INNE - FORUM
Czy kobiety mogą pasjonować się muzyką i przeżywać ją do tego stopnia co mężczyźni?
24 stycznia 2006Zastanawiałem się ostatnio nad tym ważkim zagadnieniem. Z obserwacji mych wynika, że nie. Nie interesują ich na ogół nazwy zespołów, tytuły płyt, piosenek i teksty. Gdy powiedziałem o tym mojej lubej, to oczywiście się oburzyła i powiedziała, że faceci interesują się bardziej "otoczką" albumów i podniecają tym, że mają np 10 płyt i 15 singli wykonawcy X, a samej muzyki nie przeżywają tak mocno i głeboko jak kobiety. W końcu jestesmy wzrokowcami. A zatem, jak to tak naprawdęjest?
-
Wątek, jaki podjąłem kończy zdanie: "Jak to naprawdę jest?" Kto ma rozum, niechaj czyta. I wypowiada się na temat.
Texas Ranger (28 stycznia 2006) -
Widziałem w życiu różnych idiotow, ale umbrelli chyba nikt nie przebije do końca mojego życia :) Tak to jest mieć kompleks małego penisa.
Mikael (27 stycznia 2006) -
do wszystkich, ktorzy popieraja zdanie Texas Rangera i tym podobnych:na waszym miejscu zostalabym gejem.pozdrawiam
17:43 (27 stycznia 2006) -
http://www.porcys.com/Forum.aspx?id=796dobra,widze,ze sie panowie rozbrykali,zupelnie wypaczajac sens dyskusji z przymruzeniem oka poniekad.wiadomo,ze tak naprawde wszystko zalezy od pojedynczej kobiety,i pojedyczego faceta,nie ma jakis grup reprezentatywnych,o jaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.ludzie,kurwa,tu nikt nie wypowiada sie z ramienia onz,czy cos,to jest jebane forum dyskusyjne,ale mam ciekawsze rzeczy do roboty,niz tlumaczenie tego.przywolany watek,prosze sprawdzic,ja chyba doznaje.
dys (27 stycznia 2006) -
drobne fragmenty:"jest troche naciągane"*albo to "naciągane"*"dogłębne"*dosyć "śmiałe"*przykuły moją uwagę - może w tę stronę ~pociągnąć~ dyskusję?
mat (27 stycznia 2006) -
TR ma małego!
post udawadniający, że TR ma małego (27 stycznia 2006) -
czy płakanie na koncercie Pink Floyd to przejaw jakiejś wielkiej egzaltacji i dobrego smaku. to chore. nie sądze bym się popłakał na ich koncercie - z prostego powodu nie lubie ich. w sumie to banalne mówić że płakało się na PF, czy ludzie o wyższym odczuwaniu muzyki nie żucili by w cholere tak prościutkiej kapelki. skoro węcej odczuwają to wstyd płakać na ich koncercie, skoro kwilą miliony to ja mam być jednym z nich. haha.żałosne argumenty.
pentlik (27 stycznia 2006) -
żałosne to jest że co po niektórzy nie potrafia sie sensownie wypowiedzieć. przewiduje że post udowadniający ze TR ma małego jeszcze przed nami.
Paweł (27 stycznia 2006) -
Autora wątku po prostu żadna dziewczyna nie chce, więc sobie odbija frustracje w internecie. Żałosne.
yyy (27 stycznia 2006) -
pasiecznik - po co słuchasz muzykę?
real_bleble (26 stycznia 2006) -
no,zalosny byl.
dys (26 stycznia 2006) -
"podobna dyskusja byla w watku o live 8 ,warto zauwazyc .ze dziewczyny nie plakaly na Floydach chyba."to chyba tylko dobrze swiadczy o kobietach. ;-Pa chwalenie się ronieniem lez na flojdach - to żenujący dowód ekshibicjonizmu. "ale jesli plakaly,to wpisujmy miasta,albo cos.Ja wierze w kobiety,znajoma nawet przesluchala polowe pierwszego na Disintegration Loops.zafascynowala ja idea.kobiety lubia wzniosle idee,nie przepadaja za wcielaniem ich w zycie"NAWET przesluchala, wow!ciąg dalszy - "credo" - nie zasługuje "nawet" na komentarz.
pasiecznik (26 stycznia 2006) -
z to ja, ja tu symbolizuje zosie. nieno pewnie wiecej jest facetow recenzentow i tak z obserwacji wyglada ze rzeczywiscie wiecej facetow sie interesuje. nie mam pojecia dlaczego. moze ktos tu jeszcze jest psychopatologiem zeby objasnic zjawisko no i zeby zmierzyc ta maszyna poziom podobania sie utworow, bo o tych innych uszach jeszcze nie slyszalam, ale moze nie uwazalam. jeszcze pomyslalam, umbrella moglby to przerobic na piosenke hiphopolo. smyki, wokalizy, chórki. o co wam chodzi, suczki, gdy za sluchawke chwytacie, kable podlanczacie, ja wiem o co wam chodzi, znam zycie, posluchajcie tej opowiesci, nie nabierzecie mnie. inna sprawa, ze takie faktycznie sa jak te z opisu a i takich facetow niemalo ale jako generalizacja w jedna strone plciowa raczej smutne. poza tym motyw nie przesadza o jakosci tego co powstalo.
z (26 stycznia 2006) -
zapewne uwazaja, ze to, ze ludzie musza kazde zjawisko koniecznie okreslic i zaszufladkowac jest w znacznej mierze pozbawione sensu. /ale chyba w wiekszoci maja ludzie tak skonstuowane mozgi, a z reszta, gdyby tak nie robic, to jak by tu uczyc dzieci w szkole i czego? /ktora swoja droga tez oczywiscie jest za wszelka cene konieczna.ale gdzybyscie sie chcieli powaznie zajac tematem, to powinniscie nająć socjologa, wyposazonego w cudowne maszynisko mierzace natezenie pasji i przezycia spowodowane okreslonymi dzwiekami, ktore mozecie wczesniej wybrac metoda glosowania, i niech w roznych katach swiata przeprowadzi badania i obliczy procenty i.
sofka (26 stycznia 2006) -
A ciekawe co na to Sophie Thun albo Zosia Dabrowska
jasno - widz (26 stycznia 2006) -
Abbey Road? Nie znała? co za dziwna kobieta! :I(what the hell is it? :P)
Tatian (26 stycznia 2006) -
podobna dyskusja byla w watku o live 8 ,warto zauwazyc .ze dziewczyny nie plakaly na Floydach chyba.ale jesli plakaly,to wpisujmy miasta,albo cos.Ja wierze w kobiety,znajoma nawet przesluchala polowe pierwszego na Disintegration Loops.zafascynowala ja idea.kobiety lubia wzniosle idee,nie przepadaja za wcielaniem ich w zycie
dys (26 stycznia 2006) -
zitat:"Moja kobieta nie znala Abbey Road,haha. "....naprawdę?? hahahaha! ^___^''
Shadow (26 stycznia 2006) -
właśnie dlatego foch na forum (ostatnie zdanie przedmówczyni)
ann (26 stycznia 2006) -
ok, ja się zgodzę, że kobiety są generalnie mniej "zajarane" muzyką. mniej zajarane w sensie układania rankingów 147 najlepszych szwedzkich utworów z lat 80. a bez aż takiej ironii i przerysowania, pewnie też mniej zajarane układaniem płyt na półkach w kolejności chronologicznej, uczeniem się (ok, wiem, że tego się nie "uczy") kolejności utworów na wszystkich płytach Beatlesów chociażby, obnoszeniem się ze swoją wszechstronną wiedzą itd. jestem nawet w stanie zgodzić się, że "słabiej słyszą" (wiadomo, tyyyylu kompozytorów, tyyylu muzyków, a lasek mało). generalnie to, co stefan napisał na górze. więc ok, laski słabiej się znają na muzyce.ale, po pierwsze, to jest GENERALIZACJA, wyjątki potwierdzają regułę itd. a po drugie, dalej będę utrzymywać, że to, że nie wiem, czy jakiś kawałek jest z 1975 czy 78, i czy jest na płycie pierwszy, czy siódmy, nie znaczy, że z miejsca mam chujowy gust albo lansuję się, a tak naprawdę nic nie rozumiem. a co do umieszczonego powyżej tekstu, że "tak samo jest z filmami", to się już wkurzyłam, bo po pierwsze, jest to już kompletna bzdura (odpadają te wasze uzasadnienia anatomiczne chociażby;)), a po drugie- zaraz dojdziemy do tego, że panny nic nie łapią z muzyki, z filmu, z literatury, z filozofii, ogólnie nadają się do przeruchania i rodzenia dzieci. no, come on.
nn (26 stycznia 2006) -
To ja się może wypowiem na podtawie własnych doświadczeń. Że własciwie to teoretycznie wiadomo, że różnice są. Ale praktycznie to przecież na co dzień sie ich nie odczuwa, znaczy chyba się jest przyzwyczajonym. To tak ogólnie jeśli chodzi o płeć. A przeżywanie? Skąd ja mam niby widzieć jak przeżywają inni? Mi tam odpowiada jak ja przeżywam i tyle w tym temacie ode mnie. (a na rozkminienie motywu na takiego jak umbrella potrzeba nawet mniej niż 5 minut. W sumie żal mi takich jak on, że się stara i w ogóle, a *fajne laski* i tak nie zwracają uwagi, toteż biedak musi się zadowalać jakimiś gruboudymi słowiankami. Smutne.)
pro. (26 stycznia 2006) -
wiesz, albo to "naciągane" tłumaczenie, albo siebie i moje zajebiście osłuchane znajome uznaję za zakamuflowanych facetów - wolę to pierwsze.
bh (25 stycznia 2006) -
wybacz ale to całe tłumaczenie "kobiety się znają ale się nie przyznają" jest troche naciągane
Paweł (25 stycznia 2006) -
>>Paweł: znajomi jak znajomi, moi są nienormalni w pozytywnym znaczeniu tego słowa i nie mam z nimi żadnych problemów. natomiast co do ogółu i normy to podtrzymuję: ludzie w towarzystwie osób bardziej od siebie oczytanych czy osłuchanych, ogólnie mających jakieś zainteresowania pozauczelniane, czują się nieswojo. paradoksalnie jakiś snobizm na znawstwo idzie z tym w parze, ale tu nie chodzi o konkretne znawstwo tylko o umiejętne wypowiadanie tekstów typu: "oo ale doznałam na tym ostatnim filmie almodovara".ale właściwie nie o tym chciałam - trochę o tym myślałam i przypomniało mi się jak bardzo dobrym sposobem na faceta jest dawanie mu do zrozumienia że jest TAKI mundry i TYLE może nas nauczyć. krótko mówiąc jak dziewczyna mówi "ojej the beatles, a co oni grają" (przerysowane, wiem), to niekoniecznie trzeba to traktować poważnie.
bh (25 stycznia 2006) -
Szczerze to, co prawda, nie ma glupich pytan, no ale temat tego forum jest conajmniej tendencyjny. Zgadzam sie, ze w odbiorze sztuki, muzyki faceci roznia sie znacznie od kobiet (rozne budowy mozgu, hormonki, zawartosc gatek itp.) ale kto mialby oceniac to, czy podejscie bardziej emocjonalne kobiet czy pasjonata- faceta jest lepsze? Zalosne sa niektore posty ludzikow kierujacych sie utartymi stereotypami. Ja rowniez moglabym zapodac setke przykladow lansujacych sie parobkow z techno-kaszanka w bmw, ale po co? Skoro mam kumpli sluchajacych Microphones czy Toola. Moglabym wysmiac podgatunek mojego genderu- blond-tipsowe erozje kobiet majace w swoich komorkach dzwonki Tokio Hotel czy 50 grosza. Ale na 100 przykladow takich plastikowych moherów moglabym wystawic reprezentacje 99 kobiet sluchajacych Radiohead czy Sigur Ros (dorzucajac siebie na wierzchu:) Szanujmy sie.
karaluch (25 stycznia 2006) -
statystyka, uogólnienia, nie można w tak szerokim temacie bez tego się obyć. bo po prostu są wyjątki. ale faktem jest, że ZNACZNIE większy odsetek mężczyzn niż kobiet wykazuje jakieś głębsze zainteresowanie muzyką. głębsze w sensie poszukiwania, drążenia tematu. a nie tylko okazjonalnego słuchania. ale znowu nie można też powiedzieć, że wsród ogółu mężczyzn słuchanie "dogłębne" jest czymś popularnym. może kilka procent ma takie zainteresowania. większość to lanserka która zmieniając towarzystwo zmieniłaby momentalnie swoje playlisty. chociaż znowu, wracając do kobiet, u nich jeszcze większa większość to lanserka, która zmieniając towarzystwo zmieniłaby też playlistę.
zwobot (25 stycznia 2006) -
>z moich obserwacji wynika że dziewczyny interesują się takimi rzeczami, tylko wstydzą się przyznać bo grozi to etykietką osoby niedojrzałej i pozbawionej życia towarzyskiego - patrz jack black w school of rock. w gruncie rzeczy facetom też grozi taka etykietka, ale chyba mniej zdają sobie z tego sprawę.eee przesada, muzyczne geek'ostwo bynajmniej nie budzi jakiś negatywnych skojarzeń. to wymysł jakiś. w moim przypadku ogranicza się do tego, że znajomi raczej o muzyce ze mną nie gadaja i tyle, żadne tam etykietkowanie i tego typu piedoły. powiedział bym wręcz że jest przeciwnie znastwo w kwestiach kulturowych (muzyki, filmu, literatury) jest raczej postrzegane pozytywnie. z resztą jak ty to sobie wyobrażasz "o ten czyta dużo książek to pewnie buc jakiś i śmierdzi mu spod pach" ?
Paweł (25 stycznia 2006) -
z,nie zrozumialem chyba ,ale wydaje mi sie,ze to piekne zwienczenie tematu
dys (25 stycznia 2006) -
no wiec mi na poczatku bylo przykro, ze jestem dziewczyna, ze mnie omijaja rozne obszary mozgu, ktorymi mozna rozwiazywac wiecej zadan, robic rozne obliczenia i krzyzowki panoramiczne. z czasem pogodzilam sie z tym, bo w koncu po co z sama soba swary i klotnie, skoro i tak umrzemy w jednej zupie. trudno, nie kazdy moze pochwalic sie potem, ze zna hasla w rebusie. w dodatku moglabym tez przezywac rozne stany psychiczne, slyszec plyty inaczej niz wszyscy ludzie i zbierac je z pobudek wznioslych, z potrzeby piekna i systematyzacji alfabetycznej wykonawcow, a nie, jak tam wyzej pisze czytelnik, zeby miec ladniejszych kolegow, chociaz pozornie z doswiadczenia ich uroda nie zalezy od muzyki, co jednak z punktu widzenia powyzszej psychologii nie jest faktem, wiec musze stanac z tym twarza w twarz. ogolnie jednak taki rozklad zainteresowan ma zalety, bo mozna od wiekszej ilosci kolegow statystycznie pozyczac plyty i one sa rzadziej pozyczane przez kolezanki, ktore sie nie interesuja, no a koledzy i tak juz maja przeciez te plyty. wiec otre te lze.
z (25 stycznia 2006) -
>umbrella kutas jest ale ma racje. >jedyna roznica to taka że może rzeczywiście dziewczyny >mniej uwagi przywiązują do tego ile albumów ma na koncie >dany wykonawca, z którego roku pochodzi dana płyta, >piosenka, czy to jest strona b czy a itp itd. z moich obserwacji wynika że dziewczyny interesują się takimi rzeczami, tylko wstydzą się przyznać bo grozi to etykietką osoby niedojrzałej i pozbawionej życia towarzyskiego - patrz jack black w school of rock. w gruncie rzeczy facetom też grozi taka etykietka, ale chyba mniej zdają sobie z tego sprawę. –bh, 25/1/2006 1:18
odnieś się do powyższego (25 stycznia 2006)