INNE - FORUM
xiu xiu "la foret"
31 października 2005słyszeli? podoba, nie podoba?
osobiście myśle że wielka szkoda że jamie s. nie zdecydował się na kontynuację popowych niuansów obecnych na "fabulous muscles". po cichu liczyłem na album cały składający się z "i luv the valey oh" czy podobnych...
-
no właśnie ja zawsze miałem problemy z "całościowym klimatem" bo moim zdaniem to poprzednie albumy charakteryzują się umiarkowaną spójnością stylistyczną..na nowym nie tyle rozczarowuje mnie kolejna permanentna schiza co jej forma;)bo niestety zgodnie z zapowiedziami poszli w stronę schizy raczej stonowanej, rozmytej i introwertycznej - a w tej moim zdaniem zawsze byli słabsi. nawet fabulous muscles był dla mnie jednym z najlepszych albumów tamtego roku nie dzięki równości ale dzięki eksplozjom(mówiąc w dużym uproszczeniu). a wpadał w mielizny właśnie we fragmentach "wyciszonych"(jedyny wyjątek - bunny gamer)w sumie trudno uznać za kwintesencje stylu "i luv the valley" ale dla mnie takową są np. luber czy homonculus z "knife play". wcale nie takie przystępne - ale gniotące hałaśliwie-histeryczną schizofrenią +przeszywającym wokalem.i takiej odmiany chorych odjazdów stewarta brakuje mi właśnie na la foret.
wojtek (31 października 2005) -
Jak dla mnie "La Foret" to dobry album, ale tylko dobry... Daleko mu do "Fabulous Muscles" nie mówiąc już o "A Promise". Każda z płyt Xiu Xiu ma swój klimat, ale nie "La Foret" - to jedynie zbiór piosenek... No i jak powiedział mój przedmówca, płyta jest przewidywalna.
Calineczka :P (31 października 2005) -
jestem troszkę zmęczony dokonaniami xiu xiu. moja przygoda z nimi rozpoczęła się na wysokości a promise (do tej pory moja ulubiona płyta). juz fabulous muscles nieco rozczarowywało. nowa płyta jest przewidywalna do bólu, no i w międzyczasie pojawiły się zespoły które do nich nawiązują. i trochę przejada to się już.
Tindersticks (31 października 2005) -
Ja mam z tym albumem problem: traf chcial, ze kupilem go rownoczesnie z nowym devendra, z dj kicks annie i z minialbumem i&w/calexico. To spowodowalo, ze xiu xiu sluchalem stosunkowo najrzadziej, zwlaszcza ze meczy mnie brak melodii na "la foret"( ktorych z kolei na wspomnianych albumach jest az w nadmiarze ). Niemniej mysle, ze dam jeszcze stewartowi szanse i kiedy za oknem zrobi sie zimno i ciemno, wroce do tej plyty. Tymczasem dla chetnych - "la foret" to plyta tygodnia w wieczornym pasmie radia afera ( wtorek, sroda, czwartek - 21, czwartek o polnocy ).
tomek wasko (31 października 2005) -
gdyby się wsłuchac uwaznie, to w sumie formalnie najspojniejsza płyta xiu xiu moze byc, ale dobrze skwitował mike, że po 3 ciezkostrawnych płytach z przeblyskami przyswajalnosci troche ma sie dosc tego wszechobecnego samobója na 4 płycie zespołu z rzędu. ja mam ten problem, że dla mnie naprawdę kwintesencją tej grupy jest opener ich debiutu, ktory uslyszalem w wakacje 2002 i od tej pory tylko sie (lekko) rozczarowuje ich dokonaniami, sarkajac, że intrygujace, ale "don diasco" to nie jest. z ciekawostek - 8 numer na La Foret - ta inspiracja była juz poprzednio, ale nigdy tak doslownie: te avant-aranże dęte sa jak wyjete z solowego hollisa. mysle, ze niebawem u nas w brudnopisie.
borys d (31 października 2005)