INNE - FORUM
3 najbardziej przereklamowane zespoły w historii rocka
25 lutego 20051) u2
2) radiohead (sorry guys)
3) the strokes
-
polecam ci zwobot jelinka i murcofa, obaj maks precyzyjni, chłodni a jednocześnie minimalistyczni, jest skąpo ale konkretnie (zwłaszcza że jelinek ma płytę z imrowizacjami) jeśli chodzi o elektronikę to kanon już właściwie, co do spiritualized być może pierce się zmęczył wydłużoną fazą produkcji bo na amazing grace dominuje brzmienie jakby przeniesione z koncertu, ale z drugiej strony takie ladies and gentleman dzięki m.in. produkcji zyskuje dość niesamowity kształt
m. (7 marca 2005) -
Dog man star - suede to klasyka absolutna
ja (7 marca 2005) -
The Darkness to racja, ale Suede???
Mauss (7 marca 2005) -
suede, the darkness.a co do placebo, radiohead, the strokes, the libertines - zyczylbym sobie wiecej w zyciu takich "przereklamowanych" szarpidrutow
roslinny (6 marca 2005) -
1 air2 daft punk3 kaczki z naszej paczki
free (6 marca 2005) -
hmm sporo pytań :Dco jest efektem błędu czy przypadku? - to co mi się wydaje że jest, i tak każdy odbiera subiektywnie. jak jimi hendrix naparza na fuzzie i octavii dzikie solo gdzie wszystko się gotuje i sam jimi nie wie co za chwilę wyleci z małych tranzystorowych pudełek to jest to organiczne. tu sprawa jest prosta. let it come down - też sprawa jest prosta. najczęściej jest gdzieś pomiędzy tymi dwoma przypadkami - i jak słucham to nie analizuję, nie bawię się w politechnikę, po prostu takie rzeczy czuje się przez skórę. a jak skończę słuchać to z reguły pamiętam jakie miałem odczucia przy słuchaniu. przyznam szczerze, że jak mnie tu zaczęliście przesłuchiwać to musiałem sobie posłuchać chwilę tych rzeczy, żeby móc w miarę konkretami pisać. na codzień nie pamiętam szczegółowo płyt :)druga sprawa - to, czy - nazwijmy to umownie - brud, jest zamierzony czy nie jest, nie powinno mieć w efekcie znaczenia. teoretycznie. ale chyba w większości przypadków i tak słychać czy ktoś ten brud rozplanował czy to wyszło naturalnie i było wynikiem zostawienia trochę miejsca na improwizację. jeśli jednak mimo że ten umowny brud był zaplanowany do ostatniego szczegółu, a ja tego nadal nie słyszę, to jest IMHO ok, mi to pasuje. nawet kurcze pióro nie chodzi o to że ja się w ten brud wsłuchuję ;) po prostu jak jest "zbyt dopowiedziane" to często wydaje mi się mdłe i nie wnikam już dalej w szczegóły tylko wyłączam muzyczkę. a czasem mam na takie mdłe rzeczy odpowiedni nastrój, ale rzadko.geogaddi słyszałem raz i to dawno, więc przyjmijmy, że tego nie znam. w elektronice też na czuja takie rzeczy biorę. wiadomo że więcej rzeczy jest tu nieprzypadkowa, ale tak jak pisałem, sama intencja jest mniej ważna, ważne jak to odbieram. możesz teraz w ferworze walki ;) powiedzieć, że skoro to taka indywidualna sprawa to nie powinienem się wypowiadać - ale myślę, że w gruncie rzeczy ludzie są bardzo podobni i podobnie odbierają wszystko na odpowiednim poziomie ogólności, a różnią się tylko szczegółami. stąd pozwalam sobie czasem coś napisać. poza tym rodzi się dyskusja, scierają się różne poglądy, można się czegoś ciekawego o innych i o sobie w takiej dyskusji dowiedzieć. np muszę dłużej pomyśleć jakiego rodzaju niedopowiedzenie lubię i dziękuję ci, że takie pytanie postawiłeś.ps: jak na 19-latka to wypowiadasz się bardziej niż rozsądnie, dlatego rispekta dla ciebie od wujka zwobota ;)
zwobot (6 marca 2005) -
zarzuty co do spiritualized i sparklehorse są właściwie takie same, z tymże u tych drugich efekt przybrudzenie, rozmycia by było naturalnie jest wg zwobota sztuczny i ściemniany
m. (6 marca 2005) -
a sparklegorse własnie jest przybrudzone w bardzo znacznej części...stąd tez mnie dziwi to stwierdzenie o aranżacji
ja (6 marca 2005) -
a skąd możesz wiedzieć co jest efektem błędu a co nie? jeśli słyszysz zajebisty motyw to wnikasz w jaki sposób autor wpadł na jego pomysł? jeśli słyszysz płytę de strołks gdzie wszystko jest przecież jakby przybrudzone, niedbałe, powiedziałbyś "naturalne, tak jakby siedzieli nad tym tylko dwa dni" to kupujesz to? skoro wyznacznikiem jest produkcja i aranżacja to pewnie tak. co z tym "dopowiedzeniem", napisałeś jest to tylko kwestia aranżacji i produkcji, z tego by wynikało że artysta zawarł przecież wszystkie "potrzebne i właściwe" dźwięki na płycie, co więcej zrobił to z pietyzmem i "precyzją" więc w czym widzisz problem? powinien to odpowiednio przybrudzić, i zaaranżować tak żebyś nie słyszał że coś takiego było potrzebne, i że było w ogóle zrobione? a czy elektronika może być organiczna? usłyszałeś tą przestrzeń na confield, geogaddi, jest powietrze na martes? jakiego rodzaju niedopowiedzenie lubisz? pseudopoetyckie, naciągane smęty low, czy może to spod znaku chicago underground duo? łatwo się wybronić let it come down, płyta jest sterylna i trzeba umieć tego słuchać, zwłaszcza jeśli chcesz włączyć tę płytę po przesłuchaniu jakiegokolwiek nagrania fugazi czy les savy fav np. co do tego czy album brzmi "naturalnie", ktoś kto powiedzmy słucha/jest fanem atom heart mother niekoniecznie zauważy sterylność, czy denerwującą precyzję u spiritualized, nie mówiąc już o nazwaniu tego np patetyczną operą mydlaną, pewnie i tak się rozminąłem z tym co miałem napisać,
m. (6 marca 2005) -
witaj pszemcio - czy mi się wydaje czy to jeden z twoich pierwszych postów na forum?tak czy inaczej, już spieszę z wyjaśnieniem - nie mówię że spiritualized i sparklehorse "zniechęcają" mnie DOSŁOWNIE TYM SAMYM elementem. kiedy pisałem "wszystko dopowiedziane do końca" miałem na myśli tylko to i nic więcej. w przypadku "let it come down" spiritualized tym "dopowiedzeniem" jest aranżacja + brzmienie. w przypadku sparklehorse to prawdopodobnie (bo dawno nie słuchałem ale takie wrażenie zostało) precyzyjne brzmienie i produkcja. każdy instrument brzmi tak jakby nad nim siedzieli tygodniami, klawisze i wstawki "elektroniczne" nawet jeśli w zamierzeniu bajkowe i mgliste to bardzo precyzyjne. słychać, że nie ma w tym przypadku. wszystko jest dopieszczone i dopięte na ostatni guzik. być może inni odbierają to inaczej - muzyka jest sprawą mocno subiektywną a odbiór zależy od wielu rzeczy. w każdym razie ja mam takie wrażenie jak słucham sparklehorse. stańko mówił kiedyś, że najciekawsze rzeczy w muzyce są efektem błędu i przypadku i jest w tym dużo racji.
zwobot (6 marca 2005) -
no właśnie o to samo chciałem zapytać:)
ja (6 marca 2005) -
ok...a teraz mi wyłumacz jak te "rozbudowane, gęste, disneyowskie aranżacje" spiritualized mają się do brzmienia sparklehorse bo nadal nie widzę związku
pszemcio (6 marca 2005) -
m. napisał(a):"to ja poproszę konkretne przykłady niektórych "zbyt dopieszczonych rzeczy" spiritualized z uwzględnieniem translacji określenia "brak miejsca na wyobraźnię", bo to absurd jakiś,"np. don't just do something albo out of sight z let it come down. a jeśli chodzi o moje określenia - tutaj możesz to rozumieć jako specyficzne połączenie rozbudowanych, gęstych, disneyowskich aranżacji z konkretnym, precyzyjnym brzmieniem typowym dla końcówki lat 90tych (w opozycji do brzmienia organicznego i bardziej naturalnego, do takiego miksu że przypomina to żywy band). takie połączenie MNIE najczęściej przytłacza, trzeba mieć odpowiedni nastrój żeby czegoś takiego dobrze się słuchało. człowiek który powiedział "muzyka to cisza między dźwiękami" nie był taki głupi ;)
zwobot (6 marca 2005) -
to ja poproszę konkretne przykłady niektórych "zbyt dopieszczonych rzeczy" spiritualized z uwzględnieniem translacji określenia "brak miejsca na wyobraźnię", bo to absurd jakiś,
m. (5 marca 2005) -
sparklehorse dopieszczone jak spiritualized? no sorry...ugh...a poza tym żeby coś było przereklamowane to musi byc popularne a sparkli nawet w stanach znaja tylko wybrańcy...ich płyty zauważa krytyka ale na pewno nie słuchacze.... jak dla mnie to fantastyczna kapela z tym że ja wole Good morning spider od ostatniej płyty
ja (5 marca 2005) -
No właśnie ludzie mówią o tym Sparklehorse że to super zespoł itd etc że trzy super płyty naghrane itd etc tymczasem ja je wszystkie przesłuchałem i się zawiodłem, pewnie jeszcze bardziej się zawiodłem niż Zwobot na Of Montreal. Trzecia plyta jedynie momentami zdradzała symptomy czegoś dobrego.
Permanent (5 marca 2005) -
no ze sparklehorse jest taki mały problem, że tam zbyt dużo jak na mój gust jest dopowiedziane do końca, zbyt dopiesszczone. podobnie jak na niektórych rzeczach spiritualized. nie ma zostawionego powietrza, miejsca na wyobraźnię słuchacza. jak na mój gust oczywiście. nie mogę słuchać takich płyt bo mnie zaraz mdli. ale zeby przereklamowane? chyba nie ma az takiego szału wokół sparklehorse
zwobot (4 marca 2005) -
mozesz wyjasnic o co chodzi z przereklamowaniem sparklehorse ? linkous nagral trzy swietne plyty, jedna lepsza od drugiej. ostatnia "it's a wonderful life" to jeden z tych albumow, ktora chyba nigdy mi sie nie znudza. szkoda ze ostatnio mark milczy, ale mam nadzieje ze nie powiedzial jeszcze ostatniego slowa.
tomek wasko (4 marca 2005) -
No to ja jeszcze dodam Sparklehorse i Avalanches
Permanent (4 marca 2005) -
sladethe strokesgenesis
zwobot (4 marca 2005) -
skylarking lepsze.
bzdura (3 marca 2005) -
>ah i skoro juz sie produkuje to kuuurwa kto nazwal zespoly w rodzaju the strokes >garazowymi?? i dlaczego wszyscy to podchwycili??? The Hives i White Stripes bardziej jak dla mnie... Strokes wszystko na Pro Toolsie nagrywaja ;)
English Settlement jest lepsze od Skylarking! (3 marca 2005) -
no co ty..? mloda dupa - dobra dupa.
cell in motion (3 marca 2005) -
Avril Lavigne
rekin (3 marca 2005) -
steve a. na temat sy: "One of the best records of the past decade Sonic Youth's "Daydream Nation" is for my money not only the best SY album, but the best rock record or just record period in the past decade (...) Too bad the following SY albums with the exception of "Dirty" and "A Thousand Leaves" didn't match up to the brilliance on this". ale obaj sie zgadzamy ze nie ma to nic do jakosci albumow sy i shellac wiec olac to. i nie mam pojecia co thurston whore sadzi na temat shellac.to ze pixies zainspirowali wiele zespolow to fakt, choc przynajmniej czesc z nich za posrednictwem nirvany. przynajmniej w okresie dzialalnosci pixies, jak sie okazuje wtedy jescze nie byli otoczenia ta kultowa otaczka, i byli tez znacznie mniej popularni niz teraz (wiem bo tam bylem ;) nie no, frank black tak powiedzial w jednym z wywiadow).w kwesti ujecia ich jako punktu zaczepienia do pisania histori: jesli juz to tylko najnowszej a i wtedy musialby to byc jeden z wielu punktow zaczepienia. ah i calkiem powaznie i bez sarkazmu: kiedy piszesz nowa mala masz na mysli ostatnia nowa fale zespolow garazowych, tak? bo nowych fal to juz troche bylo, a moje pierwsze skojarzenia z tym terminem to okolice the cure. z tym ze pixies to inspiracja dla wspolczesnych "garazowcow" nie zamierzam dyskutowac. natomiast co radiohead, to nie wiem, chyba moglbym sobie wyobrazic sobie ten zespol bez pixies, choc musialbym wrocic do pablo honey a na to specjalnej ochoty nie mam. w kazdym razie nawet jezeli pierwsze plyty nie powstalyby bez pixies to pozne juz na pewno (ta, oczywiscie pomijajac oczywisty fakt ze bez pierwszych nie byloby poznych).moja teza generalnie mowi ze same albumy pixies nie sa wystarczajaco uh Dobre (z wielkiej litery, czyli innowacyjne, popychajace muzyke do przodu i inne takie) aby zaslugiwaly na miejsce w penteonie (gdzie wlasciwie wszyscy je umieszczaja). co nie zmienia faktu ze ich plyty sa absolutnie zajebiste (fajne, zadziorne i az chce sie ich sluchac).ah i skoro juz sie produkuje to kuuurwa kto nazwal zespoly w rodzaju the strokes garazowymi?? i dlaczego wszyscy to podchwycili???
cell in motion (2 marca 2005) -
a to dziwne stwierdzenie: że jak ktoś uważa pixies za wielki zespół to jest burakim co z trzy płyty zna i się wymądza...bardzo logiczny i mądry osąd:/
ja (2 marca 2005) -
no tak, chyba miales na mysli faze przejsciowa miedzy maniakalnym sluchaczem nirvany i snobistycznym niezall-expertem. fakt, ze niektorzy z niej nigdy nie wyrastaja.nawiazujac do dwojga bohaterow Twojego posta: steve albini, znany tylko i wylacznie z tego, ze byl producentem in utero, rowniez nie widzi nic ciekawego w sonic youth. domyslam sie, ze w druga strone to tez dziala i ze pan moore podobnie ocenia dokonania shellaca. so what?nikt mi nie zabierze prawa do twierdzenia, ze gdyby nie pixies, nie byloby zespolow takich jak radiohead. a juz NA PEWNO nie byloby calej tej "nowej fali", ktora jest zjawiskiem jak najbardziej mainstreamowym. cnd.
agencja reklamowa (2 marca 2005) -
a coz ma stosunek panow z radiohead do pixies z porownywaniem albumow tychze zespolow? kurt kombajn pixies wielbil, thurston moore nie widzi w nich nic ciekawego... i co z tego wynika? nic (poza faktem ze kurt kombajn pixies wielbil a thurston moore nie widzi w nich nic ciekawego, of korz)coz o tym czy na wiekszego lola zasluguje nazywanie kid a przecietnym czy porownyanie muzy pixies z rdhd z korzyscia dla tych drugich osadzi historia ;)tzn zgadzam sie ze porownywanie pixies i radioglowych z wielu wzgledow jest totalnie od czapy, mi chodzilo o szeroko rozumiana jakosc albumow.a punkt zaczepienia pixies do rockowego mainstreamu polega chyba tylko na tym ze byli wielka inspiracja dla nirvany.ah i w kwestii osluchania przecietnego niezal odbiorcy: no zwyczajnie takie mam doswiadczenia zyciowe ze osoby ktore nazywaja pixies najwazniejszym (albo jednym z kilku) zespolem swoich czasow zwyczajnie nie znaja wielu plyt ktorych to znajomosc uprawniala by je do wydawania takiego sadu. krocej: koles przeczytal w necie ze pixies za zajebisci, zna dwie ich plyty, po za tym ma jedna plytes sonic youth ktorej nigdy nie przesluchal w calosci. na codzien slucha white stripes, strokes, coldplay i muse i wie wszystko co trzeba o wspolczenej muzyce rockowej.i znow takie mam wrazenie,nie podparte zadnymi naukowymi badaniami, ze tacy kolesie (i kolezanki) zdecydowanie przewazaja liczebnie nad osobami ktore steve'a albiniego kojarza z innymi plytami niz in utero. bo sorry:jak ktos odmawia wielkosci plytom u2, led zep, metalliki, radiohead, beatelsow (wszystko przyklady z tego tematu) to.. albo niech je wezmie i poslucha albo zamilknie.ta choc rozumiem wymienianie u2 czy metalicznych na zasadzie ze kiedys to byli ok ale zapomnieli sie rozwiazac, ale i tak achtung baby czy master of puppets to krazki zapewniajaca chwale wieczysta, a co za tym idzie owe zespoly nie powinny znalezc sie w tym temacie.
cell in motion (2 marca 2005) -
... z oasis jako punktem zaczepienia zeby mnie nikt nie posadzil o afekt do tego bandu.
agencja reklamowa (1 marca 2005) -
akurat kto jak kto, ale pixies to punkt zaczepienia do pisania o historii muzyki rockowej tak niezależnej, jak i mainstreamowej.co do porownania pixies z tymi przecietnymi (szczegolnie kid a) albumami rh to ktos tu zasluzyl na wielki lol. polecam fragmenty wywiadow z rh, gdzie chlopaki dostaja orgazmu na dzwiek slowa 'pixies'.odnoszac sie do ostatniej czesci posta cell in motion mam wrazenie, ze gdybym spadl z wysokosci, na ktorej stawia sie autor, nie wyszedlbym z tego zywy. male osluchanie przecietnego niezall-odbiorcy? alez kto ma wieksze? chyba ze Ponadprzecietni-Niezall-Odbiorcy. lol normalnie znowu. naprawde troszke pokory by sie przydalo.
agencja reklamowa (1 marca 2005)