INNE - FORUM
no one's gonna play the harp when you die
27 lutego 2005wczoraj zabil sie moj przyjaciel. W wieku 18 lat wysechl do konca, poswiecil wszystko, calego siebie osobie, ktora kochał. Na koncu zadnej z drog, ktore mogl wybrac nie bylo szczescia. Strasznie cierpial. przestal o tym mowic. Nie powtorzyl tego juz ani razu kochanej osobie. Ona by wowczas cierpiala wraz z nim, za niego. NIe chcial, zeby tak bylo. To byla dla niego wartosc nadrzedna, jedyna. To strasznie skomplikowane. Zrobil straszna rzecz, bo ja i nas jednak skrzywdzil. Zostawil na parapecie plyte, zrobiona przez siebie ksiazeczke mial w kieszeni.
tracks;
01. modest mouse-thinklong
02.portishead-roads
03.ścianka-tango
04.je suis france- thank you for being a friend
-
...
Imię (3 marca 2005)