INNE - FORUM
The Mars Volta - Frances The Mute
26 marca 2005Informacja dla biednych i skąpych: album "Frances The Mute" do odsłuchania w bibliotece multimedialnej Winampa 5(Internetowe/Winamp.com Muzyka). Kiepska jakość, album jest chyba niecały(choć znajduje się tam ponad 76 minut muzyki, nie wiem ile ma oryginał). Może to byc nagranie sprzed miksu, masteringu.
Sami posłuchajcie.
-
Prot, dzięki za przypomnienie "Borboletty"! Winyle rządzą #-)))
Tomasz L. (30 marca 2005) -
Zgadzam sie z przedmówcą Protem(choć nie czytałem przytoczonej z serwisu wypowiedzi). Płytę słyszałem dwa razy, z Winampa, ale jakoś nie chcę do niej wracać. Lubię muzykę eksperymentalną jakieś odjechany klimaty w typie AFX, "Dni wiatru" - jedna z moich ulubionych płyt w ogóle, ale to co prezentuje Frances the mute jakoś mnie odrzuca. To dobrze, że muzycy są natchnieni, ale chyba za bardzo się zamknęli w skorupie artystów.
Norm (28 marca 2005) -
nie słyszałem płyty, w ogóle mnie nie kręci mars volta, nieważne. chciałem tylko powiedzieć, że "naćpane jamowanie" jest zajebiste, tylko że nie dla dzieci, dla których jeszcze 3 lata temu radiohead było najbardziej ambitnym zespołem jaki znały. kto kurwa oczekuje kompozycji? wszyscy (oprócz dzieci) oczekują po prostu dobrej muzyki
zwobot (28 marca 2005) -
O "Frances The Mute" sporo wypowiadalem sie juz na innym forum (linka nie podaje, bo to bylby spam). Tutaj zamieszczam fragmenty moich wypowiedzi:Nie podoba mi sie "Frances The Mute". Zupelnie nie rozumiem tej plyty i nie sadze, bym sie do niej przekonal. Jedynie sluchanie "Widow" sprawia mi przyjemnosc, reszta kawalkow to niepotrzebne techniczne popisy i roznego rodzaju eksperymenty. A polgodzinny "Cassandra Gemini" to juz absolutna przesada... Wiem, ze wielu osobom z pewnoscia takie granie przypadnie do gustu, ale jak dla mnie - NUDA i przerost formy nad trescia.Aha, "The Widow" tez nie cale jest genialne - tak od 3:25 do konca robi sie wrecz tragicznie. Niech mi ktos wytlumaczy - na cholere wrzucili oni 2 i pol minuty dzwiekow, ktore z muzyka nie maja nic wspolnego i powoduja tylko nieodparta chec nacisniecia przycisku "next" lub "stop"???5% osob plyta NAPRAWDE sie spodoba (kwestia gustu), a 95% bedzie sobie wmawialo, ze slucha wielkiej sztuki. A jak beda przy tym zasypiac, to wmowia sobie cos jeszcze - ze to jest tak genialne, ze tego do konca nie rozumieja.I jeszcze fragment z recenzji z jakiejs polskiej strony:Struktura utworów jest wymęczona i chaotyczna, kilkunastominutowe potwory zaczynają się, rozwijają i kończą bez żadnego logicznego klucza. To wsparty, oczywiście, wielkimi technicznymi zdolnościami instrumentalnymi potworny, nadęty, aspirujący do miana wielkiej sztuki bełkot. Ta płyta momentami brzmi jak naćpane jamowanie, jednak już postrzegana jest jako pomnik geniuszu; głównie też dzięki genialnemu marketingowo i znanemu już z historii rocka zabiegowi – dobudowywania do płyty ukrytych historii i sensów. To nie katedra, to rozwalający się chlew, wzmocniony wątłym spoiwem latynoskości – jeśli to was kręci, pożyczcie od starego parę płyt odsądzonego od czci i wiary Santany. Polecam “Welcome” i “Borbolettę”. “Frances the mute” nie ma tego, co ratowało poprzednią płytę Volty – melodii. Tu nie ma kolejnego “This apparatus must be unearthed”. Tu są tylko muzyczne zgliszcza, gitarowy onanizm, wątpliwej mocy pompatyczność, Rick Wakeman grający wałkiem do malowania na syntezatorze, dwunastominutowa wersja “In the flesh” i okrzyki “Break down the wall”. To ewokacja najgorszego, co przytrafiło się w muzyce XX wieku. Mars Volta to grupa nadal punkowych chłopaków ze szkoły artystycznej, którzy na swoje nieszczęście za dużo razy słuchali “2112” Rush na kwasie. To nie jest progresywny rock, to dziesiąta woda po nim, ubrana tylko w designerskie okładki i medialnych muzyków. To nieudolna próba bycia Frippem, która kończy się na bełkocie i rozjazdach donikąd. “Frances the mute” nic nie mówi. Do nikąd nie prowadzi. Jakkolwiek bardzo dobrze zagrany pod względem wirtuozerii instrumentalistów, jest pustym kitem, substytutem prawdziwych emocji, cuchnącą kłamstwem pseudo-sublimacją.MOJ KOMENTARZ: "Ta płyta momentami brzmi jak naćpane jamowanie" - mam dokladnie takie samo odczucie! Sluchajac plyty oczekuje KOMPOZYCJI, tymczasem "Frances The Mute" w znacznej czesci brzmi jakby byla tylko zapisem jakiejs jam session...
prot (28 marca 2005) -
jest tam też "Hotel" Mobyego, Morrisey i kilka innych...
polorelaks (26 marca 2005) -
będzie recenzja czy nikt z redkacji nie chce się męczyć słuchaniem?
<> (26 marca 2005) -
co sądzicie o tej płycie?
Norm (26 marca 2005)