INNE - FORUM
najlepsze bębny
26 lutego 2005przepraszam, ze moze troche mechanicznie stworzony wątek, ale wydaje mi się, ze z bębnami ciekawiej rzecz się przedstawia niż ze smykami.
mi się nasuwa "A Man Who Never Sees A Pretty Girl That He Doesn't Love Her A Little" Sea And Cake (3 na Nassau), kreatywność McEntire'a w tym kawałku! i ani jednego nieprzmyślanego uderzenia.
oraz (choc moze to oczywiste) pierwsze wejście bębnów w Time Bomb... łup w studnie i co się potem dzieje. no ale w sumie to Joe Easley.
-
ciekawą rzecz zobaczyłem w plotkarskim programie "Happy Hour". gościem był taki blond "krytyk" muzyczny, niegdyś znany między innymi z oryginalnego, klasycznego składu jury "Idola". facet rzucał na prawo i lewo opiniami, które dla niego pewnie wydawały się kontrowersyjne - dissował popularność Dody, chwalił artystyczne dokonania Rubika, demaskował polską fonografię w tonie zdradzającym głęboki "rockism" (rozpatrywanie kondycji gustów masowych wedle podziału na "rock" i "pop", gdzie oczywiście ten pierwszy termin oznacza pozytyw, a drugi negatyw). w pewnym momencie zarzucił słabość i niekompetencję zwyciężczyni eliminacji do Eurowizji - Isis Gee. prowadzący zwrócili uwagę, że wokalistka ta jest wyedukowana muzycznie. na co gość odparł, że to o niczym nie świadczy, bo przecież Kurt Cobain nie umiał do końca nastroić gitary, ale nie należy go oceniać wedle kryterium wykształcenia muzycznego. i wtedy stała się rzecz niewiarygodna. kolejnym, po Cobainie, przykładem gościa, był Charlie Watts. gość oznajmił wszem i wobec, że, cytuję z pamięci: "perkusista jednego z największych zespołów świata jest kompletnie niewyedukowany muzycznie i gra po prostu FATALNIE". zastanawiam się co począć z tym fantem. tu już nie chodzi o to że na przykład Stylus umieścił Wattsa w swoim rankingu bębniarzy wszechczasów na miejscu 4, a Scaruffi w analogicznym zestawieniu - na 2, bo koleś stworzył fundamenty bluesowej linii perkusyjnej w historii rocka. ale nie trzeba być specjalnym znawcą by wiedzieć, że pasją Wattsa jest jazz - "In 1991, he organized an excellent bop quintet (featuring altoist Peter King) that paid tribute to Charlie Parker, justifying Watts' place in any jazz history book" (Scott Yanow). boleśnie chybiony strzał - gdyby chociaż posłużył się przykładem Ringo, który istotnie niewiele potrafił technicznie... frapujące, iż podobne zajścia pozostają jakby bez konsekwencji - ów "krytyk" nadal będzie w powszechnym mniemaniu ekspertem, nikt mu nie wytknie publicznie tych potknięć. doprawdy, "smutek i nostalgia". ktoś powie, że temat został dawno zamknięty przy historii z Beatlesami w "Idolu", ale minęło parę lat i widzę, że nic się nie zmieniło... och, Polsko.
borys d (7 marca 2008) -
damon che, przecież
jan (23 lutego 2008) -
Tony Williams w "Shhh/Peaceful"
PK (23 lutego 2008) -
Wymieniłeś Pandę jako Pandę - osobnego muzyka, a mi chodziło konkretnie o "Spirit" jako o "Spirit". Okej, może to głupie.
Qfwfq (3 stycznia 2008) -
>Przeglądałem sobie wątek i już się martwiłem, że nikt o "Spirit..." nie wspomni, ale ok, thanks, szczur. sierpień jest przed listopadem w kalendarzu, zią
borys d (2 stycznia 2008) -
co to jest ten much ?
1000Hz (24 listopada 2007) -
no przeciez oczywiste jest,ze wszystkich zmiotl z powierzchni ziemi perkusista much.
ttt (24 listopada 2007) -
http://www.sendspace.com/file/hvds5k probka zlatka
wpisalem (24 listopada 2007) -
O kurwa bym zapomnial o Tadku Trainerze w Shellaku
40% (24 listopada 2007) -
Zlatko Kaucic - Pav Joey Baron - wszystko i ze wszystkimi
40% (24 listopada 2007) -
Kuba Suchar - "Jogging" najlepszym przykładem ;)
lukk (23 listopada 2007) -
Bębny dekady, zwłaszcza w "La Rapet"
malk (23 listopada 2007) -
Przeglądałem sobie wątek i już się martwiłem, że nikt o "Spirit..." nie wspomni, ale ok, thanks, szczur. No, tak, odchodzą tam jakieś absoluty, słucham, Panda Bear na perkusji i niby ogarniam, ale jednak nie ogarniam.
Qfwfq (23 listopada 2007) -
http://www.youtube.com/watch?v=qm45MkXXT_o&feature=related lubię babeczki http://www.youtube.com/watch?v=uZL91Uv5e8g co prawda w przypadku kobiet łatwo wznieść nad poziom Meg http://www.youtube.com/watch?v=3KdHLc9gi54 jak la mnie, to taki keith moon w spódnicy http://www.youtube.com/watch?v=c-lwqA8iL5c&feature=related
mat (23 listopada 2007) -
na red album baroness w pierwszym kawałku są wyjebiste tomy
JJ (23 listopada 2007) -
Paaaaanda Bear na "Spirit..."! Na "April and the Phantom" absolut. W późniejszych Animalach było bardziej minimalistycznie, ale też super, trybalnie bardziej niż mistycznie. I "Pyramid Song". Osobiście- najlepsze wejście w dziejach. Niewiarygodne, że w ym kawałku mógł zaistnie instrument, który wśród swoich przodków ma garbowaną skórę. W zasadzie to wejście rozpoczęło u mnie nowy okres życia, nazwany roboczo "okres post-perusyjnie-wejściowy-do-Pyramid-Song".
szczur (20 listopada 2007) -
moj typ rockowego perkusisty na numer 1: http://www.youtube.com/watch?v=GVqvNKsPKUM a gdyby typowac jeden utwor z najlepsza perkusja no to "Ry Cooder" Tortoise inne utwory i perkusisci, czasem wymieniani, czasem nie: 2 http://youtube.com/watch?v=dk4WRhPQuyo 3 http://youtube.com/watch?v=m39hqLGyYV8 4 http://youtube.com/watch?v=5EH5GFP2Otk 5 http://youtube.com/watch?v=W8fpxAB7qSo 6 http://youtube.com/watch?v=Xs7D-w06iwc
jf (21 września 2007) -
osobiscie zlece to komus do sprawdzenia, a moze nawet sam odwiedze dave'a i spytam, musze to sprawdzic (to sprawa honoru) ten problem nie daje mi spac spokojnie ;-) P.S.albo wiem co zrobie... zadzwonie do madonny!Ona na pewno bedzie wiedziala kto nagrywal te bebny!
ixipixi (7 sierpnia 2007) -
hmm, to są raczej plotki i domysły. uderzenie Thompsona jest dość rozpoznawalne, a sam Weckl w jakimś wywiadzie opowiadał tylko że grał u wczesnej Madonny do programowanego bitu, żeby mu nadać "żywego" feelingu. partie live zapierdalał Tony. jestem entuzjastą perkusji na Like A Virgin i gdyby info z Wecklem potwierdziło się w 100% to byłbym poruszony. ale nie sądzę.
borys d (7 sierpnia 2007) -
">(a kto u madonny w like a virgin gra?) Tony Thompson gościu. sideman z duszą." a nie prawda bo Dave Weckl - z tym, ze byl wtedy niepelnoletni i "w swietle prawa" nie mogl zostac "wyszczegolniony" na okladce plyty, w zwiazku z tym wpisali jegomoscia, ktory zagral w wiekszosci numerow na plycie :-)
ixipixi (5 sierpnia 2007) -
>gdzie sie podzial na tej liscie dennis chambers? Piotrek P. wymieniał to nazwisko wyżej w wątku. fjurzyn. plus, mam pięćdziesiąt miejsc do dyspozycji. >(a kto u madonny w like a virgin gra?) Tony Thompson gościu. sideman z duszą. >a czemu rockowym bębniarzem ma być Purdie, a nie jest nim Williams? bo ten drugi nie musiał brać rockowych dżobów, ale przecież na Boga słychać że potrafi przypierdolić. nie da się postawić parawanu nie ustawiam parawanów, ale też nie interesuje mnie motywacja muzyka w doborze repertuaru - jakieś "branie dżobów" to nie jest język którym operuję układając taką listę. kieruję się tylko kryterium "kto co zagrał". Purdie słyszalny jest w *piosenkach*. Williamsa, z tego co się orientuję, zapamiętamy głównie z jazzowych kamieni milowych Dolphy'ego, Davisa, Hilla. >czym się różni gra White'a, DeJohnette'a czy Cobhama (zwłaszcza late 60s i 70s) od gry Densmore'a czy Mitchella? tylko tym, że ci pierwsi grają lepiej. niby różnica niewielka, ale jest - Cobham to jazzman który potrafił zagrać konkretny rockowy groove, Densmore to blues-rockowy pałker z zamiłowaniem do jazzu. poza tym to tylko kwestia umowna - kogo kwalifikujemy do rankingu. ponadto - Stylus dał Densmore'a wyżej niż Cobhama, więc nie mnie proszę posądzać o herezje, bo ja ich obu ogromnie szanuję, ale Cobhama wykluczyłem na wstępie ze zbioru rockowego - dałbym go na liście jazzowej (albo "open"). >Chodzi o Starra, tak? nie, to postać utajniona na zasadzie "wiem, ale nie powiem". Starr... nie żartujmy.
borys d (4 sierpnia 2007) -
http://pl.youtube.com/watch?v=AQ-l6ErEazI he he he
cheetos (4 sierpnia 2007) -
Chodzi o Starra, tak?
bleble (4 sierpnia 2007) -
MAPEX I TYLE
MISZCZ (4 sierpnia 2007) -
> 18 * Nie znam.
bleble (4 sierpnia 2007) -
> bo niby jazzmani kopią w dupę wszystkich rockmanów nie wszyscy i nie wszystkich. ale kopią. czym się różni gra White'a, DeJohnette'a czy Cobhama (zwłaszcza late 60s i 70s) od gry Densmore'a czy Mitchella? tylko tym, że ci pierwsi grają lepiej. a czemu rockowym bębniarzem ma być Purdie, a nie jest nim Williams? bo ten drugi nie musiał brać rockowych dżobów, ale przecież na Boga słychać że potrafi przypierdolić. nie da się postawić parawanu i rozgraniczyć tu delikatni swingerzy, a tu brutalni napierdalatorzy.
shitty bicker (4 sierpnia 2007) -
no dobra a gdzie sie podzial na tej liscie dennis chambers? :-) On z niesamowita lekkoscia balansowal zarowno w swiecie popu jak i ambitniejszych nagrywek od zawsze. Jazzman, ktory nie zna nut, a budzi respekt u najbardziej konserwatywnych tworcow i krytykow, a i rocka zapier#@*@ znakomicie ,a na koncercie santany podczas swojej solowki bywalo, ze niejednokrotnie pokazal swoja czarna, gruba murzynska dupe (cham jeden ;-) a david weckl to pies? (a kto u madonny w like a virgin gra?) a gdzie kenny aronoff (ktory mial tez epizod sidemanski w smashing pumpkins?- wiem bo widzialem to kiedys na wlasne oczy bedac na koncercie)
ixipixi (4 sierpnia 2007) -
w ten sposób to i Collins był jazzmanem (Brand X). mi chodzi o to że Higgins nie grał w "La Isla Bonita" Madonny, w "Mother" Floydów czy w "Beat It" Jacko.
borys d (4 sierpnia 2007) -
Porcaro byl jazzmanem!!!!! z dziada pradziada jak to sie mowi:-)dlatego mial taki groove http://www.drummerworld.com/drummers/Jeff_Porcaro.html
ixipixi (4 sierpnia 2007) -
oj, bez przesady. Stylus istotnie wykazał się brakiem konsekwencji, inkrustując listę pałkerami pochodzącymi ze światów "około-rockowych". ja uczyniłem to tylko w jednym przypadku, ale jednak bliżej zapętlonemu 4/4 "Seed 2.0" do rocka, niż do free-synkopy Higginsa w "Chronology" czy plemiennych odlotów tegoż u Sandy Bulla. jedną z największych bzdur w rozmowie o perkusistach jest pierdolenie malkontentów słuchających "ambitnej", improwizowanej muzyki o tym że ranking stricte rockowy nie wyczerpuje tematu - bo niby jazzmani kopią w dupę wszystkich rockmanów. tutaj kryteria były wyraźnie zakreślone, a lista jazzowa to zupełnie inny świat i nawet najwybitniejszy swingujący drummer nie zastąpi mi jebnięcia Moona, hipnozy Liebezeita, pasji Goldsmitha, kanciastości Thompsona, groove'u Porcaro... PS: Stu Martin, jak i wielu innych, powtarzam po raz kolejny - jest jazzmanem, a to była lista rockowa. Perkins jest ok, ale typowałem top 50 i u mnie on się nie mieści.
borys d (4 sierpnia 2007)