom) niz Clash, co nie znaczy, ze bardziej zasluguja na to zeby znalezc sie w takiej piatce
    Piotrek (25 kwietnia 2005)
  • >fugazi nie przynależy tu stylistycznie bww..na podstawie ponizszego: It's very much rooted in the sound and sensibility of American underground and alternative rock of the '80s, (...) the music may be too whimsical and innocent; too weird; too sensitive and melancholy; too soft and delicate; too dreamy and hypnotic; too personal and intimately revealing in its lyrics; too low-fidelity and low-budget in its production; too angular in its melodies and riffs; too raw, skronky and abrasive; wrapped in too many sheets of Sonic Youth/Dinosaur Jr./Pixies/Jesus & Mary Chain-style guitar noise; too oblique and fractured in its song structures; too influenced by experimental or otherwise unpopular musical styles.(...) indie rock has a far greater wariness of excess testosterone. It's certainly not that indie rock is never visceral or powerful; it's just rarely — if ever — macho about it.(...) As the '90s wore on, indie rock developed quite a few substyles and close cousins (indie pop, dream pop, noise-pop, lo-fi, math rock, post-rock, space rock, sadcore, and emo among them)troche jednak tak
    Piotrek (25 kwietnia 2005)
  • właśnie dokładnie chodzi o to, że muzycznie nie spełnia. fugazi nie przynależy tu stylistycznie
    mz (25 kwietnia 2005)
  • BD:>te dwie frazy zamykają niczym klamra "złoty wiek" dla >gatunku: lo-fi, intuicyjne łamanie zasad rynku >fonograficznego, zine'y, znoszone t-shirty ukochanych >kapel (ok, Fugazi nie produkowalo t-shirtow, tylko robili to fani), ironiczne namecheckowanie stone temple pilots, songs about jerking off, "the best thing since >ejaculation"MZ>Fugazi nie, bo to nie jest kurde indie-rock no..jak dla mnie jednak tak. i nie chodzi nawet o to, ze allmusic mysli tak samo ani ze Fugazi spelnia kilka z powyzszych kryteriow "kulturowych". bo muzyczne tez raczej spelnia ("hardcore wasn't doing that for me" :) kto ironicznie namecheckował Stone Temple Pilots?
    Piotrek (25 kwietnia 2005)
  • ps."że okreslacie muzykę niezalezną, rock niezależny czy jak tam chcecie"nie rozumiem. trafiałem na artykuły, że jakiś ogromny procent społeczeństwa nie czyta ze zrozumieniem, ale to serio zahacza o analfabetyzm
    mz (25 kwietnia 2005)
  • Różnica polega na tym, że kiedy RS hype'ował album w 94 roku dowiadywało się o tym 50 osób, a dziesięć lat później taka płyta ma szanse (poprzez reakcję łańcuchową o ogromnym zasięgu) zawędrować do 10tki Billboardu powiedzmy.(rok 95 nie do końca odnosi się do powszechności netu, ale nevermind)"To, że ktoś o czymś pisze w internecie, a nie przekazuje drukowanej gazteki czarnobiałej w piwnicznym klubie nie znaczy, że zespół nie jest niezależny."analfabeta?"A zresztą ta dyskusja i tak prowadzi do nikąd, bo czy o zespole dowiemy się od kolegi czy z internetu i tak liczy się jak muzyka zadziała na wrazliwość odbiorcy, nic poza tym."spójrz na topic i namyśl się głęboko.
    mz (25 kwietnia 2005)
  • ej..ja zaglądam na porcys..raczej na forum bo reszta jest śmieszna-ale smutnie śmieszna- a jak najbardziej jestem "nastawiony" na mainstream :) jeżeli rozumiem przez to, że słucham mainstreamu..no i niezal też...no i na rewią czasem pójdę :) żadna nisza..stary..w polsce nie ma niszy..tu jest nowhereland, żadne kryteria nie obowiązują :)
    Krist (25 kwietnia 2005)
  • Rozumiem mz i borysie d, że okreslacie muzykę niezalezną, rock niezależny czy jak tam chcecie jako wykonawców, którzy byli znani dzięki niszowym magazynom i wymianom opinii wśród znajomych z undergroundowej paczki tropiącej nowosci. Od 95 roku, gdy, wg badań borysa d, internet stał się powszechny, a ekspansja poglądów ludzi chcących być opiniotwórcami(sami do nich należycie) stała się tak powszechna, że muzyka, która kiedyś była wąską niszą teraz jest niszą znacznie szerszą. A czy nie uważacie, że na portalach takich jak ten, na pitchforkmedia i inne tego typu zagląda nadal ta sama nisza, a reszta, czyli publiczność nastawiona na mainstream odwiedza bardziej znane portale?To, że ktoś o czymś pisze w internecie, a nie przekazuje drukowanej gazteki czarnobiałej w piwnicznym klubie nie znaczy, że zespół nie jest niezależny.A zresztą ta dyskusja i tak prowadzi do nikąd, bo czy o zespole dowiemy się od kolegi czy z internetu i tak liczy się jak muzyka zadziała na wrazliwość odbiorcy, nic poza tym.
    Norm (25 kwietnia 2005)
  • autor topicu sam najprawdopodbniej nie wiedział co rozumie przez pojęcie niezal-rockowy. a już na pewno nie w takim pojęciu, jakie zdefiniował tu borys. oczywiscie zgadzam sie z wami,jesli twierdzicie ze rzeczony nurt faktycznie urzeczywistniał sie poprzez bandy z przełomu lat 80 i 90. temat praktycznie zamknięty
    ryba2801 (25 kwietnia 2005)
  • ale..nie może się składać z kretynów, bo by nie wiedzieli jak to zrobić żeby być niezal.. to strasznie skomplikowana sprawa i żeby być naprawdę niezal..trzeba być na prawdę łebskim.. chociaż wtedy, już się nie jest niezal.. ha ha ha ..nie mogę, śmiszne to forum i te określonka- czekam na jeszcze jakieś hasła, lepsze to niż seriale w tvn ie ;)
    Krist (25 kwietnia 2005)
  • w takim razie np U2 tez jest niezalezne bo nikt im sie do muzyki nie wtraca. A tak serio to jeszcze jedna nazwa wymyslona przez dziennikarzy zeby dodac kolejna etykietke. Z tego co napisal Borys wynika ze niezalezny zespol musi sie skladac z kretynow, jak ktros za madry to juz odpada.
    gregori (25 kwietnia 2005)
  • przepraszam, ale ja zrozumiałem że pytanie jest o ten styl /nurt, a nie "niezależne rockowe zespoły", bo taki topic nie miałby racji bytu w ogóle..chodzi o zespoły z tego *nurtu*, a nie rockowe zespoły niezależne i popisywanie się wypracowaniami "czym dla mnie jest niezależność" upierałbym się, że BtS było jednak tym ostatnim wielkim bandem, jeśli nie pełną gębą to przynajmniej z etapu przejściowego, bo "There's Nothing" zdaje się przynależeć jeszcze do okresu przednetowego.Fugazi nie, bo to nie jest kurde indie-rock no..ej, wiadomo, że każdy może sobie mianem indie-rockowych określić wszystko co rockowe i mu się wydaje niezależne, ale rozumiem, że chodzi tu o styl niezal-rockowy w podstawowym rozumieniu (takim jakie przedstawił borys). tak jak se można "emo" używać do wszystkiego, ale jeśli pada pytanie o najlepsze płyty emo odsyła to raczej do Sunny Day, a nie Arcade Fire powiedzmy.
    mz (25 kwietnia 2005)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)