INNE - FORUM

Queen

20 lutego 2005

od jakiegos już czasu przeglądam to forum, pokazał mi je przyjaciel, który jest tu bywalcem. jest tu troche wątków typu "najlepszy utwór", najlepsza płyta" itp., w tych wątkach duzo różnych propozycji, ale... wśrod tych "naj" bardzo brakuje mi Queen.
w muzyce jak w życiu mało co jest obiektywne, ale mysle ze wiekszosć z Was zgodzi sie ze mną, ze Brian jest świetnym gitarzystą, Freddie był genialnym wokalistą i niebywałą osobowością, ze maja w dorobku fenomenalne płyty (chocby Innuendo czy A night at the opera) i utwory (od najbardziej znanych jak Rapsodia do tych troche mniej jak choćby Good old-fashioned lover boy czy Mother love - tez przeciez świetnych).
jest tez w koncu queen grupą, która zostawiła po sobie mnóstwo rozpoznawalnych przez wszystkich na całym świecie utworów (Rapsodia, We are the champions, I want to break free, Friends will be friends, Radio ga ga itd itd) - w tej kategori sa konkurencja nawet dla beatelsów
kończąc, bo sie rozpisałem: sprobujcie na chwile zapomnieć jak bardzo i od dawna już Queen jest Wam znany i napiszcie prosze kilka zdań, co w tym zespole cenicie najbardziej albo wręcz odwrotnie - bo i takie opinie przyjmę z pokorą:)

pozdrawiam i z góry dziękuje za odpowiedzi
greg

greg
  • Queen jest ekstra super!
    pompon (24 lutego 2005)
  • Queen, dla mnie tez pierwszy wielki band i potem dlugo dlugo nic. Biorac pod uwage, ze do 13 roku zycia nie mialem zadnego sprzetu glosnograjacego, a wieze zdobylismy dopiero jak mialem 15 lat, to w sumie duze szczescie, ze zaczalem wlasnie od Mercury'ego. Bo moglo byc gorzej. ;)
    Piotrek (22 lutego 2005)
  • gdy miałem lat 8, queen byli całym kosmosem. już w epoce pre-kompaktowej posiadałem calutką, co do tytułu, dyskografię zespołu. znałem na pamięć teksty piosenek. zaczytywałem się w książkach na temat, ogarniałem biografie członków. schodziłem 3 piętra w dół klatki do naszego znajomego sąsiada żeby posłuchać z analogów Night At The Opera i News Of The World. na żywo oglądałem przejęty (i rejestrowałem na VHS, gdzieś jest kaseta do dziś) koncert na wembley pamięci mercurego. ponieważ od wtedy minęło sporo czasu i zdążyłem się pasjonować wieloma innymi zjawiskami, średnio wracam dziś do dokonań grupy. wciąż, wczesne post-zeppelinowe hard-rocki są solidne, Opera broni się jako wyjątkowy album art-popowy, a pośród fali nawrócenia przyzwoitych uprzednio artystów na kicz w latach 80-tych queen wypadli chyba najefektowniej. Innuendo ma osobne prawa. Made In Heaven powinno być finałowym akcentem w dorobku formacji. to, co pozostali 3 muzycy wyprawiali po śmierci mercurego, w sensie finansowego eksploatowania zasobów naiwnych wiernych fanów, prób reaktywacji z nowym wokalistą, oraz generalnie niepotrzebnego absorbowania medialną obecnością, woła o pomstę do nieba. na przestrzeni lat, queen zyskało sobie dziwny status: to całkiem wielka kapela, a mercury był bossem, aczkolwiek nikt nie czuje potrzeby wracania do ich spuścizny. niewtajemniczeni weźcie Operę na początek. besta besta, says grecki.
    borys d (22 lutego 2005)
  • kajam się okrutnie. zakopałem się i znikam na długie lata(bo te kasety w domu rodzinnym są i tak dawno ich nie oglądałem)
    krewki (22 lutego 2005)
  • Poza tym: Krewki, "Mustafa" to pierwszy utwór z płyty "Jazz".
    Tomasz L. (22 lutego 2005)
  • A, no i "Queen At The Beeb": najbardziej niedoceniana ich płyta, a przecież też solidna porcja dobrego rocka.
    Tomasz L. (22 lutego 2005)
  • To prawda, Greg, pomyliłeś forum. Tu usłyszysz, że - choć Porcys nic nie ma do gejów - to Queen był pedalskim zespołem i niech sp..., oczywiście bez podania przyczyn, ewentualnie otrzymasz informację, że Queenów słuchają pseudoalternatywne panienki, co Porcys uważa za grzech śmiertelny. Możesz też usłyszeć, że Frieddie był gówno dupa dupa dupa gówno. Wciąż, doświadczysz też postaci klilku bardzo mądrych, acz kompletnie bezsensownie użytych angielskich zwrotów, którymi redaktorzy poinformują cię, że twój post ma obiektywnie zerową wartość i jako taki zostanie skasowany (co spotka i niniejszą wypowiedź zresztą). Choć z drugiej strony wypada ci się cieszyć, że nikt z członków Queen nie miał odległęgo przodka Polaka, bo wtedy to by się dopiero zespołowi dostało za polandstwo.A sama formacja... Podobnie jak i u Jędrzeja, to był mój pierwszy świadomie słuchany zespół. Potem poszedł w kąt, ale ostatnio do niego wróciłem i stwierdziłem, iż płyty do "A Day At The Races" są wciąż naprawdę świetne; następnych już tak nie trawię z powodu nieraz zbyt dużej dawki plastiku, jakkolwiek "Hot Space" też ma w sobie jakiś perwersyjny urok. Na "Innuendo" również są przejmujące, wielkie w swej szczerości utwory. Ale i tak najlepsi byli na początku: szczególnie podobał mi się ten niepowtarzalny hardrockowo-baśniowy klimat ich utworów, gdzie zaskakująco do dziś mocnej wymiatance Maya wtórował quasi-mistyczny fortepian Mercurego. Fakt, byli w tym mocno patetyczni, ale zawsze szczerzy, i stąd wciąż autentycznie wzrusza mnie takie na przykład "Seven Seas Of Rhye". Tylko wolę nie pamiętać, że Frieddie zawodził potem w "A Kind Of Magic" czy innym "Princes Of The Universe".No i wokal Frieddiego. Tego się nie da podrobić.
    Tomasz L. (22 lutego 2005)
  • Queen to całe moje dzieciństwo, kurde. Poważka, to był mój pierwszy zespół. Odświeżylem sobie niedawno Innuendo (po niemal ... dekadzie?) i stwierdziłem, że bardzo dobra płyta, ale niewiele więcej. Podobnie w sumie cała twórczość. Sporo świetnych piosenek ale i dużo takich sobie, jak dla mnie nie można na zespół patrzeć przez pryzmat składanek Best Of, wyładowanych przecież po brzegi pięknymi hookami i zwiewającymi włosy z głowy solówkami May'a. Sporo Queenowi dodał swoją bossowska (absolutnie!) postacią Freddy.
    Jędrzej (21 lutego 2005)
  • Czyżbyś zabraniał Gregowi wolności słowa i gustów? Czy porcys(redkatorzy i czytelnicy-forumowicze) są na tyle hermetyczni, że każde odstępstwo od normy "niezal-muzy" traktuje jak profancję portalu?
    Norman (21 lutego 2005)
  • Drogi "Gregu" chyba pomyliłeś forum.....
    Borg (21 lutego 2005)
  • a day at the races tez (mustafa mustafa!!!!)
    krewki (21 lutego 2005)
  • a ja uważam, że moim zdaniem mi się wydaje, że A Night At The Opera to bardzodobra płyta. i chuj.
    palczak90 (21 lutego 2005)
  • a propo tematu:hmmm...Naprawdę greg o Queen to nie to forum... chyba że z sentymentu ludzie powspominają.. tak jakoś w ogóle z zaskoczenia wziąłeś nas :) Jest tyle starych dobrych zespołów.. czemu Queen akurat? a może to prowokacja? :)Tu już dosyć drażliwych tematów jest.. zobacz jak na wszystko alergicznie się reaguje.. :)
    Rydzyk (21 lutego 2005)
  • Ponoć Fredie Mercury to idol Michała Wiśniewskiego.
    Miei (21 lutego 2005)
  • nie przepadam za queen...
    tomek wasko (21 lutego 2005)
  • Oj Greg lepiej nikogo tu nie proś o zdanie na temat Queen. Trafiłeś na obóz Homofobów Muzycznych
    Obły (21 lutego 2005)
  • queen to dziady
    pani stanisława (21 lutego 2005)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)